Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

ZUS zgłasza się do GKS-u Katowice po cztery „bańki”! – tygodniowy przegląd mediów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Drużyna kobieca w minionym tygodniu rozegrała jedno spotkanie. Przeciwnikiem była drużyna Olimpii Szczecin, GieKSa wygrała 3:2 (1:2). Następny mecz drużyna kobiet rozegra w niedzielę, z Rolnikiem, w Biedrzychowicach. Piłkarze rozegrali dwa spotkania, w środę wygrali z Olimpią Elbląg 1:0 (1:0), w sobotę przegrali z KKS-em 1925 Kalisz 1:2 (0:1). Prasówki po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Katowicki Sport opisał sytuację po kontroli ZUS w klubie, która wykazała brak wpłaty przez GieKSę na rzecz ZUS-u prawie 4 miliony złotych.

Siatkarze oraz hokeiści zakończyli swoje rozgrywki. Trwają pierwsze ruchy/rozmowy kadrowe w obu drużynach. W sekcji hokeja doszło do zmiany: nowym/starym trenerem został Jacek Płachta.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GieKSa wróciła z dalekiej podróży

Z piekła do nieba wróciły podopieczne Witolda Zająca. Za to zawodniczki Olimpii mogą sobie pluć w brodę za roztrwonienie dwubramkowej przewagi.

W sobotnie słoneczne popołudnie na ulicy Bukowej w Katowicach zameldowały się ekipy miejscowej GieKSy i Olimpii Szczecin. Gospodynie chciały zmazać wrażenie po wysokiej przegranej na własnym boisku z Górnikiem Łęczna i odzyskać atut własnej murawy. Za to Szczecinianki próbowały przedłużyć dobrą passę.

W pierwszej połowie to podopieczne Adama Gołubowskiego lepiej wyglądały na boisku i po pół godzinie prowadziły dwoma bramkami, których autorkami były Michalczyk i Litwiniec. Tuż przed gwizdkiem na przerwę Kozak zdobyła bramkę kontaktową dla GieKSy.

W drugiej połowie inicjatywę przejęły gospodynie, których ataki raz po raz odbijały się od Natalii Piątek czy defensywy Olimpii. W 62 minucie Maciążka, obsłużona świetnym podaniem, wyszła na sam na sam z Piątek, ładnym dryblingiem położyła bramkarkę Szczecina i doprowadziła do remisu. Na minutę przed końcem piłka ponownie trafia do Maciążki w polu karnym. Nie popisuje się obrończyni Olimpii, która nie trafia w piłkę a w nogi Klaudii Maciążki i prowadząca te zawody Michalina Diakow bez wahania pokazało “na wapno”. Do piłki podeszła najlepsza w ekipie gospodyń, obok Maciążki, kapitan Katowic, Marlena Hajduk i pewnym silnym strzałem pod poprzeczkę nie dała szans bezradnej Piątek.

 

sportdziennik.com – ZUS zgłasza się do GKS-u Katowice po cztery „bańki”!

Kontrola Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wykazała, że klub z Bukowej jest mu winny blisko 4 mln zł. To pokłosie zawierania podwójnych umów z pracownikami w latach 2014-2019. Katowiczanie składają odwołanie do sądu.

Słaba dyspozycja drużyny wcale nie musi okazać się najgorszą wiadomością, jaka popłynęła z Bukowej na początku maja. Zakończyła się kontrola Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, prowadzona w klubie od dłuższego czasu, a dotycząca okresu od stycznia 2014 do października 2019. Konkluzja delikatnie rzecz ujmując nie jest dla GieKSy optymistyczna – zobowiązanie spółki wobec ZUS-u wynosi blisko 4 miliony złotych! Nie trzeba dodawać, że to wielkie pieniądze, nawet w realiach klubu z tak bogatym właścicielem jak miasto Katowice.

Z czego wynika ta kwota? W skrócie: pracownicy GieKSy – piłkarze etc. – od 2014 do 2019 roku zawierali umowy nie tylko ze spółką, ale też działającą przy niej Fundacją Sportowe Katowice. Oficjalnie można powiedzieć, że zawodnicy GKS-u mieli w Fundacji dodatkowe obowiązki, związane m.in. z Akademią Młoda GieKSa, a nieoficjalnie to po prostu sposób na optymalizację podatkową, bo składki na ZUS odciągało się w większym stopniu z umowy o pracę w Fundacji, znacznie niższej niż kontrakt z klubem w formie umowy-zlecenia, co pozwalało w skali roku oszczędzać spółce na składkach spore pieniądze.

Jak czytamy w komunikacie giełdowym opublikowanym przez GKS: „W wyniku kontroli Spółka otrzymała decyzje, w których organ stwierdził, że w przypadku 49 zleceniobiorców, będących jednocześnie pracownikami Fundacji Sportowe Katowice z siedzibą w Katowicach, rozdzielenie wykonywanej pracy na dwie różne umowy, tj. umowę o pracę i umowę zlecenie umożliwiło uzyskiwanie korzyści związanych z obniżeniem kosztów prowadzenia działalności – zminimalizowanie obowiązku składkowego.

W konsekwencji organ stwierdził, że ww. zleceniobiorcy z tytułu zatrudnienia w ramach umowy zlecenie podlegają obowiązkowym ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowemu i wypadkowemu a podstawą wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne powinno być – zdaniem ZUS – wynagrodzenie otrzymane również z tytułu umowy zlecenie”.

GKS jest winny ZUS-owi dokładnie 3 miliony 335 tysięcy 613 złotych i 75 groszy, a do kwoty tej dolicza się też odsetki w wysokości 600 tysięcy złotych. Okres działalności klubu, wzięty pod lupę przez ZUS, obejmuje lata, w których stanowisko prezesa piastowali Wojciech Cygan (od 24 czerwca 2013) a następnie Marcin Janicki (od 2 listopada 2017, odwołany po spadku z I ligi w czerwcu 2019). Objęty kontrolą okres obejmuje też sam początek prezesury Marka Szczerbowskiego (od końca sierpnia 2019). Po Bukowej krąży wieść, że widząc podwójne umowy Szczerbowski złapał się za głowę i natychmiast zaczął prostować te kwestie.

Katowiczanie nie zgadzają się z taką decyzją ZUS-u, uważając, że: „Stanowisko organu rentowego jest błędne i winno zostać skorygowane w toku sądowej kontroli. Wobec powyższego Spółka podejmie kroki przewidziane przepisami prawa i złoży do Sądu odwołania od ustaleń kontroli ZUS” – oświadcza klub z Bukowej w komunikacie giełdowym, a przed sądem trzeba będzie wykazać, że osoby zatrudnione w Fundacji rzeczywiście wykonywały tam etatową pracę, co może nie być proste.

Trudno wyrokować dziś, jak długo może toczyć się postępowanie przed sądem, a nawet w przypadku niepomyślnego wyroku ewentualny dług względem ZUS zapewne musiałby być rozbity na raty.

 

SIATKÓWKA

plusliga.pl – Sezon 2020/2021 PlusLigi: GKS Katowice

Poprzednie rozgrywki, przerwane w marcu z powodu pandemii koronawirusa, katowiczanie zakończyli na szóstym miejscu. Tym razem GKS był dziewiąty, ale przez długi czas walczył o udział w play-off, a do ósmego miejsca zabrakło mu trzech punktów.

Fazę zasadniczą katowiczanie zakończyli na 10. miejscu z 33 punktami na koncie. Podopieczni trenera Grzegorza Słabego wygrali 11, a przegrali 15 meczów. W rywalizacji o dziewiątą lokatę GKS dwukrotnie pokonał Indykpol AZS Olsztyn.

– Ten sezon to była sinusoida w naszym wykonaniu. Dobrze zaczęliśmy, później trochę zostaliśmy rozbici przez koronawirusa, wróciliśmy i do końca starego roku graliśmy naprawdę dobrze. Później coś się u nas popsuło i niestety, myślę, że ten sezon pozostawia u nas spory niedosyt, bo fajnie się zapowiadało, cały czas byliśmy w walce o play-off, ale w nowym roku nie daliśmy rady – mówi środkowy GKS-u,  Miłosz Zniszczoł i dodaje: – Po tym, jak ten sezon przebiegał, na pewno czujemy niedosyt. Niektórzy nas nie doceniali, skazywali na walkę o utrzymanie, a my włączyliśmy się do gry o play-off. Nie udało się do niego dostać, ale mimo wszystko to dziewiąte miejsce na zakończenie to dla nas pewna osłoda.

Katowiczanie bardzo dobrze rozpoczęli sezon, ale w drugiej jego połowie radzili sobie nieco gorzej i nie udało się im awansować do play-off.

– Uważam, że mieliśmy po swojej stronie jakość, mieliśmy niestety jeden, długi przestój, który kosztował nas awans do play-off – mówi trener Grzegorz Słaby i dodaje: – Na swojej drodze mieliśmy trudne drużyny, przy których trudno było się odbudować. Bardzo żałuję, że nie udało nam się wejść do fazy play-off, bo mieliśmy ku temu wiele szans. Mieliśmy bardzo dobry początek ligi, rozbudziliśmy bardzo duże apetyty w tym sezonie. Mieliśmy swoje szanse, ale je sportowo zaprzepaściliśmy. Ogólnie ten sezon był trudny z wielu powodów. Były kwarantanny, cały czas jest w tle wirus, różne rzeczy, które sprawiały, że to był najcięższy sezon jaki miałem okazję prowadzić w swojej przygodzie z siatkówką, tym bardziej, że był to mój pierwszy raz w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na pewno wyciągnę wiele lekcji dla siebie na przyszłość, żeby przy następnych okazjach nie zmarnować takich szans, jakie mieliśmy w tym roku – mówi Słaby, który jako trener wprowadził katowiczan do ekstraklasy w 2016 roku, a w kolejnych sezonach był asystentem najpierw Piotra Gruszki, a później Daszkiewicza. W sezonie 2020/2021 ponownie był pierwszym trenerem.

– Będę miał bardzo dobre wspomnienia, bo wiele osób skazywało nas na pożarcie w tej lidze, po tym jak w okienku transferowym odszedł od nas Rafał Szymura oraz poprzedni trener. Generalnie nie wierzono w nasz potencjał i naszą grupę. Udowodniliśmy, że każdy z zawodników był wartościowy, każdy w sztabie pracował nad tym, żeby osiągnąć sukces i to 9. miejsce z jednej strony może być rozczarowujące, ale z drugiej strony trochę utarliśmy nosa ekspertom Pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie grać na wysokim poziomie. Część zawodników zagrała jedne z lepszych sezonów w swoich karierach, więc myślę, że możemy być zadowoleni – stwierdza Słaby.

Kilka faktów o sezonie 2020/2021 GKS-u Katowice

  1. Największą gwiazdą był…

Jakub Jarosz. Kapitan GKS przez cały sezon prezentował stabilny poziom. Trzykrotnie wybierany był MVP. W 26 meczach zdobył 317 punktów mając blisko 50 procentową skuteczność ataku.

  1. Po nim spodziewaliśmy się więcej…

Trudno znaleźć, kogoś kto szczególnie by zawiódł przez cały sezon. Siłą GKS-u była zespołowość i jak zdarzały się wpadki to sporadycznie i dany zawodnik w kolejnym meczu potwierdzał, że to była tylko dyspozycja dnia, a nie jakiś długotrwały kryzys i załamanie formy.

  1. Najbardziej zaimponował nam…

Rozgrywający Jakub Nowosielski. To pierwszy rodowity katowiczanin w piątym roku występów zespołu w PlusLidze. Z powodzeniem rywalizował o miejsce w składzie z Janem Firlejem.

  1. W przyszłym sezonie zmieni się…

Sporo, choć nie w sztabie szkoleniowym, bowiem kontrakty przedłużyli trener Grzegorz Słaby, drugi trener Damian Musiak, trener ds. przygotowania motorycznego Piotr Karlik i fizjoterapeuta Grzegorz Rzetecki. Z zawodników umowy przedłużyli natomiast: Jakub Jarosz, Jakub Szymański, Jakub Nowosielski, Dawid Ogórek, a ważny kontrakt obowiązuje Kamila Drzazgę. Z GKS-su odchodzą natomiast: Jan Firlej, Wiktor Musiał, Emanuel Kohut, Jan Nowakowski, Miłosz Zniszczoł, Adrian Buchowski, Kamil Kwasowski, Sławomir Stolc i Dustin Watten.

 

HOKEJ

hokej.net – Oficjalnie: Płachta trenerem GieKSy

Zgodnie z naszymi informacjami, na ławkę trenerską GKS-u Katowice wraca Jacek Płachta. 51-letni szkoleniowiec podpisał dwuletni kontrakt.

Płachta jest wychowankiem katowickiego klubu i ma do GieKSy ogromny sentyment. Najlepiej świadczy o tym fakt, iż w swojej karierze już trzykrotnie był jej głównym szkoleniowcem: w sezonach 2010/2011 oraz 2012/2013 i 2016/2017.

– Bardzo się cieszę, że znowu mogę wrócić do mojego klubu. Wychowałem się w Katowicach i zawsze łatwiej wraca się do miejsc, w których się wszystkich zna i gdzie jest dobry klimat do pracy. Spotkałem w GKS-ie wielu fantastycznych ludzi, więc te decyzje związane z GieKSą zawsze były dla mnie łatwiejsze – wyjaśnił Jacek Płachta.

– Rozmawiałem z wieloma osobami, które mają konkretny plan na to, jak konsekwentnie budować drużynę. Mam same dobre odczucia związane z tym, co przed nami. Chcemy się wspólnie rozwijać, a to jest dla mnie bardzo ważne i na pewno pomogło mi podjąć decyzję o powrocie – dodał.

Przypomnijmy, że w maju 2019 roku 51-letni szkoleniowiec był o krok od powrotu do GieKSy, ale szefostwo klubu z Wojciechem Tkaczem na czele zdecydowało się zakontraktować bardziej doświadczonego Fina – Risto Dufvę, który miał w swoim dorobku 11 sezonów pracy w fińskiej Liidze i tytuł mistrzowski zdobyty z JYP Jyväskylä. (2008/2009).

Jacek Płachta był też rozważany jako trener po dymisji Piotra Sarnika. Sęk w tym, że był wtedy związany kontraktem z ekipą Crocodiles Hamburg. Zresztą w „Krokodylach” pracował przez ostatnie trzy sezony.

Przez trzy lata był też selekcjonerem reprezentacji Polski, a biało-czerwoni podczas Mistrzostw Świata Dywizji IA w Krakowie oraz rok później w Katowicach byli blisko wywalczenia awansu do hokejowej Elity.

– W sekcji hokeja chcemy wprowadzić więcej stabilizacji i rozpocząć proces budowy drużyny nie tylko na jeden sezon, ale na dłuższą perspektywę. W naszej ocenie najlepszym kandydatem do tego zadania jest człowiek, który GieKSę ma sercu i jest z klubem związany emocjonalnie, czyli Jacek Płachta. Oczywiście za tymi argumentami idzie także duże doświadczenie, styl pracy z drużyną oraz dyscyplina – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GieKSy.

– Trener Płachta doskonale zna polskie środowisko hokejowe oraz ma szerokie kontakty poza granicami kraju. Bardzo się cieszymy iż udało nam się sprowadzić do Klubu ponownie wychowanka GKS-u. Trener ma nasze pełne zaufanie – dodał.

 

Powrót Wanackiego

Jakub Wanacki wraca do GKS-u Katowice. Reprezentant Polski przez ostatnie dwa sezony występował w Re-Plast Unii Oświęcim.

30-letni defensor w biało-niebieskich barwach rozegrał 56 meczów, w których strzelił 5 bramek i zanotował10 asyst. W poprzednim sezonie wystąpił zaledwie w 4 meczach, a miało to związek z dwiema poważnymi kontuzjami: barku oraz złamania kości strzałkowej.

Dodajmy, że „Wanawa” miał już okazję grać w ekipie GKS-u Katowice w latach 2017-2019. Sięgnął wówczas z GieKSą po srebrny i brązowy medal mistrzostw Polski oraz zajął trzecie miejsce w Pucharze Kontynentalnym.

– Jakub dał się już poznać w GKS-ie z jak najlepszej strony. Gdy reprezentował nasz klub, odnosiliśmy sukcesy w Polsce i Europie. Warto podkreślić, że był wówczas jednym z liderów defensywy naszego zespołu. Co ważne, jest aktualnym reprezentantem Polski, co wpisuje się w naszą wizję budowy zespołu – zaznaczył Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GKS-u.

Wszystko wskazuje na to, że ekipa z alei Korfantego wkrótce ogłosi też pozyskanie Johna Murraya i Patryka Wronki.

Dobrą informacją dla katowickich kibiców jest też fakt, że chęć dalszych występów w ekipie GieKSy wyrazili kapitan Grzegorz Pasiut, a także Bartosz Fraszko, jeden z czołowych zawodników poprzedniego sezonu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga