Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Z nieba do czyśćca. GieKSa dała sobie wyrwać punkty

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Kobieca drużyna piłkarska GieKSy w drugim ligowym, wiosennym spotkaniu uzyskała identyczny wynik jak przed tygodniem 3:3 (3:1). Przeciwnikiem była drużyna KKP Bydgoszcz. Kolejne spotkanie zespół rozegra na wyjeździe, z ósmą drużyną w tabeli AP Lotos Gdańsk. Mecz rozpocznie się o godzinie 12:00, w sobotę 19 marca. Piłkarze zremisowali w spotkaniu z Chrobrym Głogów 0:0. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz piłkarze rozegrają na wyjeździe z Arką Gdynia (początek spotkania o godzinie 20:30, 19 marca).

W minionym tygodniu siatkarze rozegrali spotkanie z liderem PlusLigi ZAKSĄ Kędzierzyn- Koźle. Drużyna przegrała 0:3. Następne spotkanie zespół rozegra również na wyjeździe  z Projektem Warszawa. Mecz rozpocznie się o godzinie 17:30 w piątek, 18 marca. Siatkarze zajmują ósmą (ostatnią) pozycję w tabeli gwarantującą udział w spotkaniach play- off. Zespół ma sześć punktów przewagi nad dziewiątą drużyną Treflem Gdańsk, ale Trefl rozegrał trzy spotkania mniej od GieKSy. Naszej drużynie do zakończenia sezonu zasadniczego pozostały trzy spotkania. Klub przedłużył kontrakt z Piotrem Hain.

Hokeiści w rozgrywkach play-off PHL wygrali w piątym spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec 9:1 i w całej rywalizacji 4:1. W półfinale rozgrywek GieKSa spotka się z GKS Tychy. Pierwsze dwa mecze zostaną rozegrane w Katowicach – w najbliższy piątek i niedzielę.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Z nieba do czyśćca. GieKSa dała sobie wyrwać punkty

W Katowicach GieKSa zagrała przyzwoite spotkanie. W 43. minucie prowadziły 3-0, i tylko one wiedzą, jak straciły dwa punkty. Odmienione piłkarki Sportisu nie położył się i w drugiej połowie odrobił straty i wywiozły z Bukowej bezcenny punkt.

Początek spotkania, optycznie należał do piłkarek GieKSy, które szybko wykorzystały swoje szanse. Najpierw Katerina Votjkova strzeliła w stronę Natalii Piątek, ale po chwili w zamieszaniu w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu rożnego to właśnie piłkarka z Czech umieściła piłkę w bramce.

Po golu obraz gry uległ zmianie i to Sportis stał się stroną dominującą. W Trzynastej minucie drużyna gości mogła strzelić bramkę na 1-1, ale z dwóch metrów fatalnie spudłowały podopieczne Adama Górala. W odwecie Klaudia Maciążka mogła podwyższyć wynik spotkania w osiemnastej minucie, ale świetnie krótki róg obstawiła Piątek.

W 29. min. meczu Daria Sokołowska dość niefortunnie interweniowała w polu karnym. „Wapno” na gola zamieniła Marlena Hajduk pewnym mocnym strzałem w górny prawy róg bramki. Jeszcze przed przerwą idealne podanie na jedenastym metrze otrzymała od Weroniki Kłody Katerina Vojtkova, a ta precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę podwyższyła wynik spotkania.

Po upływie zaledwie kilkunastu sekund Aleksandra Stasiak posłała centor-strzał w kierunku Weroniki Klimek. Bramkarka GieKSy popełnia fatalny błąd i jeszcze przed przerwą piłkarki z kujawsko-pomorskiego zmniejszyły rozmiary wyniku.

Po przerwie katowiczanki wzięły się do pracy, choćby to one przegrywały. W walce z piłkarkami Witolda Zająca górą wychodziła Natalia Piątek.  Po jednej z kapitalnych obron piłkarki z Bydgoszczy popędziły w kierunku Weroniki Klimek, dobre podanie otrzymała Karolina Majda i mając przed sobą tylko bramkarkę, wsunęła piłkę między jej nogami do bramki. Po upływie 62. minut Sportis łapał oddech i kontakt, wynik spotkania pozostawał więc otwarty.

W siedemdziesiątej ósmej minutce goniący wynik podopieczne Adama Górala doprowadził do remisu. Silne długie podanie otrzymała Aleksandra Witczak, Klimek skróciła kąt, ale precyzyjny strzał w długi róg dał wynik 3-3. Choć ten mógł być inny gdyby chwilę wcześniej z pomocą Piątek nie przyszła poprzeczka.

Bydgoszczanki w perfekcyjnym stylu odwróciły niemal losy spotkania. Nie wiem, co powiedział trener Góral w przerwie meczu swoim piłkarkom, ale zadziałało w 110%.

 

sportdziennik.com – Chcą go kluby z ekstraklasy!

Utalentowany napastnik GKS Katowice Patryk Szewdzik znalazł się na celowniku kilku ekstraklasowych klubów.

Przed dzisiejszym spotkaniem przy Bukowej z Chrobrym, z pewnością wiele będzie zależało od dyspozycji ledwie 20-letniego Patryka Szwedzika.

[…] Szwedzik, razem z Filipem Szymczakiem, jest póki co najlepszym strzelcem swojego zespołu, obaj na koncie mają po 6 bramek. 20-latek pięć z nich zdobył jesienią, szóstego w niedawnym meczu z Sandecją w Nowym Sączu.

– Chce wypaść jeszcze lepiej niż w pierwszej rundzie. Dobitnie pokazać, że potrafię te bramki strzelać i że ta jesień to nie był tylko taki chwilowy moment, ale to będzie się ciągnęło cały czas. To jest jeden z moich głównych celów. Skupiam się na każdym kolejnym ligowym spotkaniu i najważniejsze jest to, żeby pomagać drużynie. To nie jest tak, żeby strzelać te bramki gdzieś tam na siłę. I dla mnie i dla klubu ważne jest to, żeby cały zespół na wszystko pracował, a nie tylko jeden błyszczał – podkreśla.

Sam zdaje sobie zresztą sprawę, że są elementy w grze, które wymagają poprawy, przede wszystkim jest to skuteczność. – To na pewno – mówi.

– To że potrafię się znaleźć pod bramką rywala, to już w zasadzie od małego tak było, że łatwo to przychodziło. Umiem się znaleźć w polu karnym i gdzieś ta piłka spada mi pod nogi, ale właśnie ta skuteczność… Nad tym na pewno trzeba pracować, bo już tamta runda pokazała, że gdybym był bardziej skuteczny, to byłbym znacznie wyżej w tej tabeli ligowych strzelców – zaznacza.

Bramki, żeby grać w ataku katowiczan strzelać trzeba, bo konkurencja jest tam przecież całkiem spora. – Przede wszystkim trzeba wszystko udowadniać na treningach i oczywiście w meczach, bo gdzieś tam ta rywalizacja o miejsce w składzie jest duża i trzeba za każdym razem pokazywać się z dobrej strony. Ale to jest dobre, bo dzięki temu każdy walczy i się rozwija – podkreśla.

Jak dodaje o tyle mu jest łatwiej, że trener Rafał Górak mocno na niego stawia. – Cieszę się, że trener Górak mi zaufał. Miałem gorszy moment, kiedy złapałem kontuzję, a mimo to i szkoleniowiec i klub nie zostawili mnie na lodzie. Cieszę się, że dostałem tą szansę i myślę, że ją wykorzystuję – zaznacza.

Pochodzący z Legnicy zawodnik do GieKSy trafił kilka lat temu. Debiutował na boiskach II ligi, a teraz – ku zaskoczeniu wielu – jest najlepszym strzelcem drużyny. Szwedzik już znalazł się też w notesie skautów klubów z ekstraklasy. Jak udało nam się dowiedzieć, interesuje się nim Górnik Zabrze, Zagłębie Lubin czy Bruk-Bet Termalica Nieciecza.

Nie ukrywam, że chciałbym zagrać w ekstraklasie. To jedno z moich marzeń, ale póki co myślę tylko o graniu w GieKSie, a te inne tematy, jeżeli jeszcze nic nie jest pewnego, to są gdzieś tam poza mną – podkreśla. Tym bardziej jest czy będzie łakomym kąskiem, bo przecież w kolejnym sezonie w ekstraklasie będzie młodzieżowcem.

– Ten młodzieżowiec daje dużo, bo ułatwia tym młodszym zawodnikom wejście w tą seniorską piłkę, ale ja nie chcę grać tylko dlatego, że mam „emkę” przy nazwisku. Chcę grać dlatego, że jestem dobry, strzelam bramki i jestem w formie – podkreśla ambitny piłkarz.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Piotr Hain na dłużej w GKS-ie Katowice

Kolejnym zawodnikiem, który będzie reprezentował barwy GKS-u Katowice w sezonie 2022/2023 PlusLigi jest środkowy Piotr Hain.

Pochodzący z Lublińca 31-letni zawodnik przychodził do siatkarskiego GKS-u Katowice jako doświadczony ligowy zawodnik z bogatym CV. Piotr Hain sięgnął w 2019 roku po brąz mistrzostw Polski z Jastrzębskim Węglem, w którym spędził łącznie trzy sezony, ponadto reprezentował także Indykpol AZS Olsztyn (2010-2015), Cuprum Lubin (2016-2018) i Asseco Resovię Rzeszów (2020/2021).

Piotr Hain z dorobkiem 39 punktowych bloków plasuje się na 10. miejscu w rankingu najlepiej blokujących siatkarzy obecnego sezonu PlusLigi i jest ważnym ogniwem meczowej szóstki GKS-u Katowice. Najlepszy dotychczasowy występ tego zawodnika w sezonie 2021/22 przypada na wyjazdowe starcie z Asseco Resovią Rzeszów (1:3), w którym Hain zdobył 15 punktów, w tym 3 blokiem, przy skuteczności 71 procent w ataku.

ZAKSA zgarnęła trzy punkty i wraca na fotel lidera

[…] Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała na wyjeździe GKS Katowice bez straty seta i ponownie wskoczyła na czoło tabeli. Katowiczanie zachowali ostatnie premiowane awansem do play-off miejsce, ale goniący ich Trefl Gdańsk ma o trzy mecze rozegrane mniej.

Spotkanie lepiej rozpoczęli kędzierzynianie, którzy po swoich atakach wyszli na dwupunktowe prowadzenie (4:2). Kontynuowali skuteczną grę w tym elemencie i po akcji w wykonaniu Aleksandra Śliwki przewaga ZAKSY zwiększyła się do czterech oczek. Potrzeba więc było asa serwisowego Jakuba Szymańskiego, aby dystans między drużynami się zmniejszył (7:9). Kędzierzynianie wykorzystali jednak swoje szanse w przedłużonych akcjach i zaraz znowu byli w znacznie lepszej sytuacji (13:8). Szczególnie, że do tego doszedł autowy atak Gonzalo Quirogi. Za to w połowie seta punktową zagrywką popisał się Kamil Semeniuk (16:9). Nie zawodził także w ataku, co jeszcze bardziej przybliżało gości do wygranej w premierowej odsłonie. Ostatecznie przesądził o niej atak ze środka Norberta Hubera (25:18).

Początek drugiej partii okazał się wyrównany. Przełamanie nastąpiło dopiero po pewnym kontrataku w wykonaniu Semeniuka (7:5). Za to katowiczanie zaskoczyli rywali czujnością w bloku i wynik ponownie wskazał na remis. Goście odpowiedzieli jednak tym samym, dzięki czemu przywrócili sobie dwa oczka przewagi (10:8). Nie zraziło to gospodarzy, którzy cały czas trzymali kontakt punktowy i raz jeszcze wyrównali po błędzie przejścia linii Marcina Janusza. Potrzeba więc było asa serwisowego Davida Smitha, żeby ZAKSA znowu znalazła się w bezpieczniejszej sytuacji (15:13). Do tego doszły nieskończone ataki Jakuba Jarosza, które przyczyniły się do powiększenia straty GKS-u. Po udanej akcji Łukasza Kaczmarka kędzierzynianie mieli więc już o pięć oczek więcej (20:15). W dodatku, ZAKSA czujnie grała na siatce. Zatem także i drugi set padł jej łupem, a „kropkę nad i” postawił błąd zagrywki Szymańskiego (17:25).

Wygrana napędziła zespół z Kędzierzyna-Koźla, który po autowym ataku Piotra Haina oraz skutecznej akcji w wykonaniu Kaczmarka miał już o trzy oczka więcej (4:1). Potrzeba było asa serwisowego Marcina Kani, aby dystans między drużynami uległ zmniejszeniu. Po skutecznym bloku Quirogi był już więc remis. GKS-owi przydarzyły się jednak dwa autowe ataki, przez które jego strata wzrosła do trzech punktów (9:12). Od tej pory ZAKSA już w pełni kontrolowała przebieg seta i z każdą akcją coraz bardziej przybliżała się do wygranej za pełną pulę. Co prawda, gościom odgwizdany został jeszcze błąd podwójnego odbicia, ale nawet on nie był w stanie ich zatrzymać (19:16). Zatem to oni triumfowali w całym spotkaniu po ataku Semeniuka z lewego skrzydła (25:20).

 

Bartosz Mariański: byłoby to niefajnie ze strony związku

W starciu z wicemistrzem Polski GKS Katowice okazał się dużo słabszym zespołem i uległ w trzech setach, w żadnym nie przekraczając bariery dwudziestu punktów. Było to jedno z ostatnich spotkań katowiczan w walce o fazę play-off. Goniący ich Trefl Gdańsk ma przed sobą jeszcze mecze zaległe z finalistami poprzedniego sezonu. – Mam nadzieję, że zaległe mecze Trefla zostaną rozegrane w odpowiednich terminach przed ukończeniem rundy zasadniczej. Z tego, co słyszeliśmy, te mecze mają się odbyć właśnie po jej zakończeniu. Byłoby to niefajnie ze strony związku – mówił w rozmowie ze Strefą Siatkówki libero Bartosz Mariański.

[…] GKS Katowice i Trefl Gdańsk dzieli tylko sześć punktów w tabeli.

– Nam zostają jedynie trzy spotkania do końca, a gdańszczanom prócz tego jeszcze dwa zaległe z Jastrzębskim Węglem i Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Mam nadzieję, że zaległe mecze Trefla zostaną rozegrane w odpowiednich terminach przed ukończeniem rundy zasadniczej. Z tego, co słyszeliśmy, te mecze mają się odbyć właśnie po jej zakończeniu. Byłoby to niefajnie ze strony związku. Wiadomo, że ZAKSA i Jastrzębski Węgiel uplasują się na dwóch pierwszych pozycjach w tabeli. Prawdopodobnie dopiero mecz bezpośredni między tymi zespołami rozstrzygnie, która ekipa wygra rundę zasadniczą.

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Bez żadnych złudzeń

Katowiczanie zadziwili skutecznością, choć mieli nieco ułatwione zadanie, bo sosnowiecki bramkarz nr 1 na porannym rozjeździe doznał kontuzji.

Hokeiści GKS-u Katowice, zwycięzcy sezonu zasadniczego, po 5 meczach 1. rundy play offu awansowali do półfinału i czekają na kolejnego rywala. We wczorajszym meczu nie pozostawili Zagłębiu żadnych złudzeń, wygrywając pewnie i na dodatek wysoko.

W obu zespołach zabrakło Rosjan, ale przyczyny były różne. Z obrońcą Aleksandrem Jakimienką GKS rozwiązał umowę w trybie natychmiastowym, bowiem nie potępił agresji Rosji na Ukrainę. Z kolei Andrej Fiłonienko rano na rozjeździe doznał kontuzji i między słupkami stanął Michał Czernik. Od początku miał sporo pracy i szybko musiał wyciągać krążek z siatki. W 2 min Patryk Wajda uderzał na bramkę, zaś jego krajan z Nowego Targu, Marcin Kolusz, strącił „gumę” tuż przed nosem golkipera z Sosnowca.

Gdy w połowie tercji Bartosz Fraszko efektownym uderzeniem pod poprzeczkę podwyższył na 2:0 chęć gości do gry nieco zmalała. Przy dwóch trafieniach asystował Mathias Lehtonen i w końcu Fin wpisał się na listę strzelców. Nieco wcześniej gospodarze mieli idealna okazję, by podwyższyć wynik, bo grali przez 2 min w podwójnej przewadze, ale nic z tego nie wyszło. Gdy Rusłan Baszyrow oraz Aleksandr Wasiljew pojawili się na lodzie, wówczas Lehtonen wpakował krążek do bramki.

Przy prowadzeniu 3:0 temperatura widowiska powinna nieco opaść – tak przynajmniej nam się wydawało. A tymczasem zaczęły się niepotrzebne przepychanki i gospodarze aż 5 razy grali w osłabieniu. Jednak goście takich sytuacji nie potrafili wykorzystać. Natomiast „GieKSiarze” po 2 bramkach w 31 min zdjęli z bramki Czernika, który zjeżdżał mocno zdenerwowany. Jego miejsce zajął Marcel Kotuła i tuż przed końcem tej odsłony został pokonany przez Mateusza Michalskiego. Mecz został już rozstrzygnięty, a jedyną zagadką było czy John Murray utrzyma „czyste” konto.

Nie tak sobie wyobrażali hokeiści Zagłębia ostatnie spotkanie w tym sezonie. Od początku sprawiali dziwnie usztywnionych i może nawet nieco rozkojarzonych. To prawda, szybko stracili gola i to na pewno miało wpływ na ich postawę. A gospodarze wcale nie zamierzali stosować taryfy ulgowej i szukali okazji na podwyższenie rezultatu. Takowe się nadarzyły i gospodarze uzyskali rekordowe zwycięstwo, a sosnowiczanom już podczas urlopów przyjdzie rozpamiętywać tę ostatnią potyczkę.

 

hokej.net – Oto pary półfinałowe fazy play-off!

Poznaliśmy pary półfinałowe Polskiej Hokej Ligi. GKS Katowice zmierzy się z GKS-em Tychy a Re-Plast Unia Oświęcim z JKH GKS-em Jastrzębie. Przedstawiamy dokładny terminarz play-off.

18 marca

GKS Katowice – GKS Tychy

19 marca

GKS Katowice – GKS Tychy

Re-Plast Unia Oświęcim – JKH GKS Jastrzębie

20 marca

Re-Plast Unia Oświęcim – JKH GKS Jastrzębie

22 marca

GKS Tychy – GKS Katowice

23 marca

GKS Tychy – GKS Katowice

JKH GKS Jastrzębie – Re-Plast Unia Oświęcim

24 marca

JKH GKS Jastrzębie – Re-Plast Unia Oświęcim

Ewentualnie:

26 marca

GKS Katowice – GKS Tychy

27 marca

Re-Plast Unia Oświęcim – JKH GKS Jastrzębie

28 marca

GKS Tychy  – GKS Katowice

29 marca

JKH GKS Jastrzębie – Re-Plast Unia Oświęcim

30 marca

GKS Katowice – GKS Tychy

31 marca

Re-Plast Unia Oświęcim – JKH GKS Jastrzębie

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga