Piłka nożna Prasówka
GKS Katowice zamknął rozdział w glorii
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Zagłębie Lubin. GiekSa wygrała 1:0 (0:0).
gazetawroclawska.pl – Zagłębie nie popsuło piłkarskiego święta w Katowicach
KGHM Zagłębie Lubin przegrało z GKS-em Katowice 0:1. Było to ostatnie spotkanie o stawkę na legendarnym obiekcie przy ul. Bukowej w Katowicach.
Zagłębie Lubin pojechało do Katowic w poszukiwaniu drugiego ligowego zwycięstwa w 2025 roku. Lubinianom mocno zajrzało w oczy widmo spadku, dlatego nie chcąc wylądować w strefie spadkowej bez oglądania się na rywali, w Katowicach musieli wygrać.
Trener Marcin Włodarski, pod którym stołek staje się coraz gorętszy, po porażce z Piastem Gliwice dokonał tylko dwóch zmian, w tym jednej wymuszonej. Pauzującego za kartki Damiana Dąbrowskiego zastąpił Adam Radwański, a za plecami ustawionego najwyżej Tomasza Pieńki operował Szwed Ludvig Fritzson. Na ławce rezerwowych wylądował Marek Mróz.
GKS Katowice jest w zupełnie innym położeniu. Podopieczni Rafała Góraka plasują się w środkowej strefie boiska i nie muszą nerwowo oglądać się na siebie. Presja jednak była, ponieważ niedzielny mecz był oficjalnym pożegnaniem legendarnego stadionu przy ul. Bukowej w Katowicach.
Wybudowany w latach 50′ obiekt okres świetności już dawno ma za sobą. Niewiele zmieniało się tam od ostatniej gruntownej renowacji, jaka miała miejsce jeszcze w latach 80′. Dla wielu kibiców starszej daty ten obiekt to żywy pomnik futbolu z okresu PRL-u. W 1994 roku GKS podejmował tam francuskie Girondins Bordeaux w el. Pucharu UEFA, przez co przy Bukowej zagrali tacy piłkarze jak Bixente Lizarazu, Zinédine Zidane czy Christophe Dugarry.
Ci sami, którzy cztery lata później sięgnęli po tytuł mistrzów świata z reprezentacją Francji. Choć Bordeaux wyeliminowało wówczas GKS, to akurat w Katowicach Francuzi przegrali 0:1, do czego nawiązywała oprawa kibiców „GieKSy” w niedzielnym spotkaniu z Zagłębiem. „Ej Zizou, pamiętasz, jak przegrałeś na Bukowej?” – czytamy na jednym z transparentów. Poniżej widniał napis „Schodziło stąd przegranych kilku przyszłych mistrzów świata”.
Na pożegnaniu Bukowej obecni byli także byli piłkarze i trenerzy zasłużeni dla GKS-u Katowice, w tym m.in. były selekcjoner reprezentacji Polski Adam Nawałka.
Atmosfera była podniosła, ale sam mecz niestety – mówiąc kolokwialnie – nie dowiózł. Pierwsza połowa, choć pod względem tempa i intensywności stała na niezłym poziomie, jednym i drugim nie można było odmówić zaangażowania, to brakowało okazji. Żadna ze stron nie stworzyła sobie ani jednej 100 proc. szansy na gola.
– Nie będziemy strzelać goli, jeśli nie będziemy kreować większej liczby sytuacji. Musimy się w tym zakresie poprawić – mówił w przerwie wypożyczony z Lecha Poznań do „GieKSy” napastnik Filip Szymczak.
Świadomość problemu była i to po obu stronach, ale rozwiązania nie znaleziono. Drugie 45 min było bliźniaczo podobne i poza stałymi fragmentami gry nie było większych szans na gole. W dalszym ciągu jednak bramkarze Dawid Kudła i Dominik Hładun nie mieli okazji do wykazania się. Do 78. min w statystykach widniał… jeden celny strzał. W dodatku niezbyt groźny.
Dopiero wtedy wprowadzony z ławki napastnik – Sebastian Bergier – wykorzystał ostre dośrodkowanie Adriana Błąda z prawej strony i wprawił kibiców w szał radości. Wychowanek Śląska Wrocław wskakując przed Aleksa Ławniczaka, sprytnie wygrał walkę o pozycję i strzelił swojego 7. gola w tym sezonie.
Zagłębie nie mając czego bronić, rzuciło się do odrabiania strat. Włodarski chciał rozruszać ofensywę, wpuszczając na boisko ofensywnego Marcela Regułę za defensywniej usposobionego Jakuba Kolana, ale na niewiele się to zdało. Najlepsze okazje do wyrównania Zagłębie miało przy strzałach głową Ławniczaka po rzutach rożnych, ale brakowało mu odrobiny precyzji i trzy punkty zostały w Katowicach.
Gospodarze mają prawo cieszyć się, że pożegnali swój stadion zwycięstwem. W kolejnym domowym spotkaniu podejmą zaprzyjaźniony Górnik Zabrze na nowoczesnym obiekcie przy ul. Upadowej, mogącym pomieścić niespełna 15 tys. widzów.
goal.pl – GKS Katowice zamknął rozdział w glorii, Zagłębie ma problem
GKS Katowice w meczu 24. kolejki PKO BP Ekstraklasy przerwał serię bez zwycięstwa, pokonując Zagłębie Lubin (1:0). GieKSa ma już na swoim koncie dziewięć zwycięstw w sezonie.
[…] Tymczasem pierwsza połowa niedzielnej rywalizacji upłynęła pod znakiem hasła: “Im strzelać nie kazano”. Na przerwę GKS i Zagłębie udały się, nie mając na swoim koncie nawet jednego celnego strzału, co obrazowało dobitnie postawę obu ekip. Faktem jest jednak, że większą ochotę do gry w ataku wykazywali goście, mający osiem prób z uderzeniami. Celowniki były jednak bardzo źle nastawione. Gospodarze natomiast przeważali pod względem utrzymania przy piłce, ale nic to nie dawało.
Po zmianie stron scenariusz gry zbytnio nie uległ zmianie. Strzałów było jak na lekarstwo. W końcu nadszedł ostatni kwadrans meczu. Na normalne wydawało się pytanie ze strony szalikowców gości w kierunku gospodarzy: “Coście tak cicho”, reakcja była wybitna. Bramkę w 78. minucie zdobył Sebastian Bergier, wykorzystując podanie od Adriana Błąda. Napastnik katowiczan wszedł na boisko w 60. minucie w miejsce Filipa Szymczaka i szybko udowodnił, że należy mu się gra w wyjściowej jedenastce. Wypożyczony z Lecha Poznań gracz jest natomiast już od 168 dni bez trafienia.
weszlo.com – Pożegnanie Bukowej: na trybunach święto, na boisku stypa
„Schodziło stąd przegranych kilku przyszłych mistrzów świata”, głosił transparent wywieszony na sybolicznym pożegnaniu stadionu przy Bukowej. Do tego zacnego grona dołącza trochę mniej zacna grupa piłkarzy Zagłębia Lubin, którzy też idą po swoje mistrzostwo świata – w nijakości, przezroczystości, apatyczności, marnowaniu potencjału. Zespół z Lubina zagrał na swoim stałym poziomie, a GKS się do niego, niestety, dopasował.
Na trybunach odbyło się prawdziwe święto – nie mogło być inaczej, skoro to ostatni mecz GKS-u na legendarnym obiekcie przy Bukowej. Obejrzeliśmy oprawę z Materazzim i Zidanem (dla młodszych czytelników: w latach dziewięćdziesiątych katowiczanie wyrzucali z Pucharu UEFA jego Bordeaux), kilka pokazów pirotechnicznych, czarno-żółto-zielone balony wypuszczone w niebo, flagi z Janem Furtokiem, Adama Nawałkę uświetniającego wydarzenie na trybunach… I jeszcze napis: „Spośród tylu pięknych wspomnień, tych z Bukowej nie zapomnę”.
To na pewno nie o dzisiejszym meczu. O nim akurat wszyscy bardzo szybko zapomnimy.
„Ni ma co godoć”, powiedziałby o tym starciu Marcin Malinowski. GKS i Zagłębie chciały, ale nie wiedziały, jak zagadać. Do zmiany stron obie drużyny wyglądały w zasadzie identycznie: wyprowadzały akcje nieśmiało, konwencjonalnie, przewidywalnie. Pierwszą połowę zakończyły bez ANI JEDNEGO celnego strzału.
Mogliśmy doszukiwać się pozytywów na siłę: a to gościom czasem udał się pressing na połowie rywala, a to u gospodarzy kilka przebłysków zaliczył Galan, lecz oczywiście bez jakichkolwiek konkretów. Więcej prób miało po swojej stronie Zagłębie, ale jakie to próby: niecelne główki Fritzona i Pieńki, jakiś wizjonerski strzał Szmyta z ostrego kąta…
W drugiej połowie było minimalnie lepiej, ale to nie znaczy, że dobrze – po prostu po zimnej zupie dostaliśmy niedogotowanego kotleta. O wyniku zadecydowało to, że kucharze z Katowic bardziej się starali. Przede wszystkim wyszła im jedna, kluczowa akcja w meczu: Czerwiński przyspieszył prostopadłym podaniem, Błąd wystawił do pustaka, gdzie formalności dopełnił Bergier, pokazując w ten sposób trenerowi Górakowi, że pomylił się sadzając na ławce najlepszego polskiego napastnika w Ekstraklasie.
I to tyle, jeśli chodzi o wydarzenia boiskowe.
GKS zatem usprawiedliwiamy – grał źle, ale wygrał, zostawił na boisku więcej serca, ogarnął się w kluczowym momencie. Za to dla Zagłębia powoli przestajemy widzieć ratunek.
miedziowe.pl – Strefa spadkowa coraz bliżej
Czwartą porażkę z rzędu odnieśli piłkarze KGHM Zagłębia Lubin. W niedzielnym spotkaniu ulegli w Katowicach miejscowemu GKS-owi 0:1. Miedziowi nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę gospodarzy.
[…] Dla obu zespołów dzisiejszy mecz był ważny, bo lubinianie potrzebują punktów, a GKS chciał w dobrym stylu pożegnać się z „Blaszokiem”, na którym rozgrywał ostatni mecz w historii.
Pierwsze 45 minut gry nie przysporzyło emocji. Bramkarze obu ekip nie mieli pola do popisu, bo nie padł ani jeden celny strzał. Sytuacja na boisku nie zmieniła się w drugiej połowie. Nadal przy piłce częściej byli gospodarze, ale Zagłębie stwarzało więcej sytuacji w polu karnym rywala. Dopiero w 59′ pierwszy celny strzał w meczu oddał piłkarz GKS-u. Jego uderzenie nie sprawiło problemów Hładunowi. Dwadzieścia minut później bramkarz Zagłębia musiał wyciągać piłkę z siatki. Wychowanek Miedziowych Adrian Błąd dośrodkował w pole karne do Bergiera i ten wyprowadził drużynę z Katowic na prowadzenie.
wkatowicach.eu – Zwycięskie pożegnanie z Bukową. GKS Katowice-Zagłębie Lubin 1:0
Nastał historyczny dzień. 9 marca (niedziela) na Stadionie Miejskim w Katowicach przy ulicy Bukowej odbył się ostatni mecz męskiej drużyny GKS-u Katowice w tym miejscu. GieKSa walczyła z Zagłębiem Lubin. Panowały wielkie emocje. GKS wygrał starcie z wynikiem 1:0.
[…] 9 marca to ważny dzień w historii GKS-u Katowice i jego kibiców. Nadszedł czas pożegnania ze starym stadionem przy ulicy Bukowej. Przynajmniej dla męskiego zespołu GieKSy. Mecz 24. kolejki PKO BP Ekstraklasy GKS Katowice rozgrywał z Zagłębiem Lubin.
9 marca to także wyjątkowa data. Tego dnia w 1962 roku urodził się Jan Furtok. Legenda GKS-u, która zmarła w listopadzie ubiegłego roku. Od tego meczu klub chce stworzyć nową tradycję. Po przedstawieniu przez spikera meczowej jedenastki GieKSy, spiker zawsze dodatkowo wyczyta imię najlepszego piłkarza w dziejach klubu, a kibice wykrzykną jego nazwisko.
Bramkę dla GieKSy w 78. minucie meczu strzelił Sebastian Bergier. Rywale nie wbili nam gola do końca rozgrywki. Mecz zakończył się więc zwycięstwem 1:0 dla GKS-u Katowice.
Z okazji ostatniego meczu na Bukowej przygotowano wiele atrakcji. Przy wejściu na stadion można było zobaczyć banery przypominające wielkie chwile obiektu przy Bukowej. Na wszystkich czekały pamiątkowe bilety z tego spotkania. Specjalnie uruchomiono także historyczny zegar stadionowy. Przy Trybunie Głównej ustawiony został specjalny namiot, w którym można było zobaczyć wystawę koszulek i szalików. We wspomnianym namiocie można było spotkać legendy GieKSy – Piotra Piekarczyka i Janusza Jojko. Na stadionie gościł również Adam Nawałka.
Gościem specjalnym wydarzenia był raper Burdel, który wstąpił przed meczem i w jego przerwie. Zagrał swój nowy utwór oddający hołd stadionowi przy Bukowej – Wiem, gdzie mój dom.
Dla najmłodszych przygotowano strefę z dmuchańcem, bramką celnościową oraz piłkarskim dartem. Pojawiły się też stoły do subsoccera. Swoje atrakcje z nagrodami przygotowali również partnerzy i sponsorzy meczu. W trakcie imprezy można było także zdobyć koszulki wystrzeliwane ze specjalnych wyrzutni. Na kibiców czekała także strefa gastro.
Pierwszy mecz na nowym Stadionie Miejskim przy ulicy Nowa Bukowa zostanie rozegrany 30 marca (niedziela). Będzie to spotkanie z Górnikiem Zabrze. Przy ulicy Bukowej nadal rozgrywać mecze będzie żeński skład GieKSy. Piłkarki podejmą tutaj Pogoń Szczecin już 22 marca o godz. 19:30.
katowice.naszemiasto.pl – Piłkarze GKS Katowice rozegrali ostatni swój mecz na legendarnym stadionie! Wygrali z Zagłębiem Lubin, a fani przygotowali efektowną oprawę
To była niezwykła niedziela na Bukowej. Piłkarze GKS Katowice rozegrali ostatni swój mecz na tym legendarnym stadionie i wygrali go – z Zagłębiem Lubin – 1:0. Kolejny, z Górnikiem Zabrze, ma się odbyć już na nowej arenie.
Mecz z Zagłębiem Lubin przyciągnął na Bukową blisko 7.000 kibiców Powód był oczywisty – niedzielne spotkanie było ostatnim (przynajmniej zgodnie z zapowiedziami władz miasta), jakie piłkarze GKS Katowice rozegrali na stadionie przy Bukowej.
Fani przygotowali okolicznościowe oprawy, pojawiło się wiele dawnych gwiazd klubu, a nawet dawno nie widziany były trener GieKSy i reprezentacji Polski Adam Nawałka.
– Po raz ostatni byłem tu jeszcze jako szkoleniowiec Górnika. GKS, właśnie Górnik, i Wisła Kraków to trzy kluby, które zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Z takiej okazji musiałem się pojawić na Bukowej, którą zawsze darzyłem dużym sentymentem. No i uważam, że to wyjątkowy stadion pod względem komfortu oglądania meczów – mówił były selekcjoner.
W pierwszej połowie oglądanie nie było jednak zbytnio absorbujące. Piłkarze nie oddali żadnego celnego strzału, szukając słabych stron rywali. Największe wrażenie wywarła sytuacja, w której Ludvig Fritzson przeleciał przez bandę reklamową, wylądował stojąc na rękach, a próbujący go ratować Alan Czerwiński w ostatniej chwili złapał zawodnika Zagłębia za spodenki.
Po zmianie stron były już zdecydowanie ciekawiej, a tempo gry wyraźnie wzrosło. W 60 minucie trybuny mocno zareagowały, gdy po rzucie rożnym Arkadiusz Jędrych oddał strzał, z którym duże problemy miał Dominik Hładun, ale żaden z katowiczan nie zdążył z dobitką. Kibice pełni szczęścia doczekali się w 78 minucie. Adrian Błąd mocno zacentrował w pole karne, a wbiegający między dwoma obrońcami Sebastian Bergier z 3 metrów wpakował piłkę do siatki!
Jak się okazało był to rozstrzygający moment spotkania, które kończyło się pod wysokim napięciem, a na murawie omal nie doszło do bójki. Efektem zajść były żółte kartki.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


3kolory
10 marca 2025 at 18:59
Nie wiem czy to Witek czy gazetawrocławska.pl popełniło błąd pisząc …choć Bordeaux wyeliminowało wówczas GKS …ja pierdole
Inter Cardiff potem Aris Saloniki potem Bordeaux dostały baty 💪