Piłka nożna Prasówka
Dramat GieKSy we Wronkach, Gong równo z gwizdkiem. GieKSa z pustymi rękami-czyli doniesienia mass mediów po przegranym meczu z rezerwami Lecha
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu Lech II pożnań – GKS Katowice. Niestety, GieKSa przegrała 2:3 (0:1). Tytuły artykułów są bardzo wymowne.
kkslech.pl – II-liga: Lech II Poznań – GKS Katowice 3:2
W meczu 28. kolejki piłkarskiej II-ligi sezonu 2019/2020, Lech II Poznań po szalonym meczu wygrał we Wronkach z faworyzowanym GKS-em Katowice 3:2 (1:0). Kolejorz pokonał dziś wicelidera ligowej tabeli strzelając zwycięskiego gola w ostatniej akcji spotkania. Dzięki temu niespodziewanemu zwycięstwu rezerwy wydostały się ze strefy spadkowej.
lechpoznan.pl – Wicelider pokonany
W meczu 28. kolejki drugiej ligi rezerwy Lecha Poznań pokonały wicelidera rozgrywek, GKS Katowice 3:2.
[…] Od początku spotkania goście pokazali swoje ambicje o awansie do I ligi. Szczególnie aktywny w polu karnym Kolejorza był wspominany już wcześniej Kurbiel, jednak defensywa lechitów spisywała się bardzo dobrze w tej części spotkania. Z upływem kolejnych minut do głosu zaczęli dochodzić gracze rezerw, a swoich okazji szukali m.in. Tomczyk oraz Szymczak. Jeden z ataków zakończył się szczęśliwie dla zawodników Lecha. Po małym zamieszaniu w polu karnym upadł Tomasz Kaczmarek, który zdaniem arbitra był faulowany przez Grzegorza Janiszewskiego. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł nie kto inny, jak Filip Szymczak, który w 36. minucie mógł dopisać do swojego konta siódmego gola.
Bramka na chwilę przed zejściem do szatni i trafienie tuż po rozpoczęciu drugiej połowy meczu. Tym razem niestety dla gości z Katowic, którzy dobrze rozegrali jeden ze stałych fragmentów gry. Wyrzut z autu, dośrodkowanie Adriana Błąda w pole karne, zgranie głową Arkadiusza Jędrycha i pewny strzał z półobrotu Arkadiusza Woźniaka. Po 50. minutach gry we Wronkach było 1:1 i nic nie wskazywało na to, że takim wynikiem zakończy się sobotnie spotkanie. Obie drużyny interesował bowiem tylko komplet punktów.
Goście próbowali uderzeń z dystansu, dośrodkowań na jedenasty metr czy strzałów z bliskiej odległości. To jednak gospodarze skutecznym kontratakiem wyszli po raz drugi na prowadzenie za sprawą Huberta Sobola. Prawdziwe wejście smoka obchodzącego kilka dni temu 20. urodziny napastnika. Ten nie dość, że wrócił na boisko po kontuzji (osiemnaście minut rozegrał w spotkaniu przeciwko Widzewowi Łódź – przyp.red.), to jeszcze strzelił gola… kilkadziesiąt sekund po wejściu na boisko.
Lechici dobrze się bronili przed atakami GKS-u, zostało naprawdę niewiele czasu do zdobycia kompletu punktów. Tuż przed zakończeniem spotkania goście doprowadzili jednak do wyrównania. Dawid Rogalski już wcześniej próbował kilka razy pokonać Łukasza Radlińskiego i w końcu jedna z ostatnich prób przyniosła oczekiwany przez katowiczan efekt. Kiedy wydawało się, że nic więcej w tym spotkaniu już się nie wydarzy, po raz kolejny w sobotnie popołudnie błysnął Szymczak. Filip do swoich statystyk – dzięki pięknemu uderzeniu zza pola karnego – dopisał ósme trafienie, a zawodnicy trenera Rafała Ulatowskiego ważne trzy punkty.
sportdziennik.pl – Dramat GieKSy we Wronkach. Porażka z rezerwami Lecha
Gol w szóstej minucie doliczonego czasu gry sprawił, że GKS Katowice przegrał we Wronkach z Lechem II Poznań 2:3.
Wyjazdowa niemoc katowiczan trwa. GieKSa po wznowieniu rozgrywek zdobyła co prawda 10 punktów i kroczy ku pierwszej lidze, ale… to jest orka na ugorze. Męczarnie.
Dość szczęśliwe domowe zwycięstwa – jak te z Łęczną, Stalą Rzeszów czy Garbarnią (szczęśliwe, nie fartowne – bo szczęściu trzeba pomóc!). A do tego człapiący rywale spoza strefy premiowanej bezpośrednim awansem, spośród których ocknęli się ostatnio jedynie łęcznianie, podczas gdy inni – Olimpia Elbląg – nawet nie chcą awansować.
[…] Takiej przewagi, jak w drugiej połowie meczu z rezerwami Lecha, GKS po wznowieniu rozgrywek nie miał w starciu z żadnym innym rywalem. Choć na kilka minut przed końcem przegrywał 1:2, to obraz gry kształtował się tak, że kibicom GieKSy śledzącym wysokiej jakości internetową transmisję z Wronek na YouTube’owym kanale Lech TV (darmową!) zapewne nie zdołała ulecieć nawet nadzieja na pełną pulę.
W 88. minucie za sprawą zmienników padł gol na 2:2 (wrzucał Marcin Urynowicz, a „wyplutą” przez bramkarza piłkę dobił Dawid Rogalski) i wydawało się, że wyrównanie nie musi być ostatnim słowem gości; że jeśli ktoś tu wygra, to GKS.
To ostatnie słowo należało jednak do poznaniaków (nie piszemy do „poznańskiej młodzieży”, bo przecież w wyjściowym składzie Lecha II było pięciu seniorów), którzy wyglądali, jakby już tylko marzyli o końcowym gwizdku. Łukasz Radliński wykopem znalazł Filipa Szymczaka. Ten opanował piłkę mimo obecności Grzegorza Rogali (wrócił do jedenastki GieKSy po kontuzji i był jej czołową postacią), nie zaatakował go wracający Urynowicz, nie przeszkodził Janiszewski… Aż wreszcie 18-latek przymierzył zza pola karnego. Trafił idealnie, Bartosz Mrozek (wypożyczony do Katowic z… Poznania) był bez szans. 3:2, końcowy gwizdek, wielka radość walczących o utrzymanie rezerw „Kolejorza”.
Spośród dziewięciu ostatnich wyjazdowych starć, wygrał tylko jedno, 4-krotnie remisując (w tym w Pucharze Polski ze Stalą Stalowa Wola, przegranym po karnych) i 4-krotnie przegrywając. Bilans tego roku na „obczyźnie”? W łeb w Elblągu, w łeb w Częstochowie, remis z pogodzoną ze spadkiem, rezygnującą nawet z walki o licencję Legionovią oraz sobotni dramat we Wronkach.
[…] Dwa kolejne gole stracone przez GKS również były natury dość… dziwnej, na pewno nie wynikały z przewagi Lecha. Hubert Sobol trafił do siatki sprytnym „centrostrzałem”, ledwie 33 sekundy po wejściu na boisko. A o tym, co stało się w 96. minucie, już wspominaliśmy. Na nic zdała się dominacja GieKSy, jakiej byliśmy świadkami przez sporą część drugiej połowy. Wyrównała raz (efektownym wolejem, po koźle, Arkadiusz Woźniak zwieńczył centrę Adriana Błąda i dogranie Arkadiusza Jędrycha), wyrównała drugi raz, ale opuściła Wielkopolskę z pustymi rękami. Jeśli Górnik Łęczna pokona Bytovię, ekipa trenera Góraka straci pozycję wicelidera II-ligowej tabeli.
gol24.pl – GieKSa przegrała z rezerwami Lecha tracąc bramkę w ostatniej akcji meczu
[…] GKS Katowice przystąpił do meczu z rezerwami Lecha z pozycji wicelidera niepokonanego od trzech spotkań. Poznański zespół znajdował się w strefie spadkowej, jednak ostatnio napędził stracha liderowi. Beniaminek prowadził w Łodzi z Widzewem 2:0, jednak przegrał 0:2. GieKSa chciała pierwszy raz wygrać w tym roku na wyjeździe. Katowiczanie mieli dobre wspomnienia z pierwszego meczu z Lechem II – w 11. kolejce, we wrześniu, wygrali u siebie 2:0, choć od 68. minuty grali w dziesiątkę (obie bramki zdobyli w osłabieniu).
Katowiczanie już w pierwszej minucie mieli rzut rożny. Po nim Arkadiusz Woźniak główkował nad poprzeczką. GieKSa miała przewagę, ale od 36. minuty przegrywała 0:1. Sędzia podyktował rzut karny za wątpliwy faul Grzegorza Janiszewskiego na Tomaszu Kaczmarku. Skutecznym egzekutorem okazał się Filip Szymczak. To był jedenasty karny w tym sezonie przeciw GKS-owi (tylko jeden obroniony). W 40. minucie goście domagali się rzutu karnego, oceniając, że faulowany był Maciej Stefanowicz, ale sędzia był innego zdania.
Druga połowa zaczęła się od dobrej okazji dla gospodarzy. Z ostrego kąta strzelił Paweł Tomczyk, a Bartosz Mrozek był na posterunku. GKS odpowiedział w najlepszy możliwy sposób, czyli bramką. Dośrodkował Adrian Błąd, Arkadiusz Jędrych podał głową do Woźniaka, który uderzył z woleja. Piłka po koźle poleciała pod poprzeczkę. W 54. minucie Woźniak znów miał szansę, ale strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie boiska formę Mrozka znów sprawdził Tomczyk.
Od 70. minut rezerwy Lecha znów prowadziły. Bramkę tuż po wejściu na boisku zdobył rezerwowy Hubert Sobol, a tym razem Mrozek popełnił duży błąd….
Dziewięć minut później bramkarz gospodarzy Łukasz Radliński świetnie obronił strzał z bliska Marcina Urynowicza. Szansę miał jeszcze Dawid Rogalski. Zaprzepaścił ją przez złe przyjęcie piłki przed bramką. W 88. minucie GKS zdobył drugiego gola. Po dośrodkowaniu Urynowicza, piłkę odbił Radliński, a w zamieszaniu Rogalski wcisnął ją do bramki.
sportslaski.pl – Gong równo z gwizdkiem. GieKSa z pustymi rękami
Piłkarze GKS-u Katowice wracają z Wronek bez punktów. Zawodnicy trenera Rafała Góraka w drugiej odsłonie starcia z rezerwami Lecha Poznań dominowali na boisku, ale to 18-letni napastnik „Kolejorza” w ostatnich sekundach zadał decydujący o końcowym wyniku cios.
Pierwsza odsłona, choć długo toczona w niezłym tempie, nie przyniosła zbyt wielu emocji. Poza uderzeniem Szymona Kiebzaka, który z niezłej pozycji trafił wprost w ręce dobrze ustawionego Łukasza Radlińskiego, do najciekawszych sytuacji należały te, po których piłkarze obu drużyn domagali się rzutów karnych.
[…] Piłkarze Rafała Góraka mieli kolejne okazje do zdobycia gola. Ich niepowodzeń w „szesnastce” Lecha mógł żałować zwłaszcza Grzegorz Rogala, który wystawiał piłki Woźniakowi i Adrianowi Błądowi, ale ten pierwszy spudłował, drugiemu zaś w ostatniej chwili oddanie uderzenia uniemożliwili defensorzy „Kolejorza”. Skuteczni byli za to rezerwiści Lecha. W 70. minucie zaskakujący strzał z narożnika pola karnego oddał Hubert Sobol i katowiczanie znowu musieli gonić wynik.
Gonili z imponującą determinacją. Najlepsze okazje do strzelenia drugiego gola miał Grzegorz Rogalski. Znowu asystował Rogala, ale uderzenie snajpera Katowic obronił Radliński, któremu po chwili w sukurs przyszli defensorzy Lecha. Kilka chwil później skrzydłowy GKS-u znowu znalazł w polu karnym swojego kolegę, któremu w ostatnim momencie piłkę z nogi ściągnął doświadczony Grzegorz Wojtkowiak.
Na nieco ponad 2 minuty przed końcem przyjezdni w końcu wepchnęli piłkę do siatki rywali. Tym razem futbolówka została dośrodkowana z prawej strony przez rezerwowego Marcina Urynowicza. Radliński odbił ją prosto pod nogi Rogalskiego, który w sporym zamieszaniu wpakował ją do bramki.
Podopieczni trenera Ulatowskiego zamierzali bronić rezultatu, goście z Katowic próbowali zagrać o pełną pulę. Zupełnie nieoczekiwanie zgarnęli ją jednak gospodarze. W ostatnich sekundach meczu Radliński dalekim wykopem uruchomił Filipa Szymczaka. 18-latek oszukał Grzegorza Rogalę, po chwili zmylił Janiszewskiego, a później precyzyjnym uderzeniem lewą nogą zmusił Bartosza Mrozka do sięgnięcia po piłkę do siatki.
Broniący się przed spadkiem z ligi Lechici w geście radości rzucili się na murawę, siedli na niej zrezygnowani katowiczanie. Po trafieniu Szymczaka arbiter nie wznowił już gry. GKS mimo dobrej postawy w drugiej połowie wraca do Katowic bez punktów i z obawami o utrzymanie miejsca premiowanego bezpośrednim awansem do I ligi.
sportowefakty.pl – II liga: GKS Katowice przegrał po golu w ostatniej akcji. Gryf Wejherowo spadł z hukiem
Górnik Łęczna wyprzedził GKS Katowice i jest na miejscu premiowanym awansem. Zespół z Górnego Śląska stracił gola na 2:3 w ostatniej akcji meczu z Lechem II Poznań.
[…] Lech II Poznań przegrał poprzedni mecz 2:3 z Widzewem Łódź mimo dwubramkowego prowadzenia. Była to jego pierwsza porażka po serii 12 spotkań zakończonych wygraną albo remisem. W sobotę do Wronek przyjechał GKS Katowice i mógł spodziewać się trudnej przeprawy z rozdrażnionym zespołem.
Lech był równorzędnym przeciwnikiem dla kandydata do awansu i trzy razy wychodził na prowadzenie. Dwukrotnie GKS Katowice odpowiadał, a po trafieniu Dawida Rogalskiego w 88. minucie zanosiło się na remis. Już po upływie pierwotnie doliczonych minut rezerwiści przeprowadzili jeszcze jeden atak. Filip Szymczak dwa razy przełożył sobie piłkę przed polem karnym, a że katowiczanie nie kwapili się z próbami jej odebrania, to bohater spotkania przymierzył technicznie na 3:2. Sędzia już nawet nie wznowił gry po tym, jak futbolówka znalazła się w siatce.
infokatowice.pl – Fatalna porażka GieKSy z rezerwami Lecha
GieKSa doznała kolejnej wyjazdowej porażki w tej rundzie. Tym razem katowiczanie przegrali z rezerwami Lecha, po fatalnych błędach obrony i bramkarza.
gloswielkopolski.pl – Rezerwy Lecha Poznań pokonały wicelidera! Filip Szymczak bohaterem ostatniej akcji
[…] Na początku meczu największe niebezpieczeństwo groziło rezerwom ze strony byłego piłkarza Lecha Piotra Kurbiela. Inicjatywę mieli piłkarze GKS, ale to lechici strzelili pierwszego gola. Arbiter podyktował jedenastkę po powietrznym starciu, choć wcześniej mógł wskazać na „wapno”, gdy zatrzymywany był Paweł Tomczyk. Z rzutu karnego nie pomylił się Filip Szymczak i rezultat 1:0 utrzymał się do końca pierwszej połowy.
W drugiej części emocji było dużo więcej. Goście z Katowic, wyrównali po dośrodkowaniu Arkadiusza Jędrycha i strzale z półobrotu Arkadiusza Woźniaka. GKS znów miał przewagę, ale lechici skutecznie skontrowali. Hubert Sobol tuż po wejściu na boisko popisał się strzałem z narożnika pola karnego. Piłka odbiła się przed Bartoszem Mrozkiem i zaskoczony bramkarz musiał wyjmować piłkę z siatki.
Katowiczanie ruszyli natychmiast do odrabiania strat i w 88 minucie dopięli swego. Tym razem nie popisał się Radliński, który odbił piłkę wprost pod nogi Rogalskiego. Piłkarzowi GKS Katowice, pozostało tylko z bliska skierować ją do siatki.
I kiedy wydawało się, że lechici znów stracą punkty w końcówce, błysnął Filip Szymczak. W ostatniej akcji meczu długo holował piłkę. Przekładał ją sobie z nogi na nogę, ale kiedy zdecydował się na strzał zza pola karnego Mrozek znów nie sięgnął piłki. To była ostatnia akcja meczu! Radość lechitów była ogromna, bo zdobyli niezwykle ważne trzy punkty.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze