Piłka nożna Prasówka
Media o meczu Widzew-GieKSa 1:1 – „GieKSa” nie przestraszyła się Widzewa. Remis ze wskazaniem na gości
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat meczu Widzew Łódź – GKS Katowice 1:1 (1:1).
sportowefakty.wp.pl – II liga. Widzew Łódź – GKS Katowice: dużo nerwów, walki, strzałów i… podział punktów w hicie
Emocji nie zabrakło. Zwycięzcy – i owszem. Widzew Łódź zremisował u siebie 1:1 z GKS-em Katowice w hicie 14. kolejki II ligi.
[…] Jeszcze kilka lat temu takie spotkanie spokojnie mogłoby odbyć się na poziomie Ekstraklasy. Na razie jednak zarówno w Łodzi, jak i Katowicach myślą o tym, by jak najszybciej powrócić na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej. Trzeba przyznać, że oba kluby mają ku temu argumenty, bo przed tą kolejką Widzew zajmował drugie, a GKS trzecie miejsce w tabeli II ligi.
Na to spotkanie obie ekipy bardzo poważnie się nastawiały, bo w ostatnich kolejkach regularnie wygrywały swoje mecze. Jedni i drudzy w siedmiu poprzednich ligowych starciach odnosili po sześć zwycięstw. Goście, choć nie mogli liczyć na doping swoich kibiców ze względu na zakaz nałożony przez Komisję Dyscyplinarną PZPN po meczu z Elaną Toruń, zapowiadali, że chcą w Łodzi wywalczyć nie tyle punkt, co ich komplet.
[…] Od pierwszych minut gospodarze rzucili się na rywali wysokim pressingiem i to przyniosło efekt w postaci prowadzenia, choć sam gol dla czerwono-biało-czerwonych w ósmej minucie padł po stałym fragmencie gry. Piłka zagrana w pole karne z rzutu wolnego została wybita, ale akcję asekurował Sebastian Zieleniecki, który zagrał głową do Bartłomieja Poczobuta, a ten strzałem sprzed pola karnego pokonał Bartosza Mrozka.
Pierwszy oddech katowiczanie złapali dopiero po upływie pierwszego kwadransa, ale nadal daleko było im do łódzkiego pola karnego. A miejscowi cały czas naciskali. Uderzenie Konrada Gutowskiego z dystansu wielkiego zagrożenia nie przyniosło, ale główka Daniela Tanżyny z 20. minuty już tak. Głową piłkę z linii bramkowej wybił Arkadiusz Woźniak.
Mało kto się spodziewał, że najgroźniejszą okazję dla GKS-u w pierwszej połowie stworzą… gospodarze. Daleką piłkę zagrał Adrian Błąd, odpuścił ją Tanżyna, a Zieleniecki we własnym polu karnym podał głową do Dawida Rogalskiego, który przelobował Wojciecha Pawłowskiego i uciszył ponad 17-tysięczny tłum przy Piłsudskiego 138.
W drugiej części gry obraz gry uległ zmianie o 180 stopni. Od samego początku to piłkarze gości trzymali się z piłką na połowie przeciwników i naciskali na bramkę Wojciecha Pawłowskiego. Akcje widzewiaków musiały być krótkie i przede wszystkim wynikać z celnych podań, a tych ostatnich bardzo brakowało. Z czasem zaczęło się na boisku robić coraz bardziej nerwowo, bo obie ekipy bardzo chciały strzelić zwycięską bramkę i uciekały się do fauli. Ale to nie tak, że Widzew nie miał swoich momentów. Piłkę meczową w 88. minucie wykorzystać mogli Christopher Mandiangu i Przemysław Kita. Ten drugi przeciął strzał niemieckiego pomocnika pochodzącego z Zairu, choć piłka zmierzała w światło katowickiej bramki. Z kolei GKS nękał oponentów atakami głównie z prawej strony, gdzie cały czas aktywny był Kacper Michalski. Więcej goli jednak nie padło.
To było naprawdę niezłe spotkanie, w którym można było obejrzeć około trzydziestu strzałów. Zwycięzcy jednak nie poznaliśmy.
sportdziennik.com – Widzew – GKS Katowice 1:1. Hit na remis
Solidny występ GieKSy w „Sercu Łodzi”. Choć szybko musiała odrabiać straty, nie pozwoliła swoim kibicom zwątpić, że może zostać drużyną nr 4, która wygrała z Widzewem na jego nowym stadionie.
[…] Obawiano się piłkarskich szachów – sam Marcin Kaczmarek, trener łodzian, zapowiadał, że spodziewa się „bardzo taktycznego meczu” – zatem nic lepszego dla widowiska niż szybkie rozwiązanie worka z bramkami stać się nie mogło. Widzew objął prowadzenie w 8. minucie. Futbolowy los znowu zachichotał, bo do katowickiej siatki trafił Bartłomiej Poczobut – ten sam, który w GieKSie spędził poprzednie 1,5 sezonu, a w lipcu jego kontrakt – jak trzech innych zawodników – został rozwiązany po wydarzeniach z „rybnickiego wieczoru”, kończącego zgrupowanie w Rybniku. Doskonale odnalazł się w Widzewie, którego jest podstawowym zawodnikiem. Tej soboty zapisał na swoim koncie premierowe trafienie. Łukasz Kosakiewicz dośrodkował z rzutu wolnego, Poczobut doskoczył do odbitej przed pole karne piłki i płaskim strzałem, bez namysłu, zaskoczył Bartosza Mrozka. Katowicki licznik minut bez straconej bramki zatrzymał się na liczbie 404.
Gospodarze ruszyli na GieKSę, nie pozwalali jej swobodnie rozgrywać piłki, ale zagrożenie stwarzali głównie po stałych fragmentach. W 20. minucie katowickiego golkipera wyręczył… Arkadiusz Woźniak, który ekwilibrystycznie zatrzymał piłkę na linii po „główce” Daniela Tanżyny, wieńczącej centrę Kosakiewicza – tym razem z kornera.
Katowiczanie z minuty na minutę poczynali sobie pewniej, a impet łodzian ustawał. Wyrównanie padło po niespełna dwóch kwadransach. To był prezent, z którego też pewną sztuką było skorzystać. Jeden ze stoperów, Sebastian Zieleniecki, zbyt krótko zagrał do Wojciecha Pawłowskiego, w czym połapał się Dawid Rogalski i sprytnym lobem posłał piłkę do siatki. W pierwszej połowie goście mieli jeszcze dwie niezłe szanse, ale strzały Grzegorza Rogali i Kacpra Michalskiego nie miały prawa zaskoczyć Pawłowskiego. Na przerwę GieKSa musiała jednak udawać się z jasnym przekonaniem: – W „Sercu Łodzi” można wygrać!
Początkowe fragmenty drugiej połowy to coś zgoła odmiennego niż pierwsze minuty meczu. Widzew nie pressował już tak agresywnie czyhał na kontry, pozwalając grać podopiecznym Rafała Góraka, którzy mieli optyczną przewagę i cierpliwie budowali ataki pozycyjne. Szukali szansy, by zadać cios, pozwalający na wejście do panteonu – mocne słowo! – drużyn, które pokonały Widzew na jego nowym stadionie. Wcześniej udało się to tylko trzem drużynom: Finishparkietowi Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie, ŁKS-owi Łomża oraz Olimpii Grudziądz. Klarowna okazja jednak nie nadchodziła. Z dystansu niewiele nad poprzeczką uderzył Kacper Michalski, po przeciwnej stronie boiska nieznacznie dwa razy mylił się Łukasz Kosakiewicz.
W ostatnim kwadransie łodzianie podkręcili tempo. Bartosz Mrozek popisał się piękną paradą po technicznej próbie wprowadzonego z ławki Christophera Mandiangu. Na murawie i trybunach zaiskrzyło, gdy Łukasz Wroński bezpardonowo przerwał też kontrę wyprowadzoną przez żwawego Kongijczyka, który w 88. minucie mógł zaliczyć asystę. Świetnie obsłużył Przemysława Kitę, ale ten z bliska spudłował, uderzając głową. To była piłka meczowa. Zawodnik urodzony 19 października mógł strzelić gola 19 października, w meczu rozpoczętym o 19.10… To by była historia.
Niezależnie od rezultatu ani trochę kontrowersyjną tezą nie jest ta głosząca, że sportowa odbudowa GKS-u zmierza we właściwą stronę. Jeśli nie zejdzie z tej ścieżki, pobyt na trzecim poziomie wcale nie musi trwać dłużej niż sezon. Kolejna wizyta w „Sercu Łodzi” już w pierwszej lidze? Tego życzyliby sobie jedni i drudzy. Zyskałaby też oczywiście sama marka zaplecza ekstraklasy. Na razie jednak – drugoligowa rzeczywistość. Za tydzień na Bukową zawita Pogoń Siedlce. Kolejny etap udowadniania, że warto polubić tę drużynę…
sportslaski.pl – Remis ze wskazaniem. „GieKSa” nie przestraszyła się Widzewa
Przez prawie pół godziny piłkarze GKS-u Katowice dawali się spychać do obrony ekipie łódzkiego Widzewa. Kiedy jednak wykorzystali prosty błąd defensorów gospodarzy wyraźnie uwierzyli w swoje możliwości i długimi fragmentami to oni dyktowali warunki przy Piłsudskiego.
[…] Podopieczni Rafała Góraka wyraźnie uwierzyli w swoje możliwości i pomału zaczęli przejmować kontrolę nad widowiskiem. W 35. minucie po składnej akcji i podaniu od Błąda prosto w ręce Pawłowskiego trafił Grzegorz Rogala. Już w doliczonym czasie Rogalski fantastycznym zagraniem na środku boiska uruchomił pędzącego Kacpra Michalskiego. Bocznego obrońcę katowiczan uparcie gonił jednak Gutowski i robił to na tyle skutecznie, że choć zawodnik GKS-u miał przed sobą już tylko Pawłowskiego, nie był w stanie oddać strzału którym mógłby pokonać bramkarza gospodarzy.
Po zmianie stron drużyna trenera Rafała Góraka długo niemal nie wypuszczała z własnej połowy faworyzowanych widzewiaków. Kolejne ataki nie przynosiły jednak wymiernych efektów, choć w 52. minucie zagotowało się w polu karnym łodzian. Wydawało się, że będzie rzut karny po faulu na Szymonie Kiebzaku, arbiter – ku wściekłości przyjezdnych – odgwizdał jednak wcześniejsze przewinienie dając „GieKSie” tylko rzut wolny, z którego nie udało się stworzyć zagrożenia dla bramki Pawłowskiego.
W 58. minucie w końcu do przodu ruszył Widzew. Ładna akcja Przemysława Kity i Kosakiewicza zakończyła się minimalnie niecelnym uderzeniem tego drugiego. W odpowiedzi potężnie z dystansu uderzył Kiebzak, ale futbolówka po palcach golkipera łodzian pofrunęła nad poprzeczką. Trzy minuty później znowu strzelał Kosakiewicz, ale raz jeszcze w światło bramki nie trafił. podobnie jak Gutowski, który sił z dystansu próbował w 68. minucie. Katowiczanie mimo upływu czasu wciąż imponowali skutecznym odbiorem piłki w środku boiska, skutecznym rozbijaniem ataków Widzewa i szybkim przenoszeniem gry na połowę rywala. W 80. minucie groźnie strzelał rezerwowy Łukasz Wroński, ale piłka minęła słupek bramki Pawłowskiego. Po drugiej stronie boiska Bartosza Mrozka do interwencji zmusił Christopher Mandiangu.
[…] Hit II-ligowej jesieni nie rozczarował. „GieKSa” wypadła przy Piłsudskiego naprawdę dobrze, i choć seria pięciu wygranych meczów ekipy Rafała Góraka została przerwana, katowiczanie mogą wracać do domów z podniesionymi głowami.
expressilustrowany.pl – Widzew GKS 1:1. Remis ze wskazaniem na gości
[…] Remis ze wskazaniem na GKS Katowice. To był przede wszystkim mecz walki. Pokazał, że Widzew czeka jeszcze praca nad zbudowaniem drużyny, która wywalczy pewny awans do I ligi.
Widzew – GKS 1:1. Druga połowa łodzian, to nie było to
[…] Znamienne zdanie Łukasza Kosakiewicza po spotkaniu z GKS: Najważniejsze, że tego meczu nie przegraliśmy.
widzewtomy.pl – Widzew Łódź – GKS Katowice 1:1 (1:1)
[…] Niedosyt przy Piłsudskiego, ponieważ w hicie 14. kolejki II ligi Widzew tylko podzielił się punktami z GKS Katowice. Choć łodzianie prowadzenie uzyskali już w 7. minucie, nie zdołali go utrzymać. Trzeba jedna przyznać, że przeciwnik zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko!
[…] Widzewiacy zaczęli spotkanie bardzo wysoko ustawieni, chcąc od razu narzucić swoje warunki. Trzeba przyznać, że rywale nie potrafili właściwie zareagować na taki obrót spraw. Agresywny pressing przełożył się na okazję do objęcia prowadzenia i od razu została ona wykorzystana, i to przez Bartłomieja Poczobuta!
[…] Od mniej więcej 25. minuty gra zaczęła się wyrównywać, katowiczanie zaczęli częściej operować piłką na połowie gospodarzy.
[…] W drugą część spotkania, dla odmiany, lepiej weszli goście z Górnego Śląska. Utrzymywali się przy piłce, atakiem pozycyjnym próbując tworzyć bramkowe sytuacje. W 52. minucie domagali się podyktowania rzutu karnego, ale skończyło się na wolnym tuż przy narożniku „szesnastki”. Z ulgą można było odetchnąć także po strzale Szymona Kiebziaka, który posłał futbolówkę na wysokości trzeciego piętra. Niepokojące było jednak to, że Widzew nie potrafił wyjść z hokejowego zamka, założonego przez przeciwnika.
[…] Dopiero na kwadrans przed końcowym gwizdkiem czerwono-biało-czerwoni zdołali postraszyć gości.
widzewiak.pl – Widzew Łódź – GKS Katowice 1:1 (1:1)
[…] Po wyrównaniu mecz zdecydowanie się wyrównał, a każda ze stron szukała okazji na zdobycie prowadzenia.
[…] W kolejnych minutach kolejne groźne sytuacje, spychając Widzew do głębokiej defensywy. Z tego powodu trener Kaczmarek zdecydował się na zmain, a na murawie zameldował się kolejno Kordas, Radwański, Mandiangu i Ameyaw. Nie dało to piorunującego efektu, ale trzeba przyznać, że gra się wyrównała. Szansę na asystę w pierwszym kontakcie z piłką miał ostatni ze zmienników, podając na lewej stronie do Christopera Mandiangu. Skrzydłowy celował w okienko, ale na posterunku stanął Mrozek.
[…] Mecz na szczycie zakończył się remisem 1:1. Kibice opuszczali stadion raczej z poczuciem niedosytu, a punktem zwrotnym spotkania był błąd Sebastiana Zielenieckiego. Po stracie bramki widzewiacy nie odzyskali już przewagi w takim stopniu jak miało to miejsce na początku meczu. Mimo wszystko punk zdobyty z katowiczanami należy szanować, bo rywale również mieli swoje okazje.
widzew.com – Wypowiedzi piłkarzy po meczu Widzew Łódź – GKS Katowice
Przemysław Kita:
[…] Musimy szanować ten punkt, gdyż graliśmy z bardzo trudnym przeciwnikiem. Nieprzypadkowo GKS Katowice jest tak wysoko w tabeli. Momentami grało nam się ciężko, ale mieliśmy również swoje sytuacje.
Bartłomiej Poczobut:
Dobrze weszliśmy w to spotkanie. Na początku mieliśmy przewagę, ale w dalszej fazie meczu GKS zmienił sposób gry i wyglądał dużo lepiej. Strzelona bramka na pewno cieszy, ale nie możemy być zadowoleni z wywalczenia jednego punktu. Szkoda łatwo straconego gola.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.


Najnowsze komentarze