Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Skowronek: „Kozioł ofiarny? -Tak właśnie się czułem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Minęło już trochę czasu od zwolnienia trenera Skowronka. Postanowiliśmy się spotkać z trenerem by porozmawiać o sytuacji jaka panowała w GieKSie. Poczytajcie co miał do powiedzenia trener.

Zacznijmy może od początku, gdy przychodził Pan do GieKSy i miał przed sobą okres przygotowawczy to czy dostał Pan wszystko to, czego oczekiwał w kontekście piłkarzy, przygotowań, treningów?

Prezes wiedział, że profesjonalnie podchodzę do tematu i sprostał moim oczekiwaniom. Pomógł mi finansowo w organizacji codziennego funkcjonowania zespołu. Nie mówimy tu jednak o cudach, tylko o podstawowych sprawach zawodowej piłki. Zdziwienie było duże kiedy np. prosiłem o zorganizowanie miejsca do pracy dla mnie i sztabu szkoleniowego czy np. skompletowanie sytemu Polar do monitoringu piłkarzy. Śmieszne tematy, ale nie wyglądało to profi. Przekonałem i codzienna robota funkcjonowała w dobrych warunkach. Zaklepano 10-cio dniowe zgrupowanie, na którym niczego mi nie brakowało czy wreszcie możliwość współpracy z firma „Sports Performance Bortnik”, a więc dogadywaliśmy się z zarządem.
Co do piłkarzy to przed zimą mieliśmy jeszcze 5 meczów, gdzie mogłem poznać i zobrazować sobie ten zespół. Zobaczyć , gdzie są największe dziury. Tych zawodników, których chciałem dostałem. Inną sprawą jest to, jakiebyły możliwości GieKSy. Pamiętajmy, że klub miał ciągle nadzór PZPNu. Braliśmy wolnych zawodników. Myślę, że z tych piłkarzy, których wzięliśmy, to z 70% kibiców mogła być zadowolona. Najważniejsze było to, żeby Ci zawodnicy się wkomponowali, bo papier przyjmie wszystko, a umiejętności i głowa, to nie wszystko co decyduje o sukcesie. Byłem zadowolony z transferów przed ligą, ale życie w niektórych przypadkach pokazało, że wybory nie były dobre.

Mógłby Pan zobrazować, kogoGieKSa nie wzięła, aby zobrazować sytuację kibicom?

Wszyscy chcieliśmy np. Plizgę. Myślę, że to nie była tylko decyzja zarządu, ale również samego Dawida. Byłem z nim w kontakcie i wydaje mi się, że można to było złapać i Plizga mógł grać w GieKSie. Chory przepis młodzieżowca wymuszał też wzmocnienie, dlatego chciałem Tomka Zająca z Wisły, z którym też nieraz rozmawiałem i był chętny do wspólnej roboty. Kontuzja Wołkowicza pokazała, że Gieksa ma duży problem z młodymi. Dalej nie chce punktować.
Wracając do wcześniejszego pytania, to jeśli chodzi o bramkę – Rudnicki pojawił się w momencie, w którym myśleliśmy o zmianie bramkarza. Wiedzieliśmy, że mamy duży problem z młodzieżowcami i miałem nadzieję, że Krystian będzie alternatywą. Rudnickiego znałem ze Szczecina, Kluczbork był dla niego mocnym krokiem w przód. Wiedziałem jak jest pracowity i jaki ma potencjał. Jego statystyki nie były przypadkowe i stąd decyzja, że go bierzemy. Słabą stroną GieKSy były boki obrony. W kręgu zawodników, którzy byli wolni wzięliśmy nasze „jedynki”. Jest Frańczak i Petasz – chciałem grać bokami, są to ofensywni zawodnicy, którzy lubią grę do przodu. Zabezpieczeniem dla ich gry miało być ustawianie defensywnych pomocników. Petasz i Frańczak mieli być bardzo ofensywnie grającymi obrońcami i z takiego układu byliśmy zadowoleni. Poza tym byli dla mnie alternatywami na skrzydłach. Leimonasa wzięliśmy, gdyż w środku brakowało piłkarzy o charakterystyce stricte defensywnego pomocnika. Drugą sprawą był brak stabilizacji w środku obrony, gdzie Jurkowski był kontuzjowany i długo nie grał. Leimonas był również opcją dla obrony. Znałem go z Widzewa i wiedziałem jak pracuje na treningach. Byłem przekonany, że zabezpieczy środek pola, zrobi różnicę w odbiorach w tej strefie i dobrymi podaniami pozwoli na szybszą grę na bokach. Povilas ma też dobry timing do gry w powietrzu, a więc myślałem też o stałych fragmentach gry w ataku i obronie. Z transferów byłem zadowolony, ale brakowało mi takiej „kierownicy” w tym zespole. Dlatego właśnie myśleliśmy o Plizdze. On dawał mnóstwo opcji , gdyż mógł grać podwieszony pod Goncerzem, moglibyśmy grać na dwóch napastników czy nawet użyć go, jako skrzydłowego. Takich uniwersalnych zawodników szukaliśmy. Chciałem, żeby kadra nie była szeroka, ale by podniosła się jej jakość. Frańczak na pewno jest wzmocnieniem, Leimonas również, Rudnicki nie otrzymał prawdziwej szansy, a Petasz no to się skompromitował.

Przychodził Pan w trudnym momencie do GieKSy. Czy w rozmowach z działaczami o planach, celach pojawiało się słowo awans? Publicznie, bowiem wszyscy go unikają.

Na pewno nie był to bardzo realny cel w tamtym momencie. Myślę, że zarząd zatrudnił mnie, gdyż byłem bardzo ambitnie nastawiony do zadań, które mnie czekały. Wierzyłem w dobrze przepracowaną zimę i w to, że odpalimy w pierwszych meczach. Gdybyśmy mocno zapunktowali, to myślę, że to włączenie się do walki byłoby realne. Dlatego przejawiało się słowo awans, ale w bardzo stonowanych nastrojach.

Pierwszy mecz na Sandecji przegrany pechowo, potem najlepszy mecz od dawna, czyli wygrana z Tychami. Proszę powiedzieć, czemu nie udało się powtórzyć takiego meczu z Tychami w kolejnych grach?

Bardzo dobre pytanie. Analizowałem dokładnie te wszystkie mecze i pełnej odpowiedzi na to pytanie nie otrzymałem. Mam tylko kilka spostrzeżeń. Kiedy oglądałem Gieksę nie wiedząc o tym, że będę jej trenerem, rzuciły mi się w oczy duże odległości w ustawieniu. Przed meczem z Sandecją miałem mało czasu, tylko 2 dni, ale pozwoliło mi to na na skrócenie dystansu pomiędzy formacjami. Dzięki temu byliśmy bliżej przeciwnika, ale też i siebie, dlatego łatwiej było o wzajemną asekurację. Późniejszy mecz z Tychami, to cały tydzień, w którym pracowaliśmy nad pressingiem, skracaniem dystansu i atakowaniem przeciwnika. Wytworzyła się również charakterologia tego zespołu, którą chciałem zbudować, ona mocno się w tym meczu zaznaczyła. Do tego doszedł czynnik w postaci otoczki meczu, dużego wsparcia kibiców oraz wewnętrznej motywacji piłkarzy. To wszystko spowodowało, że ten mecz tak wyglądał. To był dla nas kierunek i mocno wzorowaliśmy się na tym spotkaniu. Chcieliśmy to powielać w kolejnych meczach. Z Arką nasza gra w pewnych fragmentach nie wyglądała źle, nie tylko w kontekście pressingu. Mecz z Widzewem był przesłaby i nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Trening się nie zmienił, a wyglądaliśmy jak dzieci we mgle. Personalia się zmieniły, wypadli za kartki Goncerz i Cholerzyński, zawodnicy, którzy ciągnęli ten zespół do pressingu i może to był jeden z powodów dlaczego tak wyglądaliśmy. Mecz z Miedzią również nie był dobry pod tym względem, ale tutaj myślę, że waga tego spotkania nie pozwoliła na to, żeby być w pełni sobą. W tych dwóch meczach nie mogłem też być na ławce, miałem karę 2 meczy za Arkę. W okresie przygotowawczym wiele poświeciliśmy na to, aby wyglądać tak jak w meczu z Tychami, jednak z nowymi ludźmi nie zawiązało się to od początku .

Nie zawiązało się, bo nie są gotowi na taką grę czy gdzieś tam „im się nie chciało?”

Nie wierzę w to, że im się nie chciało. Cały plan taktyczny nie brał się z przypadku, wszystko było poddane analizie. Przejrzałem każdą straconą i strzeloną bramkę. Analizowałem dokładnie skąd biorą się takie a nie inne statystyki. Wiedziałem, że mamy problem w bronieniu w centralnym sektorze boiska, a przede wszystkim w świetle bramki. Masę czasu poświęciliśmy na to żeby to zmienić. Grę obronną trenowaliśmy nie tylko poprawiając złe rzeczy, ale chciałem zmienić Gieksę, dlatego sporo w treningu było skracania pola gry, oddalania jej od naszej bramki. Taka była moja koncepcja , bo nikt w I lidze nie lubi grać pod pressingiem. Tylko że taki pressing musi być zespołowy i zgadzam się, że czasem brakowało nam solidności w tym elemencie, tego żeby zaangażowało się w robotę 10 graczy a nie 4. Stąd potem problemy w tyłach, piłki za plecy obrońców, które robiły nam problem. Dziś niewiele bym zmienił, ale może bardziej bym szachował grając też niżej. Wynik, który nie nakręcił nas od początku też jakby tracił wiarę w grę takim pressingiem.

GieKSa na wiosnę grała w kratkę, Suwałki to jednak był od wielu lat najsłabszy mecz. Kary dla zawodników miały być wstrząsem, który jednak nie przyniósł efektów?

Jasne, że tak. Myślę, że szatnia nie udźwignęła tego karania. Z każdej strony była bombardowana i ta kara finansowa nie mogła dać pozytywnych efektów. Myślę, że w kryzysie nie zawsze bat, nie zawsze krzyk, a czasem wsparcie dla piłkarzy jest kluczowe, by wyjść ze słabszego momentu. Myślę, że tego zabrakło.

Czyli decyzja o karach nie była konsultowana z trenerem?

Nie. Decyzja została mi zakomunikowana i tyle.

Po Zagłębiu kary dla piłkarzy nie było, jedyną karą było zwolnienie trenera Skowronka. Czuł się Pan w tym momencie „kozłem ofiarnym”?

Tak, właśnie tak się czułem. Zgodziłem się na ten wywiad tylko dlatego, że kiedy się odezwałeś, czułem że kibice chcą wiedzieć coś więcej, ale nie mam zamiaru bronić tutaj swojej dupy. Zresztą wyniki niestety mi w tym nie pomogą. Myślę, że zabrakło konsekwencji w decyzyjności. Jeżeli podjęto pewne kroki 3 tygodnie wcześniej i uważano, że było to dobre rozwiązanie, to trzeba było być w tym konsekwentnym. Jeżeli chciano zwolnić trenera, to też uważam, że powinna byćw tym jakaś konsekwencja. Tutaj nie było np. 3-4 meczów przegranych z rzędu, kontrowersyjnych decyzji co do składu czy taktyki, zespół dobrze biegał, zero kontuzji itd. Wcześniej wygraliśmy w dobrym stylu trudny mentalnie mecz na Siedlcach. Oczywiście przeciwnik to nie ta skala, ale Pogoń walczyła o utrzymanie, o życie. Tam pierwszy raz w sezonie wygraliśmy mecz, w którym przegrywaliśmy. Brakowało mi takiej fali, która uzasadniałaby zrzucenie całej winy na trenera. Dosłownie dwie minuty po meczu z Zagłębiem ludzie z zarządu pytają mnie, co się dzieje? jakie wnioski? co robimy?Przecież tak samo jak oni dostałem w twarz w tym meczu i w takim momencie, to tylko pierdolnąć coś mocniejszego i spróbować się z tym przespać. Uważam, że było to słabe, rozsądniej jest usiąść i porozmawiać bez emocji w sobie. Wtedy najlepiej jest podjąć wspólnie racjonalne decyzje, co robić dalej. Trochę czuje się kozłem ofiarnym tego wszystkiego. 0:5, a tym bardziej u siebie jeszcze nie przeżyłem, ale nie pozwolono mi nawet z takiej sytuacji wyjść. Od razu był strzał i do widzenia.

13 meczów prowadził Pan zespół plus 3 miesiące okresu na przygotowań. To czas, w którym można poznać drużynę?

W futbolu na pewno jest, to krótki czas. Praca trenera to proces. Czasami są przykłady „czarodziejskiej różdżki”, ale to wszystko na krótką metę. Drugą sprawą jest poznanie zespołu. Kiedy jest dobrze to jest sielanka, alegdy są problemy, jest kryzys, to właśnie wtedy poznaje się ludzi i na to nie miałem czasu. Pół roku to nie jest czas gdzie można ocenić z dobrą wykładnią efekty pracy trenera. Można za to ocenić jak on pracuje, jaki jest jego styl. Prezes na zajęciach był często, dyrektor był zawsze. Do mojej pracy ze strony osób zarządzających klubem nie było nigdy zastrzeżeń. Dyrektor poznał koncepcję mojej pracy, był z tego zadowolony, wchodził w to wszystko i chciał się uczyć. Niestety, gdy zabrakło wyniku, to okazało się, że to wszystko jest złe.

Na ile odczuwał Pan wsparcie dyrektora sportowego oraz prezesa?

Na pewno prezes zatrudniając mnie przemyślał tą decyzję. Miał z nią określoną nadzieję, decydował się na zmianę by było lepiej w klubie. Wsparcie z jego strony czułem. Prezes jednak potrzebował wyniku na już, na teraz. Dlatego jego wsparcia, wspólnego deptania do sukcesu mi zabrakło. Dyrektor wszedł w zespół w trakcie rozgrywek, zapoznał się z moimi pomysłami na zespół. Był z tego mocno zadowolony, zadowolony z tego jaki miał sztab. Do tego dochodzą jednak mecze, presja, ciśnienie, wykonywanie zadań treningowych w meczu przez piłkarzy. Po samych meczach tego wsparcia z jego strony nie odczułem. Trzeba nauczyć się szerszego spojrzenia na problemy w piłce. To jest gra zespołowa, to jest boisko 110×68, a nie ring. Stąd myślę pojawił się moim zdaniem śmieszny wywiad trochę pod publiczkę, który mnie w tym utwierdził. ( Chodzi o wywiad dla naszej strony, który szeroko był komentowany przez media).

Wspomniał Pan, że coś by Pan zmienił w drużynie widząc, co się dzieje, ale ja mam wrażenie, że w pewnym momencie było to błędne koło. Miał Pan kontrakt do czerwca, przyszły mecze gdzie sezon był praktycznie zamknięty, czekał nas środek tabeli. Nie mógł Pan wprowadzać rezerwowych, bo ich nie ma, młodzież, jeśli się wyróżnia to przegrywając mecze i tak Pana zwolni prezes. Gra Pan tymi, co są, ale wyniki nie są zadowalające. Czuł się Pan zamknięty w opcjach? Również przez postawę zarządu gdzie nie było wiadomo, co dalej? Gdzie nie było decyzji jak np. z Moskalem rok temu, że on zostaje na nowy sezon?

Tak zabrakło mi takiego sygnału ze strony zarządu. Myślę, że gdyby było wsparcie z przekonaniem, że ufamy trenerowi, to tak by zrobili. Pole manewru było zawężone, ale nie narzekałem. Każdy punktuje, że młodzieży nie ma w składzie, ale to też jest proces. Trzeba zbudować bazę by tych wychowanków było jak najwięcej. Być może byłem w tej całej sytuacji trochę naiwny, pewne zdania były po prostu blefem i nie były poparte zdecydowaną diagnozą i decyzją prezesa. Myślę, że po 0:5 ludzie zarządzający GieKSą wystraszyli się i z trenerem nie chcieli rozmawiać. Żeby zareagować zareagowali w taki sposób, że mnie zwolnili. Mówiono, że zespół zaplątał się w walkę o utrzymanie, ale nie dano mi okazji do tego by z tego wyjść. Tabela była bardzo spłaszczona w jedną i drugą stronę, a zespół jest bardzo dobrze przygotowany do sezonu, dlatego nie kalkulują. Dobrze wyglądają w meczach, które prowadzi trener Piotr Piekarczyk, on sam podjął decyzje personalne, do których ja bym się mocno zbliżał.

My, jako redakcja jesteśmy nieco bliżej klubu, ale też nie mamy oglądu na wszystko. Proszę powiedzieć czy w rezerwach czy też w juniorach są w ogóle gracze, którzy mogą być sprawdzani w kontekście gry w I zespole?

Tego dziś nie widać, ale rozmawialiśmy o tym by w zespole grała młodzież. Był mocny przegląd zespołu Jacka Gorczycy. Młodzież była zapraszana na treningi i sparingi. Chciałem zbudować sobie obraz tych chłopaków, by zobaczyć czy mogą dać coś zespołowi na tle starszych kolegów. Sprawdzaliśmy kilku z nich, ale myślę, że Ci ludzie potrzebują czasu. Takim wyjątkiem, rodzynkiem, z którego na teraz można coś zrobić,uważam jest Szołtys. Rozwinął się fizycznie, taktycznie jest bardzo chłonny. Patrząc dalej, to ciężko znaleźć takie osoby na już. Z Markiem Oględzińskim, szefem akademii, mieliśmy plany i chcieliśmy wprowadzać dodatkowe zajęcia dla wyróżniających się zawodników, ale zabrakło nam czasu. Praca tej akademii idzie w dobrym kierunku, ludzie tam pracujący maja pojęcie o piłce, tylko znowu …. czas.

Z czego Pana zdaniem wynika problem rezerwowych w tym sezonie GieKSy?

Z jakości.

Jakości całej drużyny czy tych rezerwowych? Z rezerwy wchodzili z reguły Januszkiewicz, Czerwiński, Ceglarz, Kujawa, Bętkowski. Mieli 33 mecze.

A więc sporo szans. Nie może być mowy o słabej formie z powodu braku grania i spadku motywacji z tym związanego. Ci zawodnicy nie otrzymywali sporadycznych szans. Mieli dużo minut na pokazanie siebie, czasem przecież wychodzili w podstawowym składzie. Diagnoza jest jedna- jakość. W szatni nie można zrobić kolejnej rewolucji, to do niczego nie prowadzi, co pokazały wcześniejsze zmiany. Tam trzeba zrobić dobrą diagnozę i konkretną ewolucję.

Gdzie by Pan szukał zmian, jeśli chodzi o taką ewolucję gdyby to Pan mógł jeszcze decydować?

Mówiłem to prezesowi i dyrektorowi już wcześniej, gdzie trzeba szukać wzmocnień, miałem przygotowane nazwiska na budowanie tego zespołu. Szkielet, pion zespołu musi być doświadczony, bramkarz i napastnik zawsze dają punkty. Jeśli myśli się w nowym sezonie o awansie, to muszą być naprawdę dobrzy zawodnicy. Goncerz albo już przejdzie do ekstraklasy, ale potrzebuje w GieKSie rywala, który sprawi, że nie będzie stał w miejscu, by mógł się rozwijać. Do tego uważam, że potrzebne są zmiany na pozycji „8” i „10”. Brakowało mi ofensywnego i kreatywnego pomocnika w środku pola, więc grałem dwójką defensywnych pomocników. Brakowało mi otwierania gry na własnej połowie i przyśpieszania gry na połowie rywala. Tutaj szukałbym wzmocnień. Dalej szukałbym bocznych obrońców, aby móc przesunąć wyżej Frańczaka i Pietrzaka. Do tego na pewno można obudować fajną młodzież i taki schemat często się sprawdza. Sama młodzież jednak nie wystarczy, potrzeba zawodników top.

Brakowało Panu w tym zespole takich zawodników, których teraz chce dyrektor tzn. chamów i buców?

Rozumiem, o co chodzi dyrektorowi. Mnie też oto chodziło i wokół tego muszą być również zbudowane transfery zawodników. Nie tylko doświadczenie i umiejętności, ale również charyzma. To, że Pielorz poszedł do środka to nie tylko to, że on się tam lepiej czuje i daje więcej zespołowi, ale również pod takim kierunkiem, że w środku pola mogła być dzięki temu większa dawka tej charyzmy. Rzeczywiście na tą chwilę brakuje takich zawodników i to również potwierdzają statystyki. Do meczu z Siedlcami, gdzie skasowaliśmy 3 punkty po straconej jako pierwsi bramce, to nam się nie udawało. Mecz z Lubinem również to pokazał, przegrywamy 0:2 to szef drużyny bierze zespół do siebie i przekazuje, że zapierdalamy dalej. Ten mecz pokazał, jak duży wpływ na zespół ma brak takiej solidarności, lidera wtedy, kiedy jest źle.

Ten mecz pokazał jak do obowiązków podchodzi Petasz?

Nie będę tutaj oceniać poszczególnych zawodników indywidualnie. Ja mam swoje przemyślenia, zarząd ma identyczne. Tym bardziej żałuje, że nie pozwolono nam razem budować zespołu.

Według trenera ta drużyna i Ci zawodnicy byli jeszcze nastawieni na rozwój?

Ja na pewno chciałem ten zespół rozwijać. Było wiele treningów formacyjnych. Jeżeli ktoś uważa, że szukałem kwadratowych jaj to taki człowiek nie pójdzie do przodu. Ta I liga będzie dla niego maksem. Poza tym jeśli ktoś uważa, ze zbyt profesjonalnie podchodziłem do swoich obowiązków, to świadczy to źle o mnie czy o ludziach , którzy tak mówią? Jeżeli wiedziałem, że duży szacunek jest, dla GieKSy od przeciwnika i będą w meczu z nami się bronić, to nie zdobędziemy sytuacji bramkowej poprzez wykop bramkarza na Goncerza. Trzeba się męczyć z atakiem pozycyjnym, szukać swoich okazji poprzez grę skrzydłami, zejście do środka, szukanie przewagi liczebnej i wolnych przestrzeni. Takie było myślenie. Chciałem rozwijać zawodników i jest jakiś tam % ludzi, którzy mogą iść do przodu, jak chociażby Pietrzak czy Kamiński. Kamyk na pewno zrobił progres w czytaniu gry, asekuracji. Wyprowadzenie piłki to jego problem, ale pracuje nad tym. Nie było przypadku w tym, że łapał tyle kartek. Dziś ustawia się lepiej do gry 1na1 i to cieszy. Duda był najlepszym asystentem, to nie był przypadek, bo on ma potencjał, tylko jego problemem są przestoje w meczu i nad tym musi pracować. Z kilku chłopaków naprawdę można wyciągnąć więcej.

Na ile Ci piłkarze są gotowi do rozwoju? Czy nie jest tak, że część z nich popadła w I ligowy marazm?

Każdy człowiek nie tylko w sporcie potrzebuje impulsu by iść do przodu. Czasem dla takich zawodników może być to zmiana otoczenia, zmniejszenie presji. Dla samej świeżości szatni czasem trzeba zrobić takie małe wietrzenie i wprowadzić zmiany.

Taka wymiana połowy składu to będzie dobry krok?

Czy trzeba zmieniać połowę składu to nie jestem przekonany. Kolejna rewolucja po półroczu, gdzie jest duża niepewność w szatni, co będzie dalej, nie jest wskazana. Powtórzę swoje słowa, potrzeba dobrej diagnozy tego gdzie są dziury w tym zespole. Trzeba zainwestować środki w piłkarzy, którzy nadają się do gry w GieKSie pod względem umiejętności i mentalności.

Przychodził Pan do GieKSy, to zostało 5 meczów na jesień, poznał Pan trochę zespół. Czy zastanawiał się Pan nad zmianą kapitana? Goncerz jako jedyny dla kibiców pokazywał serce. Pitry wywiadem o 5 miejscu i swoją postawą w niektórych meczach nie dawał takiego sygnału.

Zastanawiałem się, bo brakowało nam lidera. Będąc jednak dłużej w środku nie mogła to być decyzja od zaraz. Czekałem do zgrupowania, by poznać bardziej tych chłopaków. Tam przyglądałem się im nie tylko w pracy na boisku, ale i w codziennej relacji. Jedynym na dziś zawodnikiem, który mógłby wziąć opaskę na ramię i ma cechy kapitana jest Pielorz. Być może powinienem sam mu ją przyznać, bo wybory zespołu nic by nie zmieniły. Przemyślałem sytuację i zostawiłem sprawę bez zmian.

Ile zawodnikom i zespołowi dała współpraca z braćmi Bortnik?

Bardzo dużo. Bracia Bortnicy, to są fachowcy z najwyższej półki w Polsce. To są ludzie lojalni i doświadczeni w tym co robią. Nasza koncepcja jest identyczna. Dobrze się rozumiemy i uzupełniamy. Mój trening to wysokie tempo i duża intensywność oraz dobieranie ćwiczeń, gdzie nie brakuje taktyki. Cały plan jak to zrobić był wspólną drogą. Dzięki pracy podnieśliśmy znacząco jakość od strony przygotowania fizycznego. Pracowaliśmy z każdym zawodnikiem indywidualnie, wprowadziliśmy prewencję. Nie było żadnej kontuzji. Jeżeli będę pracować w innym klubie, to na pewno będę chciał by bracia współpracowali ze mną dalej. Skąd takie pytanie?

Analizują przygotowanie na przestrzeni lat wydaje mi się, że Pan oraz Grycman za Góraka przygotowaliśmy zespół bardzo dobrze. Zastanawia mnie to na ile idzie jeszcze wycisnąć w dzisiejszych czasach przewagi, jeśli chodzi o takie przygotowanie drużyny przy współpracy z taką firmą.

Ta firma gwarantowała sukces od tej strony i GieKSa może sporo żałować, że dziś nie ma ich w klubie.

Myśli pan, że będzie z tym problem?

Nie powinno być, przygotowanie fizyczne to baza do tego by pracować nad taktyką. Każdy trener ma tego świadomość i powinno być pod tym względem ok.

Oglądał Pan mecze GieKSy po zwolnieniu?

Tak.

Nie ma Pan wrażenia, że trochę przekombinował z niuansami taktycznymi widząc prostą grę, GieKSy w ostatnim czasie?

Nie uważam tak. Na pewno to jak oni grają teraz to nie jest do końca moja koncepcja gry. Szukają tylko kontry grając niskim pressingiem. Myśmy też tak trenowali i gdy na spokojnie oglądam te mecze to czuje małą satysfakcję, gdy widzę współpracę np. Frańczaka z Czerwińskim. Współpracują dobrze razem w pionie, dobrze zawężają pole gry, dobrze się uzupełniają w ataku. To nie jest przypadek. Defensywny pomocnik pomaga środkowym obrońcom. Te zasady poznali i je stosuja. Przy niskim pressingu jest im po prostu łatwiej to robić. Jest to dziś sposób skuteczny, ale czy na długą metę? to trzeba samemu ocenić. Ja nie chciałem być czytelnym trenerem. Chciałem by tez zespół potrafił zaskoczyć przeciwnika. Chciałem by grali fragmentami kombinacyjnie i mogli się zaadoptować do wszystkich sytuacji na boisku. Myślę, że kierunek nie był zły, tylko zabrakło mi czasu by wybrać zawodników, którzy by zaufali bez względu na wszystko.

Goncerz Pana zdaniem to piłkarz na ekstraklasę?

Bramkami, statystykami pokazuje, że zasługuje na powrót do ligi i życzę mu tego z całego serca.

Kto by mógł zastąpić Goncerza?

Grześka nie puszczą bez sporej gotówki za niego, wiec pewnie nie ma tematu. Z mojej perspektywy, to bez nazwisk, ale chciałem mieć dwóch napastników o różnych charakterystykach, tak aby się uzupełniali. Moje decyzje zawsze były dostosowane do tego, jaki materiał miałem w drużynie. W Radzionkowie graliśmy kombinacyjnie, bo miałem kreatywnych piłkarzy jak Makowie, Danielewicz czy Rocki. W Pogoni silny środek pole Aka-Edi i wszystko szło przez nich. Tylko w Widzewie opierało się sporo na napastniku grając z kontry na szybkiego Viśniakovsa. W GieKSie wiedziałem, że będzie dużo gry w pozycyjnym ataku, więc to graliśmy i trenowaliśmy. Po stracie piłki chcieliśmy przerywać szybko kontry. W środku pola brakowało mi kreatywności, więc chcieliśmy grać skrzydłami. Goncerz ma 21 bramek, a następny Pitry ma 3. Akcenty nie rozkładają się na zespół, więc gdzie jest „10” i skrzydłowi. Chcieliśmy wykorzystać to, że Goncerz będzie mieć 2-3 obrońców. Mieli wchodzić w jego miejsce inni zawodnicy, a sam Gonzo miał znajdować się w polu karnym na wykończenie akcji. Podkreślę jeszcze raz, trener potrzebuje czasu, by takie rzeczy wprowadzić w warunkach meczowych, potrzebuje wsparcia zarządu i wyników.

Co teraz? Jakie plany?

Poświęcam czas żonie i dzieciakom. Wiadomo, bez roboty i adrenaliny jest mi ciężko, ale wykorzystuje czas i nadrabiam zaległości. Po zwolnieniu był sygnał z jednego klubu, ale odpuściłem. Mam nadzieję, ze trafie na ludzi, którzy mi zaufają i pozwolą pracować na sukces, którego na pewno jestem głodny. Teraz zabijam czas, doskonalę angielski, czytam książki, chcę wybrać się gdzieś na staż. Ostatnio zaprosił mnie trener Pasieka do Szkoły Trenerów i poprowadzę tam wykłady i zajęcia. Mam co robić.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga