Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd doniesień mediów na temat GieKSy: CLJ U15: GieKSa i Stomil w finale!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Po zakończeniu sezonu 2020/21 w sekcjach piłki nożnej, siatkarskiej i hokejowej trwają ruchy/rozmowy kadrowe przed startem nowego sezonu.

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Oficjalnie: Bińkowska w GieKSie

Potwierdziły się nasze informacje, jakie podawaliśmy już w godzinach porannych. Nową zawodniczką katowickiej GieKSy została Amelia Bińkowska. 19-latka podpisała dwuletni kontrakt z klubem ze Stolicy Górnego Śląska.

Ofensywna zawodniczka jest wychowanką Olimpii Szczecin, zapracowała w jej barwach na powołanie do seniorskiej kadry Polski. W ubiegłym sezonie zdobyła pięć goli w Ekstralidze.

 

CLJ U15: GieKSa i Stomil w finale!

W weekend zostały rozegrane półfinałowe spotkania Centralnej Ligi Juniorek U15. W sobotę w Lublinie Perły uległy u siebie piłkarką Stomilu Olsztyn 0:3, a w niedzielę po pasjonującym spotkaniu GieKSa wygrała w Gdańsku 4:2 z Lotosem.

Finał już za tydzień na neutralnym terenie. Zwycięzca zgarnie tytuł Mistrza Polski i dziesięć tysięcy złotych, a przegrany zdobędzie tytuł wicemistrza i w nagrodę otrzyma pięć tysięcy złotych.

PÓŁFINAŁY

Perły Lubin vs AS Stomil Olsztyn 0:3

AP Lotos Gdańsk vs GKS GieKSa Katowice 2:4

FINAŁ

sobota – 26.06.2021

AS Stomil Olsztyn vs GKS GieKSa Katowice

 

kobiecyfutbol.pl – Drugi letni transfer GKS-u Katowice!

Po pozyskaniu Amelii Bińkowskiej, GKS Katowice postanowił wzmocnić w tym okienku także swoją pomoc. Roczny kontrakt z opcją przedłużenia o kolejnych 12 miesięcy podpisała Matylda Bujak.

20-latka była w ostatnich dwóch sezonach piłkarką Medyka Konin. W minionym sezonie nie zagrała jednak żadnego meczu w Ekstralidze, choć siedmiokrotnie przesiedziała cały mecz koninianek na ławce rezerwowych. Na grę uniwersalna pomocniczka mogła liczyć jedynie w drugoligowych rezerwach. Tam jej bilans z kampanii 2020/2021 to 19 meczów i 5 goli.

– Matylda może występować na bokach pomocy, jak i w środku. Bardzo pozytywnie wypadła podczas trzech dni treningów z naszym zespołem. Ma naprawdę spory potencjał. Liczę na to, że w kolejnym sezonie będzie regularnie występowała i mocno się rozwinie – powiedział trener Witold Zając w rozmowie z klubową stroną.

To drugi letni transfer GieKSy. Wczoraj klub oficjalnie potwierdził zakontraktowanie grającej dotychczas w Olimpii Szczecin Amelii Bińkowskiej, o czym pisaliśmy TUTAJ. Drużynę w tym okienku opuściły natomiast Zofia Buszewska, Klaudia Miłek oraz Jessica Ludwiczak. Pierwsza oficjalnie nie ogłosiła jeszcze swojego nowego pracodawcy, Ludwiczak przeniosła się natomiast do AP LOTOS Gdańsk, a Miłek do Górnika Łęczna.

– Bardzo się cieszę, że będę występowała w barwach GKS-u Katowice. Dla mnie to nowe wyzwanie i jestem bardzo podekscytowana tym, co przed nami. Cały czas chcę się rozwijać i będę tutaj miała do tego odpowiednie warunki – powiedziała po podpisaniu kontraktu nowa piłkarka klubu z Katowic, który sezon zakończył na 6. miejscu w tabeli Ekstraligi.

 

sportdziennik.com – Rafał Górak na dłużej w GieKSie

Władze GKS-u Katowice poinformowały, że od 1 lipca 2021 roku w życie wejdzie zapis gwarantujący przedłużenie dotychczasowego kontraktu szkoleniowca.

Rafał Górak jest trenerem GieKSy od czerwca 2019 r. W ciągu dwóch sezonów awansował z klubem do Fortuna 1. Ligi.

Tym samym 48-letni szkoleniowiec zrealizował postawiony przed nim cel.

 

Pierwsi piłkarze odchodzą z GieKSy

To było do przewidzenia, że po awansie na zaplecze ekstraklasy w GKS-ie Katowice dojdzie do ruchów kadrowych w szatni. Zapadły pierwsze decyzje.

GKS Katowice ogłosił w środę, że klub opuści trzech piłkarzy. Chodzi o Michała Gałeckiego, Piotra Kurbiela i Bartosza Mrozka.

Dwaj pierwsi odchodzą, gdyż klub z Bukowej nie przedłuży umów, które kończą się 30 czerwca. Z kolei Bartosz Mrozek wraca do Lecha Poznań, gdyż mija okres jego wypożyczenia.

Wszyscy odchodzący zawodnicy zaliczyli w udanym dla GieKSy sezonie sporo występów. Gałecki – 31 meczów i 2 bramki, Kurbiel – 23 mecze i jeden gol, Mrozek bronił bramki w 31 meczach.

 

sportslaski.pl – W Katowicach pierwsze pożegnania. Włodarek dołączy do sztabu?

Nie próżnują po awansie do Fortuna I ligi przedstawiciele GKS Katowice. W stolicy Górnego Śląska w pierwszej kolejności chcą uporządkować sprawy związane z obecną kadrą, ale na wzmocnienia także przyjdzie czas. Obecnie trwają w tej sprawie już rozmowy.

[…] Z kolei w piątkowe popołudnie, klub poinformował również o automatycznym przedłużeniu współpracy rok z dwoma pomocnikami: Arkadiuszem Woźniakiem i Marcinem Urynowiczem. Obaj zawodnicy byli ważnymi ogniwami zespołu w minionym sezonie i zdecydowanie wnieśli spory wkład w wywalczony powrót na zaplecze Ekstraklasy. 31-letni Woźniak zaliczył 34 występy i zdobył 12 goli. Szczególny popis dał w meczu pieczętującym promocję ze Stalą Rzeszów Udany sezon ma także za sobą sześć lat młodszy Urynowicz. Środkowy pomocnik zagrał 35 razy i strzelił 14 goli, dzięki czemu zdołał zapisać na swoim koncie tytuł najskuteczniejszego zawodnika GKS-u minionego sezonu.

Delikatne zmiany będą także w sztabie trenerskim klubu z Bukowej. Szkoleniowcem, po wykonanym zadaniu i awansie na piłkarskie zaplecze, nadal będzie Rafał Górak. Wraz z lipcem wejdzie w życie zapis gwarantujący przedłużenie kontraktu trenera. Przypomnijmy, 48-letni szkoleniowiec prowadzi GKS dwa lata. W pierwszym sezonie niewiele zabrakło, by awansować do Fortuna I ligi – katowiczanie wówczas odpadli w barażach – natomiast drugie podejście było już skuteczne. Katowiczanie zakończyli rozgrywki na drugim miejscu.

Z klubem rozstał się już natomiast Dawid Szwarga. Pełnił on w klubie funkcję asystenta trenera Góraka. Na Bukowej pracował od 2018 roku. Obecny kontrakt po tym sezonie nie zostanie przedłużony. Wśród jego następców wymienia się przede wszystkim Tomasza Włodarka. 34-letni szkoleniowiec z Jastrzębia – Zdroju w ostatnich latach przede wszystkim pracował jako trener – analityk, zarówno w reprezentacjach młodzieżowych, jak i w klubach.  W minionym sezonie był w sztabie Widzewa Łódź.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Nowy środkowy w GKS-ie Katowice

Nowym środkowym siatkarskiego GKS-u Katowice został Piotr Hain. W minionych rozgrywkach zawodnik reprezentował barwy Asseco Resovii Rzeszów. W ostatnim sezonie wystąpił w 22 ligowych spotkaniach, w których zdobył 55 punktów (43 atakiem i 12 blokiem).

30-letni siatkarz urodzony w Tarnowskich Górach zaczynał swoją sportową przygodę od gry w rodzinnego Lublińca STS Victorii, z której trafił do Delic-Polu Norwida Częstochowa, by następnie dostać się do najważniejszego ośrodka szkoleniowego siatkarskiej młodzieży w Polsce, czyli SMS-u PZPS Spała.

W kategoriach młodzieżowych Hain sięgnął po złoto Turnieju Wschodnioeuropejskiego Związku Piłki Siatkowej EEVZA i Olimpijskiego Festiwalu Młodzieży, a w kraju po dwa srebrne medale mistrzostw Polski juniorów i brązowy medal MP kadetów.

Pierwszym Plusligowym klubem nowego zawodnika GKS-u był Indykpol AZS Olsztyn, w którym spędził pięć sezonów (2010-2015). W kolejnych latach Piotr Hain reprezentował barwy Jastrzębskiego Węgla (2015-2016, 2018-2020), z którym sięgnął po brąz PlusLigi w 2019 roku, a także Cuprum Lubin (2016-2018), zaś jego ostatnim klubem była Asseco Resovia Rzeszów. W ostatnim sezonie Hain wystąpił w 22 ligowych spotkaniach, w których zdobył 55 punktów (43 atakiem i 12 blokiem).

– Piotr Hain bez cienia wątpliwości będzie wielkim wzmocnieniem GieKSy na środku siatki. To doświadczony zawodnik, który grał w topowych polskich klubach. W ostatnich sezonach może nie miał zbyt wielu okazji do gry, ale jestem przekonany, że w Katowicach pokaże pełnię swojej sportowej jakości. Bardzo na to liczymy i cieszymy się, że dołącza do naszego zespołu – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GieKSy Jakub Bochenek.

 

HOKEJ

hokej.net – Hokejowe czwartki?

Czeka nas mała modyfikacja terminarza spotkań Polskiej Hokej Ligi. Szefostwo spółki, sprawujące pieczę nad rozgrywkami, chce, aby jeden z zaplanowanych na piątek meczów był rozegrany dzień wcześniej.

Sezon zasadniczy ma liczyć 40 spotkań. Oczywiście pod warunkiem, że do PHL przystąpi dziewięć drużyn i polscy hokeiści nie wywalczą przepustki na Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Władze spółki PHL chcą wprowadzić w nowym sezonie kilka innowacji.

Jednym z głównych pomysłów jest lepsze wykorzystanie platformy Polski Hokej TV. Plany hokejowej centrali są takie, aby jeden mecz z zaplanowanej na piątek kolejki był rozgrywany wcześniej, a mianowicie w czwartek o godzinie 18:30.

– To spotkanie kibice obejrzeliby za darmo – podkreśla Mirosław Minkina, prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie.

– Oczywiście szefostwo spółki PHL wypłaciłoby klubom za te mecze stosowną rekompensatę. Myślę, że to ciekawa inicjatywa, która pozwoliłaby dotrzeć do nowych kibiców, a może nawet sponsorów. Czwartek nie jest dniem, w którym odbywa się wiele wydarzeń sportowych. I to może być dla nas szansa – dodaje.

Szefostwo hokejowej centrali pierwotnie chciało, aby transmisje z meczów PHL realizowały regionalne ośrodki Telewizji Polskiej. Takie rozwiązanie okazało się zbyt drogie na obecne możliwości finansowe hokejowej centrali.

 

Górale zostają w GieKSie

Obrońca Patryk Wajda i skrzydłowy Mateusz Michalski zostają w drużynie GKS-u Katowice. Urodzeni w Nowym Targu zawodnicy podpisali dziś nowe kontrakty.

– Zarówno Patryk Wajda, jak i Mateusz Michalski byli mocnymi punktami naszego zespołu w poprzednich sezonach. W dalszym ciągu liczymy na ich bogate doświadczenie. W ich grze cenimy duże poświęcenie dla reszty zespołu oraz to, że nigdy nie schodzą poniżej solidnego poziomu – ocenił Roch Bogłowski, dyrektor sportowy hokejowej GieKSy.

Wajda w poprzednim sezonie rozegrał 39 punktów, w których zdobył 17 punktów za 6 bramek i 11 asyst. Na ławce kar spędził 20 minut, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na +8. Z GieKSą związał się roczną umową z opcją przedłużenia o kolejny sezon.

– Dobrze się czuję w klubie. W ostatnich dwóch sezonach wszystko było dobrze zorganizowane, dlatego chcę dalej kontynuować grę w barwach GieKSy. Znam trenera Jacka Płachtę i on także miał wpływ na moją decyzję. Nie mogę się już doczekać powrotu do pracy, bo w drużynie będzie wielu chłopaków, których dobrze znam – wyjaśnił 33-letni defensor.

Z kolei dwuletni kontrakt podpisał za to Michalski, który w poprzednim sezonie rozegrał 50 spotkań. Strzelił w nich 11 goli i zanotował 11 kluczowych zagrań. Jego statystyki uzupełnia bilans -5 w klasyfikacji plus/minus oraz 20 minut karnych.

– To będzie mój trzeci sezon w Katowicach i zawsze było mi tutaj dobrze. Jestem podekscytowany tym, co przed nami, zwłaszcza, że nigdy nie miałem przyjemności pracować z trenerem Jackiem Płachtą. Od chłopaków wiem, że jest dobrym specjalistą, więc decyzja była dla mnie prosta. Przed nami sporo pracy, by odpowiednio się przygotować do zmagań w kolejnym sezonie – stwierdził Mateusz Michalski.

Aktualna kadra GKS Katowice:

Bramkarz:

John Murray

Obrońcy:

Patryk Wajda, Jakub Wanacki, Dawid Musioł, Oskar Krawczyk.

Napastnicy:

Mateusz Bepierszcz, Bartosz Fraszko, Patryk Krężołek, Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka, Mateusz Michalski, Szymon Mularczyk.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga