Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Za dwa tygodnie będziemy mądrzejsi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ostatnie dwa i pół miesiąca to okres, w którym zaczynaliśmy od wirusa-ciekawostki, poprzez zamknięcie stadionów dla kibiców, niegranie w ogóle z perspektywą braku rozgrywek w 2020 roku, zielonostolikowe walki i wałki, szalone (z tamtej perspektywy) pomysły na dogranie rundy, ogłoszenie dokończenia sezonu w ligach centralnych aż po coraz realniejszy pomysł na wpuszczenie kibiców na stadiony.

Za dwa tygodnie powinniśmy być dużo mądrzejsi. Brzmi to dość absurdalnie, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę dowolne czternaście dni w ciągu ostatnich dziesięciu tygodni. Patrząc pod kątem polskiej piłki nożnej i jej perspektyw, to pierwszy i ostatni dzień takiego dwutygodniowego zakresu za każdym razem był od siebie diametralnie różny. Jednak coraz więcej wiemy o pandemii koronawrusa i przede wszystkim zdajemy sobie sprawę, że są rzeczy, o których nie wiemy. Brzmi może paradoksalnie, ale wiedza o niewiedzy jest naszą siłą. Siódmego czerwca powinniśmy być po dwóch kolejkach Ekstraklasy, I i II ligi oraz dwóch meczach ćwierćfinału Pucharu Polski. Pięćdziesiąt cztery spotkania, a w perspektywie jedna z niewielu wolnych śród. Czas dla sztabów na korekty, piłkarzy na oddech, działaczy i władz na korygowanie i reagowanie, a dla nas kibiców na pierwsze analizy.

Dowiemy się przede wszystkim, czy eksperymentalne zakończenie sezonu nie spaliło już na samym starcie. Przeszkód może być wiele – od najbardziej oczywistych, jak wykrycie zarażenia koronawirusem wśród piłkarza, po ograniczenia administracyjne aż do… tego, o czym jeszcze nie wiemy (w myśl wspomnianej wcześniej zasady). Nierozegranie choćby jednego z ponad pięćdziesięciu spotkań raczej położy cały projekt. Rozegranie wszystkich zwiększy nadzieję (ale nie da pewności), że uda się dograć cały sezon. 

Zobaczymy, jak na powrót do grania zareagują organizmy piłkarzy. W wywiadzie Macieja Grygierczyka z trenerem Rafałem Górakiem dla katowickiego „Sportu” (klik) wspomniano o problemach zawodników w Bundeslidze. Poziomu wytrenowania i profesjonalizmu nie ma nawet co porównywać do naszej ligi, ale warto dodać, że w Niemczech zdecydowano się na dopuszczenie pięciu zmian w jednym meczu. U nas tego nie ma, więc problemów może być dużo więcej. Za dwa tygodnie będzie można też ocenić (bardzo wstępnie), które podejście sztabów do budowania formy w tym szalonym okresie okazało się skuteczniejsze. Przestrzegałbym o mówieniu o błędach, bo o ile w normalnym trybie przygotowań można uznać, że dany sztab źle dobrał obciążenia i plan, co znowu spowodowało słabszą formę fizyczną i kondycję w rundzie, o tyle teraz każdy musi się na coś zdecydować, nie posiadając danych historycznych.

Dowiemy się także, w jakiej formie są poszczególne drużyny i piłkarze. Pamiętajmy, że przez większość czasu zawodnicy przygotowywali się indywidualnie i… różnie mogło to wyglądać. Był przecież okres, gdy wydawało się, że do grania nie wrócimy nie tylko w tym sezonie, ale także w następnym. Mogło to spowodować u niektórych rozluźnienie czy wręcz odpuszczenie, które niekoniecznie uda się od razu nadrobić. Nie mieliśmy sparingów, treningi były zamknięte, a i ludzie kręcący się wokół klubów nie mieli już tak łatwego dostępu do informacji. Przed rundą wiosenna typowałem, że na plus zaskoczy Górnik Polkowice, a na minus Górnik Łęczna. Pierwsze dwie kolejki rozegrane w 2020 roku przed pandemią koronawirus zdawały się to potwierdzać – pierwszy klub zdobył sześć punktów, drugi zero. Jednak w żaden sposób nie można tego przełożyć na obecny czas. Ogólnie typowania są zabawą i niejakim wróżeniem z fusów, choć można dostrzegać czasem pewne wzorce, jednakże zakładanie dziś tego, co się wydarzy do końca obecnego sezonu to już zwykła loteria. Dwie kolejki dadzą nam jednak możliwość poczynienia pierwszych założeń.

Patrząc z perspektywy GieKSy – w najbardziej optymistycznym wariancie możemy być za dwa tygodnie liderem. Jeśli spojrzymy pesymistycznie, to możemy wylądować na piątym miejscu, a siódmy zespół w tabeli (pierwszy poza barażami) może się zbliżyć do nas na cztery punkty. Zresztą chyba każdy GieKSiarz się zgodzi – jeśli zaczniemy źle, to będziemy załamani i gotowi spisywać sezon na straty (bo będziemy w naszej głowie taką formę przekładać na pozostałe spotkania), ale jak pójdzie nam dobrze, to nasze doświadczenie w kibicowskim cierpieniu pozwoli nam jedynie na uśmiech, ale nikt z nas nie założy, że tak dobrze będzie do samego końca. Już teraz więc warto się nastawiać, że pierwsze dwie kolejki dużo nam powiedzą, ale… potem będzie ich jeszcze dziesięć. 

Za dwa tygodnie powinniśmy się także dowiedzieć o pierwszych przedłużeniach kontraktów o co najmniej jeden miesiąc (aneksy do umów na lipiec). Do końca czerwca pozostaną wtedy już tylko cztery spotkania, a potem wielu zawodników i klubów musi wybrać, czy chcą ze sobą współpracować jeszcze w lipcu. U nas mamy trochę takich piłkarzy, którym kończy się umowa 30 czerwca 2020 roku. W tym gronie znajdziemy między innym Bartosza Mrozka, Dawida Rogalskiego czy Arkadiusza Woźniaka. To, że wcale nie jest to wydumany problem, pokazuje nam przykład z Elbląga. Drogi Olimpii i Ołeksija Prytulaka (dwadzieścia spotkań w sezonie, cztery gole w tym dwa przeciwko nam) rozchodzą się 30 czerwca tego roku, więc drużyna może na niego liczyć tylko w sześciu z dwunastu (lub czternastu z barażami) spotkań. Słuchając wypowiedzi dyrektora Roberta Góralczyka, trenera Rafała Góraka i samych piłkarzy chwalących klub za partnerską postawę, nie zakładam, że u nas może wystąpić taki problem. Jednakże będę spokojniejszy, gdy pojawiają się pierwsze doniesienia o miesięcznych aneksach.

Najważniejsze to jednak, by ruszyć, wygrywać i za dwa tygodnie… szykować się na wejście na stadion na mecz ze Stalą Rzeszów. Realne? Tak, jak wszystko w ostatnim czasie.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Irishman

    25 maja 2020 at 11:26

    Można by to filozoficznie podsumować – wiemy, że nic nie wiemy. Jeśli chodzi o formę czy tam przewidywania wyników tych pierwszych meczów. Zawsze twierdzę, że pierwsze mecze w sezonie to jest mała loteria. To jak nazwać to co mamy teraz??? Bo teraz, te mecze to można właściwie porównywać z pierwszymi sparingami i to takimi „na przetarcie” po długiej przerwie i jakimś tam rozruchu przeprowadzonym na obiektach klubowych.

    Ale też nie ma co narzekać, bo równie dobrze tych meczów mogło nie być, a my przy zielonym stoliku mogliśmy być skazani na kolejny sezon w II lidze. Tak więc trzeba spróbować wykorzystać tą możliwość, która się otworzyła. Z tym, że tu trzeba by punktować od samego początku, bo kto wie ile się tych kolejek uda rozegrać. A to może być trochę loteria, tak jak pisałem na początku.
    Choć….. może to jest i dobra wiadomość dla nas??? Bo przecież tyle już razy w ostatnich latach, ten los z nas wręcz zadrwił, tyle razy upokorzył, czego wręcz UKORONOWANIEM były ostatnie sekundy minionego sezony, że może to już wreszcie czas, aby się wreszcie odwrócił.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga