Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice wicemistrzem Polski

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Ze względu na przerwę reprezentacyjną piłkarki kolejny mecz rozegrają 12 kwietnia na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. Piłkarka GieKSy Klaudia Słowińska strzeliła gola w meczu reprezentacji Polski. Piłkarze przegrali na wyjeździe z Pogonią Szczecin 0:4 (0:1). Rozegranie kolejnego meczu ligowego zaplanowano na sobotę 12 kwietnia o 14:45 z Puszczą Niepołomice na Nowej Bukowej.

W drużynie siatkarzy po spadku z PlusLigi, rozpoczęły się pierwsze ruchy transferowe. Przedłużono umowy z Bartłomiejem Krulickim i Krzysztofem Gibek.

Hokeiści zakończyli udział w rozgrywkach THL zdobywając srebrne medale. Ostatecznie w finale play-off przegrali z GKS-em Tychy 3:4. W ostatnich trzech spotkaniach GieKSa dwa razy wygrała: 3:1 i 3:0 oraz w siódmym meczu przegrała 2:4.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Domowe zwycięstwo z Bośnią i Hercegowiną 5:1

Reprezentacja Polski pokonała kadrę Bośni i Hercegowiny 5:1 w kolejnym grupowym meczu w ramach kobiecej Ligi Narodów. Bramki dla naszej kadry na stadionie w Gdańsku zdobywały Adriana Achcińska, Martyna Wiankowska, Klaudia Słowińska i dwukrotnie Ewa Pajor.

[…] W 70. minucie zagrożenie pod bramką przyjezdnych stworzył duet Pajor-Jedlińska, po szybkiej wymianie podań na jeden kontakt wprowadzona chwilę wcześniej na murawę Jedlińska stanęła przed okazją na pokonanie Hodzic, ale bramkarka Bośniaczek stanęła na wysokości zadania i zapobiegła utracie gola. Siedem minut później golkiperka kadry Bośni i Hercegowiny była już bezradna, po tym jak niefortunną interwencję przy próbie przecięcia dośrodkowania Pajor zanotowała Andrea Gavrić. Futbolówka spadła wprost na nogę Klaudii Słowińskiej, a ta dopełniła formalności.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – 5 sezonów w składzie i będzie kolejny. GKS Katowice odsłonił pierwszą kartę

GKS Katowice zaczął odsłaniać pierwsze karty w składzie na sezon 2025/2026. W I lidze w jego barwach zagra Bartłomiej Krulicki. Dla 31-letniego środkowego będzie to już szósty sezon w zespole z Górnego Śląska – poinformowano na stronie internetowej klubu.

Po spadku z PlusLigi w GKS-ie Katowice zachodzą spore zmiany. Wiadomo już, że w jego składzie w I lidze nie zagra aż 7 zawodników. Wśród nich są: Joshua Tuaniga, Aymen Bouguerra, Bartosz Gomułka, Jewgienij Kisiluk, Alexander Berger, Łukasz Usowicz, a także Bartosz Mariański. Po rozstaniu z siatkarzami przyszedł czas na przedłużenia umów. Działacze GKS-u doszli do porozumienia z Bartłomiejem Krulickim, który nadal będzie bronił barw GKS-u.

Bartłomiej Krulicki wcześniej w katowickim klubie występował w latach 2016-2019, a następnie wrócił do siatkarskiej GieKSy w 2023 roku po czteroletnim okresie występów dla Asseco Resovii Rzeszów i jak do tej pory zanotował łącznie 135 plusligowych występów w barwach siatkarskiej GieKSy. W kończącym się sezonie rozegrał 28 spotkań i zdobył w nich łącznie 192 punktów, w tym 63 blokiem, co dało mu miejsce w czołowej dziesiątce najlepiej blokujących graczy w fazie zasadniczej sezonu 2024/2025 PlusLigi.

– Można powiedzieć, że Bartek staje się powoli prawdziwą ikoną GKS-u Katowice. Nie ma w składzie drugiego zawodnika z takim stażem gry w naszym Klubie. Nie ukrywamy, że Bartłomiej miał propozycje z kilku mocnych klubów PlusLigi, ale mimo to zdecydował się pozostać w Katowicach i pomóc zespołowi w walce o powrót do siatkarskiej elity, z czego bardzo się cieszymy – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice, Jakub Bochenek.

polsatsport.pl – W przyszłym sezonie chcą wygrać ligę! Polski klub zatrzymał kolejnego siatkarza

GKS Katowice spadł z PlusLigi, ale chce szybko do niej wrócić. Jednym ze sposobów na wygranie pierwszej ligi ma być zatrzymanie kilku czołowych i doświadczonych graczy. Właśnie ogłoszono, że barwy katowickiego klubu będzie w przyszłym sezonie reprezentował Krzysztof Gibek. To kolejne przedłużenie kontraktu, bo wcześniej pojawiła się informacja, że w drużynie pozostanie Bartłomiej Krulicki.

Krzysztof Gibek (rocznik 1992) w swej dotychczasowej karierze występował m.in. w klubach AZS Politechnika Opolska, KPS Siedlce (2016–19), Gwardia Wrocław (2019–21), Norwid Częstochowa (2021–23, triumf w rozgrywkach I ligi 2023) i KKS Mickiewicz Kluczbork (2023–24). W lipcu 2024 roku dołączył do składu GKS Katowice, dla którego zagrał w 28 spotkaniach PlusLigi w sezonie 2024/25, zdobywając w nich łącznie 19 punktów, w tym siedem zagrywką.

– Krzysztof Gibek to synonim profesjonalnego podejścia do swojej pracy. To zawodnik zawsze zaangażowany na sto procent i chcący wnieść jak najwięcej do zespołu. Krzysztof wielokrotnie pomagał drużynie, choćby swoim popisowym elementem, czyli zagrywką. Cieszymy się, że z nami zostaje, zwłaszcza że to jeden z tych zawodników, którzy bardzo dobrze znają pierwszoligowe realia. Obecność Krzysztofa usprawni nasze poruszanie się w tym środowisku i głęboko wierzę, że będzie on świętował po raz drugi w karierze triumf na tym szczeblu rozgrywkowym, tym razem z naszym Klubem – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GieKSy Jakub Bochenek.

 

HOKEJ

hokej.net – Szampany nie wystrzeliły! Kanadyjskie przebudzenie. Katowiczanie zerwali się ze stryczka

To jeszcze nie koniec! W piątym meczu finału GKS Katowice pokonał na wyjeździe GKS Tychy 3:1. Tym samym podopieczni Pekki Tirkkonena ponieśli pierwszą porażkę na własnym lodzie w tegorocznej fazie play-off! Katowiczanie o wyrównanie losów rywalizacji powalczą w sobotę w „Satelicie”.

Tyscy kibice wypełnili Stadion Zimowy do ostatniego miejsca i liczyli, że po meczu będą mogli świętować ze swoim zespołem zdobycie szóstego w historii tytułu mistrzowskiego. Ale ich ulubieńcy nie zagrali dziś tak dobrze, jak w dwóch pierwszych meczach tej serii. Popełniali proste błędy i była to woda na młyn dla zdeterminowanych gości.

W szeregach GieKSy błyszczeli Kanadyjczycy, którzy w ostatnich meczach byli skutecznie neutralizowani przez zwycięzców sezonu zasadniczego. Dwie bramki zdobył Stephen Anderson, a jedną Jean Dupuy. Swoje w bramce zrobił John Murray, który w całym spotkaniu obronił 44 strzały.

Oba zespoły przystąpiły do spotkania bez zmian w składzie, ale ich sytuacja tuż przed pierwszym wznowieniem była diametralnie inna. Katowiczanie byli „na musiku”i to oni w pierwszych minutach byli częściej przy krążku.

Z kolei tyszanie, dzięki prowadzeniu w serii, mogli rozpocząć nieco spokojniej i poczekać na dobrą okazję. Ta przydarzyła się w 14. minucie. Wszystko zaczęło się od przeszywającego zagrania Valtteriego Kakkonena do Rasmusa Heljanki. Fiński skrzydłowy długo się nie zastanawiał i uderzył z niemal zerowego kąta, a guma odbiła się od słupka. Najszybciej dopadł do niej Filip Komorski, który z bliska posłał gumę do siatki. Kibice zgromadzeni na Stadionie Zimowym oszaleli ze szczęścia.

W drugiej odsłonie gospodarze mogli odskoczyć na dwie bramki, ale dobrych szans nie wykorzystali Bartłomiej Pociecha i Daņiła Larionovs. W obu przypadkach stoickim spokojem i znakomitym refleksem popisał się John Murray. Reprezentant Polski nakręcał się z każdą udaną interwencją, budując swoją pewność siebie.

W 33. minucie sygnał ostrzegawczy wysłał gospodarzom Jean Dupuy. Kanadyjski skrzydłowy przechwycił krążek, ale w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać Tomáša Fučíka. Ale miejscowi nie wyciągnęli z tego ostrzeżenia odpowiednich wniosków. Gdy sędziowie sygnalizowali karę dla Matiasa Lehtonena, katowiczanie ruszyli do ataku. Uderzenie Santeriego Koponena zostało co prawda zablokowane, ale dobitka Stephana Andersona znalazła drogę do siatki. Było 1:1.

Ten gol był zastrzykiem pewności siebie dla ekipy dowodzonej przez Jacka Płachtę, a gospodarze chwilę później złapali karę techniczną. Okres gry w przewadze na gola zamienił Jean Dupuy, popisując się niezwykle precyzyjnym uderzeniem z nadgarstka. Guma trafiła w samo okienko!

Podopieczni Pekki Tirkkonena w trzeciej tercji próbowali gonić wynik, ale GieKSa dobrze się broniła i mogła liczyć na świetnie dysponowanego Johna Murraya. „Jasiek Murarz” zatrzymał dwa kąśliwe uderzenia Alana Łyszczarczyka.

De facto o losach spotkania przesądziło trafienie Stephena Andersona z 45. minuty. To był sprawnie wyprowadzony kontratak, można by rzec – klasyka gatunku.

Później hokeiści GKS-u Tychy jeszcze dwukrotnie grali w przewadze, ale nie potrafili zrobić z nich użytku, choć pod bramką strzeżoną przez Murraya mocno się kotłowało. Zmiany rezultatu nie przyniósł też manewr z wycofaniem bramkarza, wykonany przez trenera Tirkkonena na nieco ponad dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry.

Memory, find, Pasiut-Wronka-Murray i wszystko jasne! GieKSa wywalczyła siódmy mecz!

Siódmy mecz będzie potrzebny, by wyłonić tegorocznego Mistrza Polski. Hokeiści GKS-u Katowice zwyciężyli w szóstym meczu finałowej batalii z GKS-em Tychy 3:0 i wyrównali stan rywalizacji na 3:3. O zwycięstwie katowiczan przesądzili ich liderzy, w ofensywie duet Pasiut-Wronka, a w bramce świetnie spisywał się John Murray, który wyzerował rywali. Mecz o tytuł w poniedziałek w Tychach.

Lepiej spotkanie rozpoczęli gospodarze. Podopieczni Jacka Płachty, rozpromieni ostatnim zwycięstwem w Tychach i ze świadomością noża na gardle otwarli spotkanie nieco bardziej optymistycznie.

Katowiczanie mieli optyczną przewagę, sęk w tym, że nie zdobyli, mimo kilku świetnych okazji w pierwszych minutach starcia, goście byli jednak czujni, a dodatkowo pomagało im szczęściu, jak w przypadku strzału Kallionkielego, który zakończył swoją podróż na słupku bramki Tomáša Fučíka.

Tyszanie po początkowej drzemce, przebudzili się na dobre mniej więcej w połowie pierwszej odsłony i również mieli swoje okazje bramkowe, jednak i gospodarzom pomogło szczęście w postaci obramowania bramki Murraya po strzale Jony Moonto.

W końcówce pierwszej tercji gra nieco się uspokoiła i bloki defensywne obu ekip skutecznie zabezpieczyły swoje strefy obronne. Na nieco ponad minutą do końca pierwszej odsłony mieliśmy okazję zobaczyć pierwsze wykluczenie.

To gospodarze, jako pierwsi dopuścili się przewinienia, ale zrehabilitowali się i nie dali gościom z Tychów wielu szans na strzelenie bramki, podczas liczebnej zarówno w końcówce pierwszej części, jak i na początku kolejnej tercji.

Druga odsłona nie przyniosła wielu zmian w obrazie gry, z tym że mecz dużo bardziej się wyrównał. Akcje przenosiły się spod jednej do drugiej bramki, ale brakowało konkretów.

Gra była bardzo płynna i nie było zbyt wielu przerw w grze, nie było też wielu okazji strzeleckich, a gdy już tylko pojawiała się jakaś luka w szykach defensywnych, to bardzo skuteczni w bramkach byli Murray i Fučík.

Tym razem jednak to tyszanie mieli więcej z gry na początku odsłony, a miejscowi z Katowic złapali swój rytm w drugiej połowie tej odsłony, kiedy to raz za razem podopieczni trenera Płachty zagrażali Fučíkowi i trzeba przyznać, że tyski golkiper miał wydatny wpływ na utrzymanie bezbramkowego rezultatu przed finałową odsłoną.

Wiadomo było, że przy takim przebiegu spotkania, każda bramka w ostatniej tercji może okazać się być tą na wagę zwycięstwa w tym starciu i na pewno obie ekipy były wyczulone przez trenerów, żeby przede wszystkim nie popełnić błędu.

Ten błąd jednak się pojawił i pojawił się po stronie gości, a konkretnie Allena. Strata w strefie neutralnej, do gumy dopadł Grzegorz Pasiut, który wraz z Patrykiem Wronką ruszył do kontry dwóch na jednego, świetne podanie “Profesora” wykończył popularny “Wronczes” i otworzył wynik spotkania pięknym strzałem w okienko.

Posypała się gra tyskich zawodników od tego momentu, kilka minut później zrobiło się już bardzo źle dla przyjezdnych i znów w rolach głównych duet Wronka-Pasiut. Tym razem to Wronka podawał do doświadczonego reprezentanta Polski, który sprytnym strzałem z półobrotu znalazł lukę między parkanami Fučíka i wprawił po raz drugi w euforię publikę w Satelicie.

Sytuacja okazała się być na tyle trudna, że już nie do uratowania, nie pomogła nawet gra w przewadze, gdzie świetnie spisywał się John Murray, również w końcówce przy tyskiej grze bez bramkarza, golkiper GKS-u Katowice nie dał się zaskoczyć.

Manewr z wycofaniem Fučíka nie przyniósł wyrównania, a przyniósł śmierć tyskich nadziei na korzystny wynik w tym starciu, bo Steven Anderson umieścił gumę w pustej siatce i ustalił wynik spotkania na 3:0.

Dzięki fenomenalnej postawie swoich liderów, katowiczanie wywalczyli decydujący mecz o mistrzostwie w Tychach i to właśnie w poniedziałek rozstrzygną się dopiero losy tegorocznego tytułu.

Szósty tytuł mistrzowski i podwójna korona! Tyszanie spełnili marzenie

Wykonało się! Po siedmiu meczach finału play-off w końcu poznaliśmy mistrza Polski sezonu 2024/2025. Został nim GKS Tychy, który pokonał dziś GKS Katowice 4:2.

[…] Siódmy mecz był prawdziwym thrillerem. Na lodzie momentami aż kipiało od testosteronu, a zawodnicy obu ekip nie szczędzili sobie razów. Jeśli chodzi o hokejowe konkrety, to znacznie więcej zaprezentowali ich gospodarze. O losach spotkania przesądziła druga tercja, w której gospodarze dwukrotnie znaleźli sposób na Johna Murraya. Ale po kolei.

Obie drużyny przystąpiły do spotkania w tych samych składach, co w meczu numer sześć. Trybuny Stadionu Zimowego szczelnie wypełniły się do ostatniego miejsca, ale miejscowa publika wraz ze swoimi ulubieńcami szybko musiała przełknąć gorzką pigułkę. W 4. minucie sposób na Tomáša Fučíka znalazł Jean Dupuy, który z najbliższej odległości przekierował do bramki krążek zagrany przez Grzegorza Pasiuta.

Ale tyszanie, którym w ostatnich dwóch starciach zarzucano słabą skuteczność, w końcu znaleźli sposób na Johna Murraya. Golkipera GieKSy z najbliższej odległości pokonał Filip Komorski, który zmienił tor lotu krążka po uderzeniu Alana Łyszczarczyka. Był to pierwszy gol podopiecznych Pekki Tirkkonena od 116 minut i 29 sekund!

Gospodarze byli aktywniejsi w ataku i oddawali więcej strzałów, ale do końca pierwszej odsłony wynik nie zmienił się.

Milowy krok w kierunku zwycięstwa w tym spotkaniu zwycięzcy sezonu zasadniczego zrobili po zmianie stron. W ciągu zaledwie 99 sekund zdobyli dwie bramki, które zbiły katowiczan z pantałyku.

Najpierw John Murray nie zdołał zamrozić krążka, więc pracujący przed bramką Mark Viitanen wepchnął gumę do siatki z najbliższej odległości. Trener Jacek Płachta poprosił o challenge, sugerując, że rywale przeszkadzali „Jaśkowi Murarzowi” w wykonaniu skutecznej interwencji. Jednak na niewiele się to zdało. Sędziowie po obejrzeniu materiału wideo pewnym ruchem wskazali na środek tafli.

Efektowniejsze było trafienie Mateusza Bryka, który – po podaniu Bartłomieja Jeziorskiego z prawego skrzydła – popisał się przepięknym uderzeniem z nadgarstka.

Katowiczanie musieli zagrać odważniej i zaatakować. Jeszcze przed końcem drugiej tercji stworzyli sobie dwie dobre okazje. Najpierw katowickim obrońcom urwał się Brandon Magee, który nie zdołał zaskoczyć Tomáša Fučika. Chwilę później golkiper tyszan w efektowny sposób obronił uderzenie Marcusa Kallionkieliego.

Goście w trzeciej odsłonie oddali więcej strzałów, ale mieli spory problem ze znalezieniem sposobu na tyskiego golkipera, który bronił bardzo pewnie. Powodzenia nie przyniósł im tez okres gry w przewadze.

Na 234 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry Jacek Płachta zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza i chwilę później jego zespół zdobył kontaktowego gola. Spod linii niebieskiej uderzył Jean Dupuy, a guma odbiła się jeszcze od rękawicy Filipa Komorskiego i znalazła się w siatce.

Szkoleniowiec GieKSy znów zagrał va banque, ale tym razem nie przyniósł on wyrównującego gola. Przeciwnie gumę przejął Alan Łyszczarczyk i dograł do Rasmusa Heljanki. Fiński skrzydłowy położył pieczęć na zwycięstwie i tytule mistrzowskim.

wkatowicach.eu – Hokejowy GKS Katowice wicemistrzem Polski

W poniedziałek, 7 kwietnia, rozstrzygnął się wynik play-offów Polskiej Hokej Ligii. GKS Katowice zmierzył się z GKS-em Tychy na Stadionie Zimowym w Tychach. Niestety GieKSie nie udało się wygrać finałowego siódmego meczu, który zakończył się wynikiem 4:2. GKS Katowice został wicemistrzem Polski.

[…] Od początku na lodowisku były wielkie emocje. Obie drużyny ostro walczyły o krążek. Pierwszą bramkę w 4. minucie strzelił Jean Dupuy po pięknym zagraniu Grzegorza Pasiuta. Chwilę później zakotłowało się pod naszą bramką, ale rywalom nie udało się strzelić gola. Niestety w 10. minucie meczu tyszanie wyrównali. Do bramki GKS-u Katowice celnie strzelił Filip Komorski. Kilka razy kotłowało się przy bramce GieKSy, ale na szczęście bez gola. Ostatecznie 1. tercja zakończyła się wynikiem 1:1.

Druga tercja rozpoczęła się intensywnie. Murray jak zwykle stanął na wysokości zadania. Doszło do potyczki Allena i Dupuy’a – otrzymali karę na 2 minuty. Viitanen strzelił bramkę dla tyszan w 28. minucie. Trener GieKSy zgłosił challenge, ale nie został uznany. Trzecia bramka dla tyszan padła w 31. minucie. Trafił Bryk. W 35. minucie była szansa na bramkę dla nas jednak Fucik obronił nasz strzał. Piękna akcja katowiczan w 38. minucie, ale niestety nie udało się trafić do bramki. 2. tercja zakończyła się wynikiem 3:1 dla GKS-u Tychy.

GKS Katowice miał sporo do nadrobienia w trzeciej tercji meczu. W jej pierwszej połowie było kilka ciekawych akcji, ale nikt nie strzelił bramki. W 52. minucie Tychy otrzymały karę, więc GieKSa przez dwie minuty grała w przewadze. Nie udało się jednak tego wykorzystać. Dupuy trafił bramkę dla GKS Katowice w 57. minucie. Ostatnie minuty meczu były bardzo emocjonalne. W ostatniej minucie padła niestety jeszcze bramka od Heljanko dla tyszan.

Mecz zakończył się wynikiem 4:2. GKS Katowice został wicemistrzem Polski.

Po niesamowitej walce, pełnej emocji, pasji i hokejowego serca, GieKSa zdobywa tytuł Wicemistrza Polski w TAURON Hokej Lidze!

Hokej w naszym mieście to historia, tradycja i duma – a dziś dopisujemy kolejny ważny rozdział. Dziękuję najlepszym kibicom, to dzięki Wam ten zespół gra z takim ogniem! Zawsze z nami, na dobre i na złe. Trzy kolory jedno serce!

przekazał obecny na meczu prezydent Katowic, Marcin Krupa

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga