Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: uKOCHane zdobywają Olsztyn

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich czterech dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Mistrzynie Polski w drugim spotkaniu Orlen Ekstraligi pokonały na wyjeździe Stomilanki Olsztyn 3:0 (2:0) i prowadzą w tabeli. Następny mecz ligowy piłkarki rozegrają już w najbliższy czwartek, 31 sierpnia, na Bukowej o godz. 13:00. W piłkarze rozegrali kolejne ligowe spotkanie, z Resovią Rzeszów, w którym wygrali 3:0 (2:0) Prasówkę po tym spotkaniu znajdziecie TUTAJ. Kolejny mecz nasza drużyna rozegra w przyszła niedzielę, trzeciego września w Bielsku-Białej z Podbeskidziem. Początek spotkania o godzinie 15:00. Zgodnie z zapowiedziami z klubem rozstał się Marek Szczerbowski, nowym prezesem GieKSy został Krzysztof Nowak.

Siatkarze po powrocie z turniej PreZero Grand Prix PL rozpoczęli „regularne” przygotowania do nowego sezonu.

Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie, w minionym tygodniu rozegrali dwa sparingi z niemiecką drużyną Lausitzer Füchse z Weißwasser/Oberlausitz. W pierwszym z nich drużyna przegrała po rzutach karnych 4:5, w drugim wygrała 6:2. W piątek zespół rozegra sparing z Energą Toruń.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – “uKOCHane” zdobywają Olsztyn

W niedzielne popołudnie beniaminek z Olsztyna podjął mistrzynie Polski. Mimo ambicji punkty pojechały do Katowic. GKS Katowice zostaje samodzielnym liderem jako jedyna drużyna w Orlen Ekstralidze z kompletem punktów.

Katowiczanki rozpoczęły mecz, narzucając gospodyniom swój styl gry. Już w 11 minucie wrzutka Julii Włodarczyk trafiła na głowę Aleksandry Nieciąg, a ta skierowała ją do bramki, strzelając debiutancką bramkę dla GKSu Katowice. 5. minut później ponownie Nieciąg po zamieszaniu w polu karnym trafiła do bramki olsztynianek po raz drugi, jednak tym razem była na pozycji spalonej i bramka nie została uznana. Stomilanki w 18. minucie miały swoją szansę na wyrównanie, jednak Katarzyna Kałużna została w ostatniej chwili uprzedzona przez jedną z defensorek Katowic i wywalczyła tylko rzut rożny. W 22 minucie za faul taktyczny została ukarana żółtą kartką Kamila Tkaczyk. Trzy minuty później Słowińska wykonywała rzut wolny, wrzucona piłka trafiła na głowę Tkaczyk, a ta wyłożyła piłkę na piąty metr wprost pod nogi Hajduk. Kapitanka GKSu nie marnuje takich sytuacji i strzałem z najbliższej odległości trafiła do bramki Milner.

Jedyną zawodniczką, która sprawiała problemy zawodniczkom z Katowic, była filigranowa Katarzyna Kałużna. To po faulu na niej Julia Włodarczyk  otrzymała żółtą kartkę w 34. minucie. W ostatnim kwadransie przyjezdne kontrolując sytuacje na boisku, cofnęły się, pozwalając na więcej swobody olsztyniankom. Gospodynie starały się stworzyć sytuacje, ale dobrze poukładana obrona katowiczanek nie pozwała zagrozić swojej bramce. W doliczonym czasie Joanna Olszewska uderzała ze stałego fragmentu, jednak piłka poszybowała nad poprzeczką. Do przerwy katowiczanki pewnie prowadzą 2:0.

Drugą połowę rozpoczęła się od roszad w obu zespołach. Na boisku pojawiły się: w barwach GKSu Oliwia Grzegorczyk, a w drużynie Stomilanek: Patricia Lamanna i Justyna Libera.  W 48. minucie grająca w zespole z Warmii ex-katowiczanka Aleksandra Drąg została ukarana żółtą kartką za ostre wejście. Drużyna z Katowic kontrolowała sytuacje na boisku, a Stomilanki nie miały pomysłu, by zmienić obraz meczu. W 67. minucie na boisku pojawiły się Aleksandra Lizoń i Oliwia Malesa. Kilka minut później boisko opuściła jedna z najlepiej grająca w drużynie Stomilanek Katarzyna Kałużna, a w jej miejsce pojawiła się Oliwia Korzec. Kolejna zmiana z 76. minuty została wymuszona przez kontuzję Oliwii Malesy i na boisku pojawiła się wracająca po długiej kontuzji Anna Konkol. W 79. minucie za ostry atak Adrianna Rosiak została ukarana żółtą kartką. Kolejną zawodniczką, która pojawiła się w barwach GKSu na boisku była 16-letnia Anna Krakowiak.

Na kolejną bramkę drużyny z Katowic trzeba było czekać aż do 87. minuty kiedy to Anna Konkol wypracowała piękną sytuację, a Dominika Misztal sfinalizowała trafiając do bramki Stomilanek. Pewne zwycięstwo GKSu daje im pierwsze miejsce po 2. kolejkach Orlen Ekstraligi.

 

olsztyn.com.pl – Brutalna rzeczywistość. Stomilanki bez szans w starciu z mistrzem Polski

W niedzielne popołudnie piłkarki Stomilanek Olsztyn rozegrały pierwsze domowe spotkanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mistrzynie Polski, GKS Katowice nie dały jednak żadnych szans olsztynianom i pewnie wywalczyły komplet punktów.

Przed meczem Marek Łukiewski, prezes Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej wręczył na ręce kapitan Gabrieli Kędzi puchar za awans do Orlen Ekstraligi kobiet.

W 2 minucie spotkania Stomilanki mogły wyjść na prowadzenie. Po bardzo ładnej akcji strzał w kierunku bramki oddała Adrianna Rosiak, ale piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką. Minutę później aktualny mistrz Polski GKS Katowice mógł wyjść na prowadzenie, ale strzał Kamili Tkaczyk został wyblokowany w ostatnim momencie.

Zespół ze Śląska wyszedł na prowadzenie w 11 minucie spotkania. Do dośrodkowania z prawej strony boiska źle wyskoczyła amerykanka Maleah Milner i Aleksandra Nieciąg trafiła głową do pustej bramki. Błąd bramkarki Stomilanek został bezlitośnie wykorzystany.

Stomilanki się nie załamały, ale ruszyły do odrabiania strat. Dwukrotnie na bramkę rywali strzelała najmniejsza na boisku Katarzyna Kałużna.

W 25 minucie było już 2:0 dla GKS-u. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego bramkę strzelił z bliskiej odległości Marlena Hajduk, tym razem lepiej w polu karnym powinny się zachować zawodniczki z obrony.

W 38 minucie Stomilanki oddały pierwszy celny strzał w meczu. Mocno aktywna w tym meczu Adrianna Rosiak podała do Kamili Osajkowskiej, ale ta za lekko uderzyła, żeby bramkarka GKS-u miała wpuścić piłkę do siatki.

Po przerwie Dariusz Maleszewski wprowadził do gry dwie nowe zawodniczki. W 51 minucie w bardzo dobrej sytuacji znalazła się Osajkowska, ale na 18 metrze nie potrafiła minąć bramkarki GKS-u, która wybiła piłkę wślizgiem na aut. W 63 minucie bardzo ładną interwencją popisała się Milner, która wybroniła uderzenie Anity Turkiewicz.

Wynik spotkania ustaliła w 87 minucie spotkania Dominika Misztal, która wykorzystała zamieszanie w polu karnym Stomilanek. Skromna liczba widzów (około 250 kibiców) nie doczekała się premierowego gola Stomilanek w Ekstralidze.

 

infokatowice.pl – Marek Szczerbowski odszedł z GieKSy. Krzysztof Nowak nowym prezesem

Dzisiaj wczesnym popołudniem nowym prezesem GKS-u Katowice został Krzysztof Nowak, przez wiele lat związany z Akademią Wychowania Fizycznego im. Jerzego Kukuczki w Katowicach.

Dzisiaj po 12.00 GKS Katowice wydał następujący komunikat: „Rada Nadzorcza GKS GieKSa Katowice S.A. podjęła uchwałę o odwołaniu Prezesa Zarządu Marka Szczerbowskiego z funkcji Prezesa Zarządu. Jednocześnie Rada Nadzorcza GKS GieKSa Katowice S.A. powołała na stanowisko Prezesa Zarządu dotychczasowego Wiceprezesa Krzysztofa Nowaka.”

Szczerbowski został prezesem GieKSy w sierpniu 2019 r., po spadku piłkarzy do drugiej ligi. Jego odejście spowodowane jest konfliktem z kibicami, którzy w ubiegłym sezonie przez kilka miesięcy bojkotowali domowe spotkania Trójkolorowych.

Krzysztof Nowak, który zastąpił Szczerbowskiego na fotelu prezesa, pojawił się w klubie w lutym bieżącego roku, kiedy objął stanowisko wiceprezesa. Nowak przez trzydzieści lat związany był z Akademią Wychowania Fizycznego im. Jerzego Kukuczki w Katowicach, gdzie m.in. pełnił funkcje dyrektora biura rektora i dyrektora administracyjnego. Przez ponad dziesięć lat był także dyrektorem AZS-u AWF Katowice.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Jakub Jarosz: ruszamy z najmniej przyjemną częścią sezonu

– Mam nadzieję, że okres przygotowawczy będzie na tyle owocny, że od pierwszej kolejki będziemy zdobywać ligowe punkty – powiedział w mediach klubowych Grzegorz Słaby, trener drużyny z Katowic, która zaczęła treningi przed sezonem 2023/2024.

Po zmaganiach na piasku w PreZero Grand Prix poszczególne zespoły PlusLigi zaczynają właściwe przygotowania przed sezonem 2023/2024. Wśród nich jest także GKS Katowice, który ma za sobą pierwsze zajęcia w hali. – Mieliśmy wprowadzenie w postaci PreZero Grand Prix. Spędziliśmy trochę czasu w nowej grupie na wyjeździe. Jest dużo zmian w zespole, bo mniej więcej 50% zawodników jest nowych, a teraz ruszamy już z tą najmniej przyjemną częścią sezonu. Ciężko trenujemy w siłowni i wracamy do naszej hali – przyznał atakujący, Jakub Jarosz.

Przed katowiczanami kilka tygodni ciężkiej pracy. – Będziemy robić 10 jednostek treningowych w tygodniu, a wolna będzie sobota i niedziela. Na razie będziemy skupiać się głównie na przygotowaniu motorycznym i fizycznym, ale od pierwszego dnia w hali będziemy też trenować z piłkami. W pierwszym tygodniu nie przewidujemy skoków zawodników, więc będzie dużo biegania, przebijania piłki, tak żeby przygotować ich do właściwej pracy – podkreślił szkoleniowiec, Grzegorz Słaby.

Nie ma co ukrywać, że zawodnicy nie lubią obecnego okresu, ale jest on niezbędny do tego, aby w trakcie zmagań ligowych byli w jak najlepszej dyspozycji. – Na pewno jest to trudny okres. Po dwóch treningach dziennie nikt nie będzie chodził wieczorem pełny energii, ale ta praca jest bazą, która da efekty później. Musimy dobrze popracować, aby później mieć wytrzymałość siłową i aby było mniej kontuzji – zaznaczył doświadczony atakujący zespołu z Katowic.

W GKS-ie doszło do sporych zmian, a więc najbliższe tygodnie zostaną poświęcone także na zgrywanie zespołu. – To jest mój czwarty rok pracy, a praktycznie przed każdym sezonem zmienia się rozgrywający, z którym inni zawodnicy muszą złapać nić porozumienia. Mamy sporo czasu, żeby to zrobić. Mam nadzieję, że ten okres przygotowawczy będzie na tyle owocny, że od pierwszej kolejki będziemy zdobywać ligowe punkty – zakończył Grzegorz Słaby.

 

HOKEJ

hokej.net – Mocny comeback GieKSy, ale w karnych lepsi rywale

W piątkowym meczu sparingowym nie zabrakło emocji! Hokeiści GKS-u Katowice przegrali po rzutach karnych 4:5 z Lausitzer Füchse. Niemiecki zespół prowadził dwukrotnie trzema golami, jednak ambitni katowiczanie doprowadzali do wyrównania.

W meczu nie zagrał chory Bartosz Fraszko, ale w składzie znalazł się młody zawodnik z Naprzodu Janów – Eric Kaczyński. Po pierwszej tercji GieKSa przegrywała 0:2 po golach Sama Ruoppa oraz Roope Mäkitalo. Rywal zawiesił poprzeczkę naprawdę wysoko.

W 23. minuciena listę strzelców wpisał się Ville Järveläinen, ale dwie minuty później podczas gry w przewadze odpowiedział Mateusz Bepierszcz.W tej samej minucie Eric Valentin zdobyłgola na 4:1. Do końca tercji strzelali już tylko katowiczanie i wszystkie tebramki padły w przewadze. Na listę strzelców wpisywali się Olli Iisakka, Santeri Koponen oraz Hampus Olsson. Na ostatnie 20 minut wracaliśmy z wynikiem 4:4.

W 47. minucie na prowadzenie GKS mógł wyprowadzić Mateusz Michalski, ale nie udało mu się wykorzystać sytuacji sam na sam z bramkarzem Lausitzer Füchse. To katowiczanie wyglądali w tej tercji lepiej, mając kilka szans na to, by objąć w tym starciu prowadzenie. Po sześćdziesięciuminutach wynik był remisowy, co oznaczało pięciominutową dogrywkę 3 na 3. Po nałożeniu na jednego z rywali czterech minut kary, GieKSa grała 4 na 3. Jednak nie udało się wykorzystać tej szansy i spotkanie rozstrzygnęły rzuty karne, w których lepsi byli goście.

 

Dwa dublety. Mistrz Polski lepszy od przedstawiciela DEL2

GKS Katowice wziął rewanż na Lausitzer Füchse. Mistrzowie Polski pokonali zespół DEL2 6:2, a po dwie bramki zdobyli Olli Issaka i Sam Marklund.

Pierwsze sekundy spotkania spędziliśmy w głównej mierze w tercji GKS-u Katowice. Goście starali się zdominować wydarzenia na lodzie, głównie za sprawą mocnych strzałów z dystansu, jednak nie były one z kategorii tych, które mogłyby zaskoczyć Johna Murraya.

W miarę upływu czasu gra się wyrównała, a katowiczanie próbowali neutralizować zagrożenie dążąc do odbioru krążka w tercji gości. W 7. minucie spotkania przed podopiecznymi Jacka Płachty nastąpiła pierwsza sposobność gry w przewadze, bowiem karą czterech minut został ukarany zawodnik Lane Scheidl. Katowiczanie choć nie mieli problemów z utrzymywaniem krążka w tercji gości, to nie potrafili dojść do klarownych sytuacji bramkowych za sprawną szybkich reakcji defensywy niemieckiej drużyny.

Pomimo, że drużyny narzuciły szybkie tempo gry, to żadnej ze stron nie udawało się stworzyć sytuacji w których mogły by pokusić się o zagrożenie bramkowe. Na otwarcie wyniku musieliśmy poczekać aż do 18. minuty spotkania. Sam Marklund został obsłużony świetnym podaniem wzdłuż bramki przez Hampusa Olssona i nie pozostało mu nic innego jak skierować gumę do bramki Tommiego Steffena.

W 21. minucie spotkania na ławkę kar został skierowany Jakub Wanacki, lecz gra w przewadze gości nie trwała zbyt długo, bo już po 45 sekundach na do drugiego boksu został przez sędziów oddelegowany Clarke Breitkreuz.

Większa ilość miejsca na lodzie w okresie gry 4 na 4 zdawała się bardziej służyć zawodnikom Lausitzer, którzy kilkukrotnie sprawdzili czujność „Jaśka Murarza”. W okresie gry w przewadze zawodnicy GKS-u Katowice całkiem dobrze radzili sobie w rozegraniu krążka, co zaowocowało podwyższeniem prowadzenia za sprawą trafienia Olliego Iisakki w 24. minucie.

Odpowiedź gości nastąpiła błyskawicznie, bo już w 25. minucie. Clark Breitkreuz efektownym zagraniem związał obronę GKS-u wypatrując pozostawionego bez opieki Erica Valentina, a ten uderzeniem pokonał Murraya. W 33. minucie spotkania Santeri Koponen dobrym podaniem we własnej tercji napędził akcję wychodzącego prawym skrzydłem Shigekiego Hitosato. Dynamiczny skrzydłowy zdecydował przedrzeć się z krążkiem przez obronę gości i schodząc do środka samemu wykończył akcję, czym ponownie wyprowadził mistrzów Polski na dwubramkowe prowadzenie. W 39. minucie grający w przewadze GKS Katowice za sprawą „fińskiej” formacji ustalił wynik drugiej tercji. Tempo akcji nadał w okolicach niebieskiej linii duet Vartinen-Monto. Następnie krążek trafił do mającego nieco swobody na prawym skrzydle Santeriego Koponena, a ten wstrzeliwując krążek w światło bramki wykreował okazję, którą sfinalizował Olli Iisakka.

Od mocnego uderzenia trzecią odsłonę rozpoczęli zawodnicy GKS-u Katowice. Doskonałym przeglądem pola popisał się Grzegorz Pasiut obsługując wychodzącego na pozycję Sama Marklunda i tak o to w 41.minucie spotkania piąta bramka dla GKS-u stała się faktem.

Goście nie zamierzali tanio sprzedać skóry, czego dowodem było trafienie z 42. minuty. Na indywidualny rajd zdecydował się Roope Makitalo, który zdołał zaskoczyć starających się zagęścić środkową tercję zawodników GKS-u. Następnie zagrał na prawe skrzydło do Erica Hordlera, a ten wystawił gumę Lanowi Schiedlowi, który kierunkowym przyjęciem zmylił obronę i umieścił krążek w bramce. W trzeciej tercji spotkania nie zabrakło fizycznych starć, a także próby pojedynków pięściarskich. I to właśnie za inicjację takiego starcia na Dawidzie Lebku w 43. minucie spotkania sędziowie do szatni odesłali Clarka Breitkreuza. Wynik spotkania został ustalony w 45. Minucie spotkania przez Grzegorza Pasiuta, który najeżdżając na odbity krążek, umieścił gumę w lewym okienku bramki Steffena.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga