Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GKS Katowice zamknął rozdział w glorii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Zagłębie Lubin. GiekSa wygrała 1:0 (0:0).

 

gazetawroclawska.pl – Zagłębie nie popsuło piłkarskiego święta w Katowicach

KGHM Zagłębie Lubin przegrało z GKS-em Katowice 0:1. Było to ostatnie spotkanie o stawkę na legendarnym obiekcie przy ul. Bukowej w Katowicach.

Zagłębie Lubin pojechało do Katowic w poszukiwaniu drugiego ligowego zwycięstwa w 2025 roku. Lubinianom mocno zajrzało w oczy widmo spadku, dlatego nie chcąc wylądować w strefie spadkowej bez oglądania się na rywali, w Katowicach musieli wygrać.

Trener Marcin Włodarski, pod którym stołek staje się coraz gorętszy, po porażce z Piastem Gliwice dokonał tylko dwóch zmian, w tym jednej wymuszonej. Pauzującego za kartki Damiana Dąbrowskiego zastąpił Adam Radwański, a za plecami ustawionego najwyżej Tomasza Pieńki operował Szwed Ludvig Fritzson. Na ławce rezerwowych wylądował Marek Mróz.

GKS Katowice jest w zupełnie innym położeniu. Podopieczni Rafała Góraka plasują się w środkowej strefie boiska i nie muszą nerwowo oglądać się na siebie. Presja jednak była, ponieważ niedzielny mecz był oficjalnym pożegnaniem legendarnego stadionu przy ul. Bukowej w Katowicach.

Wybudowany w latach 50′ obiekt okres świetności już dawno ma za sobą. Niewiele zmieniało się tam od ostatniej gruntownej renowacji, jaka miała miejsce jeszcze w latach 80′. Dla wielu kibiców starszej daty ten obiekt to żywy pomnik futbolu z okresu PRL-u. W 1994 roku GKS podejmował tam francuskie Girondins Bordeaux w el. Pucharu UEFA, przez co przy Bukowej zagrali tacy piłkarze jak Bixente Lizarazu, Zinédine Zidane czy Christophe Dugarry.

Ci sami, którzy cztery lata później sięgnęli po tytuł mistrzów świata z reprezentacją Francji. Choć Bordeaux wyeliminowało wówczas GKS, to akurat w Katowicach Francuzi przegrali 0:1, do czego nawiązywała oprawa kibiców „GieKSy” w niedzielnym spotkaniu z Zagłębiem. „Ej Zizou, pamiętasz, jak przegrałeś na Bukowej?” – czytamy na jednym z transparentów. Poniżej widniał napis „Schodziło stąd przegranych kilku przyszłych mistrzów świata”.

Na pożegnaniu Bukowej obecni byli także byli piłkarze i trenerzy zasłużeni dla GKS-u Katowice, w tym m.in. były selekcjoner reprezentacji Polski Adam Nawałka.

Atmosfera była podniosła, ale sam mecz niestety – mówiąc kolokwialnie – nie dowiózł. Pierwsza połowa, choć pod względem tempa i intensywności stała na niezłym poziomie, jednym i drugim nie można było odmówić zaangażowania, to brakowało okazji. Żadna ze stron nie stworzyła sobie ani jednej 100 proc. szansy na gola.

– Nie będziemy strzelać goli, jeśli nie będziemy kreować większej liczby sytuacji. Musimy się w tym zakresie poprawić – mówił w przerwie wypożyczony z Lecha Poznań do „GieKSy” napastnik Filip Szymczak.

Świadomość problemu była i to po obu stronach, ale rozwiązania nie znaleziono. Drugie 45 min było bliźniaczo podobne i poza stałymi fragmentami gry nie było większych szans na gole. W dalszym ciągu jednak bramkarze Dawid Kudła i Dominik Hładun nie mieli okazji do wykazania się. Do 78. min w statystykach widniał… jeden celny strzał. W dodatku niezbyt groźny.

Dopiero wtedy wprowadzony z ławki napastnik – Sebastian Bergier – wykorzystał ostre dośrodkowanie Adriana Błąda z prawej strony i wprawił kibiców w szał radości. Wychowanek Śląska Wrocław wskakując przed Aleksa Ławniczaka, sprytnie wygrał walkę o pozycję i strzelił swojego 7. gola w tym sezonie.

Zagłębie nie mając czego bronić, rzuciło się do odrabiania strat. Włodarski chciał rozruszać ofensywę, wpuszczając na boisko ofensywnego Marcela Regułę za defensywniej usposobionego Jakuba Kolana, ale na niewiele się to zdało. Najlepsze okazje do wyrównania Zagłębie miało przy strzałach głową Ławniczaka po rzutach rożnych, ale brakowało mu odrobiny precyzji i trzy punkty zostały w Katowicach.

Gospodarze mają prawo cieszyć się, że pożegnali swój stadion zwycięstwem. W kolejnym domowym spotkaniu podejmą zaprzyjaźniony Górnik Zabrze na nowoczesnym obiekcie przy ul. Upadowej, mogącym pomieścić niespełna 15 tys. widzów.

 

goal.pl – GKS Katowice zamknął rozdział w glorii, Zagłębie ma problem

GKS Katowice w meczu 24. kolejki PKO BP Ekstraklasy przerwał serię bez zwycięstwa, pokonując Zagłębie Lubin (1:0). GieKSa ma już na swoim koncie dziewięć zwycięstw w sezonie.

[…] Tymczasem pierwsza połowa niedzielnej rywalizacji upłynęła pod znakiem hasła: “Im strzelać nie kazano”. Na przerwę GKS i Zagłębie udały się, nie mając na swoim koncie nawet jednego celnego strzału, co obrazowało dobitnie postawę obu ekip. Faktem jest jednak, że większą ochotę do gry w ataku wykazywali goście, mający osiem prób z uderzeniami. Celowniki były jednak bardzo źle nastawione. Gospodarze natomiast przeważali pod względem utrzymania przy piłce, ale nic to nie dawało.

Po zmianie stron scenariusz gry zbytnio nie uległ zmianie. Strzałów było jak na lekarstwo. W końcu nadszedł ostatni kwadrans meczu. Na normalne wydawało się pytanie ze strony szalikowców gości w kierunku gospodarzy: “Coście tak cicho”, reakcja była wybitna. Bramkę w 78. minucie zdobył Sebastian Bergier, wykorzystując podanie od Adriana Błąda. Napastnik katowiczan wszedł na boisko w 60. minucie w miejsce Filipa Szymczaka i szybko udowodnił, że należy mu się gra w wyjściowej jedenastce. Wypożyczony z Lecha Poznań gracz jest natomiast już od 168 dni bez trafienia.

 

weszlo.com – Pożegnanie Bukowej: na trybunach święto, na boisku stypa

„Schodziło stąd przegranych kilku przyszłych mistrzów świata”, głosił transparent wywieszony na sybolicznym pożegnaniu stadionu przy Bukowej. Do tego zacnego grona dołącza trochę mniej zacna grupa piłkarzy Zagłębia Lubin, którzy też idą po swoje mistrzostwo świata – w nijakości, przezroczystości, apatyczności, marnowaniu potencjału. Zespół z Lubina zagrał na swoim stałym poziomie, a GKS się do niego, niestety, dopasował.

Na trybunach odbyło się prawdziwe święto – nie mogło być inaczej, skoro to ostatni mecz GKS-u na legendarnym obiekcie przy Bukowej. Obejrzeliśmy oprawę z Materazzim i Zidanem (dla młodszych czytelników: w latach dziewięćdziesiątych katowiczanie wyrzucali z Pucharu UEFA jego Bordeaux), kilka pokazów pirotechnicznych, czarno-żółto-zielone balony wypuszczone w niebo, flagi z Janem Furtokiem, Adama Nawałkę uświetniającego wydarzenie na trybunach… I jeszcze napis: „Spośród tylu pięknych wspomnień, tych z Bukowej nie zapomnę”.

To na pewno nie o dzisiejszym meczu. O nim akurat wszyscy bardzo szybko zapomnimy.

„Ni ma co godoć”, powiedziałby o tym starciu Marcin Malinowski. GKS i Zagłębie chciały, ale nie wiedziały, jak zagadać. Do zmiany stron obie drużyny wyglądały w zasadzie identycznie: wyprowadzały akcje nieśmiało, konwencjonalnie, przewidywalnie. Pierwszą połowę zakończyły bez ANI JEDNEGO celnego strzału.

Mogliśmy doszukiwać się pozytywów na siłę: a to gościom czasem udał się pressing na połowie rywala, a to u gospodarzy kilka przebłysków zaliczył Galan, lecz oczywiście bez jakichkolwiek konkretów. Więcej prób miało po swojej stronie Zagłębie, ale jakie to próby: niecelne główki Fritzona i Pieńki, jakiś wizjonerski strzał Szmyta z ostrego kąta…

W drugiej połowie było minimalnie lepiej, ale to nie znaczy, że dobrze – po prostu po zimnej zupie dostaliśmy niedogotowanego kotleta. O wyniku zadecydowało to, że kucharze z Katowic bardziej się starali. Przede wszystkim wyszła im jedna, kluczowa akcja w meczu: Czerwiński przyspieszył prostopadłym podaniem, Błąd wystawił do pustaka, gdzie formalności dopełnił Bergier, pokazując w ten sposób trenerowi Górakowi, że pomylił się sadzając na ławce najlepszego polskiego napastnika w Ekstraklasie.

I to tyle, jeśli chodzi o wydarzenia boiskowe.

GKS zatem usprawiedliwiamy – grał źle, ale wygrał, zostawił na boisku więcej serca, ogarnął się w kluczowym momencie. Za to dla Zagłębia powoli przestajemy widzieć ratunek.

 

miedziowe.pl – Strefa spadkowa coraz bliżej

Czwartą porażkę z rzędu odnieśli piłkarze KGHM Zagłębia Lubin. W niedzielnym spotkaniu ulegli w Katowicach miejscowemu GKS-owi 0:1. Miedziowi nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę gospodarzy.

[…] Dla obu zespołów dzisiejszy mecz był ważny, bo lubinianie potrzebują punktów, a GKS chciał w dobrym stylu pożegnać się z „Blaszokiem”, na którym rozgrywał ostatni mecz w historii.

Pierwsze 45 minut gry nie przysporzyło emocji. Bramkarze obu ekip nie mieli pola do popisu, bo nie padł ani jeden celny strzał. Sytuacja na boisku nie zmieniła się w drugiej połowie. Nadal przy piłce częściej byli gospodarze, ale Zagłębie stwarzało więcej sytuacji w polu karnym rywala. Dopiero w 59′ pierwszy celny strzał w meczu oddał piłkarz GKS-u. Jego uderzenie nie sprawiło problemów Hładunowi. Dwadzieścia minut później bramkarz Zagłębia musiał wyciągać piłkę z siatki. Wychowanek Miedziowych Adrian Błąd dośrodkował w pole karne do Bergiera i ten wyprowadził drużynę z Katowic na prowadzenie.

 

wkatowicach.eu – Zwycięskie pożegnanie z Bukową. GKS Katowice-Zagłębie Lubin 1:0

Nastał historyczny dzień. 9 marca (niedziela) na Stadionie Miejskim w Katowicach przy ulicy Bukowej odbył się ostatni mecz męskiej drużyny GKS-u Katowice w tym miejscu. GieKSa walczyła z Zagłębiem Lubin. Panowały wielkie emocje. GKS wygrał starcie z wynikiem 1:0.

[…] 9 marca to ważny dzień w historii GKS-u Katowice i jego kibiców. Nadszedł czas pożegnania ze starym stadionem przy ulicy Bukowej. Przynajmniej dla męskiego zespołu GieKSy. Mecz 24. kolejki PKO BP Ekstraklasy GKS Katowice rozgrywał z Zagłębiem Lubin.

9 marca to także wyjątkowa data. Tego dnia w 1962 roku urodził się Jan Furtok. Legenda GKS-u, która zmarła w listopadzie ubiegłego roku. Od tego meczu klub chce stworzyć nową tradycję.  Po przedstawieniu przez spikera meczowej jedenastki GieKSy, spiker zawsze dodatkowo wyczyta imię najlepszego piłkarza w dziejach klubu, a kibice wykrzykną jego nazwisko.

Bramkę dla GieKSy w 78. minucie meczu strzelił Sebastian Bergier. Rywale nie wbili nam gola do końca rozgrywki. Mecz zakończył się więc zwycięstwem 1:0 dla GKS-u Katowice.

Z okazji ostatniego meczu na Bukowej przygotowano wiele atrakcji. Przy wejściu na stadion można było zobaczyć banery przypominające wielkie chwile obiektu przy Bukowej. Na wszystkich czekały pamiątkowe bilety z tego spotkania. Specjalnie uruchomiono także historyczny zegar stadionowy. Przy Trybunie Głównej ustawiony został specjalny namiot, w którym można było zobaczyć wystawę koszulek i szalików. We wspomnianym namiocie można było spotkać legendy GieKSy – Piotra Piekarczyka i Janusza Jojko. Na stadionie gościł również Adam Nawałka.

Gościem specjalnym wydarzenia był raper Burdel, który wstąpił przed meczem i w jego przerwie. Zagrał swój nowy utwór oddający hołd stadionowi przy Bukowej – Wiem, gdzie mój dom.

Dla najmłodszych przygotowano strefę z dmuchańcem, bramką celnościową oraz piłkarskim dartem. Pojawiły się też stoły do subsoccera. Swoje atrakcje z nagrodami przygotowali również partnerzy i sponsorzy meczu. W trakcie imprezy można było także zdobyć koszulki wystrzeliwane ze specjalnych wyrzutni. Na kibiców czekała także strefa gastro.

Pierwszy mecz na nowym Stadionie Miejskim przy ulicy Nowa Bukowa zostanie rozegrany 30 marca (niedziela). Będzie to spotkanie z Górnikiem Zabrze. Przy ulicy Bukowej nadal rozgrywać mecze będzie żeński skład GieKSy. Piłkarki podejmą tutaj Pogoń Szczecin już 22 marca o godz. 19:30.

 

katowice.naszemiasto.pl – Piłkarze GKS Katowice rozegrali ostatni swój mecz na legendarnym stadionie! Wygrali z Zagłębiem Lubin, a fani przygotowali efektowną oprawę

To była niezwykła niedziela na Bukowej. Piłkarze GKS Katowice rozegrali ostatni swój mecz na tym legendarnym stadionie i wygrali go – z Zagłębiem Lubin – 1:0. Kolejny, z Górnikiem Zabrze, ma się odbyć już na nowej arenie.

Mecz z Zagłębiem Lubin przyciągnął na Bukową blisko 7.000 kibiców  Powód był oczywisty – niedzielne spotkanie było ostatnim (przynajmniej zgodnie z zapowiedziami władz miasta), jakie piłkarze GKS Katowice rozegrali na stadionie przy Bukowej.

Fani przygotowali okolicznościowe oprawy, pojawiło się wiele dawnych gwiazd klubu, a nawet dawno nie widziany były trener GieKSy i reprezentacji Polski Adam Nawałka.

– Po raz ostatni byłem tu jeszcze jako szkoleniowiec Górnika. GKS, właśnie Górnik, i Wisła Kraków to trzy kluby, które zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Z takiej okazji musiałem się pojawić na Bukowej, którą zawsze darzyłem dużym sentymentem. No i uważam, że to wyjątkowy stadion pod względem komfortu oglądania meczów – mówił były selekcjoner.

W pierwszej połowie oglądanie nie było jednak zbytnio absorbujące. Piłkarze nie oddali żadnego celnego strzału, szukając słabych stron rywali. Największe wrażenie wywarła sytuacja, w której Ludvig Fritzson przeleciał przez bandę reklamową, wylądował stojąc na rękach, a próbujący go ratować Alan Czerwiński w ostatniej chwili złapał zawodnika Zagłębia za spodenki.

Po zmianie stron były już zdecydowanie ciekawiej, a tempo gry wyraźnie wzrosło. W 60 minucie trybuny mocno zareagowały, gdy po rzucie rożnym Arkadiusz Jędrych oddał strzał, z którym duże problemy miał Dominik Hładun, ale żaden z katowiczan nie zdążył z dobitką. Kibice pełni szczęścia doczekali się w 78 minucie. Adrian Błąd mocno zacentrował w pole karne, a wbiegający między dwoma obrońcami Sebastian Bergier z 3 metrów wpakował piłkę do siatki!

Jak się okazało był to rozstrzygający moment spotkania, które kończyło się pod wysokim napięciem, a na murawie omal nie doszło do bójki. Efektem zajść były żółte kartki.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    3kolory

    10 marca 2025 at 18:59

    Nie wiem czy to Witek czy gazetawrocławska.pl popełniło błąd pisząc …choć Bordeaux wyeliminowało wówczas GKS …ja pierdole
    Inter Cardiff potem Aris Saloniki potem Bordeaux dostały baty 💪

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga