Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Radomiakiem: GKS Katowice pokazał charakter
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Radomiak Radom 3:1 (0:1).
weszlo.pl – Napastnik Radomiaka skuteczny jak nigdy! Tylko zapomniał, dla kogo gra
Abdoul Tapsoba może nigdy specjalnie nie imponował skutecznością, ale tym razem było inaczej. Reprezentant Burkina Faso strzelił gola, chwilę później dołożył asystę i mocno przyczynił się do zwycięstwa swojego zespołu nad Radomiakiem. Rafał Górak musi być zachwycony z postawy napastnika!
Moment, wróć… zapomnieliśmy, że Tapsoba jest jednak piłkarzem Radomiaka. A szkoda, bo jakby grał w GieKSie, to mówilibyśmy o nim jako jednym z najlepszych zawodników tego meczu. Pod bramką Filipa Majchrowicza był wyjątkowo skuteczny…
W pierwszych fragmentach od razu przekonaliśmy się, jaki Rafał Górak ma plan na to spotkanie. Chciał, żeby jego podopieczni jak najmocniej weszli w spotkanie i szybko wypracowali korzystny wynik, by przy pojawiającym się coraz zmęczeniu tylko pilnować korzystnego rezultatu.
I rzeczywiście plan w założeniu dobry, tylko zabrakło odpowiedniej realizacji. GKS gniótł rywala i spychał go nie tyle na ich połowę, a nawet w okolice pola karnego. Było uderzenie głową Pau Resty, świetna okazja Emana Markovicia czy groźny strzał Jirki zza szesnastki. Bramka dobrze dysponowanego Filipa Majchrowicza była jednak jak zaczarowana.
Spore pretensje do swoich kolegów miał prawo mieć Ilja Szkurin, bowiem w dwóch sytuacjach wystarczyło tylko dokładne podanie wzdłuż boiska, by były zawodnik Legii miał naprawdę dogodną okazję na gola. Najpierw Eman Marković, a chwilę później Erik Jirka popisali się wręcz karykaturalną niedokładnością. Z drugiej strony trzeba przyznać, że gdy Białorusin już dostał dobre podanie od Bartosza Nowaka, to sam się nie popisał.
Radomiak jakoś wybronił się w trudniejszym okresie i gdy poczuł, że rywal zaczyna słabnąć, co było oczywiste z racji na obciążenia czwartkowego meczu w eliminacjach Ligi Konferencji, to przeszedł do ofensywy. Wysłał najpierw dwa zagrożenia. Najpierw groźne, lecz niecelne uderzenie Luqinhasa, a następnie świetne podanie prostopadłe Rafała Wolskiego, ale intencje Jana Grzesika odczytał Gabriel Kobylak.
Dwa razy gospodarzom się upiekło, ale przy trzeciej próbie piłkarze Tomasza Kaczmarka byli bezlitośni. Po rzucie z autu piłka trafiła do Ibrahima Camary, a ten skutecznie przyłożył i pokonał Kobylaka. Zresztą, Gwinejczyk był jednym z najbardziej wyróżniających się graczy pierwszej części i to nie tylko ze względu na strzelonego gola.
GKS pretensje o niekorzystny wynik mógł mieć tylko do siebie. Mial tyle okazji, że spokojnie mógł strzelić trzy, a może nawet i cztery gole. Przez własną skuteczność i niedokładność przegrywał do przerwy 0:1…
Jakbyśmy po pierwszej części chcieli kogoś indywidualnie docenić, to Bartosza Nowaka, chociaż koledzy mu nie pomagali czy Ibrahima Camarę, ale to wszystko szybko stało się nieaktualne przez Abdoula Tapsobę, który postanowił skraść show. Sprawić, że to o nim w pierwszej kolejności będzie się mówić po zakończeniu spotkania przy Nowej Bukowej.
Burkińczyk nigdy w Ekstraklasie skutecznością nie imponował, ale jak widać postanowił to zmienić. W okresie przygotowawczym musiał ciężko pracować i na początku sezonu pokazuje nam swoje nowe, zupełnie dotąd nieznane, oblicze. W przeciągu raptem kilku minut najpierw sam wpisał się na listę strzelców, a następnie zaliczył asystę przy trafieniu… Ilji Szkurina.
I tu słusznie zapala się lampka ostrzegawcza: Jak to Szkurina, skoro nie ta drużyna. I słusznie. Bo rzeczywiście Tapsoba strzelił gola i dorzucił asystę, tyle że… pod własną bramką.
Najpierw bramkę burkińskim snajperem Radomiaka bramkę zdobył Arkadiusz Jędrych, który wygrał walkę w powietrzu po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu rożnego.
Praktycznie chwilę później Tapsoba wykazał się umiejętnością gry głową. Świetnie zgrał piłkę do wspomnianego Szkurina, a ten tym razem nie zawahał skorzystać się z prezentu, przestawił Szcześniaka i pokonał Majchrowicza.
Uczciwie trzeba jednak przyznać, że napastnik Radomiaka specjalnie nie zakrzywił rzeczywistości. GKS Katowice w pełni zasłużył na trzy punkty. W drugiej połowie jakby zyskał drugi oddech i mocno przewyższał przeciwników. Dwa konkrety pod własną bramką było tylko wypadkową tego, jak grali podopieczni Rafała Góraka.
Z kolei goście po dwóch straconych bramkach już kompletnie się nie podnieśli. Ani przez moment nie było cienia szansy, że jeszcze wyszarpią ten jeden punkt. Mimo prowadzenia, to GKS cały czas miał inicjatywę i to się opłaciło. Tuż przed końcem wygraną przypieczętował Bartosz Nowak, który wreszcie dorzucił liczbę do swojego naprawdę bardzo dobrego – a być może nawet niemal perfekcyjnego – występu.
Jeśli GieKSa zagra w czwartek tak, jak w drugiej połowie z Radomiakiem, to o awans powinnyśmy być spokojni. A forma piłkarzy Tomasza Kaczmarka mocno faluje i wciąż do końca nie wiemy, jaki to jest zespół.
dziennikzachodni.pl – „Obiecałaś mi na pewno, że trzy punkty dzisiaj będą”. Katowice, Katowice, GKS!
GieKSa w tym sezonie pierwszy raz od 23 lat gra w europejskich pucharach, które łączy z meczami na polskim podwórku. Drużyna trenera Rafała Góraka zaczęła od porażki w II rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji na Słowacji z MSK Żylina 1:2. Następnie w 1. kolejce PKO BP Ekstraklasy przegrała w Krakowie z Wisłą 1:2. Gdy wróciła na Nową Bukową, to pokonała Żylinę 3:1 i awansowała do III rundy. W niej w pierwszym meczu zagra w czwartek w węgierskim Miszkolcu z Hapoelem Tel Awiw z Izraela. „Po drodze” miała niedzielny ekstraklasowy mecz w 2. kolejce z Radomiakiem Radom na Arenie Katowice. Goście zaczęli sezon od domowego zwycięstwa nad Wieczystą Kraków 2:1.
Przed meczem odśpiewany został Hymn Polski z okazji 82. rocznicy Powstania Warszawskiego (druga zwrotka bez podkładu muzycznego). Była też minuta ciszy w hołdzie ofiar tego zrywu wyzwoleńczego, który rozpoczął się 1 sierpnia 1944 roku.
Do składu Katowiczan na mecz z Radomiakiem wrócił po kontuzji Mateusz Kowalczyk, który był już zdrowy przed rewanżem z MSK Żylina, ale nie mógł zostać zgłoszony, jeżeli z powodów zdrowotnych nie wypadł inny zawodnik.
W składzie GieKSy nastąpiły trzy zmiany w stosunku do czwartkowego meczu pucharowego – od początku zagrali Ilja Szkurin, Mateusz Wdowiak i Pau Resta. Ten trzeci w 6. minucie był autorem pierwszego uderzenia w meczu, gdy główkował z kilku metrów i Filip Majchrowicz popisał się dobrą obroną. Trzy minuty później Resta uderzył głową, ale nad poprzeczką. W 13. minucie Majchrowicz odbił piłkę nogami po strzale z bliska Emana Markovica. Dwie minuty później z dystansu huknął z woleja Erik Jirka i zasłonięty bramkara Radomiaka jedną nogą instynktownie odbił piłkę. Działo się, a GKS był bliski ukłucia rywala.
Bartosz Nowak świetnie rozgrywał piłkę, ale jego koledzy nie potrafili w prostych sytuacjach dograć w pole karne do Szkurina, który irytował się, gdy za mocno podawali Markovic i Jirka.
Radomiak przetrwał trudne chwile i w 27. minucie miał swoją okazję, którą zafundował gościom GKS tracąc piłkę przy wyprowadzaniu, ale Luquinhas strzelił za wysoko. Minutę później GieKSę uratował Gabriel Kobylak, który wygrał pojedynek z Janem Grzesikiem.
Akurat, gdy na swój sektor weszli kibice Radomiaka, padł gol dla gości. Grzesik wrzucił piłkę z autu w pole karne. Podbił ją Abdoul Tapsoba, pechowo głową wybijał Resta i Ibrahima Camara mocno strzelił z powietrza – 0:1 w 37. minucie.
Zespół z Radomia nabrał pewności końcówce pierwszej połowy Grzesik główkował obok spojenia słupka z poprzeczką, a strzał z ostrego kąta Rafała Wolskiego sparował Kobylak.
Gospodarze nie mieli innego wyjścia, jak po wyjściu z szatni dążyć do wyrównania. GKS znów przeważał, choć teraz nie potrafił stworzyć dobrych sytuacji. W 53. minucie pozostawiony bez opieki Jirka nie trafił w piłkę, gdy próbował z powietrza strzelić z ostrego kąta.
W 59. minucie GieKSa doprowadziła do wyrównania. Nowak posłał piłkę z rzutu rożnego, Arkadiusz Jędrych przedłużył podanie głową. Piłka odbiła się od Abdoula Tapsoby i wpadła do bramki.
Goście się cofnęli, a GKS szedł po swoje. Na 2:1 podwyższył Ilja Szkurin, na którym uwiesili się obrońcy, ale i tak przyjął piłkę klatką piersiową i strzelił nożycami (coś w stylu z meczu z Żyliną).
Po tym golu gra się zaostrzyła. Goście nie umieli nic wskórać i momentami wyładowywali frustrację ostrymi zagraniami i faulami. Sędzia zaczął rozdawać żółte kartki.
W doliczonym czasie GKS posłał gości na deski. Szkurin zagrał do Nowaka, który wbiegł w pole karne i z ostrego kąta wpakował piłkę pod poprzeczkę. Szkurin rozgrywał 100. mecz w Ekstraklasie – zaliczył gola i asystę.
echodnia.eu – Fatalna druga połowa w wykonaniu zielonych
W niedzielę drugiego sierpnia Radomiak Radom przegrał 1:3 mecz drugiej kolejki PKO BP Ekstraklasy z GKS Katowice na wyjeździe. Zaważyła bardzo słaba druga połowa – do przerwy Radomianie prowadzili 1:0.
Radomiak Radom podchodził do tego spotkania po ograniu Wieczystej Kraków w pierwszej kolejce 2:1. GKS natomiast zaczął od porażki 1:2 z Wisłą Kraków, ale w międzyczasie pokonał Żilinę w eliminacjach do Ligi Konferencji i awansował do kolejnej rundy.
Od początku tego spotkania wyraźną przewagę mieli Katowiczanie. W pierwszych piętnastu minutach bramkarz Radomiaka, Filip Majchrowicz, kilkukrotnie świetnie interweniował i tylko dzięki temu jego drużyna nie traciła gola. W siódmej minucie obronił strzał, jaki oddał Pau Resa. Dwie minuty potem nie pokonał go Ilia Szkurin. W 14 minucie sił próbował Eman Marković, a w 16 Erik Jirka. Za każdym razem lepszy był Majchrowicz.
Po tym trudnym okresie czasu Radomianie zaczęli dochodzić do głosy i pojawiać się pod bramką przeciwnika. W 28. minucie świetną okazję miał Jan Grzesik, ale przegrał pojedynek z Gabrielem Kobylakiem, a więc byłym bramkarzem Radomiaka. W 35. minucie nieźle, ale niecelnie uderzył głową Abdoul Tapsoba.
Dwie minuty potem natomiast zieloni objęli prowadzenie. Jak padła bramka? Ppo dośrodkowaniu z rzutu rożnego najpierw głową piłkę zgrał Abdoul Tapsoba, potem niedokładnie wybił ją Pau Resta i w końcu spadła do Ibrahimy Camary. I ten wpakował ją do bramki Gabriela Kobylaka.
Jeszcze przed przerwą podopieczni trenera Tomasza Kaczmarka mogli podwoić prowadzenie – po bardzo dobrym podaniu Luquinhasa z bliskiej odległości nieznacznie przestrzelił Jan Grzesik.
Druga połowa, podobnie jak pierwsza, zaczęła się od przewagi zespołu z Katowic. Różnica jednak była w tym, że Radomiak nie obudził się do lepszej gry, choć mogło zacząć się naprawdę dobrze. W 57. minucie Grzesik wpakował piłkę do ramki rywala, ale gol nie mógł być uznany, bo był na spalonym.
GKS stwarzał sobie kolejne sytuacje i w końcu zaczął zamieniać je na gole. W 58. minucie gry Abdoul Tapsoba trafił do własnej bramki. Zawodnik Radomiaka nie fortunnie przeciął tor lotu piłki po strzale Arkadiusza Jędrycha.
Na kolejnego gola fani gospodarzy nie musieli czekać długo. W 67. minucie gry na 2:1 trafił Ilia Szkurin. Były napastnik Legii Warszawa pięknym strzałem wykorzystał niepewną interwencję obrońców Radomiaka po dośrodkowaniu w pole karne.
Mecz po tej sytuacji zrobił się brzydki. Obie drużyny łapały dużo żółtych kartek, gra często była przerywana przez sędziego, pojawiały się niesportowe zachowania, jak przy faulu Rafała Wolskiego.
Koniec końców Radomiak nie odnalazł już dobrej dyspozycji na boisku, a gospodarze strzelili jeszcze jednego gola – w drugiej doliczonej minucie strzelił go Bartosz Nowak. Zawodnik GKS z bliskiej odległości wpakował piłkę do bramki, podał mu Ilia Szkurin.
Przypomnijmy, że Bartosz Nowak urodził się i wychował w Radomiu, swoje pierwsze kroki w piłce stawiał grając w Junior Radom do 2004 roku, później zaczął treningi z zespołem Parafialno-Uczniowskiego Klubu Sportowego Makowiec. W 2008 roku jako 15 letni gracz rozpoczął swoją przygodę z zespołem Uczniowskiego Klubu Sportowego Młodzik 18 Radom, gdzie grał do 2009 roku. Potem wyjechał na Śląsk, aby tam dalej się rozwijać. Jednak to właśnie lata spędzone w Radomiu, były dla niego pierwszym ważnym przetarciem w rozpoczynającej się karierze.
gol24.pl – Rozpędzony GKS Katowice rozbił Radomiaka. Szkurin znów to zrobił
GKS Katowice odniósł pierwsze, efektowne zwycięstwo w sezonie nad Radomiakiem Radom (3:1) w 2. kolejce PKO Ekstraklasy. Wszystkie gole podopieczni Rafała Góraka strzelali po przerwie, odpowiadając na pierwsze trafienie Ibrahima Camary z pierwszej połowy dla piłkarzy prowadzonych przez Tomasza Kaczmarka.
W ostatnim niedzielnym meczu 2. kolejki GKS Katowice na wypełnionej po brzegi Arenie Katowice podejmował Radomiaka Radom. Podopieczni trenera Rafała Góraka przystępowali do ligowej rywalizacji w znakomitych nastrojach, bo po udanym rewanżu ze słowacką MSK Żyliną. Dzięki bramce białoruskiego napastnika Ilji Szkurina w ostatni czwartek wywalczyli bowiem awans do III rundy el. Ligi Konferencji.
Spragnionych piłki na najwyższym poziomie śląskich kibiców nie trzeba było specjalnie zapraszać. Spotkanie poprzedziły odśpiewanie hymnu Polski – Mazurka Dąbrowskiego – oraz minuta ciszy ku czci Powstańców Warszawskich w 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, którą obchodziliśmy w sobotę (1 sierpnia).
Lepiej w mecz weszli gospodarze występujący w żółtych koszulkach. Najlepsze okazje mieli Pau Resta i Erik Jirka, ale za każdym razem znakomicie interweniował bramkarz Radomiaka. Po nerwowym początku podopieczni Tomasza Kaczmarka przejęli inicjatywę i objęli nawet prowadzenie po trafieniu Ibrahima Camary. Wyniku nie oddali już do końca pierwszej połowy.
Po zmianie stron GKS ruszył do zdecydowanych ataków. Po zamieszaniu w polu karnym piłkę do własnej bramki skierował napastnik Radomiaka Abdoul Tapsoba, a zwycięstwo przypieczętowali kolejnym efektownym trafieniem Ilja Szkurin oraz Bartosz Nowak, który dobił w doliczonym czasie bezzębnych po zmianie stron przyjezdnych.
wkatowicach.eu – GKS Katowice wygrywa z Radomiakiem Radom. Pierwszy domowy mecz Ekstraklasy w nowym sezonie zakończony wynikiem 3-1
GKS Katowice udanie zainaugurował nowy sezon PKO BP Ekstraklasy przy Nowej Bukowej, pokonując Radomiaka Radom 3:1 po świetnym powrocie w drugiej połowie. Po stracie gola przed przerwą gospodarze odwrócili losy spotkania dzięki bramce samobójczej Abdoula Tapsoby, trafieniu Ilyi Shkuryna oraz efektownemu wykończeniu Bartosza Nowaka w doliczonym czasie gry.
W pierwszym domowym meczu sezonu 2026/27 PKO BP Ekstraklasy, GKS Katowice podejmował przy Nowej Bukowej Radomiaka Radom. W wyjściowej jedenastce nastąpiły trzy zmiany względem rozgrywanego kilka dni wcześniej meczu Ligi Konferencji. Zameldowali się Mateusz Wdowiak, Pau Resta oraz Ilya Shkuryn.
W 7. minucie blisko był Pau Resta, ale uderzył głową prosto w Filipa Majchrowicza. Dwie minuty później próbował Shkuryn, ale jego strzałowi głową również zabrakło skuteczności. W 13. minucie Majchrowicz ratował się interwencją nogami po strzale Emana Markovicia, a chwilę później poradził sobie z mocnym strzałem z dystansu Erika Jirki. GKS miał w tym fragmencie wyraźną przewagę.
W 28. Minucie Katowiczanie źle rozegrali akcję z własnej połowy i Luquinhas w dogodnej sytuacji uderzył nad poprzeczką. W tej samej minucie Gabriel Kobylak zatrzymał Jana Grzesiak w sytuacji sam na sam. W 37. minucie Grzesik wrzucał piłkę w pole karne bezpośrednio z autu. Pau Resta wybił ją na 10 metr i dopadł do niej Ibrahima Camara. Dobrym strzałem dał gościom prowadzenie. GKS miał szansę odpowiedzieć jeszcze w pierwszej połowie. Po składnej akcji piłka znalazła się na 5 metrze pod nogami Shkuryna. Ten chciał odegrać do nabiegającego Kacpra Łukasiaka, lecz piłka powędrowała za plecy pomocnika GieKSy.
Na drugą połowę gospodarze spotkania wracali więc z bramką do odrobienia. W 52. minucie bezpośrednio z rzutu wolnego strzelał Bartosz Nowak. Piłka o centymetry minęła słupek bramki rywala. W 57. minucie piłka ponownie znalazła się w bramce GKS-u, ale Grzesik wybiegał ze spalonego. Chwilę później Wdowiak mając dobrą okazję w polu karnym, uderzył w interweniującego obrońcę. Katowiczanie dopięli swego w 58. minucie, gdy kapitan Arkadiusz Jędrych wykorzystał podanie Bartosza Nowaka z rzutu rożnego. Ostatecznie gol został uznany jako samobójczy Abdoula Tapsoby. W 66. minucie GKS już prowadził. Świetnie w polu karnym zachował się Shkuryn mając rywala na plecach i było 2:1.
W 84. minucie poważnie po starciu z Fernandem Goure ucierpiał Mateusz Kowalczyk, który natychmiast potrzebował pomocy naszego sztabu. U pomocnika doszło do rozcięcia łuku brwiowego, ale “Kowal” kontynuował grę. Wynik w 93. minucie ustalił Bartosz Nowak strzelając mocno pod poprzeczkę.
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice pokazał charakter
W meczu 2. kolejki PKO Ekstraklasy do przerwy w Katowicach 1:0 prowadził Radomiak. Spotkanie zakończyło się wygraną GKS-u 3:1.
[…] Potyczkę na Nowej Bukowej mocno rozpoczęli miejscowi. W 7. minucie uderzał Pau Resta, Filip Majchrowicz uratował swój zespół. Podobnie było sześć minut później, kiedy bramkarz odbił strzał Emana Markovicia. Po chwili golkiper nogą zatrzymał próbę z dystansu Erika Jirki.
Po dwudziestu minutach przebudził się Radomiak, który w krótkim czasie wykreował sobie kilka szans. W 28. minucie piłka trafiła pod nogi Luquinhasa, ale ten uderzył niecelnie z okolic linii pola karnego. Kilkadziesiąt sekund później Jan Grzesik zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem.
Gola kibice doczekali się w 37. minucie. Po dograniu z rzutu rożnego, źle piłkę wybijał Pau Resta. Dopadł do niej Ibrahima Camara i mocnym strzałem z ośmiu metrów pokonał Gabierla Kobylaka. Goście przed przerwą mogli zdobyć drugą bramkę. W 45. minucie Jan Grzesik głową uderzył tuż ponad bramką.
Po zmianie stron gospodarze szukali wyrównania. W 52. minucie Bartosz Nowak uderzył z rzutu wolnego, tuż obok słupka. GKS atakował, ale w 57. minucie nadział się na kontrę. Jan Grzesik zdobył gola, jednak ze spalonego.
Chwilę później GKS wyrównał. Wprawdzie strzał Mateusza Wdowiaka zablokował obrońca, ale moment później szans goście nie mieli. Po dograniu z rzutu rożnego piłkę we własnej bramce umieścił niefortunnie Abdoul Tapsoba. Piłka odbiła się od stojącego na przedpolu zawodnika z Radomia i znalazła się w siatce.
Po wyrównującym trafieniu GKS wciąż atakował, Katowiczanie szukali prowadzenia. Radomiak był bardzo pasywny po przerwie i słono za to zapłacił. W 66. minucie po błędzie obrony Radomiaka, miejsce do oddania uderzenia z sześciu metrów znalazł sobie Ilja Szkurin i wpakował piłkę do bramki.
Radomiak nie był w stanie zagrozić gospodarzom. To akcje Katowiczan wyglądały groźniej. W 77. minucie strzał z ostrego kąta Bartosza Nowak sparował Filip Majchrowicz.
W końcówce goście wciąż nie byli w stanie zagrozić Kobylakowi. GKS w doliczonym czasie trafił po raz trzeci. Szkurin zagrał do Nowaka, a ten efektownym uderzeniem z ostrego kąta pod poprzeczkę pokonał Majchrowicza. Kilka minut później gospodarze mogli się cieszyć z pierwszych punktów w sezonie.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Piłka nożna
Dopiero był na Nowej Bukowej
Sobotni mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice poprowadzi pan Tomasz Kwiatkowski z Warszawy. Na liniach pomagać mu będą Marek Arys i Marcin Lisowski. Sędzią technicznym będzie Dorian Skwara, a na VAR-ze zasiądą Damian Kos i Dawid Golis.
Urodzony w 1978 roku Tomasz Kwiatkowski swoją sędziowską karierę rozpoczął w sezonie 2007/08 w ówczesnej trzeciej lidze i na tym właśnie poziomie prowadził mecze przez trzy sezony. Na zapleczu ekstraklasy zadebiutował w sezonie 2010/11, a na najwyższym poziomie rozgrywkowym pierwszy raz sędziował w sezonie 2013/14 i od tamtej pory jest etatowym ekstraklasowym arbitrem. Jego największym sukcesem jest sędziowanie w finale Pucharu Polski w 2024 roku, kiedy to Wisła Kraków pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin po dogrywce 2:1.
Arbiter był sędzią VAR podczas niedawnych Mistrzostw Świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jako główny arbiter VAR pracował przy meczach Argentyna – Algieria, Egipt – Iran, Hiszpania – Austria i Francja – Hiszpania. Jako AVAR lub VAR Support był obecny przy spotkaniach: Holandia – Japonia, Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina, Ekwador – Curacao, Norwegia – Senegal, Szkocja – Brazylia, Chorwacja – Ghana, Francja – Szwecja i Kanada – Maroko.
W obecnym sezonie Tomasz Kwiatkowski poprowadził na razie trzy mecze, w których pokazał 7 żółtych kartek, żadnej czerwonej i podyktował jeden rzut karny – dla GKS Katowice w starciu z Wisłą Płock, bo to właśnie było jedno z tych trzech spotkań prowadzonych przez arbitra.
W przeszłości sędzia prowadził wiele spotkań GieKSy i… od pewnego czasu tendencja w wynikach meczów prowadzonych przez arbitra jest na korzyść GKS. Przede wszystkim Kwiatkowski był rozjemcą na otwarciu Nowej Bukowej, kiedy to GieKSa w spektakularnych okolicznościach pokonała Górnika Zabrze 2:1. Ostatnio w niemniej dramatycznym meczu GKS wygrał z Radomiakiem 3:2, a w pamięci zapadła nam decyzja VAR, po której arbiter anulował trzeciego gola dla gości. To nie pierwsza sytuacja, w której decyzja o „niebycie” uratowała nam skórę. W przedostatniej kolejce sezonu 2023/24 i derbach Trójmiasta w doliczonym czasie gry sędzia został wezwany przed monitor, by obejrzeć sytuację z potencjalnym rzutem karnym dla Arki. Jakkolwiek większość decyzji po VAR jest zmienianych, tak tutaj arbiter podtrzymał werdykt o nieprzyznaniu jedenastki, a to dało szansę GieKSie walki o awans w ostatniej kolejce.
Ostatnim meczem, który sędziował GieKSie było wspomniane starcie z Wisłą Płock w sierpniu, które GKS wygrał 5:0. Ostatni raz Zagłębiu Lubin sędzia ten prowadził mecz w maju, gdy gospodarze zremisowali z Cracovią 0:0.
Mecze GieKSy prowadzone przez Tomasza Kwiatkowskiego:
Sezon 2011/12
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:0 (3 żółte kartki)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 0:0 (1 żółta kartka)
Sezon 2012/13
GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:0 (3 żółte kartki, 1 czerwona kartka, 1 rzut karny wykorzystany przez Przemysława Pitrego)
Sezon 2013/14
GKS Katowice – Miedź Legnica 1:0 (6 żółtych kartek, 1 rzut karny wykorzystany przez Sławomira Dudę)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)
Sezon 2016/17
GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (1 żółta kartka)
Sezon 2022/23
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (4 żółte kartki, 1 rzut karny wykorzystany przez gości)
Sezon 2023/24
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (4 żółte kartki) – Puchar Polski
Sezon 2024/25
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1 (2 żółte kartki)
Sezon 2025/26
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2 (9 żółtych kartek)
Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (5 żółtych kartek, 1 czerwona kartka dla gospodarzy)
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)
Sezon 2026/27
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2 żółte kartki, rzut karny dla GKS)
Bilans: 15 meczów, 7 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Bramki: 23-17.


Najnowsze komentarze