Dołącz do nas

Piłka nożna

Awans był nasz. Już nie jest, bo strzelaliśmy gole do własnej bramki.

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice w ostatniej kolejce wygrał z Pogonią Siedlce i przedłużył swoje nadzieje na bezpośredni awans do pierwszej ligi. Warunkiem takiej możliwości było jednak nie tylko punktowanie GieKSy w ostatnich kolejkach, ale też straty punktowe Widzewa i Górnika Łęczna. Do spotkania w Stalowej Woli katowiczanie przystępowali znając wynik meczu w Rzeszowie, gdzie Resovia wygrała z Widzewem. Wszystko więc zależało od naszych zawodników i już nie musieli się oni oglądać na innych. Stal ostatnio notowała różne momenty – najpierw zespół Szymona Szydełki rozgromił Elanę 5:1, by w ostatnią środę przegrać w Łodzi z Widzewem 0:3.

Trener Rafał Górak wystawił dość żelazny skład. Do jedenastki wrócił Arkadiusz Woźniak, który zastąpił Marcina Urynowicza. W składzie gości oglądaliśmy m.in. naszego byłego zawodnika – Bartosza Sobotkę.

Pierwszą połowę w zasadzie moglibyśmy zamknąć w opisie dwóch sytuacji. Od początku co prawda GKS próbował przejąć inicjatywę, ale co z tego, skoro w ósmej minucie Mrozek popełnia kolejny w ostatnich meczach pusty przelot i pozostawia pustą bramkę? Tym razem wyszedł na 14. metr, piąstkował gdzieś na metr 25. Tam stał Szymon Jarosz, który uderzył nad wszystkimi do opuszczonej bramki i nawet desperacka próba ratowania sytuacji nie zapobiegła utracie gola. Rywale nabrali wiatru w żagle, grali szybciej i żwawiej. GKS bił głową w mur. Najlepszą okazję miał Stefanowicz, który po podaniu Kurbiela uderzył obok słupka. Gdy wydawało się, że na przerwę zejdziemy na jednobramkowym debecie, swój „popis” dał Janiszewski. Tylko on wie, dlaczego stał jak pachołek, gdy przelatywała obok niego piłka i doszedł do niej rywal, minął Mrozka i strzelił do pustej bramki. Po pierwszej połowie wyglądało to tak, że piłkarze nie unieśli ciężaru spotkania. Standardowo machający łapami, zamiast grać Woźniak, sfrustrowany faulujący na żółtą kartkę Stefanowicz, wspomniani Janiszewski i Mrozek. Wyglądało to fatalnie.

W drugiej połowie pierwszy kwadrans był do zapomnienia. Szybko trener dokonał trzech zmian – jeszcze w przerwie Janiszewskiego zastąpił Dejmek, w 58. minucie zeszli Stefanowicz i Woźniak, weszli Urynowicz i Pavlas. GieKSa nadal jednak grała słabo i bezradnie. Stal umiejętnie się broniła, nie pozwalając na groźne sytuacje gości. Jeszcze Wojciechowski zmienił kolejnego sfrustrowanego zawodnika – Michalskiego. Z samych akcji naprawdę nie ma o czym pisać.

Mając drugie miejsce na wyciągnięcie ręki, zespół zagrał kompromitująco źle. Jeszcze mimo wszystko przy takiej „grze” można było pokusić się o bezbramkowy remis. Wspomniane żenujące zachowania w obronie doprowadziły jednak do utraty dwóch bramek i było pozamiatane już w przerwie.

Po raz kolejny w ostatnich latach GKS nie wykorzystał szansy na wskoczenie na miejsce premiowane awansem. Tym razem – najpóźniej z tych wszystkich lat, czyli przed ostatnią kolejką. Teraz dzięki Widzewowi nadal będziemy mieli szansę w ostatniej kolejce. Trudno jednak liczyć, że jednocześnie pokonamy Resovię, a Widzew nie wygra ze Zniczem. To już musiałby być prawdziwy cud. Ktoś powie, że to defetyzm. Niestety w ostatnich latach wszystkie takie sytuacje kończyły się klęską.

Nie ma, że to jest sport. Nie będziemy tolerować rok w rok takich upokorzeń. Awans jest obowiązkiem. Albo w jedną, albo w drugą. Albo będziecie bohaterami, albo skończonymi… Bo jak tu traktować sytuację, w której rywale się podkładają, żebyśmy to wykorzystali (poprzednie lata i teraz), a nasz „wspaniały” zespół niezależnie od piłkarzy ZAWSZE to musi zniweczyć.

