Sponsorzy
Zakłady sportowe jak zakupy online czy serwisy VOD
Typowanie rezultatów rozgrywek sportowych stało się w Polsce rozrywką – wynika z najnowszego badania Pentagon Research na zlecenie Superbet. Z oferty bukmacherów korzysta 24% Polaków w wieku produkcyjnym, a wśród zainteresowanych sportem już ponad połowa: 27% regularnie, a 25% okazjonalnie.
Co czwarty Polak w wieku 18-59 lat obstawia u bukmacherów – niestety nadal w ok. 57% przypadkach u nielegalnych operatorów
Współcześni gracze coraz częściej obstawiają na urządzeniach mobilnych i typują mniej więcej tak często, jak kupują online czy korzystają z serwisów streaming’owych. Niestety z danych rynkowych wynika, że tylko 43% klientów w Polsce gra wyłącznie za pośrednictwem legalnych operatorów, co oznacza, że 57% graczy online korzysta wyłącznie, lub przynajmniej czasami, z usług nielegalnych bukmacherów. Szara strefa to nadal bardzo duży problem Polski i firm działających w Polsce legalnie na podstawie zezwolenia Ministra Finansów – mówi Adam Lamentowicz, Prezes Zarządu Superbet Polska, jednego z czołowych legalnych operatorów zakładów bukmacherskich i gier online.
Dzięki powszechności aplikacji do typowania zakłady sportowe są dziś dostępne na wyciągnięcie ręki, a liderzy rynku budują wokół nich społeczność, umożliwiającą wspólne przeżywanie emocji. Na zlecenie Superbet firma Pentagon Research zbadała stosunek Polaków w wieku od 18 do 59 lat do gier sportowych – wyniki jej sondażu pokazują profil współczesnego gracza legalnych zakładów bukmacherskich.
Bukmacher jak serwis VOD. Zamiast seriali i filmów – do wyboru wielowymiarowa rozrywka w świecie sportu
Wśród tych ankietowanych, którzy obstawiają wyniki, 33% określa siebie jako „bardzo zainteresowanych” różnego rodzaju dyscyplinami sportowymi. Wśród Top 3 dyscyplin, którymi gracze się interesują najbardziej, są: piłka nożna (66%), skoki narciarskie (51%) i siatkówka (44%). Na dalszych pozycjach plasują się lekkoatletyka (37%), piłka ręczna (26%) i tenis ziemny (23%).
– Z badania wynika, że dla polskiego gracza ważne są trzy główne czynniki: atrakcyjność oferty, jej intuicyjność oraz bezpieczeństwo środków finansowych. Wszystko to pokazuje, że w 2022 roku mamy do czynienia z graczem świadomym – ale kluczowa kwestia bezpieczeństwa i ochrony gracza oraz jego środków kłóci się w znaczny sposób z dużą skalą szarej strefy, w której gracze nie są chronieni. Często nieświadomie korzystają z usług nielegalnych dostawców zakładów i gier – wyjaśnia Adam Lamentowicz, Prezes Zarządu Superbet Polska.
Polscy gracze są lojalni, ale nieufni
Polscy gracze zwykle mają swoje ulubione firmy, wobec których pozostają relatywnie lojalni. 40% gra tylko z jednym bukmacherem, a o 2 pp. więcej korzysta zamiennie z usług 2-3 firm. Mechanizm wyboru jest prosty: jeśli dostaną przejrzystą i atrakcyjną ofertę oraz gwarancję bezpieczeństwa, zostają z bukmacherem na dłużej i chętnie polecą go rodzinie czy znajomym. – Legalnie działający operatorzy zakładów i gier to jedyna gwarancja bezpieczeństwa i pełna ochrona praw klienta. Badanie potwierdza, że prostota, jasność i legalność to klucz do serca gracza. Obserwujemy to w aplikacji Superbet – aż 80% klientów stale do nas wraca, a w przypadku niektórych segmentów klientów, wskaźnik retencji jest jeszcze wyższy. To bardzo wysoki wynik w porównaniu do innych graczy rynkowych. Badanie Pentagon Research pokazuje, że klienci doceniają naszą aplikację, atrakcyjne kursy, a także promocje i bonusy, na które zwróciła uwagę prawie połowa ankietowanych. Niemal każdy, bo aż 98%, z badanych graczy korzystających z platformy Superbet, poleciłby ją swojej rodzinie lub znajomym – mówi Adam Lamentowicz, Prezes Zarządu Superbet Polska.
Sportowe emocje w smartfonie
Nasze życie przenosi się do świata elektronicznego i branża bukmacherska nie jest tu wyjątkiem. 85% klientów korzysta z urządzeń mobilnych, bawiąc się i obstawiając. Natomiast wiedzę o zakładach czerpiemy głównie z forów internetowych – tak robi 43% ankietowanych Polaków. Służą nam one także jako miejsce do wymiany zdania o sporcie. Inne źródła to specjalistyczne profile na Facebooku – wskazało je 29% badanych, a także grupy typerskie na tym portalu (27%). Popularność zdobywają również podcasty, które wybrało 15% ankietowanych. Jednak aż 1/3 respondentów w ogóle nie szuka takich informacji w sieci.
– Popularne platformy VOD, streamingu filmów i seriali zyskały uznanie dzięki szerokiej ofercie oraz intuicyjnej obsłudze, dlatego szczególnie zależy nam, aby również w aplikacji Superbet, klienci mieli wszystko pod ręką. Nasza aplikacja to połączenie funkcjonalności serwisu społecznościowego, olbrzymiej zasobności statystyk i wiedzy o sporcie z platformą streamingową. Stworzyliśmy aplikację rozrywkową, a nie typowo bettingową, która ma również opcję zaawansowanego typowania dla tych, co chcą typować – komentuje Adam Lamentowicz – Równie istotna jest możliwość dzielenia się swoimi wynikami z innymi graczami. Dzięki SuperSocial nasi użytkownicy mogą wchodzić w interakcje z innymi – kopiować ciekawe kupony użytkowników, którzy mają dobre rezultaty swoich typowań, komentować dokonania innych, obserwować i rozmawiać w tzw. bettingroomach. To jedyna aplikacja w tej części Europy z opcją crowd-bettingu, czyli wspólnego typowania i gry społecznościowej.
Już teraz zakłady bukmacherskie są nie tylko jednym z najsprawniej cyfryzujących się sektorów, ale także należą do najbardziej zaawansowanych technologicznie. Wszechobecne przeniesienie życia do sieci sprawiło, że zmienił się również profil gracza w Polsce. W badanej przez Pentagon Research ogólnopolskiej grupie, co 10. respondent korzysta z oferty bukmacherów regularnie (częściej niż raz w miesiącu), a kolejne 14% sporadycznie. Rozrywka ta ma w Polsce wyraźnie dobre perspektywy rozwoju – aż 19% badanych stwierdziło, że wprawdzie nie obstawia jeszcze wyników, ale nie wyklucza, że zacznie. Wśród osób interesujących się sportem już blisko co druga osoba (52%) gra regularnie lub okazjonalnie, zaś dalsze 12% badanych dopuszcza, że zrobi to w przyszłości. To zaś pokazuje, że dla branży istnieje ogromne pole do rozwoju.
Polacy polubili typowanie – ale głównym czynnikiem hamującym rozwój legalnego rynku w Polsce jest za wysoki podatek od gier – wypychający klientów do szarej strefy.
W naszej opinii jak i branży bukmacherskiej wprowadzenie podatku od GGR (z ang. Gross Gaming Revenue), czyli od zysku brutto na poziomie 20-25% może skutecznie zmniejszyć wielkość szarej strefy i skokowo zwiększyć dochody budżetu państwa z branży rozrywkowej i tym samym legalny rynek. Pokazały to przykłady m.in. Szwecji, Bułgarii czy Rumunii. Obecnie w Polsce stosowany jest podatek od zakładów bukmacherskich na podstawie przychód. Z kolei GGR to standardowa forma opodatkowania w Unii Europejskiej i na świecie – zaznacza Adam Lamentowicz.
O Superbet:
Grupa Superbet to szybko rosnący, globalny operator zakładów bukmacherskich i gier on-line, który działa na blisko 30 rynkach. Jest 16. najwyżej notowaną firmą gier online na świecie i jednym z kluczowych graczy w Europie. Zatrudnia ponad 3,5 tysiąca pracowników na całym świecie. Działalność Grupy koncentruje się na zakładach sportowych i grach w kanałach on-line i retail. Grupa rozwija się organicznie i poprzez akwizycje, zarówno w Europie Zachodniej, jak i w regionie CEE. Udziałowcem Grupy jest największy na świecie fundusz private equity – amerykański Blackstone. Superbet inwestuje w innowacyjne, autorskie rozwiązania technologiczne. Grupa na świecie działa pod markami Superbet, Napoleon i LuckyDays. Na rynku polskim jest obecna od 2018 roku jako Superbet. Od 2020 roku oferując zakłady on-line w oparciu o zezwolenie Min. Finansów RP w aplikacji mobilnej iOS, Android oraz na stronie Superbet.pl.
Firma jest zdobywcą nagród w plebiscycie NAGRODY BUKMACHERSKIE 2021 w kategorii Najlepsza Aplikacja Mobilna, Najlepszy Marketing i Nagroda Użytkowników oraz nagrody Bukmacher Roku 2021 w konkursie Polish Gaming Aces.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.


Najnowsze komentarze