Wywiady
Skowronek: Buduję zespół tak by eliminować najsłabsze ogniwa
Przez cały okres przygotowawczy mieliście okazje do przeglądania wypowiedzi trenera Skowronka. Pytaliśmy trenera o decyzje personalne, zmiany ustawień. Przed ostatnim sparingiem ponownie w nieco dłuższym wywiadzie sprawdziliśmy, co trener myśli przed zbliżającą się inauguracją.
GieKSa.Pl: Trenerze, pierwszy okres przygotowawczy za Panem w klubie, jakby go Pan podsumował, bo finisz blisko.
Skowronek: Jesteśmy blisko finiszu, bo kończymy siódmy mikrocykl, został tydzień do ligi i nasze przygotowanie fizycznie zmierza do okresu startowego. Z przygotowania fizycznego jestem zadowolony, bo liczby nie kłamią, a na testach były one fajne. Od tej strony jesteśmy przygotowani. Do tego trzeba dołożyć taktykę, szwankuje również nieco zgranie ludzi, którzy do nas doszli. Mam nadzieję, że błędy, które popełniliśmy w sparingach wyjdą nam dobre w meczach ligowych.
Wspomniał Pan o tym przygotowaniu fizycznym i tych liczbach. Nie ma Pan wrażenia, że coraz trudniej zaskoczyć przeciwnika tylko tym elementem?
Na pewno to zmierza w dobrą stronę. Przygotowanie fizyczne jest na dobrych parametrach. Wtedy można wymagać od piłkarzy taktyki. Będąc dobrze przygotowanym do gry oni nie kalkulują np. boczny obrońca nie będzie się zastanawiać czy może pracować wysoko ofensywnie i czy nie braknie mu sił w obronie. Szkolenie pod tym względem jest coraz lepsze. Jestem przekonany, że my jesteśmy dobrze przygotowani pod tym względem do sezonu. Wierzę również, że taktyka będzie pracowała u nas na 100% i łut szczęścia również nam dopisze.
Wspomniał Pan o taktyce. Na co kibice powinni zwrócić uwagę w nowej rundzie, jeśli chodzi o ten element?
Dojdą nowi zawodnicy, oni trenują z nami 2 miesiące i poza Petaszem byli z nami od początku przygotowań. Dzięki temu mogę od nich wymagać to, co sobie założyliśmy w grudniu, styczniu. Wszystko zmierza w dobrym kierunku. Popełniamy błędy indywidualne, ale to normalne w piłce. Chodzi nam jednak oto by popełniać ich mało albo w ogóle. Chcemy by nasza defensywa była stabilna, bo to był problem na jesień, ale nie może to być problem na wiosnę. W ataku myślę, że mamy dużo atutów nie tylko w postaci Goncerza. Atuty te pozwolą nam zaskoczyć przeciwnika nie tylko, jeśli chodzi o taktykę.
W defensywie zauważyliśmy zmianę systemu krycia przy rzutach rożnych. Może Pan coś więcej o tym powiedzieć?
Nie nic nie powiem, bo nie chce niczego zdradzać. Musiało się jednak coś zmienić skoro były z tym problemy. Musimy wprowadzić korekty żeby to lepiej wyglądało, bo traciliśmy znowu bramki.
Jest Pan z tej zmiany zadowolony na tym etapie?
Nie jestem zadowolony, bo znowu wpadły nam bramki. Na początku było wszystko dobrze, bo było zero z tyłu. Super broniliśmy, ale wkradły się problemy. W lidze będzie nowe ustawienie i mam nadzieję, że będzie skuteczne.
W poprzednim sezonie trener Moskal próbował przy defensywnym stałym fragmencie gry zaskoczyć przeciwnika i wystawiał 3 graczy do przodu. Będzie Pan szukał takich rozwiązań czy może skupia się Pan tylko na defensywie?
Na pewno te stałe fragmenty gry w I lidze to atut wielu zespołów. Trzeba zrobić wszystko by tych bramek nie tracić a tak niestety działo się na jesień. Wszystko też jest uzależnione od przeciwnika i ich wzrostu. Jeśli przeciwnik ma wysokich graczy to na pewno warto zastosować ten manewr i wyciągnąć rywali z naszego pola karnego. Generalnie ja chciałbym szukać powtarzalności, byśmy mieli swoje nawyki. Ustawienie będzie stałe, ale będą momenty gdzie będziemy chcieli zaskoczyć przeciwnika.
Sporo zmieniał Pan w obronie, bo Cholerzyński poszedł na bok obrony, Pielorz do środka, jest nowy Frańczak, Petasz, Leimonas. Nie ma Pan obawy, że gdzieś zabraknie zgrania w tej formacji?
Długo już trenujemy w tym ustawieniu, tutaj nie ma przypadku. Treningi są poparte rozmowami indywidualnymi. Cholerzyński spędził większość życia w środku pola. Jest to alternatywa by grał na boku obrony, bo ma predyspozycje do tego. Czy tak zagramy w lidze to jeszcze zobaczymy. Buduje zespół tak by eliminować najsłabsze ogniwa. To, co mamy najlepsze w zespole będzie u nas grało nawet kosztem zmiany pozycji.
Błędy w obronie zdarzały się na bokach obrony gdzie często boczni byli spóźnieni do rywali. Będzie Pan szukać takich rozwiązań jak trener Moskal z Pielorzem na boku i ograniczeniem jego gry do obrony?
Nie, na pewno nie będę zamykać ich gry. Nie chce zamykać ich rozwoju w grze ofensywnej, bo ja chce by tak grali. Piłka idzie w tym kierunku. Ważne jest jednak to by złapać równowagę pomiędzy obroną i atakiem. Jeżeli obrońcy idą do przodu to lepiej muszą zachowywać się środkowi defensywni pomocnicy, którzy uzupełnią te braki. Analizowaliśmy grę GieKSy, gdy nie pracowaliśmy w klubie, widzieliśmy ten problem i dlatego zrobiliśmy takie transfery. Petasz lewa obrona, Cholerzyński może grać na prawej obronie, Frańczak był przymierzany na prawą stronę, ale kontuzję złapał Wołkowicz i teraz będzie grał na lewej stronie. Jest to kreatywny zawodnik, potrafi zejść do środka, robi miejsce dla obrońcy. Po powrocie Wołkowicza, Pietrzaka ( kartki) wszystko zmieni się w tą stronę, tak jak planowaliśmy. Chcieliśmy transfery uniwersalnych ludzi i teraz z tego korzystamy.
Patrząc na papierze na pomoc GieKSy to wydaje się, że jest przewaga graczy, którzy potrafią i chcą grać ofensywnie. Będzie Pan przypisywać im rolę defensywne tak jak to miało miejsce z Bodzionym czy Bętkowskim w poprzedniej rundzie, kiedy oni grali bliżej środka pola i pozycji defensywnego pomocnika?
Żeby szukać ofensywnej gry i nieszablonowości to trzeba zawodnika, który pokierują tą grą. Trochę się nie zgodzę, że mamy więcej graczy ofensywnych, bo defensywę uzupełnia Duda, Leimonas oraz Pielorz, który jest tam przymierzany. Czy będziemy grać dwójką to jest to rozwiązanie na konkretny mecz.
W środku pola wspomniał Pan, że drużyna potrzebuje lidera. Myśli Pan, że Kamil Bętkowski jest już gotowy na to by przejąć taką rolę?
Na pewno jest to zawodnik perspektywiczny, ma duże umiejętności techniczne. Do tego trzeba dołożyć zespół, czyli całą linię środkową. To musi dobrze funkcjonować. Na dzień dzisiejszy funkcjonuje to raz lepiej raz gorzej. Kamil to młody chłopak i musi szukać doświadczenia. Na pewno będziemy starali się z niego korzystać. To od niego zależy czy wykorzysta swoją szansę. Brakowało lidera w tym zespole, w środku pola, dlatego też Pielorz poszedł do pomocy. W ofensywie szukam nieszablonowości i zmian pozycji. Mam nadzieję, że to będzie naszym atutem.
Wspomnieliśmy osobę, Pitrego. Trochę czasu już minęło, ale chcielibyśmy wrócić do pewnej sprawy związanej z jego osobą. Jak Pan zareagował na słowa, że mamy małą stratę do 5 miejsca?
To jak zareagowałem to na pewno nie puszczę tego na forum. Te słowa mi się nie podobały jak to było przekazane na sucho. Wiem, że u Pitrego nie ma minimalizmu, jestem o tym przekonany. Poszło to w świat nie tak jak powinno. Ja jestem ambitną osobą, stawiam sobie wysokie cele. Chce to przelewać na zespół i indywidualne jednostki.
Jeśli chodzi o atak to wspomina Pan w wypowiedziach, że trzeba wspierać Goncerza, bo inni mają mało bramek. Próba grania 1-4-2-3-1 to taka forma szukania alternatywy?
Piłka jest prostą grą, nie możemy przekombinować. Musimy pokazywać zalety chłopaków a ukrywać ich wady. Nasza praca jest na to ukierunkowana. Wspierać musimy Goncerza poprzez podejście linii środkowej bliżej napastnika oraz wsparcie ze skrzydeł. Tutaj taktycznie nie będę odkrywać kart. Trzeba to wszystko zbalansować, bo musimy sprawić, by reszta była skuteczniejsza, ale również podtrzymać skuteczność Goncerza.
Wspomniał Pan o Wołkowiczu, jego kontuzja, jako młodzieżowca to duży problem?
Jest to bardzo duży problem. Wołkowicz indywidualnie miał wyższą formę od pozostałych młodzieżowców. Dawał dużą jakość i pewność zespołowi. Mam nadzieję, że sobie z tym poradzimy.
Petasz miał otworzyć worek z bramkami, jeśli chodzi o stałe fragmenty gry. Na razie obudzili się jednak inni, bo gola strzelił Duda i Goncerz po stałym fragmencie gry.
Musi to być nasza mocna strona na wiosnę. Pierwsza liga w wielu przypadkach nie opiera się na finezyjnej grze. Przygotowanie stałych fragmentów to jeden z głównych aspektów by szukać punktów w tabeli. Mam nadzieję, że nasze nieszablonowe ustawienie będzie ciekawe dla kibiców. Szukamy jednak tego najważniejszego czyli skuteczności.
Wiemy, że na jesień wprowadził Pan monitoring piłkarzy podczas meczu i przekazywał Pan informacje o tym ile podań zrobili, jak grali. Czy dalej będzie Pan z tego korzystał? W jakich aspektach to Panu pomaga?
Widzę, że wszystko wychodzi z szatni ( śmiech). Jest to analiza statystyczna całego zespołu, jak on wygląda w ataku, obronie, przy stałych fragmentach gry. Indywidualnie daje nam to dużo informacji o tym, co sobie założyliśmy na meczu, jak to jest realizowane. Dużym plusem jest to, że możemy zobaczyć, co każdy daje indywidualnie dla zespołu. To jest bardzo pomocne w budowaniu mikrocyklu, w budowaniu swojego planu gry, ale też pomaga w analizie przeciwnika. Mamy dzięki temu bardzo dobrze rozpracowanego przeciwnika. To kosztuje, ale myślę, że będziemy dalej z tego korzystać.
Jeszcze pytanie o pewne niuanse z ławki trenerskiej. Często na mniejszych stadionach mamy możliwość podglądania Pana pracy. Słowo, które często się powtarza to „Odbuduj”. Może Pan wyjaśnić, do czego to nawiązuje?
To są nasze niuanse taktyczne. Nie będę tego wrzucać na forum czy też dla innych trenerów. Mamy dwa takie warianty, ale nie powiem, jakie (śmiech).
Dziękujemy za rozmowę.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

hans33
27 lutego 2015 at 10:26
do roboty
http://sport.interia.pl/raport-mapa-kibicow/kto-komu-kibicuje/news-kobiety-fankami-ekstraklasy,nId,1669628