19.07.2020 Stalowa Wola
Stal Stalowa Wola – GKS Katowice 2:0
Bramki: Jarosz (8), Śpiewak (42)
Stal: Pietrzkiewicz – Zmorzyński, Płonka (87. Waszkiewicz), Mroziński (77. Stelmach), Sobotka, Śpiewak (90. Szczutowski), Jarosz, Jopek, Witasik, Kiercz, Ciepiela (69. Chromiński).
GKS: Mrozek – Michalski (76. Wojciechowski), Jędrych, Janiszewski (46. Dejmek), Rogala – Woźniak (58. Pavlas), Gałecki, Stefanowicz (58. Urynowicz), Błąd, Kiebzak – Kurbiel.
Ż.kartki: Ciepiela, Pietrzkiewicz – Mrozek, Stefanowicz, Woźniak, Michalski, Rogala, Kurbiel.
Cz.kartki:
Sędzia: Damian Gawęcki.

18 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

18 komentarzy

  1. Avatar photo

    Piko

    19 lipca 2020 at 19:05

    Gang Olsena

  2. Avatar photo

    Kejta

    19 lipca 2020 at 19:15

    Zas wyglada to tak jakby dobrze wiedzieli co maja zrobic. Widzew przejebal to my tez musimu zebu czasem ich nie wyprzedzic ehhh szkoda slow

  3. Avatar photo

    Adi

    19 lipca 2020 at 19:21

    oceńcie ich teraz w okolicach 5 (czyli tak jak zawsze po frajerskich porażkach) co oznacza notę wyjściową

  4. Avatar photo

    Jarosław

    19 lipca 2020 at 19:23

    Dzwoniłem do Grzesia Goncerza poprosiłem aby strzelił zwycięska bramkę dla Stali i dał nadzieję. Obiecał że strzeli !!!!

  5. Avatar photo

    widz_ew

    19 lipca 2020 at 19:49

    Dzięki, że pomogliście nam wejść do 1. ligi. Widzew pozdrawia haha

  6. Avatar photo

    Roh

    19 lipca 2020 at 19:50

    Słabi są i tyle. Ta porazka byla do przewidzenia. Stal ostatnio dobrze gra. Tak jak juz tu pisalem. My możemy wygrac tylko z druzynami krire slabo graja. Szkoda gadac. W barazach nie mamy żadnych szans.

  7. Avatar photo

    Kejta

    19 lipca 2020 at 20:13

    Widzew wygra a my przejebiemy nie ma sie co ludzic i liczyc na cud. Gdyby to byla druzyna to by sie napompowali w szatni wyszli i wygrali i mieli awans w kieszeni a tak to wyszli jak cipy i sie zesrali na boisku

  8. Avatar photo

    Kejta

    19 lipca 2020 at 20:15

    A i dodam jeszcze ze za tydzien mozemy sie spodziewac cudow na bukowej. Moze znowu nam bramkarz gola strzeli w ostatniej akcji albo bedziemy wygrywac a na koniec sobie sami strzelimy zeby nie awansowac

    • Avatar photo

      Spox

      19 lipca 2020 at 20:21

      No i jeszcze baraż trzeba będzie jakoś spierdolić …. tak jakoś najlepiej od razu na początku meczu jebnąć swojaka a później jeszcze jakaś czerwona kartka i po bólu

  9. Avatar photo

    Roh

    19 lipca 2020 at 20:26

    I jeszcze coś chcialem napisać bo jestem wkurwiony na niektorych co tutaj komentują. Kurwa po chuj piszecie ze oni nie chca awannnsowac. Kurrrwa jak macie takie ciulstwa pisac to wcale nie piszcie. Slsbi sa i tyle. Awansować oni chca ale nie moga bo sa kelnerami.

  10. Avatar photo

    tomassi

    19 lipca 2020 at 20:39

    Mam nadzieję że prezes … bierze to na klatę.
    A tak ogólnie to rzygać się już chce tym wszystkim.

  11. Avatar photo

    Kabusch

    19 lipca 2020 at 22:58

    A ja jak najbardziej zgadzam się z tymi ,którzy twierdzą że GKS awansować nie chce lub ma zakaz awansu z miasta ,mamy taki potencjał ,że przy tym wyścigu żółwi miejsce w pierwszej dwójce jest bez problemu w naszym zasięgu.

  12. Avatar photo

    Mleczak

    19 lipca 2020 at 23:08

    A już myślałem, że forma rośnie, a może faktycznie tak jest. Tylko chłopaki chcieli u buka dorobić… Jeśli nie to się posrali, prędzej spodziewałem tego po stali. Nie ma co płakać i tak są wyżej niż się spodziewałem, a że przeciętna to drużyna to widać było już dużo wcześniej. Baraże będą nasze, zobaczycie i wtedy i tak im wybaczymy. Szkoda, że nie widać na to wszystko pomysłu, w 1 lidze walka o utrzymanie…

  13. Avatar photo

    Lokaty

    19 lipca 2020 at 23:24

    Teraz kolejne kilkanaście lat ale w 2 lidze… a miasto finansuje tych frajerów a my tracimy czas i śledzimy wyniki. Trzeba płacić ale za wynik, awans a nie walenie w ch.

  14. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    20 lipca 2020 at 01:12

    Jestem wkurwiony i taki też będzie przekaz mojej wypowiedzi..przegrać można nawet przejebac ale w takim żałosnym stylu to ola Boga!!..gdzie jeszcze Widzew nam się podłożył..kurwa wracają demony przeszłości i wiecie co ja już nastawiam sie na najgorsze..at persona bo nie mogę się powstrzymać..byłem cicho ale wybucham..panie „piłkarz” Woźniak czy Pan kurwa jesteś piłkarz czy kurwa dyrygent?!..bo już mnie zaczyna wkurwiać te ciągłe machanie rękami i bezsensowne łapanie żółtych kartek..po chuj Ci to?!..skup się pan na grze! ..pan piłkarz Janiszewski i Mrozek.. eh..szkoden kurwa goden..ogarnijcie się „panowie piłkarze” no chyba że szczytem waszych możliwości i marzeń jest gra w 2 lidze polskiej..czyli na zadupiu wszechświata.. Pozdrawiam

  15. Avatar photo

    dyzma

    20 lipca 2020 at 06:31

    Dlaczego was to dziwi? Od dekady nasz klub jest pośmiewiskiem. Co roku niby o coś walczy, delikatne deklaracje, żeby nie zapeszać a w ostatnich meczach wtopa na całego wedle z góry przygotowanego scenariuszu. Tylko błagam nie mówcie, że to są teorie spiskowe. Ale wy zaś rozliczycie piłkarzy a nigdy starych dziadów w zarządzie Gieksy!!!

  16. Avatar photo

    Irishman

    20 lipca 2020 at 07:52

    Meczy niestety….. choć może raczej stety nie widziałem więc mogę może trochę spokojniej napisać.

    I po raz kolejny napiszę – skończcie fanzolić, że oni nie chcą awansować. Czemu piszecie, ze my nie chcemy, a Widzew czy Górnik chce? Przecież Łęczna grała u siebie i mogła u siebie świętować awans! I co? Teraz jedzie na Legionovie, która na pożegnanie ligi może będzie się chciała pokazać i kto wie jak to się skończy? O Widzewie, to już w ogóle szkoda gadać, bo przy takim budżecie, takiej publice, takim stadionie to ich obowiązkiem było zrobić ten awans kilka kolejek temu!

    A my? My też zrobilibyśmy ten awans już kilka kolejek temu, gdyby nie gra obronna przez którą straciliśmy mnóstwo punktów. I niestety, skoro trenerzy i nasi obrońcy łącznie z bramkarzem nie ogarnęli tego przez całą rundę, to niestety ale do tych baraży będziemy podchodzić z duszą na ramieniu. Całkiem realny staje się więc scenariusz, że… skończy się to jak co roku. Tym bardziej, że będziemy być może znowu (o ile nie wpadniemy na Olimpię) grać 3 mecze co 3-4 dni, a teorię, że załapaliśmy formę na końcówkę można raczej wrzucić do kosza. To raczej trzeba się bać czy nasi rywale sprytnie nie olali walki o awans bezpośredni, aby przygotować się na baraże…..

  17. Avatar photo

    jeżyk

    20 lipca 2020 at 09:08

    Specjalista od Wuefu nie dał rady. Nie dał bo nie mógł dać. To trener o bardzo słabym warsztacie. Jakby mu dać takich zawodników jacy grają w większości II ligowych drużyn pomijając widzew i łęczną to byłaby III liga. Mało tego to człowiek nie wyciągający wniosków z popełnionych błędów. Od dawna kibice to widzą że obrona a w szczególności bramkarz są przyczyna wielu porażek. I co i nic. Kadra liczy sobie trochę zawodników więc pole manewru jest. W szczególności jeżeli chodzi o pozycje bramkarza. Tylko po co coś zmieniać. Rozumiem że pozostali bramkarze są tylko dla ozdoby. Nawet jeżeli po barażach ten zespół awansuje to trener jest do natychmiastowej wymiany bo na wyższym szczeblu to będzie dramat.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga