Piłka nożna
Noty i opisy piłkarzy po Dolcanie
GieKSa z Dolcanem rozegrała najlepszy mecz w sezonie. Katowiczanie zagrali dobrze i w obronie, i w ataku, a akcje bramkowe były niewidziane w ostatnich czasach na Bukowej. Ręce same składały się do oklasków i mimo, że nie było to spotkanie perfekcyjne, to jednak jak na warunki katowickie – bardzo dobre.
Łukasz Budziłek – 6,5
Jakoś przesadnie wiele pracy w tym meczu nie miał, bo Dolcan bramce GieKSy niespecjalnie zagroził. Nie musiał się popisywać takimi interwencjami, jak z Arką. Ale solidnie.
Alan Czerwiński – 7
Dobry trójmecz Alana. Zawodnik zadaje kłam temu, co o nim pisaliśmy, w kontekście gry na prawej obronie. I dobrze, tego mu życzymy. Tym razem spisał się ponownie nieźle, a w drugiej połowie nagle znalazł się… sam na sam z bramkarzem rywali, ale chyba był sam tak tym faktem zaskoczony, że nie wykorzystał sytuacji. Trochę doświadczenia i będzie dobrze.
Mateusz Kamiński – 7
Dobry mecz, kilka niezłych interwencji, co najmniej dwa razy zdarzyło mu się sprzątnąć piłkę rywalowi sprzed nosa. Nie ustrzegł się jednak typowego błędu, czyli odskoku od rywala, do którego dochodzi piłka, zamiast krycia go. Naprawdę Kamyk musi nad tym popracować, bo sama gra jest już lepsza, ale zdarzają się takie pojedyncze klopsy.
Adrian Jurkowski – 7,5
Dobry mecz w destrukcji, starał się asekurować kolegów. Nie popełnił błędów, grał pewnie i nie pozwolił na wiele zawodnikom Dolcanu.
Rafał Pietrzak – 6,5
Poprawny występ zawodnika na lewej obronie, ale to z jego strony padło dośrodkowanie, po którym padła bramka dla Dolcanu (dał się wymanewrować). Większych błędów poza tym nie popełnił, kilka prób akcji ofensywnych, ale bez większych efektów.
Rafał Figiel – 6,5
Były mecze na początku sezonu, kiedy ten zawodnik w ofensywnie spisywał się najlepiej. Potem zasiadł na ławce i wrócił do pierwszego składu na mecz z Dolcanem. Teraz już tak efektownie nie było, ale poprawnie. Zawodnik hasał od jednego skrzydła do drugiego i wykonywał dużą pracę, ale w tym meczu błyszczeli inni.
Sławomir Duda – 7
Mało widoczny w tym meczu, taka szara eminencja. Dobrze rozbijał ataki gości w środkowej strefie boiska. Tym razem nie miał niecelnych podań tak jak z Arką, spokojny, dobry mecz pomocnika.
Grzegorz Fonfara – 7,5
Również jako defensywny pomocnik spisał się dobrze, a i uczestniczył w akcjach ofensywnych. Ostatnio zdarza mu się pograć na skrzydle. Właśnie po jednej z takich akcji bardzo dobrze wypuścił Wróbla, który strzelił bramkę.
Tomasz Wróbel – 9
Kapitalnie. Czekaliśmy, czekaliśmy i w końcu się doczekaliśmy. Z Arką była namiastka, wczoraj Wróbel pojazał klasę w pełni. Dwa gole i kapitalna asysta mówią same za siebie. Wróbel lepiej spisuje się w GieKsie w środku niż na skrzydle, jego prostopadłe podania są bardzo dokładne, a strzały – jak widać precyzyjne. Jednym słowem – wielka klasa na Bukowej.
Krzysztof Wołkowicz – niesklas.
Tego zawodnika nie klasyfikujemy.
Przemysław Pitry – 7,5
Tym razem gola nie strzelił, ale również miał swój spory udział w zwycięstwie i kreowaniu akcji ofensywnych. Kilka sytuacji – jak w każdym meczu. Szkoda kiksu z pierwszej połowy, ale zaraz potem powalczył o piłkę i Fonfara miał sytuację. Wywalczył też futbolówkę zapoczątkowując akcję, po której padł drugi gol. Pitry w trzech ostatnich meczach to Pitry w wysokiej formie.
Janusz Gancarczyk (grał od 75. minuty) – niesklas.
Ostatni kwadrans z jego udziałem, za jego obecności na boisku padły dwie bramki, przy czym przy tej drugiej (czyli trzeciej w ogóle) wypuścił Fonfarę, który asystował Wróblowi. Jak na kwadrans – całkiem dobry efekt.
Kamil Cholerzyński (grał od 85. minuty) – niesklas.
Końcówka meczu, nic wielkiego na temat Kamila nie można powiedzieć, ale był na boisku, kiedy padła trzecia bramka, więc jest to… na plus.
Bartłomiej Chwalibogowski (grał od 90. minuty) – niesklas.
Zmiana taktyczna zawodnika, który tak dobrze zagrał z Arką. Może następnym razem będzie miał więcej czasu (zwłaszcza jeśli gra w ofensywie nie będzie się układać).
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

GieKSa
23 września 2013 at 10:53
Czemu Wołka nie klasyfikujecie?
Jack
23 września 2013 at 12:09
O co chodzi z Wołkiem??
bonzo
23 września 2013 at 12:22
Shellu strzelił focha na Wołka 😀
kosa
23 września 2013 at 12:42
Wołkowicz strzelił focha i nawet nie umie podać przyczyny dla której się obraził. Do momentu wyjaśnienia tej sytuacji mamy go gdzieś. Nie będzie 19-latek po dwóch lepszych meczach psuł wizerunku drużyny i klubu. Inni umieją znieść merytoryczną krytykę, a on nie.
A i to kolejna taka sytuacja z nim, ale o pierwszej nie pisaliśmy.
Zadzwoni i wyjaśni sytuację z osobą na którą się obraził to wrócimy do tematu.
matek1964
23 września 2013 at 13:57
bonzo i kosa pewnie robią sobie z was jaja. Wołek zostanie pewnie poddany tej dokładnej analizie
Mariusz
23 września 2013 at 19:35
Wołkowicz – jeśli ten portal ma być obiektywny to powinniście go ocenić obiektywnie. Grał prawie cały mecz i strzelił bramkę. Można go ignorować jeśli gwiazdorzy ale to są fakty. Kosa – ja się cieszę jeśli faktycznie strzelił focha. Chłopak ma charakter. 19 latek który nie stara się wchodzić w tyłek kibicom tylko robi swoje. Takich nam trzeba charakternych, walczących, dobrze grających a nie udzielających się przed mediami. Bo nie w mediach jest ich miejsce tylko na boisku. Przypomniał mi się od razu Świętej Pamięci Adam Ledwoń. OK przesadziłem z porównaniem jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie ale Adamowi również nie zależało aby dobrze wypaść w mediach. On robił swoje. Krzysztof Wołkowicz apeluję – strzelaj fochy tak często jak bramki przeciwnikom GKS. Tego Ci życzę i chyba wszyscy GieKSiarze. Dziennikarzy, redaktorów możesz mieć głęboko gdzieś wtedy bo nie trzeba wówczas szukać reklamy w mediach. PS „matek1964” chyba to nie jest blef bo chyba Wołek nie podziękował przy zejściu z murawy blaszokowi. Bił brawa głównej i się nie odwrócił. Może coś przegapiłem.
aa
23 września 2013 at 22:33
myslalem ze nie ma juz cenzury a wy jakies fochy strzelacie, myslalem ze ten portal jest na powaznie ale chyba nie, cos wam powiedzial i wam nie pasuje to wasz problem a nie portalu o klubie GKS KATOWICE.
Jon
24 września 2013 at 00:50
„Zadzwoni i wyjaśni sytuację z osobą na którą się obraził to wrócimy do tematu.”
Się uśmiałem;]
To tak jakby jakiś dziennikarz nie pisał newsów o jakiejś partii, bo jej nie lubi.
Nie wiem czy wiecie, ale w prawie prasowym taka sytuacja traktowana jest jako naruszenie prawa prasowego oraz zasad etyki. Z drugiej strony wortal jest fajny, nich się rozwija, a takie sytuacje będą nauką na przyszłość.
paderewa
24 września 2013 at 07:22
Wołek niech z tego klubu spie…… Nic nie jest warty dno !!
Kemot
24 września 2013 at 18:28
Stronniczość prowadzących portal osiągnęła szczyt !!! Z pewnością drzała im ręka jak mieli napisać dobra notę za mecz. A tak na marginesie to z tego co mi wiadomo to nie tylko Wołek odmówił „Wam” udzielenia wywiadu, bo chyba o to chodzi.???Moze napiszecie kto jeszcze strzelił „FOCHA” po tym meczu? Inni dziennikarze nie mieli problemu z porozmawiamiem z zawodnikami.Ciekawe dlaczego. Może brak profesjonalizmu ( który sie tutaj potwierdził ) Shella i spółki.???
Shellu
24 września 2013 at 19:21
Kolego Kemot, ciężko mi dyskutować z anonimem, więc zapraszam do dyskusji na priv na forum, FB, Twitter czy maila strony gieksainfo @ gmail.com. Chętnie poznam, kto ma tak duże wątpliwości co do mojej przychylnej postawy drużynie, a dodatkowo jest tak wtajemniczony, że wie, że ktoś jeszcze odmówił i mylnie wydaje mu się, że to też był „foch”… Jeśli pozostaniesz anonimem, to nie mamy co dyskutować.
Kemot
24 września 2013 at 20:50
Uderz w stół, a nożyce sie odezwą. Chyba jednak jest cos na rzeczy? Nie widzę potrzeby wyjaśniania sprawy na priv, jeśli sam swoje załatwiasz na forum. ps. „Foch” był tutaj przenośnią. Życzę obiektywnych artykułów.
Shellu
24 września 2013 at 21:04
Potrzeby wyjaśniania mieć nie musisz, ale jak widać brakuje ci odwagi cywilnej, żebym wiedział z kim rozmawiam, wiem, że najwygodniej jest anonimowo sprzed komputera. Wtedy jesteś przecież tylko nickiem, a nie osobą, którą jeszcze do tego być może znam, skoro tak dobrze wiesz, że oprócz Wołka jeszcze był ktoś. Trochę to żałosne takie „anonimowe” pisanie. A co do załatwiania sprawy na forum, to być może jesteś ślepy, ale to nie ja poruszyłem ten temat, wypowiedziałem się dopiero, gdy rozmowa już się toczyła, tylko po to, żeby rozjaśnić sytuację i żeby nie było niedomówień.
bary
25 września 2013 at 00:51
Wołek jesteś dnem. Non stop napierdolony łazisz. A teraz jeszcze gwiazda. Niech cie spotkam…
Gerard
25 września 2013 at 10:50
dziewczyny nie drapcie się 🙂
Mariusz
25 września 2013 at 18:19
Czy do wymiany zdań, dyskusji jest potrzebne imię, nazwisko, pesel, numer telefonu, adres zamieszkania? W/g mnie może być anonim pod warunkiem, że rozmowa jest na argumenty i nikt nikogo nie obraża. Chcąc się czegoś dowiedzieć o GKS zaglądam tutaj. Szkoda że strzelacie focha nam kibicom. Chciałem obiektywnej oceny. Trzeba było zachować dla siebie swoje wątpliwości do Wołkowicza i wyjaśnić to między sobą a nie pisać „mamy go gdzieś” na publicznym forum. Temat jest błachy ale sobie myślę że tak samo o nas myślicie „mamy was gdzieś tych co czytają”
osa
25 września 2013 at 23:25
Wołek gwiazdorze za trzy grosze…
Kula
25 września 2013 at 23:25
Cygan powinien wyjebać Wołka z klubu za odmawianie wywiadów.
Marcin
27 września 2013 at 14:53
Szanowni panowie redaktorzy obrazili się na Wołkowicza hahaha, trochę profesjonalizmu panowie…a i z tego co pamiętam to Wołkowicz strzelił gola i miał asystę. GieKSa!!!!