Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Porażka Mistrzyń Polski!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji kobiecej piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Kobieca drużyna rozpoczęła zmagania w Orlen Ekstralidze od domowej porażki z Rekordem Bielsko-Biała 2:3 (1:3). Kolejny mecz zespół rozegra na wyjeździe w sobotę 16 sierpnia o 12:00 ze Stomilankami Olsztyn. Do drużyny dołączyła Victoria Kaláberová, a drugim trenerem został Grzegorz Żurek. Drużyna męska przegrała w czwartej kolejce PKO BP Ekstraklasy z Legią 1:3. Następne spotkanie zespół rozegra w Katowicach z Arką w sobotę 16 sierpnia o godzinie 17:30.
Siatkarz Kajetan Marek, po krótkim okresie przerwy ze względów zdrowotnych, wraca do treningów. Siatkarze będą mieli do przejechania jeden z najkrótszych dystansów w lidze na mecze wyjazdowe.
Do drużyny hokejowej dołączył obrońca Jacob Lundegård. PZHL ogłosił harmonogram rozgrywek w sezonie 2025/26.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Porażka mistrzyń Polski!
W meczu 1. kolejki Orlen Ekstraligi mistrzynie Polski uległy na swoim terenie Rekordowi Bielsko – Biała 2:3. Dla GKS-u Katowice to pierwsza ligowa porażka od 15 maja 2023 roku.
GieKSa od samego początku szukała okazji, aby otworzyć wynik. W 6. minucie były o krok od pierwszego trafienia, jednak Kinga Ptaszek wykazała się świetną interwencją. W 13. minucie już im się udało skierować piłkę do siatki i wyszły na prowadzenie za sprawą Dżesiki Jaszek, która wykorzystała zamieszanie w polu karnym po stałym fragmencie gry. W 29. minucie sędzia Emilia Szymula podyktowała rzut karny za faul na Julii Gutowskiej. 'Jedenastkę’ bezproblemowo wykorzystała Dominika Dereń. W 38. minucie przyjezdne wyszły na prowadzenie za sprawą fantastycznego uderzenia Oliwii Zgody z dystansu. Zaledwie dwie minuty później Rekordzistki mogły cieszyć się z kolejnego trafienia – na listę strzelczyń wpisała się Kristyna Janků, która skierowała futbolówkę do siatki po dograniu z rzutu wolnego. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, choć podopieczne Karoliny Koch próbowały odpowiedzieć chociażby uderzeniem z dystansu Anity Turkiewicz.
W 55. minucie zawodniczki GieKSy domagały się rzutu karnego za zagranie ręką jednej z piłkarek Rekordu. Wobec tego arbiter pokazała Julii Włodarczyk żółtą kartkę za dyskusję, a chwilę później kolejny 'kartonik’ dla Klaudii Maciążki za faul na golkiperce Rekordu. Katowiczanki miały kilka stałych fragmentów gry, posłały wiele niecelnych dośrodkowań, jednak nie zdołały zaskoczyć Kingi Ptaszek, która w tym meczu spisywała się bardzo dobrze. W 85. minucie przyjezdne skonstruowały atak zakończony strzałem Nikoli Dębińskiej z dystansu, jednak bramkarka Gieksy złapała futbolówkę. Podczas dziesięciu minut doliczonego czasu gry podopieczne Karoliny Koch szukały okazji, aby odwrócić losy meczu – tuż przed ostatnim gwizdkiem Aleksandra Nieciąg zdobyła bramkę na 2:3.
Mistrzynie Polski wzmacniają formację pomocy!
Tuż przed rozpoczęciem sezonu 2025/2026 Orlen Ekstraligi w Katowicach przywitano nową piłkarkę, która zasili linię pomocy aktualnych mistrzyń Polski – Victorię Kaláberovą.
Nową zawodniczką aktualnych mistrzyń Polski została Victoria Kaláberová, która do Katowic przeszła na zasadzie transferu definitywnego, podpisując umowę wiążącą ją z klubem do końca sezonu 2026/2027. Jest ofensywną pomocniczką posiadającą podwójne obywatelstwo: Stanów Zjednoczonych i Słowacji.
Poprzednim klubem 24-letniej Victorii Kaláberovej była Sparta Praga, z którą finiszowała na czele tabeli po sezonie zasadniczym, by finalnie w wyścigu o tytuł mistrzowski dać się wyprzedzić lokalnym rywalkom – Slavii. Nowa zawodniczka GieKSy w minionej kampanii zanotowała dziewięć występów, w których zdobyła jedną bramkę. Victoria Kaláberová ma za sobą bogatą karierę klubową, reprezentowała jak do tej pory barwy OFI Kreta (Grecja), Lakatamia FC (Cypr) i Aris Ladies FC (Cypr), UMF Afturelding (Islandia), Real Oviedo (Hiszpania) oraz Slovan Bratysława (Słowacja). Najlepszy liczby notowała w cypryjskim Arisie, 16 zdobytych bramek w 12 spotkaniach robi wrażenie. Z kolei jej największe sukcesy zespołowe to okres gry w Slovanie, z którym dwukrotnie sięgnęła po mistrzostwo Słowacji.
Victoria Kaláberová ma za sobą występy w młodzieżowej reprezentacji Słowacji U19 oraz w seniorskiej kadrze narodowej, w której debiutowała w 2021 roku w spotkaniu ze Słowenią. Jej reprezentacyjną partnerką jest inna nowa zawodniczka GKS-u Katowice, Patrícia Hmírová.
wkatowicach.eu – Mistrzynie Polski wracają do gry!
[…] Drugim trenerem w sztabie szkoleniowym kobiecej drużyny GKS-u Katowice został Grzegorz Żurek. Szkoleniowiec, który zaczynał trenerską karierę w Wielosekcyjnej Akademii „Młoda GieKSa” i miał okazję odbyć zawodowe staże w Borussii Dortmund i Athleticu Bilbao, związał większość swojej trenerskiej kariery z Górnikiem Zabrze, gdzie w latach 2017-2024 pełnił rolę m.in. trenera analityka w pierwszym zespole, trenera asystenta w drużynie rezerw oraz szkoleniowca zespołów młodzieżowych. Ponadto od 2022 pracuje w roli asystenta trenera młodzieżowych reprezentacji Polski. W obecnym sezonie przygotowuje się z kadrą narodową do kwalifikacji Mistrzostw Europy do lat 19.
Pierwszym trenerem mistrzyń Polski w sezonie 2025/26 będzie oczywiście Karolina Koch. Funkcję trenera-analityka i kierownika zespołu będzie pełnił Michał Wiśniewski. Niezmiennie trenerem bramkarek GKS-u będzie Michał Barczyk, fizjoterapeutą zespołu Artur Warot, a Dawid Olszówka trenerem przygotowania motorycznego drużyny GieKSy.
Trzymamy kciuki za uKOCHane!
SIATKÓWKA
siatka.org – Jak daleko do PlusLigi? Podróże pierwszoligowców w liczbach
Po sezonie 2024/2025 znacznie zmieniła się pierwszoligowa mapa. Zniknęły Chełm, Białystok, Sulęcin i Kraków. Do I ligi dołączyły natomiast Grodzisk Mazowiecki, Augustów, Nysa, Katowice i Będzin. Przez takie przetasowania w rundzie zasadniczej sezonu 2025/2026 kluby będą miały do pokonania mniejszą liczbę kilometrów.
Uwzględniając KSR Gliwice, który ostatecznie nie wystąpił w I lidze, w poprzednim sezonie kluby zaplecza PlusLigi w samej rundzie zasadniczej miały do przejechania ponad 164 tysiące kilometrów. W tegorocznych rozgrywkach suma przejechanych kilometrów zmniejszyła się. Wyniesie ona bowiem niespełna 149 tysięcy. Nowym klubem, który będzie przyczyną dłuższych wycieczek, został NECKO Augustów.
Ponownie najwięcej klubów będzie w województwie śląskim (BBTS Bielsko-Biała, GKS Katowice, MCKiS Jaworzno, Nowak-Mosty MKS Będzin). Trzech przedstawicieli będzie miało województwo mazowieckie (Czarni Radom, KPS Siedlce, Sparta Grodzisk Mazowiecki). Po dwa kluby będą w województwie kujawsko-pomorskim (BKS Bydgoszcz, CUK Anioły Toruń), łódzkim (Lechia Tomaszów Mazowiecki SMS PZPS Spała) i opolskim (Mickiewicz Kluczbork, PSG Stal Nysa).
Po jednym klubie znajduje się w województwie podlaskim (NECKO Augustów), lubuskim (Astra Nowa Sól) i lubelskim (PZL LEONARDO Avia Świdnik). Swojego przedstawiciela straciło województwo małopolskie. Kolejny rok z rzędu w I lidze mężczyzn nie ma natomiast żadnego klubu z województwa zachodnio-pomorskiego, pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, wielkopolskiego, podkarpackiego, świętokrzyskiego i dolnośląskiego.
Zakładając, że zespoły po każdym ze swoich spotkań będą wracały do domu, najmniej do przejechania w czasie fazy zasadniczej będzie mieć Lechia Tomaszów Mazowiecki. Drużynę czeka bowiem około 6712 km w podróży. Mniej niż 7 tysięcy kilometrów na swoim liczniku po fazie zasadniczej będą mieć również siatkarze SMS-u PZPS Spała. Najkrótsza podróż dla pierwszoligowych zespołów to ponownie ta między Spałą a Tomaszowem Mazowieckim. Hale SMS-u i Lechii dzieli zaledwie 11 km. Krótka podróż czekać będzie również duet spadkowiczów – GKS Katowice i Nowak-Mosty MKS Będzin dzieli zaledwie 18 kilometrów.
Najwięcej kilometrów w podróży czeka beniaminka. NECKO Augustów czeka aż 14 278 km.
[…] Zestawienia podróży zespołów PLS 1. Ligi:
[…] GKS Katowice
najkrótszy wyjazd: Będzin – 18 km
najdłuższy wyjazd: Augustów – 552 km
przejadą w fazie zasadniczej – 7600 km
HOKEJ
hokej.net – Wicemistrzowie Polski mają nowego obrońcę. Nie boi się ofiarnej gry
Działacze GKS-u Katowice kompletują kadrę przed sezonem 2025/2026. Zespół z alei Korfantego pochwalił się pozyskaniem Jacoba Lundegårda, którego awizowaliśmy dwa tygodnie temu.
Lundegård (183 cm, 86 kg) ma 28 lat i urodził się w Växjö. Jest obrońcą o typowo defensywnym rysie, który nie boi się ofiarnej gry. Dobrze blokuje strzały rywali i potrafi sprawnie wyprowadzić krążek z własnej tercji.
W jego CV można znaleźć 1 występ w szwedzkiej ekstralidze oraz 427 na jej bezpośrednim zapleczu, w których zdobył 88 punktów za 15 bramek i 73 asysty.
Ostatni sezon szwedzki obrońca rozegrał w międzynarodowej ICE Hockey League, skupiającej drużyny z Austrii, Włoch, Węgier i Słowenii. Występował w zespole Pioneers Vorarlberg, z którego przed zamknięciem okienka transferowego do GKS-u Tychy trafił Roni Allén.Fin szybko stał się czołową postacią ekipy z piwnego miasta i dołożył sporą cegiełkę do zdobycia przez tyszan tytułu mistrzowskiego.
Jacob Lundegård rozegrał w austriackim klubie45 meczów, czterokrotnie wpisał się na listę strzelców oraz zanotował 7 kluczowych zagrań. Na ławce kar spędził 8 minut, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na +4.
wkatowicach.eu – Hokeiści GieKSy wracają do gry! Znamy terminarz GKS-u Katowice w sezonie 2025/2026
Polonia Bytom będzie pierwszym rywalem GKS-u Katowice w Tauron Hokej Lidze, w sezonie 2025/2026. Znamy terminarz meczów hokejowej GieKSy w rozgrywkach o tytuł mistrza Polski.
Znamy terminarz Tauron Hokej Ligi na sezon 2025/2026. W rozgrywkach weźmie udział 9 drużyn:
GKS Katowice,
KS Unia Oświęcim,
GKS Tychy,
JKH GKS Jastrzębie,
Comarch Cracovia,
KH Energa Toruń,
ECB Zagłębie Sosnowiec,
BS Polonia Bytom
i STS Sanok.
Nowy sezon Tauron Hokej Ligi rozpocznie się w piątek, 12 września. W 1. kolejce GieKSa zmierzy się z Polonią Bytom, która powraca do rozgrywek. Trwają ustalenia dotyczące gospodarza tego meczu. W ramach 2. kolejki czeka nas wyjazdowe starcie z GKS-em Tychy, a zatem mecz mistrza z wicemistrzem.
W związku z udziałem drużyny GKS-u Katowice w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego, listopadowe mecze z Polonią Bytom oraz GKS-em Tychy zostały przełożone odpowiednio na 16 września 2025 roku oraz 6 stycznia 2026 roku.
Wzorem poprzednich lat hokeiści rozegrają 5 rund. Sezon zasadniczy potrwa do 22 lutego 2026 roku i zakończy się po 45. kolejkach. Pierwsze mecze fazy play-off są zaplanowane w dniach 27-28 lutego, a mecze finałowe odbędą się w kwietniu.
Pełny terminarz meczów hokejowego GKS-u Katowice można znaleźć na stronie internetowej klubu.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Najnowsze komentarze