Piłka nożna Prasówka
Dramat GieKSy we Wronkach, Gong równo z gwizdkiem. GieKSa z pustymi rękami-czyli doniesienia mass mediów po przegranym meczu z rezerwami Lecha
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu Lech II pożnań – GKS Katowice. Niestety, GieKSa przegrała 2:3 (0:1). Tytuły artykułów są bardzo wymowne.
kkslech.pl – II-liga: Lech II Poznań – GKS Katowice 3:2
W meczu 28. kolejki piłkarskiej II-ligi sezonu 2019/2020, Lech II Poznań po szalonym meczu wygrał we Wronkach z faworyzowanym GKS-em Katowice 3:2 (1:0). Kolejorz pokonał dziś wicelidera ligowej tabeli strzelając zwycięskiego gola w ostatniej akcji spotkania. Dzięki temu niespodziewanemu zwycięstwu rezerwy wydostały się ze strefy spadkowej.
lechpoznan.pl – Wicelider pokonany
W meczu 28. kolejki drugiej ligi rezerwy Lecha Poznań pokonały wicelidera rozgrywek, GKS Katowice 3:2.
[…] Od początku spotkania goście pokazali swoje ambicje o awansie do I ligi. Szczególnie aktywny w polu karnym Kolejorza był wspominany już wcześniej Kurbiel, jednak defensywa lechitów spisywała się bardzo dobrze w tej części spotkania. Z upływem kolejnych minut do głosu zaczęli dochodzić gracze rezerw, a swoich okazji szukali m.in. Tomczyk oraz Szymczak. Jeden z ataków zakończył się szczęśliwie dla zawodników Lecha. Po małym zamieszaniu w polu karnym upadł Tomasz Kaczmarek, który zdaniem arbitra był faulowany przez Grzegorza Janiszewskiego. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł nie kto inny, jak Filip Szymczak, który w 36. minucie mógł dopisać do swojego konta siódmego gola.
Bramka na chwilę przed zejściem do szatni i trafienie tuż po rozpoczęciu drugiej połowy meczu. Tym razem niestety dla gości z Katowic, którzy dobrze rozegrali jeden ze stałych fragmentów gry. Wyrzut z autu, dośrodkowanie Adriana Błąda w pole karne, zgranie głową Arkadiusza Jędrycha i pewny strzał z półobrotu Arkadiusza Woźniaka. Po 50. minutach gry we Wronkach było 1:1 i nic nie wskazywało na to, że takim wynikiem zakończy się sobotnie spotkanie. Obie drużyny interesował bowiem tylko komplet punktów.
Goście próbowali uderzeń z dystansu, dośrodkowań na jedenasty metr czy strzałów z bliskiej odległości. To jednak gospodarze skutecznym kontratakiem wyszli po raz drugi na prowadzenie za sprawą Huberta Sobola. Prawdziwe wejście smoka obchodzącego kilka dni temu 20. urodziny napastnika. Ten nie dość, że wrócił na boisko po kontuzji (osiemnaście minut rozegrał w spotkaniu przeciwko Widzewowi Łódź – przyp.red.), to jeszcze strzelił gola… kilkadziesiąt sekund po wejściu na boisko.
Lechici dobrze się bronili przed atakami GKS-u, zostało naprawdę niewiele czasu do zdobycia kompletu punktów. Tuż przed zakończeniem spotkania goście doprowadzili jednak do wyrównania. Dawid Rogalski już wcześniej próbował kilka razy pokonać Łukasza Radlińskiego i w końcu jedna z ostatnich prób przyniosła oczekiwany przez katowiczan efekt. Kiedy wydawało się, że nic więcej w tym spotkaniu już się nie wydarzy, po raz kolejny w sobotnie popołudnie błysnął Szymczak. Filip do swoich statystyk – dzięki pięknemu uderzeniu zza pola karnego – dopisał ósme trafienie, a zawodnicy trenera Rafała Ulatowskiego ważne trzy punkty.
sportdziennik.pl – Dramat GieKSy we Wronkach. Porażka z rezerwami Lecha
Gol w szóstej minucie doliczonego czasu gry sprawił, że GKS Katowice przegrał we Wronkach z Lechem II Poznań 2:3.
Wyjazdowa niemoc katowiczan trwa. GieKSa po wznowieniu rozgrywek zdobyła co prawda 10 punktów i kroczy ku pierwszej lidze, ale… to jest orka na ugorze. Męczarnie.
Dość szczęśliwe domowe zwycięstwa – jak te z Łęczną, Stalą Rzeszów czy Garbarnią (szczęśliwe, nie fartowne – bo szczęściu trzeba pomóc!). A do tego człapiący rywale spoza strefy premiowanej bezpośrednim awansem, spośród których ocknęli się ostatnio jedynie łęcznianie, podczas gdy inni – Olimpia Elbląg – nawet nie chcą awansować.
[…] Takiej przewagi, jak w drugiej połowie meczu z rezerwami Lecha, GKS po wznowieniu rozgrywek nie miał w starciu z żadnym innym rywalem. Choć na kilka minut przed końcem przegrywał 1:2, to obraz gry kształtował się tak, że kibicom GieKSy śledzącym wysokiej jakości internetową transmisję z Wronek na YouTube’owym kanale Lech TV (darmową!) zapewne nie zdołała ulecieć nawet nadzieja na pełną pulę.
W 88. minucie za sprawą zmienników padł gol na 2:2 (wrzucał Marcin Urynowicz, a „wyplutą” przez bramkarza piłkę dobił Dawid Rogalski) i wydawało się, że wyrównanie nie musi być ostatnim słowem gości; że jeśli ktoś tu wygra, to GKS.
To ostatnie słowo należało jednak do poznaniaków (nie piszemy do „poznańskiej młodzieży”, bo przecież w wyjściowym składzie Lecha II było pięciu seniorów), którzy wyglądali, jakby już tylko marzyli o końcowym gwizdku. Łukasz Radliński wykopem znalazł Filipa Szymczaka. Ten opanował piłkę mimo obecności Grzegorza Rogali (wrócił do jedenastki GieKSy po kontuzji i był jej czołową postacią), nie zaatakował go wracający Urynowicz, nie przeszkodził Janiszewski… Aż wreszcie 18-latek przymierzył zza pola karnego. Trafił idealnie, Bartosz Mrozek (wypożyczony do Katowic z… Poznania) był bez szans. 3:2, końcowy gwizdek, wielka radość walczących o utrzymanie rezerw „Kolejorza”.
Spośród dziewięciu ostatnich wyjazdowych starć, wygrał tylko jedno, 4-krotnie remisując (w tym w Pucharze Polski ze Stalą Stalowa Wola, przegranym po karnych) i 4-krotnie przegrywając. Bilans tego roku na „obczyźnie”? W łeb w Elblągu, w łeb w Częstochowie, remis z pogodzoną ze spadkiem, rezygnującą nawet z walki o licencję Legionovią oraz sobotni dramat we Wronkach.
[…] Dwa kolejne gole stracone przez GKS również były natury dość… dziwnej, na pewno nie wynikały z przewagi Lecha. Hubert Sobol trafił do siatki sprytnym „centrostrzałem”, ledwie 33 sekundy po wejściu na boisko. A o tym, co stało się w 96. minucie, już wspominaliśmy. Na nic zdała się dominacja GieKSy, jakiej byliśmy świadkami przez sporą część drugiej połowy. Wyrównała raz (efektownym wolejem, po koźle, Arkadiusz Woźniak zwieńczył centrę Adriana Błąda i dogranie Arkadiusza Jędrycha), wyrównała drugi raz, ale opuściła Wielkopolskę z pustymi rękami. Jeśli Górnik Łęczna pokona Bytovię, ekipa trenera Góraka straci pozycję wicelidera II-ligowej tabeli.
gol24.pl – GieKSa przegrała z rezerwami Lecha tracąc bramkę w ostatniej akcji meczu
[…] GKS Katowice przystąpił do meczu z rezerwami Lecha z pozycji wicelidera niepokonanego od trzech spotkań. Poznański zespół znajdował się w strefie spadkowej, jednak ostatnio napędził stracha liderowi. Beniaminek prowadził w Łodzi z Widzewem 2:0, jednak przegrał 0:2. GieKSa chciała pierwszy raz wygrać w tym roku na wyjeździe. Katowiczanie mieli dobre wspomnienia z pierwszego meczu z Lechem II – w 11. kolejce, we wrześniu, wygrali u siebie 2:0, choć od 68. minuty grali w dziesiątkę (obie bramki zdobyli w osłabieniu).
Katowiczanie już w pierwszej minucie mieli rzut rożny. Po nim Arkadiusz Woźniak główkował nad poprzeczką. GieKSa miała przewagę, ale od 36. minuty przegrywała 0:1. Sędzia podyktował rzut karny za wątpliwy faul Grzegorza Janiszewskiego na Tomaszu Kaczmarku. Skutecznym egzekutorem okazał się Filip Szymczak. To był jedenasty karny w tym sezonie przeciw GKS-owi (tylko jeden obroniony). W 40. minucie goście domagali się rzutu karnego, oceniając, że faulowany był Maciej Stefanowicz, ale sędzia był innego zdania.
Druga połowa zaczęła się od dobrej okazji dla gospodarzy. Z ostrego kąta strzelił Paweł Tomczyk, a Bartosz Mrozek był na posterunku. GKS odpowiedział w najlepszy możliwy sposób, czyli bramką. Dośrodkował Adrian Błąd, Arkadiusz Jędrych podał głową do Woźniaka, który uderzył z woleja. Piłka po koźle poleciała pod poprzeczkę. W 54. minucie Woźniak znów miał szansę, ale strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie boiska formę Mrozka znów sprawdził Tomczyk.
Od 70. minut rezerwy Lecha znów prowadziły. Bramkę tuż po wejściu na boisku zdobył rezerwowy Hubert Sobol, a tym razem Mrozek popełnił duży błąd….
Dziewięć minut później bramkarz gospodarzy Łukasz Radliński świetnie obronił strzał z bliska Marcina Urynowicza. Szansę miał jeszcze Dawid Rogalski. Zaprzepaścił ją przez złe przyjęcie piłki przed bramką. W 88. minucie GKS zdobył drugiego gola. Po dośrodkowaniu Urynowicza, piłkę odbił Radliński, a w zamieszaniu Rogalski wcisnął ją do bramki.
sportslaski.pl – Gong równo z gwizdkiem. GieKSa z pustymi rękami
Piłkarze GKS-u Katowice wracają z Wronek bez punktów. Zawodnicy trenera Rafała Góraka w drugiej odsłonie starcia z rezerwami Lecha Poznań dominowali na boisku, ale to 18-letni napastnik „Kolejorza” w ostatnich sekundach zadał decydujący o końcowym wyniku cios.
Pierwsza odsłona, choć długo toczona w niezłym tempie, nie przyniosła zbyt wielu emocji. Poza uderzeniem Szymona Kiebzaka, który z niezłej pozycji trafił wprost w ręce dobrze ustawionego Łukasza Radlińskiego, do najciekawszych sytuacji należały te, po których piłkarze obu drużyn domagali się rzutów karnych.
[…] Piłkarze Rafała Góraka mieli kolejne okazje do zdobycia gola. Ich niepowodzeń w „szesnastce” Lecha mógł żałować zwłaszcza Grzegorz Rogala, który wystawiał piłki Woźniakowi i Adrianowi Błądowi, ale ten pierwszy spudłował, drugiemu zaś w ostatniej chwili oddanie uderzenia uniemożliwili defensorzy „Kolejorza”. Skuteczni byli za to rezerwiści Lecha. W 70. minucie zaskakujący strzał z narożnika pola karnego oddał Hubert Sobol i katowiczanie znowu musieli gonić wynik.
Gonili z imponującą determinacją. Najlepsze okazje do strzelenia drugiego gola miał Grzegorz Rogalski. Znowu asystował Rogala, ale uderzenie snajpera Katowic obronił Radliński, któremu po chwili w sukurs przyszli defensorzy Lecha. Kilka chwil później skrzydłowy GKS-u znowu znalazł w polu karnym swojego kolegę, któremu w ostatnim momencie piłkę z nogi ściągnął doświadczony Grzegorz Wojtkowiak.
Na nieco ponad 2 minuty przed końcem przyjezdni w końcu wepchnęli piłkę do siatki rywali. Tym razem futbolówka została dośrodkowana z prawej strony przez rezerwowego Marcina Urynowicza. Radliński odbił ją prosto pod nogi Rogalskiego, który w sporym zamieszaniu wpakował ją do bramki.
Podopieczni trenera Ulatowskiego zamierzali bronić rezultatu, goście z Katowic próbowali zagrać o pełną pulę. Zupełnie nieoczekiwanie zgarnęli ją jednak gospodarze. W ostatnich sekundach meczu Radliński dalekim wykopem uruchomił Filipa Szymczaka. 18-latek oszukał Grzegorza Rogalę, po chwili zmylił Janiszewskiego, a później precyzyjnym uderzeniem lewą nogą zmusił Bartosza Mrozka do sięgnięcia po piłkę do siatki.
Broniący się przed spadkiem z ligi Lechici w geście radości rzucili się na murawę, siedli na niej zrezygnowani katowiczanie. Po trafieniu Szymczaka arbiter nie wznowił już gry. GKS mimo dobrej postawy w drugiej połowie wraca do Katowic bez punktów i z obawami o utrzymanie miejsca premiowanego bezpośrednim awansem do I ligi.
sportowefakty.pl – II liga: GKS Katowice przegrał po golu w ostatniej akcji. Gryf Wejherowo spadł z hukiem
Górnik Łęczna wyprzedził GKS Katowice i jest na miejscu premiowanym awansem. Zespół z Górnego Śląska stracił gola na 2:3 w ostatniej akcji meczu z Lechem II Poznań.
[…] Lech II Poznań przegrał poprzedni mecz 2:3 z Widzewem Łódź mimo dwubramkowego prowadzenia. Była to jego pierwsza porażka po serii 12 spotkań zakończonych wygraną albo remisem. W sobotę do Wronek przyjechał GKS Katowice i mógł spodziewać się trudnej przeprawy z rozdrażnionym zespołem.
Lech był równorzędnym przeciwnikiem dla kandydata do awansu i trzy razy wychodził na prowadzenie. Dwukrotnie GKS Katowice odpowiadał, a po trafieniu Dawida Rogalskiego w 88. minucie zanosiło się na remis. Już po upływie pierwotnie doliczonych minut rezerwiści przeprowadzili jeszcze jeden atak. Filip Szymczak dwa razy przełożył sobie piłkę przed polem karnym, a że katowiczanie nie kwapili się z próbami jej odebrania, to bohater spotkania przymierzył technicznie na 3:2. Sędzia już nawet nie wznowił gry po tym, jak futbolówka znalazła się w siatce.
infokatowice.pl – Fatalna porażka GieKSy z rezerwami Lecha
GieKSa doznała kolejnej wyjazdowej porażki w tej rundzie. Tym razem katowiczanie przegrali z rezerwami Lecha, po fatalnych błędach obrony i bramkarza.
gloswielkopolski.pl – Rezerwy Lecha Poznań pokonały wicelidera! Filip Szymczak bohaterem ostatniej akcji
[…] Na początku meczu największe niebezpieczeństwo groziło rezerwom ze strony byłego piłkarza Lecha Piotra Kurbiela. Inicjatywę mieli piłkarze GKS, ale to lechici strzelili pierwszego gola. Arbiter podyktował jedenastkę po powietrznym starciu, choć wcześniej mógł wskazać na „wapno”, gdy zatrzymywany był Paweł Tomczyk. Z rzutu karnego nie pomylił się Filip Szymczak i rezultat 1:0 utrzymał się do końca pierwszej połowy.
W drugiej części emocji było dużo więcej. Goście z Katowic, wyrównali po dośrodkowaniu Arkadiusza Jędrycha i strzale z półobrotu Arkadiusza Woźniaka. GKS znów miał przewagę, ale lechici skutecznie skontrowali. Hubert Sobol tuż po wejściu na boisko popisał się strzałem z narożnika pola karnego. Piłka odbiła się przed Bartoszem Mrozkiem i zaskoczony bramkarz musiał wyjmować piłkę z siatki.
Katowiczanie ruszyli natychmiast do odrabiania strat i w 88 minucie dopięli swego. Tym razem nie popisał się Radliński, który odbił piłkę wprost pod nogi Rogalskiego. Piłkarzowi GKS Katowice, pozostało tylko z bliska skierować ją do siatki.
I kiedy wydawało się, że lechici znów stracą punkty w końcówce, błysnął Filip Szymczak. W ostatniej akcji meczu długo holował piłkę. Przekładał ją sobie z nogi na nogę, ale kiedy zdecydował się na strzał zza pola karnego Mrozek znów nie sięgnął piłki. To była ostatnia akcja meczu! Radość lechitów była ogromna, bo zdobyli niezwykle ważne trzy punkty.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Najnowsze komentarze