Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Jutro arcyważny mecz!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki zremisowały w Ekstralidze z Lechem/UAM Poznań 1:1 (1:0). W tym tygodniu Panie rozegrają dwa wyjazdowe spotkania – 25 marca 0 15:00 z Rekordem oraz w niedzielę 29 marca o 12:00 z Pogonią Tczew. Piłkarze przegrali dwa wyjazdowe spotkania w Ekstraklasie – we wtorek zaległe z Jagiellonią 1:2 oraz w sobotę z Cracovią 0:1. Prasówki po tych spotkaniach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Kolejny mecz piłkarze rozegrają na Arenie Katowice w Wielką Sobotę 4 kwietnia z Wisłą Płock. Podano dokładne terminy spotkań półfinałowych STS Pucharu Polski. GieKSa zmierzy się na wyjeździe z Rakowem Częstochowa.
Siatkarze pokonali u siebie CUK Anioły Toruń 3:1. W następnym meczu zmierzą się 28 marca o 17:00 z SMS PZPS w Spale. Nasza drużyna jest na pierwszym miejscu, z przewagą dwóch punktów nad CUK Aniołami Toruń.
W półfinałach THL hokeiści GieKSy z Unią – wygrali kolejno 3:2, przegrali 2:3, 2:4 oraz wczoraj 1:4. W rywalizacji do czterech zwycięstw nasza drużyna przegrywa 2:3. Następne spotkanie zostanie rozegrane 25 marca o 20:15 w Oświęcimiu. Ewentualny siódmy mecz zaplanowany jest na piątek 27 marca o godzinie 18:30.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Remis w Katowicach
GKS Katowice zremisował 1:1 z Lechem UAM Poznań w meczu ekstraligi kobiet. Beniaminek skutecznie postawił się aktualnym mistrzyniom Polski.
Od pierwszych minut spotkania to gospodynie narzuciły swoje warunki gry. Długo utrzymywały się przy piłce i próbowały budować ataki pozycyjne. Lech UAM skupił się jednak na defensywie i skutecznie rozbijał kolejne akcje GieKSy. Przez większą część pierwszej połowy brakowało klarownych sytuacji. Dopiero pod koniec tej części gry gospodynie zdołały przełamać defensywę rywalek. Po akcji Amelii Bińkowskiej piłkę do siatki skierowała Victoria Kaláberová.
Po przerwie obraz meczu uległ zmianie. Lech przeprowadził trzy zmiany i zaczął grać odważniej. Podopieczne Alicji Zając ruszyły do odrabiania strat i zaczął częściej zagrażać bramce GKS-u. Wyrównanie padło po godzinie gry, gdy Oliwia Związek wykorzystała odbitą od słupka piłkę i skierowała ją do siatki z bliskiej odległości. Katowiczanki odpowiedziały zwiększoną aktywnością w ofensywie. Na boisku pojawiła się m.in. Aleksandra Nieciąg, jednak gospodyniom brakowało dokładności w finalizacji akcji. Do końca meczu żadnej z drużyn nie udało się zdobyć zwycięskiej bramki i spotkanie zakończyło się podziałem punktów.
W najbliższą środę oba zespoły rozegrają zaległe spotkania – Lech ze Stomilankami, zaś GKS z Rekordem.
sportowefakty.wp.pl – Znamy dokładne terminy półfinałów STS Pucharu Polski
Znamy już szczegółowy terminarz półfinałów STS Pucharu Polski. Walka o udział ostatecznej rozgrywce odbędzie się w pierwszej połowie kwietnia.
8 kwietnia Zawisza Bydgoszcz podejmie Górnika Zabrze, natomiast dzień później Raków Częstochowa zmierzy się z GKS Katowice.
Zgodnie z regulaminem, o awansie decyduje jedno spotkanie, zatem w przypadku remisu po 90 minutach, zarządzona zostanie dogrywka, a potem ewentualnie konkurs rzutów karnych.
Pula nagród wynosi 10 mln zł. Połowa tej kwoty trafi na konto zwycięzcy.
Finał STS Pucharu Polski zaplanowano 2 maja na PGE Narodowym w Warszawie.
PÓŁFINAŁY STS PUCHARU POLSKI:
Zawisza Bydgoszcz – Górnik Zabrze / śr. 08.04.2026 godz. 18.00
Raków Częstochowa – GKS Katowice / czw. 09.04.2026 godz. 18.30
SIATKÓWKA
siatka.org – Szalona kolejka na finiszu. Beniaminek jeszcze się utrzyma?
[…] Zmienił się za to lider tabeli – GKS Katowice wskoczył nad CUK Anioły Toruń. Szansę na pozostanie w lidze wciąż ma KS Necko Augustów.
[…] Hitem tej serii zdecydowanie był jednak sobotni pojedynek GKS-u Katowice i CUK Aniołów Toruń. Sąsiadujące ze sobą ekipy rywalizują od dłuższego czasu o fotel lidera. Na dwie kolejki przed końcem Katowiczanie wrócili na tron, a to wszystko za sprawą zwycięstwa 3:1 nad ekipą z Torunia.
Początek meczu układał się pod dyktando gości, którzy bardzo dobrze pracowali blokiem. Szybko zaaklimatyzował się na boisku Luis Paolinetti, który osiągnął skuteczność 71% w ataku. Rywale stawiali twarde warunku, grając bardzo dobrze w przyjęciu, ale w końcówce lepsi byli Torunianie. Była to jednak tylko cisza przed burzą. Katowiczanie cały czas trzymali solidny poziom w defensywie, a do tego dołożyli pracę blokiem, której brakowało im w premierowej odsłonie. Wahania miał Wojciech Włodarczyk, ale odpowiedzialność brali na siebie Damian Hudzik i Michał Superlak. Torunianie pogrążali się błędami serwisowymi. Kolejne trzy partie trafiły już na konto GKS-u – kolejno do 19, 21 i 16, co zapewniło im powrót na fotel lidera.
nowości.com.pl – GKS Katowice kontra CUK Anioły Toruń. Mecz na szczycie o fotel lidera
W 28. kolejce siatkarskiej PLS 1. Ligi doszło do meczu na szczycie. Drugi GKS Katowice podejmował prowadzące w rozgrywkach CUK Anioły Toruń.
Sezon zasadniczy zmierza do końca. Pozostały trzy mecze do rozegrania i będziemy znali rozstawienie w play offach. Torunianie mieli nad GKS punkt przewagi. To zwiastowało wielkie emocje.
Torunianie tylko w pierwszym secie byli stroną dominującą. Skutecznie grał Luis Paolinetti, który zdobył sześć punkt przy 71-procentowek skuteczności. Zanotowali też trzy punktowe bloki, a ich rywale żadnego. Zdobyli też o trzy punkty więcej w kontratakach (6-3).
Niestety, w trzech kolejnych partiach nie byli już tak skuteczni. Nie potrafili zatrzymać ataków rywali, a sami mieli problemy ze zdobywaniem punktów. Aż 12 razy nadziali się na bloki rywali. Efektywność ich ataków to było zaledwie 18 procent! Katowiczanie w tej statystyce byli prawie dwukrotnie lepsi (34 proc.). Zaliczyli o osiem udanych kontr mniej (16-24).
– Ten mecz jeszcze nie decyduje kto zajmie pierwsze miejsce w sezonie zasadniczym, bo wszystko rozstrzygnie się w dwóch ostatnich kolejkach – uważa Marcin Kryś, trener Aniołów.
GKS Katowice – CUK Anioły Toruń 3:1 (22:25, 25:19, 25:21, 25:16)
HOKEJ
hokej.net – „Oui, oui!” niosło się po hali. Kanadyjczyk rozstrzygnął drugi mecz półfinału play-off
To był wieczór jednego aktora. GKS Katowice pokonał po dogrywce Unię Oświęcim 3:2 w drugim meczu półfinału play-off, a kibice długo nie chcieli opuszczać „Satelity”, skandując nazwisko swojego bohatera. Jean Dupuy znów pokazał, że faza play-off jest dla niego naturalnym środowiskiem życia.
Pochodzący z prowincji Ontario zawodnik zakończył ten mecz z dubletem. Był graczem, który sprawiał oświęcimskim zawodnikom najwięcej problemów. To on w 14. minucie otworzył wynik spotkania, gdy sprytnie zmienił tor lotu krążka uderzonego przez Zacka Hoffmana. Tuż po przerwie na 2:0 podwyższył Ian McNulty, ale w drugiej odsłonie Katowiczanie stracili swój impet, a Oświęcimianie doprowadzili do wyrównania.
– Myślę, że dobrze zaczęliśmy i wyszliśmy na prowadzenie, ale w drugiej tercji trochę zwolniliśmy tempo. Wiedzieliśmy jednak, że w trzeciej odsłonie musimy wrócić do swojej gry – powiedział Dupuy.
W ostatniej odsłonie nie obejrzeliśmy bramek, choć oba zespoły miały swoje lepsze i gorsze szanse. Sędziowie zarządzili więc dogrywkę, która trwała raptem 51 sekund. Zakończył ją właśnie 31-letni Kanadyjczyk, który w swoim stylu wjechał do tercji rywala, znalazł sobie miejsce i uderzył z nadgarstka. Krążek wpadł do siatki, a katowicka hala eksplodowała.
– To była szybka akcja. „Andy” (Stephen Anderson – przyp. red.) dobrze ich zamknął, ja złapałem trochę prędkości i widząc ustawienie obrońcy, zdecydowałem się na strzał. Na szczęście wpadło – tak katowicki skrzydłowy opisał zwycięskiego gola.
Po tym trafieniu „Satelita” długo skandowała jego nazwisko. „Oui, oui, Jean Dupuy”– niosło się po trybunach, a sam bohater nie krył, jak ważne dla niego oraz całego zespołu jest wsparcie kibiców.
– Mamy najlepszych kibiców w lidze. Te przyśpiewki są niesamowite i bardzo ważne dla całego zespołu. Cieszymy się, że mogliśmy wygrać dla nich u siebie – podkreślił.
GKS Katowice zrobił drugi krok w stronę finału, ale jak zaznacza popularny „Dups”, to dopiero początek, bo rywalizacja na kolejne dwa mecze przenosi się na teren rywala.
– Ogólnie wykonaliśmy dobrą robotę, ale teraz musimy to przenieść na mecz numer trzy – zakończył.
Działo się! Samobójczy gol, oblężenie w końcówce i zwycięstwo Unii
Unia Oświęcim pokonała na własnym lodzie GKS Katowice 3:2 i w półfinałowej rywalizacji przegrywa teraz 1:2. Biało-niebiescy mają jednak o czym myśleć, bo niemalże wypuścili wygraną z rąk.
Oświęcimianie stworzyli sobie więcej dogodnych okazji, ale w kluczowych momentach zabrakło im chłodnych głów i skuteczności. Po czterdziestu minutach prowadzili 3:1, a potem przez pięć minut grali w przewadze. Nie wykorzystali tej szansy i „nie zamknęli meczu” na początku trzeciej tercji.
GieKSa zagrała ambitnie, w kuriozalnych okolicznościach zdobyła kontaktowego gola, a w końcówce była blisko doprowadzenia do dogrywki. Jednak szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy. Nie zmienia to faktu, że oglądaliśmy oba zespoływ zdecydowanie lepszej dyspozycji.
W zespole GieKSy zabrakło Juho Koivusaariego, a jego miejsce w trzecim ataku zajął Maksymilian Dawid. Rolę trzynastego napastnika pełnił Lauri Huhdanpää.
Trener Róbert Kaláber zdecydował się powrócić do ustawień fabrycznych i postawił na ataki, które w sezonie zasadniczym dobrze się ze sobą rozumiały. Z Danielem Olssonem Trkulją i Ołeksanderem Peresunką zagrał Nick Moutrey, a Mika Partanen trafił do formacji z Erikiem Ahopelto i Ville Heikkinenem.
Oba zespoły zdawały sobie sprawę z powagi sytuacji. Wiedziały, że każdy – nawet najmniejszy – błąd może okazać się fatalny w skutkach. Dlatego początek meczu był z obu stron nerwowy, ale trzeba przyznać, że lepsze sytuacje kreowali sobie gospodarze.
Pierwszą groźną okazję w 5. minucie miał Erik Ahopelto, ale nie zdołał pokonać Jespera Eliassona uderzeniem z bliskiej odległości. Później po trójkowej akcji odrobiny szczęścia zabrakło Olssonowi Trkulji, a sytuacji sam na sam z katowickim golkiperem nie wykorzystał Partanen.
Kolejne podejście biało-niebieskich okazało się już skuteczne. Tym razem gumę z linii niebieskiej wrzucił Andreas Söderberg, a Michał Kusak dopadł do odbitego krążka, wymanewrował Eliassona i uderzeniem z bekhendu trafił do siatki.
Katowiczanie próbowali odpowiedzieć, a najgroźniejsze akcje przeprowadzili w 14. i 15. minucie. Najpierw w sytuacji sam na sam z Linusem Lundinem znalazł się Bartosz Fraszko, ale jego uderzenie odbiło się od słupka. Później golkiper Unii dał próbkę dobrego refleksu, stopując kombinacyjną akcję Stephena Andersona i Patryka Wronki.
Po zmianie stron podopieczni Róberta Kalábera również mieli więcej z gry. Najpierw nie wykorzystali gry w przewadze, ale w 30. minucie do siatki trafił Lukash Matthews. Kanadyjczyk polskiego pochodzenia odważnie wjechał do tercji i przymierzył z nadgarstka, a guma trafiła w samo okienko katowickiej bramki.
Ale goście nie zamierzali się poddawać. W 35. minucie zdobyli kontaktowego gola, wykorzystując moment dekoncentracji oświęcimian. Ian McNulty zagrał zza bramki do nadjeżdżającego Sama Coatty, a ten precyzyjnym uderzeniem ze slotu zaskoczył Linusa Lundina.
Dwie minuty później gospodarze odpowiedzieli i ponownie prowadzili dwiema bramkami. W ramionach swoich kolegów utonął Ołeksandr Peresunko, który wjechał do tercji i uderzeniem w krótki róg zaskoczył Eliassona.
Kilka sekund przed zakończeniem drugiej tercji rozpędzonego Samuela Petráša bezpardonowo zatrzymał Albin Runesson. Sędziowie skorzystali z technologii i nałożyli na szwedzkiego obrońcę karę większą, ale bez kary meczu za niesportowe zachowanie.
Oświęcimianie nie zrobili z użytku z pięciominutowego okresu gry w przewadze, w którym mogli posłać rywali na łopatki. Najbliżej szczęścia był Joe Morrow, bo uderzony przez niego krążek odbił się od słupka.
Biało-niebiescy nie wykorzystali tak dogodnej okazji, więc zgotowali sobie nerwową końcówkę. Tym bardziej, że w 47. minucie GieKSa zdobyła kontaktowego gola. Gumę do własnej bramki skierował Reece Scarlett, który chciał wyczyścić grę nad przedpolu. Gola zapisano na konto Jakuba Hofmana, który jako ostatni po stronie gości dotknął krążek.
Ekipa z zachodniej Małopolski po karze technicznej znów miała okazję zagrać w przewadze, ale kolejny raz nie zdołała zamienić jej na gola.
Na 80 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry trener Jacek Płachta postawił wszystko na jedną kartę: wycofał bramkarza i wprowadził do gry dodatkowego napastnika. Choć pod bramką Unii mocno się kotłowało, to wynik nie uległ już zmianie.
Huśtawka nastrojów, kuriozalny gol i wybuch radości. Remis w półfinale!
Unia Oświęcim znów wykorzystała atut własnego lodu. Biało-niebiescy po zaciętym spotkaniu pokonali GKS Katowice 4:2 i w półfinałowej rywalizacji jest remis 2:2.
W starciach Unii z GieKSą wciąż obowiązuje reguła, że mecze wygrywają gospodarze. Do historii przeszło za to inne prawo tej serii mówiące o tym, że zwycięzca strzela o jednego gola więcej.
Podopieczni Róberta Kalábera zasłużyli na dzisiejszy triumf. Grali ofiarnie, wykreowali sobie więcej groźniejszych okazji, a w końcówce wykazali się stalowymi nerwami. Za pierwsze piętnaście minut tego starcia należy im się kilka cierpkich słów, bo zbyt łatwo dali sobie narzucić styl gry rywala. Swoje w bramce zrobił Linus Lundin, który obronił 40 z 42 uderzeń rywali, a w obronie pierwsze skrzypce grał Reece Scarlett. W roli kapitana dobrze odnalazł się Ville Heikkinen, który zdobył gola do pustej bramki i asystował przy trafieniu Miki Partanena.
Oświęcimianie przystąpili do spotkania w niemal niezmienionym składzie. Zabrakło tylko Radosława Galanta, który na rozgrzewce doznał drobnego urazu. Jego miejsce zajął Kacper Prokopiak. Z kolei w zespole GieKSy ponownie nie wystąpił Juho Koivusaari, a w trzeciej formacji zagrał dziś Lauri Huhdanpää.
Jeśli mielibyśmy jednym słowem opisać pierwszą odsłonę, użylibyśmy określenia dziwna. Gospodarze rozpoczęli ją bardzo apatycznie, popełniali proste błędy i mieli spore problemy z kreowaniem swoich akcji.
Goście – przeciwnie. W pierwszych minutach zyskali optyczną przewagę, którą w 6. minucie udokumentował Ian McNulty. Doświadczony Kanadyjczyk skutecznie poprawił uderzenie Jonasza Hofmana, które odbiło się od bandy za bramką i wróciło w pole. Prowadzenie Katowiczan mogło być wyższe, ale odrobiny szczęścia i precyzji zabrakło Albinowi Runessonowi, Jonaszowi Hofmanowi i Bartoszowi Fraszce. Krążek uderzony przez Szweda odbił się od podstawy bramki, jeden z bliźniaków huknął w poprzeczkę, a uderzenie „Frachola” sparował Linus Lundin.
Unia odpowiedziała w końcówce tercji, na dodatek z nawiązką. Najpierw do wyrównania doprowadził Samuel Petráš, który z najbliższej odległości poprawił próbę Romana Ráca, a niespełna minutę później Mika Partanen dał prowadzenie biało-niebieskim. Fiński skrzydłowy wykorzystał dobre dogranie Villego Heikkinena i uderzył z przestrzeni międzybulikowej.
Druga odsłona przyniosła prawdziwy rollercoaster. Początek należał do gospodarzy, a wynik mogli podwyższyć Ołeksandr Peresunko i Erik Ahopelto. Ukrainiec z bulika nieznacznie się pomylił, a uderzenie 29-letniego Fina Eliasson obronił… kaskiem.
Niewykorzystane okazje zemściły się w 30. minucie. Spod linii niebieskiej uderzył Jacob Lundegård, a guma najpierw odbiła się od pleksi, potem otarła się o górną siatkę bramki, aż w końcu na listę strzelców wpisał się Jean Dupuy, który uderzył z powietrza.
Ale zespół dowodzony przez Róberta Kalábera nie czekał długo z odpowiedzią. Już trzy minuty później Scarlett uderzył bez przyjęcia z linii niebieskiej, na bramkarzu GieKSy dobrze popracował Olsson Trkulja, który delikatnie zmienił tor lotu krążka, a Peresunko z najbliższej odległości skierował gumę do siatki. Trener Jacek Płachta poprosił o coach challenge, reklamując sędziom, że w tej sytuacji doszło do przeszkadzania Jesperowi Eliassonowi. Po krótkiej analizie sędzia Bartosz Kaczmarek wskazał na środek tafli.
Taki wynik utrzymał się do końcówki spotkania. Podopieczni Jacka Płachty rozpoczęli trzecią tercję z zamiarem odrobienia strat, ale ich plany popsuł Linus Lundin. 33-letni Szwed bronił jak natchniony, a sposobu na niego nie znaleźli Dupuy i Lundegård. Najefektowniejszą interwencją popisał się w 49. minucie, broniąc uderzenie z bliskiej odległości Patryka Wronki i dobitkę Stephena Andersona!
Swoje szanse mieli też gospodarze. Strzał Romana Ráca zatrzymał się na słupku, a krążek uderzony przez Reece’a Scarletta zatańczył w polu bramkowym i został wybity przez obrońców gości.
Na 146 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry trener Jacek Płachta wycofał bramkarza. Jednak ryzyko się nie opłaciło.Na 83 sekundy przed końcem pieczęć na zwycięstwie postawił Ville Heikkinen. Fiński środkowy umieścił gumę w pustej bramce, a kibice zgromadzeni na trybunach oszaleli ze szczęścia.
Unia wyrównała stan rywalizacji i znów wszystko zaczyna się od początku. Do finału awansuje zespół, który wygra dwa mecze.
Arcyważne zwycięstwo Unii. Finał o krok!
W piątym meczu półfinału play-off Unia Oświęcim pokonała na wyjeździe GKS Katowice 4:1 i potrzebuje już tylko jednego zwycięstwa, aby awansować do finału.
Tuż przed meczem gruchnęła informacja o tym, że w składzie nie znalazł się Jean Dupuy. Kanadyjczyk doznał urazu pleców, a jego miejsce w ataku z Patrykiem Wronką i Stephenem Andersonem zajął Mateusz Bepierszcz. W składzie GieKSy nie znalazł się też fiński napastnik Juho Koivusaari.
W ekipie Unii, podobnie jak w czwartym meczu tej serii, zabrakło kontuzjowanych Bartosza Florczaka, Martina Kasperlíka i Radosława Galanta, a także Romana Diukowa, który dochodzi do siebie po urazie. Funkcję kapitana przejął więc Ville Heikkinen.
Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy grali płynniej, dokładniej i wygrywali więcej pojedynków 1 na 1. Od 125 sekundy rywalizacji prowadzili już 1:0, bo sposób na Linusa Lundina znalazł Sam Coatta. 35-letni Amerykanin zachował się najsprytniej w zamieszaniu podbramkowym i zrobił użytek z dogrania Lauriego Huhdanpy.
W drugiej odsłonie sytuacja zmieniła się. To podopieczni Róberta Kalábera byli konkretniejsi w swoich poczynaniach i w 24. minucie wyrównali. Po sporym kotle pod katowicką bramką guma trafiła do Reece’a Scarletta, a ten huknął z korytarza międzybulikowego pod poprzeczkę.
Biało-niebiescy próbowali pójść za ciosem. Dobre okazje mieli Łukasz Krzemień, Jakub Kubeš i Joe Morrow, ale Jesper Eliasson pewnie obronił uderzenia pierwszego i drugiego, a po strzale Morrowa guma zatańczyła w polu bramkowym.
Później dwie szanse miał Mateusz Michalski. Najpierw pomknął lewym skrzydłem, zjechał do środka, ale nie zdołał zmieścić gumy między parkanami Linusa Lundina. Potem nie udało mu się przekierować krążka do odsłoniętej części bramki.
Jeszcze przed przerwą na prowadzenie wyszli goście. Mika Partanen wrzucił gumę na bramkę, a pechową interwencją popisał się Eliasson, który nabił Zacka Hoffmana i guma znalazła się w siatce.
W ostatniej części gry Oświęcimianie starali się przede wszystkim nie popełnić błędu i wybijać z rytmu Katowiczan. Czekali też na kontrę, po której mogliby zdobyć trzeciego gola i na dobrą sprawę przesądzić o losach spotkania.Ten moment nastąpił w 58. minucie. Ołeksandr Peresunko dograł do Nicka Moutreya, a ten wypuścił w bój Daniela Olssona Trkulję. Doświadczony Szwed nie kombinował, pociągnął z nadgarstka i guma trafiła w samo okienko.
Trener Jacek Płachta próbował ratować sytuację. Na 151 sekund przed końcem postawił wszystko na jedną kartę i zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza, alenie przyniósł on zamierzonego efektu. Na sekundę przed końcem regulaminowego czasu gry pieczęć na zwycięstwie postawił Erik Ahopelto, który umieścił gumę w pustej bramce.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze