Piłka nożna
Rafał Górak: Wszystko w naszych rękach
W środę odbyła się konferencja prasowa przed meczem rewanżowym Ligi Konferencji. Udział w niej wzięli trener Rafał Górak oraz pomocnik Bartosz Nowak. Zapraszamy Was do zapoznania się z zapisem spotkania z mediami.
Michał Kajzerek, rzecznik prasowy Klubu: Dzień dobry. Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji prasowej przed drugim meczem drugiej rundy kwalifikacji Ligi Konferencji UEFA. W czwartek o godzinie 20:30 zmierzymy się tutaj na Arenie Katowice z Žiliną. Z nami trener Rafał Górak oraz pomocnik GKS-u Bartosz Nowak. Bilety cały czas są dostępne na ten mecz. Mamy nadzieję, że kibice szczelnie wypełnią stadion w czwartkowy wieczór.
Poznaliśmy już rywala przy okazji pierwszego meczu. Jak GKS Katowice chce odpowiedzieć?
Rafał Górak: Dzień dobry Państwu. Piłka jest w grze i tutaj nie ma na razie mowy o tym, że my mamy jakkolwiek odpowiadać. Wiadomo, że jesteśmy po pierwszej części tej rywalizacji, a druga jest przed nami. Bez względu na wszystko, co by się miało wydarzyć w pierwszym meczu, i tak jutro będziemy chcieli grać o zwycięstwo. Także nic się nie zmienia i wydaje mi się, że droga jest bardzo dobra. Zwycięstwo w tym meczu mam nadzieję, że utoruje nam drogę do tego, aby po meczu się po prostu radować z awansu do kolejnej rundy.
Za nami dwa pierwsze mecze. Jakie wnioski z tych meczów wyciągnąć, żeby w tym trzecim wynik był korzystny?
Bartosz Nowak: Dzień dobry przede wszystkim. Chcieliśmy wyciągnąć wnioski i myślę, że wyciągnęliśmy wiele dobrych momentów i tych złych też, żeby to poprawić w następnym spotkaniu. A tak jak trener przed chwilą powiedział, -jutro przed nami mecz o wszystko. Gramy u siebie. Czy będziemy grać dalej czy nie będziemy grać dalej w pucharach. Nieważne jaki byłby wynik pierwszego spotkania, u siebie i tak byśmy chcieli wygrać. Taki mamy cel i o to będziemy walczyć.
Czy po pierwszym meczu wiemy coś więcej o Zilinie niż przed rywalizacją?
Rafał Górak: Nasza wiedza przed pierwszym spotkaniem była zbliżona do tego, co działo się w Żylinie. Jest to grupa dobrze wyselekcjonowanych młodych ludzi. Grupa utalentowana i bardzo intensywna. Tutaj musimy bardzo uważać na to, bo ta intensywność przez 90 minut będzie na pewno na wysokim poziomie. Można powiedzieć, że to są takie standardy europejskie. Nie żeby nas to w jakiś sposób zaskoczyło, ale zdajemy sobie sprawę, że tak może być. Natomiast z punktu widzenia samego prowadzenia gry, samej taktyki, wydaje mi się, że przeciwnik nas nie zaskakiwał jakimiś rzeczami, które moglibyśmy powiedzieć, że to dla nas jakieś nowum. To tyle chyba z takiego obrazu, co dziś więcej wiemy w stosunku do pierwszego meczu.
W środku pola zobaczyliśmy dwa nowe duety. Jak pan ich ocenia?
Rafał Górak: Cały okres przygotowawczy rzeczywiście był podkreślony również tym, żeby każdy próbował w czasie tego okresu siebie zbudować. Szczególnie ci zawodnicy, którzy albo są u nas nowi, albo tych meczów mieli mniej. Jesse Bosch wiadomo, że wyleciał nam na całą rundę z powodu zapalenia spojenia łonowego w rundzie wiosennej, także nie było go pół roku. Kasper Łukasiak miał mniej szans, grali częściej inni zawodnicy, a Bartosz Wolski jest zawodnikiem nowym. Wobec tego rzeczywiście bardzo mocno przypatrywaliśmy się temu wszystkiemu. Mati Kowalczyk niestety wypadł nam dość szybko w okresie przygotowawczym i mimo, że dzisiaj już można powiedzieć, że jest w stu procentach do gry, będziemy mieli go do dyspozycji w meczu niedzielnym. Natomiast dużo powiedzieć, duży progres zanotował w szczególności w okresie całym przygotowawczym Kacper i z tego się niezmiernie cieszymy. Bartek również w kwestii takiej bardziej ofensywnej gry w Motorze tutaj u nas przyswaja cały czas te twarde zasady w działaniach defensywnych, ale jest to zawodnik niezwykle kreatywny i tutaj też mnie to cieszy i czekam, aby to, co tutaj mamy w obronie, pozwoliło mu również wykazywać się w tej grze ofensywnej. Mam nadzieję, że już w Krakowie żeśmy tego też już mieli dobre zaczątki. Zawsze zawodnicy znając się lepiej funkcjonują, jeżeli ileś takich meczy po sobie następuje i piłka jest w grze. Wiadomo, że mecze, które nazywamy już mistrzowskimi mają całkiem inny wymiar niż mecze sparingowe. Tutaj jesteśmy po dwóch bardzo dobrych przetarciach i mimo, że wynik tego meczu ekstraklasowego jest dla nas niekorzystny, to zdaję sobie z tego sprawę i tego jest mi szkoda. Natomiast tak jak powiedziałem na razie jesteśmy po jednej połowie meczu z Zieliną i tutaj jeszcze o żadnej niekorzyści nie możemy mówić. Mamy wszystko w swoich rękach i jutro dopiero będziemy podsumowywać to spotkanie. Bardzo liczę na tych zawodników, bo wydaje mi się, że każdy z nich ma ogromną jakość ofensywną, ogromną bardzo dobrą jakość defensywną i cała ich siła powinna nam pozwalać po prostu dobrze grać.
Wiedział pan już wcześniej, że ten mecz nie zakończy się po pierwszej odsłonie dwumeczu, że dalej będzie piłka w grze, że wszystko rozstrzygnie się przy Bukowej. Patrząc na to właśnie z tej perspektywy, to czy cieszy się pan, że to losowanie odbyło się tak, że rewanż jest przy Nowej Bukowej?
Rafał Górak: Przede wszystkim się cieszę z tak wymagającego rywala w tej pierwszej rundzie, bo to daje nam po prostu jakby pogląd na to, w jakim miejscu jesteśmy. Ja często słyszę, że to Hajduk był mocniejszy itd. To nic nie ma do rzeczy. Zilina w ostatnich 10 latach zagrała 36 meczów w europejskich pucharach, to jest ogromne doświadczenie, ogromna siła. W ciągu ostatnich 10 lat z Ziliny odeszli piłkarze warci około 40 milionów euro, a nie mówimy tutaj o bonusach, które wpłynęły do Ziliny jeszcze z kolejnych transferów. Zawodnik Kiwior, który poszedł do Jeliny, potem poszedł do Arsenalu, a dzisiaj gra w Porto. To są niesamowite walory finansowe dla tego klubu. Gramy z ogromnie wymagającym rywalem, z ogromnie silnym rywalem i mimo, że tam gra dużo młodzieży, to są ludzie bardzo mocno wyselekcjonowani, dobrze prowadzeni, mają świetne warunki do rozwoju. Dla mnie sama rywalizacja z tak mocnym klubem jest dla mnie ogromnym wyzwaniem i bardzo się cieszę, że dzisiaj jesteśmy w takim momencie, że jeżeli jutro wygramy, to jesteśmy przecież totalnie w grze i możemy cieszyć się z awansu do następnej rundy po przejściu szalenie mocnego rywala. Niekiedy słyszę, że to rywal słabszy itd., itd. Nie, oni grali w eliminacjach Ligi Europy, nie Ligi Konferencji. To był inny też poziom. Trzeba sobie zwrócić uwagę, że naprawdę do tego wszystkiego dochodzimy. My gramy jutro drugi mecz w europejskich pucharach, a 23 lata nie było nas w ogóle na tym poziomie rozgrywkowym. Osiągnęliśmy bardzo dużo, ale mamy apetyt na to, aby grać w następnej rundzie i zrobimy jutro wszystko i wiem jaką mam drużynę, aby po meczu schodzić z podniesioną głową i wiem, że drużyna na pewno to zrobi.
Planem na ten mecz jest, by wyjść bardzo ofensywnie?
Plan będzie na to, aby być uważnym na to, co ma przeciwnik. Musimy być dobrze zabezpieczeni. Musimy być pragmatyczni, bardzo dojrzali. Nie polega to na tym, by oszaleć w pierwszych 15 minutach. Plan mamy dobrze przygotowany, teraz pozostało go zrealizować.
Wynik poprzedniego meczu ma znaczenie?
Żaden sportowiec nie lubi przegrywać, po każdej porażce jest bardzo zły. Chce udowodnić już zaraz w następnym spotkaniu, że wszystko jest na dobrych drogach, mamy naprawdę dużo rzeczy świetnie wypracowanych i być może nawet to cieszy, bo jak znam nawet zawodników doświadczonych, to mówią, że dobrze, że gramy już za chwilę, bo trzeba zapomnieć o tym, co było za nami. Porażka nigdy nie spowoduje w mojej szatni tego, że będziemy się czuli zagubieni, zakłopotani albo w jakiś sposób wybici z uderzenia. Wszystko jest przed nami, wszystko jest w naszych rękach i jutro gramy o zwycięstwo.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.







































Najnowsze komentarze