Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

„Skoro mecz na Bukowej, kibicuję GieKSie” – pod rękę z legendą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Głośny jęk zawodu i złości, który wydał sektor VIP w momencie, gdy Widzew zdobył wyrównującą bramkę na długo zapadnie mi w pamięci. Siedziałem na „czwórce” w najbliższym sąsiedztwie sektora z bordowymi krzesełkami i był to tak sugestywny wyraz frustracji, która wynikała przecież z tego, że szykowaliśmy się do wybuchu euforii. Nic nie zapowiadało, że wydarzyć może się to, co wydarzyło się w doliczonym czasie gry.

Mecz z Widzewem jest trudny do jednoznacznej oceny ze względu na różne fazy, jakie miało to spotkanie. Wedle opinii wielu obserwatorów Widzew był lepszy przed przerwą, ale do szatni schodził z deficytem jednego gola. W drugiej to katowiczanie byli stroną dominującą, a ostatecznie tę część gry przegrali. Wyszło na remis i w postawie, i w wyniku. Dla nas jednak niedosyt polega na tym, że to co pamiętamy, jako (prawie) ostatnie, to GieKSę grającą ofensywnie, szukającą trzeciej bramki, niecofającą się w modlitwie o końcowy gwizdek.

Faktem jest, że Widzew od początku spotkania grał bardzo dobrze, a piłkarze Rafała Góraka wydawali się być pogubieni. Obawiałem się powtórki z Motoru Lublin, gdzie niemrawa GieKSa była niemal przez dziewięćdziesiąt minut. I teraz było sporo nerwowości, a Widzew swoją kulturą gry pokazywał, że już chwilę gra w ekstraklasie, a dodatkowo trener Daniel Myśliwiec zaszczepia zespołowi swoją filozofię i to po prostu widać na boisku.

Jednym z najważniejszych elementów, za który należy pochwalić nasz zespół jest to, że otrząsnęli się z tej przewagi Widzewa, udokumentowanej jeszcze Gongiem, zagrywającym w pole karne tak, że przypadek (rykoszet od Klemenza) i chyba jednak błąd Kudły doprowadziły do utraty bramki. Jeszcze w drugiej fazie pierwszej połowy GieKSa próbowała oddalić grę od własnej bramki i przeprowadziła kilka niezłych akcji.

Cieszy powtarzalność w niektórych elementach, jak na przykład wrzuty z autu, przez wiele lat niedoceniane, a teraz dopracowane przez nasz zespół bardzo dobrze. W Lubinie ze trzy razy GKS dochodził do sytuacji strzeleckiej – jeszcze bez powodzenia – a tym razem w końcu strzelił po takiej akcji bramkę. Potem Wasielewski zabawił się w Zrelaka z Piasta i po nawinięciu obrońcy strzelił drugą bramkę.

W drugiej połowie piłkarze z Bukowej grali już bardzo dobrze i zdominowali Widzew kompletnie. Było kilka sytuacji, chyba z najlepszą Bartosza Nowaka, który posłał piłkę zza zasłony minimalnie tuż obok słupka. Wydawało się, że nic nie jest nam w stanie odebrać zwycięstwa – Widzew nie potrafił przyatakować (choć na początku drugiej połowy mieli sytuację), piłkarze ślizgali się po boisku i ogólnie powoli szykowaliśmy się do świętowania.

Niestety gola straciliśmy podobnie jak z Zagłębiem Lubin, choć tym razem niefrasobliwość była jeszcze większa. Mimo wszystko oczekiwalibyśmy od Mateusza Marca większej koncentracji po wejściu na boisko, bo zawalił przy podaniu Klemenza straszliwie. Repka też obciął się przy próbie interwencji, ale tutaj to już można po prostu mówić o pechu. Potem był już tylko ultraprecyzyjny strzał Łukowskiego i wyrównanie.

Jest ta niefrasobliwość naszym problemem. Sytuacja przypomniała bramki tracone w pierwszej kolejce z Radomiakiem, kiedy nie potrafiliśmy wybić piłki. Wydaje się, że to w ogóle problem współczesnej piłki w kwestii tego technicznego, krótkiego rozgrywania, a nie wybijania piłki na oślep. Wiele zespołów ma problem ze znalezieniem balansu pomiędzy właśnie rozgrywaniem, a wyekspediowaniem futbolówki jak najdalej, gdy jest niebezpieczeństwo. A tym bardziej w końcówce meczu, gdzie najważniejszym jest zminimalizować ryzyko.

Trener Daniel Myśliwiec po meczu wypowiedział się w sposób bardzo pozytywny o naszym zespole. I nie była to mowa-trawa i brednie typu, że Bukowa to gorący teren w czasie, gdy GKS przez rok nie umiał wygrać u siebie meczu. Tutaj szkoleniowiec poparł swoje pochwały konkretami, odnosząc się zarówno do kwestii merytorycznych, jak i mentalnych.

GieKSa gra dobrze i optymistyczne jest chyba to… że nadal są rezerwy. Nie wszyscy zawodnicy prezentują swoje umiejętności optymalnie. Cały czas czekamy na większy błysk Nowaka, choć oczywiście, gdyby tego gola strzelił, odbiór byłby inny. Wielu kibiców chwali Oskara Repkę i zawodnik rzeczywiście zrobił kolosalny postęp, ale zdarzają mu się głupie błędy. Jeśli je wyeliminuje będzie zawodnikiem top na tej pozycji w lidze. Wchodzący na boisko Borja Galan powinien zdecydowanie więcej dać od siebie.

Trener musi cały czas mieć baczenie na obronę, bo niepokojąco w meczach z Motorem i wczoraj wyglądała momentami gra Lukasa Klemenza, który bywa niepewny i gdy piłka jest w jego rejonie, serce zaczyna bić szybciej. Co do Dawida Kudły kibice mają bardzo różne opinie, wielu nadal domaga się posadzenia go na ławce – w piątek pierwsza bramka po części obciąża jego konto, ale też zaliczył dwie kapitalne interwencje i uchronił nasz zespół od kolejnych bramek.

Trener zapowiedział, że Adam Zrelak od poniedziałku powinien być do dyspozycji. Z całym szacunkiem do Sebastiana Bergiera, na ten moment to jednak nie ta klasa, co Słowak. Bergier nie zagrał źle, ale brakuje mu „Zrelakowej” twardości, nieustępliwości i zdecydowania. Sebastian był tak naprawdę coraz dalej od pierwszego składu i czy poprawił swoją sytuację tym meczem? Dyplomatycznie odpowiem – asystę zaliczył.

Po raz kolejny należy pochwalić Marcina Wasielewskiego, który gra po prostu świetnie, jest ostoją w defensywie, a jego wejścia ofensywne również są efektywne. Z wielką przyjemnością patrzy się na charakter i grę tego piłkarza.

Wszystkich nas boli ta utrata punktów, ale nadal możemy być zadowoleni z postawy zespołu. Ciągle aktualne jest to, że w ośmiu meczach nie byliśmy widocznie słabsi od rywala tak naprawdę w ŻADNYM. W każdym meczu GKS walczy i ma szanse na punkty. Z lepszym lub gorszym skutkiem. Faktem jest, że jak na naszą postawę, to tych punktów jest za mało. Wiadomo, jak to jest z gdybaniem – ale gdybyśmy wygrali z Widzewem, można byłoby powiedzieć, że i wynik punktowy jest bardzo akceptowalny.

Ale spójrzmy na to z drugiej strony. Dokładnie rok temu przegraliśmy u siebie z Zagłębiem Sosnowiec, które teraz tuła się w drugiej lidze. Za kilka dni zostaliśmy rozgromieni w Gdańsku 1:5 i w Pucharze Polski przez Górnik Zabrze u siebie 0:4. Kolejny mecz ligowy wygraliśmy dopiero 12 listopada. Wtedy nie było mowy o awansie. A nawet, gdy w maju GKS uzyskał promocję – nikt na pewno nie spodziewał się, że GieKSa będzie tak dobrze grała.

Czas jednak leci i wrażenia stylistyczne wkrótce już nie wystarczą. Tu trzeba punktować. Optymizm w grze jest, to daje bardzo dużą nadzieję na przyszłość. Obawiam się tylko jednego, że w którymś momencie, gdy ten animusz nadal nie będzie przynosił punktów, że poziom samej gry spadnie. Liczę bardzo na to, że to się nie stanie, bo droga obrana przez trenera i zespół jest najlepszą z możliwych.

Dla mnie ten mecz miał szczególną otoczkę. Obserwowałem trochę, co się dzieje dookoła mnie na stadionie. Siedziałem w bliskim sąsiedztwie Jerzego Wijasa i widziałem jego emocjonalne reakcje – na gola Wasielewskiego, gdy z żoną trzymając się za ręce podnosił je ku górze, widziałem jak przeklął siarczyście bo wyrównaniu Widzewa.

Zdarzyła się też jedna rzecz, która zapadnie mi w pamięci mocno. Gościem na tym meczu i człowiekiem łączącym oba kluby był trener Władysław Żmuda. Trener legenda – jako szkoleniowiec GieKSy dwukrotny wicemistrze Polski, ale bezsprzecznie największe sukcesy odnosił w Widzewie Łódź, z którym zdobył Mistrzostwo Polski i awansował do półfinału Pucharu Mistrzów, eliminując Liverpool, a w półfinale ulegając dopiero Juventusowi z Platinim i Bońkiem w składzie (Bońka zresztą prowadził w Widzewie). Był trenerem takich zawodników, jak choćby Młynarczyk czy Smolarek.

Już przed meczem widziałem, jak trener jest prowadzony przez inną legendę naszego klubu – trenera Henryka Górnika – po schodach na samą górę sektora VIP, tam gdzie są miejsca prasowe. Potem widziałem, że siedział w towarzystwie Marka Koniarka, który znowuż wystąpił w studiu przedmeczowym Canal Plus. Potem już po meczu zobaczyłem, że z trenerem Żmudą przed meczem rozmawiała Widzew TV. Jeden cytat z tego bardzo ciekawego wywiadu przeprowadzonego przez naszych medialnych „kolegów” z Łodzi warto przytoczyć:

– Prezes Dziurowicz miał inną ścieżkę niż ja. Ja dbałem o to, by grali najlepsi. A on sprzedał Futroka i sprzedał Rudego. Jak ja bym miał tych dwóch zawodników, to GKS zostałby Mistrzem Polski – powiedział trener na łamach widzewskiej telewizji.

Zakończyła się pierwsza połowa. Siedziałem na swoim miejscu i w głowie analizowałem przebieg gry, oczywiście radując się z bardzo dobrej końcówki GKS. Nagle poczułem dotyk na ramieniu. Odwróciłem się.

To był trener Władysław Żmuda.

Powiedział, że na górze zostawił torebkę prezentową, w której ma krawat. Myślałem, że chodzi o to, by rzucić okiem i przypilnować, ale on powiedział, że po prostu już nie da rady po tych schodach wrócić. Bez namysłu więc na nielegalu przeskoczyłem barierki i poszedłem po tę własność trenera. Powiedział, że idzie do salki VIP, bo go tam zapraszano. Widząc jednak, że ma trudność w chodzeniu po schodach stwierdziłem, że po prostu zaprowadzę go na dół. I tak maszerowałem z jednej strony pod rękę z legendą, w drugiej ręce niosąc torbę prezentową z herbem Widzewa.

Zamieniliśmy kilka słów, trener mówił, że szuka Jacka Góralczyka, ja zapytałem go natomiast, któremu klubowi w bieżącym meczu jego serce jest bliższe. Powiedział, że skoro GieKSa jest gospodarzem, to kibicuje gospodarzom 🙂

Szybko jeszcze zorientowałem się, gdzie obecnie jest strefa VIP, wróciłem po trenera i odprowadziłem go pod same drzwi. Może to śmiesznie i głupio zabrzmi, ale dla mnie był to zaszczyt, że mogłem takiej osobistości pomóc. Tym bardziej, że wyczułem od niego tak dobrą energię i mnóstwo uśmiechu. Mimo, że…

Gorzka część tej historii jest taka, że można się zastanowić, jak to się stało, że wszyscy o trenerze zapomnieli i został sam jak palec na górze sektora. Prawdopodobnie coś zaszwankowało komunikacyjnie albo po prostu ktoś nie pomyślał o tym, że na koniec pierwszej połowy trzeba pójść na górę i pomóc trenerowi zejść. Tak czy tak wyszło nie za dobrze, widziałem, że trenerowi jest przykro z tego powodu.

Daleki jestem tutaj od jakiejś wielkiej krytyki, po prostu ktoś popełnił błąd. Warto jednak mieć na przyszłość na uwadze to, żeby była jakaś dedykowana osoba, która tego typu sytuacje może przypilnować. Legendy trzeba szanować.

Po pożegnaniu się z trenerem stwierdziłem, że pokręcę się jeszcze chwilę po starych śmieciach, udałem się na salkę konferencyjną, na której nie byłem już od ponad trzech lat. Zrobiłem sobie herbatę i grzecznie wyszedłem z budynku klubowego udając się z powrotem na swój sektor czwarty.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga