Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Sensacja w Katowicach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

W przedostatniej kolejce rozgrywek Ekstraligi nasz zespół sensacyjnie przegrał ze zdegradowaną drużyną Rekordu Bielsko-Biała 0:1 (0:1). Na zakończenie rozgrywek piłkarki zagrają w Sosnowcu z Czarnym. Mecz rozpocznie się w niedzielę 29 maja o godzinie 10:15. Piłkarze zakończyli rozgrywki w Fortuna I Lidze na ósmym miejscu. W ostatnim spotkaniu pokonali ŁKS Łódź 2:0 (1:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Jakub Jarosz podsumował miniony sezon w wykonaniu drużyny siatkarzy. W drużynie hokejowego Mistrza Polski trwają transfery: z drużyny odeszli Oskar Krawczyk i Szymon Mularczyk, z kolei kontrakty przedłużyli John Murray, Jakub Wanacki i Mateusz Bepierszcz.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Sensacja w Katowicach

W Katowicach spotkały się drużyna, która otarła się w tym sezonie o podium i spadkowicz z Ekstraligi. Spotkanie przebiegało zgodnie z oczekiwaniami, GieKSa przeważała, katowiczanki częściej były przy piłce, oddawały więcej strzałów, zamykały drużynę gości na ich połowie, Rekord bronił się i szukał okazji do kontry. Jedną z takich okazji udało się zamienić na bramkę i po bohaterskiej obronie wyniku bielszczanki nieoczekiwanie zwyciężyły 1:0.

Gdy zebrani na stadionie w Katowicach miejscowi kibice czekali, aż przewaga GKS zostanie udokumentowana golem, niespodziewanie to bielszczanki objęły prowadzenie. W 32.minucie Klaudia Adamek pokonała Kingę Seweryn. Katowiczanki rzuciły się do odrabiania strat, nierzadko przez długie minuty nie opuszczając połowy drużyny gości. Zawodniczki Rekordu heroicznie jednak broniły się do końca i wywożą z Katowic sensacyjne zwycięstwo.

bts.rekord.com.pl – GKS Katowice – Rekord B-B 0:1 (0:1)

Jeśli żegnać się z ekstraligą, to „z przytupem”!

[…] Najwyraźniej z takiego założenia wyszły biało-zielone na konfrontację z katowiczankami. Oczywiście, że w wygranej zespołu gości niemało było boiskowego fartu, że wspomnimy o czterech uderzeniach gospodyń w poprzeczkę. Jednak końcowy rezultat został poparty niemal tytaniczną pracą i sercem, które „rekordzistki” zostawiły w Katowicach-Podlesiu.

Nie ma co ukrywać, ogólna perspektywa spotkania bliższa była pucharowemu starciu sprzed kilku miesięcy, kiedy bielszczanki po dramatycznym boju i skutecznie egzekwowanych rzutach karnych wyeliminowały ekipę ze stolicy Górnego Śląska. Ligowe starcie z I rundy sezonu było już jednostronnym popisem GieKSy.

W niedzielne przedpołudnie bielszczanki postawiły na uważną defensywę, która funkcjonowała bez większych zarzutów. Oczywiście, katowiczanki miał szereg bramkowych okazji i szans, ale każda z niewykorzystanych wydawała się „nakręcać” zespół gości. Należycie swoją bramkarska pracę wykonała również Klaudia Ciupa. Częściej niż w listopadowym mecz PP zawodniczki Michała Majnusza, prowadzącego drużynę w zastępstwie (względy rodzinne) Mateusza Żebrowskiego, starały się kąsać katowicką obronę. Było kilka prób uderzeń z dystansu, czy sytuacji sam na sam – głównie w drugiej części – za bramkarką.

Kluczową dla rezultatu spotkania okazał się 32. minuta. Po długim podaniu Martyny Gąsiorek w okolice pola karnego rywalek znakomicie „dwójkową akcję rozegrały – Katarzyna Moskała z Klaudią Adamek. Strzał w tzw. krótki róg, jak się okazało, miał wagę trzech punktów i drugiej wygranej bielszczanek w sezonie, drugiej na wyjeździe…

sportdziennik.com – Marek Szczerbowski: Otrzymuję setki głosów wsparcia

Rozmowa z Markiem Szczerbowskim, prezesem GKS-u Katowice.

Sezon jeszcze trwa, ale czy już można powiedzieć, jak dużo nerwów kosztował?

Marek SZCZERBOWSKI: – Bardzo dużo – dlatego, że podchodzę do rozgrywek emocjonalnie. Gdy zaczyna się mecz, staję się kibicem. To w połączeniu z tym, co wynika z pełnionej przeze mnie funkcji, jest obciążające w stopniu, którego sobie nie wyobrażałem. Wiedziałem, że będę w GKS-ie zmagał się ze wszystkim tym, z czym rzeczywiście się zmagam, ale nie wiedziałem tylko, jak będzie reagował mój organizm.

[…] Więcej zdrowia traci się na meczach piłkarzy czy hokeistów?

Marek SZCZERBOWSKI: – Największe nerwy były w ostatnim meczu półfinału hokejowego z Tychami, zakończonym eksplozją po golu Jakuba Wanackiego w dogrywce. Generalnie jednak więcej emocji budzą mecze piłkarskie. Co do zasady, sezon zasadniczy w hokeju nie generuje aż takiego napięcia, skoro na samym końcu są jeszcze play offy.

Hokeiści zdobyli mistrzowski tytuł, piłkarze utrzymali się w Fortuna 1. Lidze. Były o nich obawy?

Marek SZCZERBOWSKI: – Rozsądek wskazywał, że być ich nie powinno, ale emocje zawsze dawały swój margines. Logika dowodziła, że wszystko idzie dobrze. Sezon można podzielić na obszary. Pierwszy to 10 meczów, średnia punktów 0,7, 23 stracone gole. Potem nastąpiła zmiana stylu, szliśmy w granicach 1,4 punktu, statystycznie zmierzało to w dobrą stronę. Jestem zadowolony z pracy Roberta Góralczyka, Rafała Góraka.

Niejeden klub przez takie 3 sezony, jakie za wami, nie wytrzymałby ciśnienia i w którymś momencie trener Górak pewnie pracę by stracił. Momentów ku temu nie brakowało, nawet wiosenne trzy domowe porażki z rzędu można zaliczyć do newralgicznych. Na ile sztuką było to wytrzymać?

Marek SZCZERBOWSKI: – To chyba jedno z największych niewidzialnych osiągnięć – umiejętność racjonalnego podejmowania decyzji pomimo emocji i potężnej presji. Gdybym pokazał, jakie dostaję wiadomości i ile razy – zdaniem specjalistów – powinienem dokonać zmian… Ja to ewidencjonuję, inwentaryzuję. I kiedyś być może pokażę.

Kontrakt trenera Góraka został zimą przedłużony do połowy 2024 roku. Jaki cel stawia pan przed szkoleniowcem?

Marek SZCZERBOWSKI: – Z każdym rokiem budować silniejszą drużynę, która będzie podnosiła swój poziom sportowy, co powinno przekładać się na lepsze wyniki i lepsze położenie w tabeli. Ale pamiętajmy, że to jest sport, inni generalnie też się wzmacniają. Doceniajmy stabilizację. Ona nie tyle daje gwarancję, co uprawdopodabnia, że założone cele, podnoszenie poziomu sportowego, będą realizowane.

Trener Górak powiedział, że miał w głowie 3-letni plan: awans i utrzymanie GieKSy w 1. lidze. Pytanie, co dalej?

Marek SZCZERBOWSKI: – My generalnie też mieliśmy taki plan. Utrzymaliśmy się na trzy kolejki przed końcem, ale w przyszłym sezonie nie chcemy myśleć tylko o tym. Utrzymanie ma być znacznie, znacznie wcześniej. A gdzie nas to poniesie? To sport. Zobaczymy.

Czy w pańskiej ocenie dużo musiałoby się zmienić, by GieKSa była w stanie zaatakować ekstraklasę? Wiele wam brakuje? Patrzymy w tabelę, choćby na pewną już udziału w barażu Odrę Opole…

Marek SZCZERBOWSKI: – Tak, tylko trzeba myśleć szerzej o tym, co dalej. Tu chodzi o infrastrukturę, budowanie potencjału kibicowskiego, biznesowego. To wszystko stanowi proces. My o tym wiemy, wie o tym trener Górak, pan prezydent, mądrzy ludzie. Staramy się być rozsądni, ale po to się gra, by wygrywać.

Przejeżdża pan czasami przez Upadową, gdzie powstaje nowy stadion?

Marek SZCZERBOWSKI: – Oczywiście, że tak! Mam tam akurat zaprzyjaźniony warsztat samochodowy, niedawno byłem, lusterko musiałem wymienić. Dzieje się tam na placu budowy.

Najlepiej byłoby zaatakować ekstraklasę, gdy plac budowy będzie już ogarnięty?

Marek SZCZERBOWSKI: – Ale to sport. Nie można mówić „nie możemy”. Angażowane siły i środki będą adekwatne do miejsca, w którym jesteśmy. Będziemy cały czas próbowali robić postęp sportowy w rozumieniu jakości, organizacji gry.

[…] Warunkuje to obecność na giełdzie.

Marek SZCZERBOWSKI: – Pokazujemy te kwestie wprost. Ale pamiętajmy, że nasz klub jest podzielony na sekcje.

Pierwsza liga rośnie. To już nie te czasy, że przelew z Urzędu Miasta Katowice gwarantował z miejsca walkę o awans.

Marek SZCZERBOWSKI: – Proszę zobaczyć, jakie marki tu grają, jakie są stadiony. A za chwilę będzie kolejny, w Sosnowcu.

Liczycie w letnim okienku transferowym na zysk ze sprzedaży Patryka Szwedzika?

Marek SZCZERBOWSKI: – Nie myślimy o tym w ogóle. Jeszcze jesteśmy w trakcie sezonu, walczymy z Patrykiem na pokładzie i chcemy budować z nim GKS w przyszłym sezonie.

Wielkim wydarzeniem będzie udział w hokejowej Lidze Mistrzów. Gdzie najlepiej byłoby ją rozegrać?

Marek SZCZERBOWSKI: – Duże wydarzenie powinno być w dużym obiekcie. Chcieliśmy, aby mecze odbywały się w „Spodku”. Po konsultacji z operatorem hali wiemy jednak ostatecznie, że wyłączenie jej na dłuższy okres, czego wymagałoby przygotowanie lodowiska, jest niemożliwe ze względu na podjęte wcześniej zobowiązania. Kluczem pozostaje dążenie do tego, by mecze rozegrać w Katowicach.

Trudno pracuje się panu zderzając z taką niechęcią kibiców, stawiających pod klubem taczki, nawołujących wprost do dymisji?

Marek SZCZERBOWSKI: – Sport i zmiany generują skrajne emocje. Jedni manifestują w jeden sposób, inni – w inny. Proszę mi wierzyć, że otrzymuję setki głosów wsparcia. Dlatego to pozwala funkcjonować tak, by podejmować racjonalne decyzje w oparciu o swoją wiedzę, umiejętności, kompetencje. Mam taki zespół ludzi, z jakim jeszcze nie pracowałem. Dziś GKS Katowice to nie jest prezes Marek Szczerbowski, tylko grupa ponad 20 osób pracujących przy organizacji, komunikacji, w sztabach szkoleniowych. Jeśli z tej strony nie byłoby zrozumienia, to uznałbym, że misja jest generalnie skończona.

Stara się pan rozumieć zarzuty kibiców?

Marek SZCZERBOWSKI: – Należy analizować, czytać, słuchać. To, co słuszne – wdrażać, a to, co wynika z postaw, które nie mają merytorycznego podłoża – po prostu przyjmować i starać się obsługiwać.

Echem odbił się list otwarty przedstawicieli dawnego Klubu Biznesu do Urzędu Miasta. Zwracają uwagę, że na zaniedbaniu tej idei spółka straciła 300 tysięcy złotych w skali roku.

Marek SZCZERBOWSKI: – Podpisuję się pod tym, co powiedział wiceprezes Łukasz Czopik. GKS Katowice jest klubem sportowym i musi skupić się na tym, by oferować najlepszy możliwy produkt sportowy. Ostatni sezon w hokeju pokazał, że komercjalizacja i wynik sportowy muszą iść w parze. Największa frekwencja na lodowisku po reaktywacji tej sekcji przełożyła się na największe przychody. Ta kwota przekroczyła pół miliona złotych. Współpraca biznesowa ma sens wtedy, gdy przynosi klubowi wymierne korzyści finansowe. Obecni partnerzy klubu mają z nami właśnie takie umowy. Koszt utrzymania Klubu Biznesu w dawnym kształcie znacznie przekraczał 300 tysięcy złotych. List otwarty traktuję jako deklarację chęci pomocy. Zachęcamy wszystkich do współpracy.

Trudno patrzy się na mecze GieKSy przy pustych trybunach? Sporo tego było za pańskiej kadencji. Pandemia, teraz zamknięty stadion…

Marek SZCZERBOWSKI: – Bardzo trudno, ale dużo gorzej – na mecze, podczas których są akty agresji.

Ma pan żal o to, co stało się na meczu z Widzewem?

Marek SZCZERBOWSKI: – Jestem profesjonalistą. Nie rozpatruję tego w kategoriach żalu, a zadania, które trzeba obsłużyć.

Dwa mecze kary za zadymę nałożył PZPN, potem wojewoda dorzucił kolejne dwa. Pojawiały się głosy, że to pan wychodził tę karę u wojewody.

Marek SZCZERBOWSKI: – Nie spotkałem się z wojewodą.

Czy dało się z Jastrzębiem i ŁKS-em zagrać nie przy pustych trybunach, a 999 osobach, w formie imprezy niemasowej?

Marek SZCZERBOWSKI: – Stanowisko prawników było jasne: w świetle obowiązującego prawa było to niemożliwe.

GKS Katowice. Czas ustaleń

W najbliższych dniach będzie jasne, kto po dobrym sezonie zakończonym na 8. miejscu rozstanie się z Bukową. Zawodnicy na urlopy rozjadą się dopiero w piątek.

Dwa i pół tygodnia potrwają urlopy w obozie GieKSy, która jako beniaminek zakończyła mijający sezon Fortuna 1 Ligi względnie spokojnym utrzymaniem i serią 7 meczów bez porażki, a przygotowania do kolejnego rozpocznie 13 czerwca. Zawodnicy rozjadą się w swoje strony dopiero w piątek. – Od wtorku do czwartku będziemy jeszcze spotykać się, podejmować ustalenia, ale i wychodzić na boisko, by trochę pocieszyć się grą w piłkę. Będą grali trenerzy, fizjoterapeuci. Ja może będę sędzią, albo napastnikiem – śmieje się trener Rafał Górak.

Jest co ustalać, bo też całkiem spore rozmiary ma lista zawodników z kończącymi się kontraktami, a widnieją na niej obok zawodników doświadczonych, jak Arkadiusz Woźniak, Michał Kołodziejski, Bartosz Jaroszek czy Marcin Urynowicz m.in. niełapiący ostatnimi czasy wielu minut Krystian Sanocki, Filip Kozłowski, Grzegorz Janiszewski, dochodzący do zdrowia po poważnej kontuzji Dominik Kościelniak czy wypożyczeni z innych klubów Patryk Królczyk, Hubert Sadowski i Filip Szymczak, wracający do Lecha Poznań.

– Dość długo walczyliśmy, by osiągnąć cel wyznaczony na ten sezon, dlatego rozmawiałem z piłkarzami i prosiłem, by zachowali zimną głowę do ostatniej kolejki – mówi Górak.

– Zdaję sobie sprawę, że dzisiaj w naszej kadrze nie każdy zawodnik jest zadowolony. Nawet jeśli ktoś ma ważną umowę, ale grał mniej, może mi powiedzieć w oczy, że chciałby zmienić klub, bo jego ego, umiejętności czy wiara we własnej siły są o wiele wyższe niż świadczą o tym minuty, które dostał w GKS-ie Katowice.

Wkrótce będziemy po rozmowach indywidualnych z każdym z zawodników, choć oczywiście nie jest tak, że w ogóle z nikim wcześniej nie rozmawiałem. Teraz wyjaśnimy sobie wszystko zero-jedynkowo: to, z kim nie przedłużymy kontraktu oraz to, kto będzie chciał z klubu odejść. Wtedy otrzymamy jasny obraz. Prace nad tym, by do drużyny doszli nowi zawodnicy, trwają – zaznacza szkoleniowiec.

Dzięki niedzielnej wygranej z ŁKS-em, GieKSa przesunęła się w tabeli na 8. miejsce – najwyższe niemal od początku sezonu i zarazem najwyższe spośród wszystkich przedstawicieli województwa śląskiego. Od października lepiej od niej punktowały tylko trzy zespoły. To jasno pokazuje, że w kolejnych rozgrywkach powinna mierzyć w coś więcej niż tylko zachowanie ligowego bytu.

– O cele i to, co przed nami, proszę pytać moich zwierzchników – podkreśla Górak. – Oni będą je wyznaczać, ale wszystko będzie oczywiście przedyskutowane, omówione. Trzeba zachowywać chłodną głowę, myśleć przede wszystkim o rozwoju. Kończę swój trzeci sezon w GKS-ie. Dziękuję wszystkim, że dziś tu jesteśmy, ale wydaje mi się, że śmieszne byłoby, gdybyśmy nie byli. Przecież zrealizowaliśmy wszystkie cele, o których mówiliśmy 3 lata temu.

Musimy teraz patrzeć na to, co dalej. Pierwsza liga będzie w przyszłym sezonie dużo silniejsza. Spadają mocne zespoły, mocne firmy, będą silni beniaminkowie, do czego mogą jeszcze doprowadzić baraże. Drużyny, które są w lidze, umocowały się i wiedzą, że z banalnym budżetem nie ma tu czego szukać. Moim zdaniem dziś pierwsza liga stoi w Polsce na bardzo wysokim poziomie. Wiadomo, że cel, który w tym sezonie osiągnęliśmy, w kolejnym będziemy chcieli uzyskać szybciej. A do czego nas to zaprowadzi, to zobaczymy – dodaje szkoleniowiec GKS-u.

SIATKÓWKA

siatka.org – Jakub Jarosz: wszyscy możemy być zadowoleni z końcowego rezultatu

– Myślę, że w kolejnym sezonie, w którym nasz zespół będzie bardzo podobny do tego z ostatniej edycji PlusLigi, nasze notowania wśród ekspertów mogą nieco wzrosnąć, ale nie wiem, czy to dla nas ma jakiekolwiek znaczenie. W poprzednim sezonie udowodniliśmy swoją jakość, ale już niedługo trzeba będzie zacząć ciężką pracę, by potwierdzić swoje możliwości. My jako GKS musimy być przede wszystkim gotowi na to, by pokazywać nasz charakter i utrzymać kierunek, w jakim idziemy. Istotne jest, żebyśmy byli głodni progresu i z każdym sezonem walczyli o coś więcej – powiedział Jakub Jarosz, atakujący GKS-u Katowice.

Przyszły sezon będzie dla ciebie czwartym z rzędu w barwach GKS-u Katowice.

Jakub Jarosz: Taka sytuacja mówi sama za siebie. Nie muszę wymyślać czegoś na nowo ani szukać, bo jest mi tutaj, w Katowicach bardzo dobrze i tak samo czuję się w klubie. Jeśli jestem zadowolony z dotychczasowej współpracy z GKS-em, a klub z mojej postawy, to mamy mocne podstawy do kontynuacji obranego kierunku.

Jak ocenisz swoją postawę w minionym sezonie PlusLigi? Statystycznie rozegrałeś jeden z najlepszych sezonów w całej dotychczasowej karierze.

– Gdybym miał sam sobie wystawić ocenę za ten sezon – chociaż wiadomo, że sportowcy tego nie lubią, bo od oceniania są inni – to byłaby to ocena bardzo dobra. Ale nie ze względu na to, że zdobyłem więcej punktów niż w poprzednich sezonach albo z powodu innych czynników niezależnych ode mnie. Taka ocena wynika z faktu, że jako drużyna osiągnęliśmy więcej, niż można było przypuszczać przed samym startem rozgrywek. Wynik drużyny był bardzo dobry, bo historyczny dla siatkarskiej sekcji Klubu, a ocena zespołu wpływa na moją.

Osiągnęliście świetny rezultat na koniec sezonu, tym bardziej, że po drodze napotkaliście dużo trudności i nie byliśmy typowani do realizowania wyższych celów w lidze.

– Bądźmy szczerzy: nie tylko eksperci w mediach i ludzie bawiący się w typowanie końcowej klasyfikacji ligi, ale my sami także zakładaliśmy na samym początku, jeszcze przed rozpoczęciem ligi, że naszym celem będzie utrzymanie w lidze. Kiedy w zespole zmienia się tylu zawodników naraz, jego postawie w lidze zawsze towarzyszy mniejsza czy większa niewiadoma. Kiedy zobaczyliśmy, że grupa dobrze współpracuje ze sobą i to, co sobie założyliśmy przed sezonem, po prostu działa, zaczęliśmy stawiać sobie odpowiednio wyższe cele. Wszyscy możemy być zatem zadowoleni z końcowego rezultatu. A że w trakcie sezonu przychodzi wiele różnych trudności albo słyszy się rożne opinie i przewidywania dotyczące drużyn do spadku z ligi – to na pewno wpływa motywująco na postawę na boisku. Czytałem zresztą wywiad trenera Gheorghe Cretu, który powiedział, że najlepsze, co mogło przydarzyć się dla ZAKSY przed sezonem, to opinie osób, które nie wierzyły w tę drużynę. W naszym przypadku mogło być podobnie.

Kiedy przyszedł moment, kiedy powiedzieliście sobie: stać nas na zdecydowanie więcej niż walkę o utrzymanie?

– Określenie wyższych celów dla naszej grupy przyszło później, ale pierwsze dwa mecze w sezonie i spektakularna wygrana z Asseco Resovią dały nam sporo wiary, że jesteśmy w stanie dobrze grać. Kiedy szybko dopadł nas trudny moment naznaczony kłopotami zdrowotnymi, my wracaliśmy wtedy pamięcią właśnie do dwóch pierwszych meczów w sezonie, by pamiętać o tym, że zdążyliśmy pokazać swoją jakość w lidze i po prostu musimy do niej na spokojnie, cierpliwie wrócić. Mieliśmy bardzo dobry start, który był bardzo pomocny dla nas w dalszej części sezonu pod względem mentalnym.

Zaraz po dobrym rozpoczęciu ligi przyszedł mecz w Zawierciu, którego nie będziesz wspominał wyjątkowo dobrze…

– Zaraz po świetnym meczu z Asseco Resovią zagraliśmy w sumie dobry mecz w Zawierciu, ale tam przydarzyła mi się kontuzja kciuka. Pamiętam, że po tamtej sytuacji było mi przede wszystkim przykro, że po naprawdę fajnym początku sezonu odniosłem uraz, który może dużo pokrzyżować całej drużynie i trudno powiedzieć, co będzie dalej. Ostatecznie po naszych poszukiwaniach ze sztabem medycznych znaleźliśmy rozwiązanie i grałem do końca sezonu w specjalnej ortezie kciuka. Z początku nie było to dla mnie naturalne, ale z biegiem sezonu przyzwyczaiłem się do nowej sytuacji i nie przeszkadzało mi to w jakimkolwiek stopniu.

O waszym awansie do play-off decydowało ostatecznie ratio setów, co pokazuje, jak zażarta była walka o miejsce w ósemce.

– Nie da się wyróżnić jednego spotkania, które zaważyło o naszym miejscu w ósemce, bo jak się okazało na sam koniec rundy, o naszym awansie do play-off decydował właściwie każdy set i każdy punkt, jaki wywalczyliśmy wcześniej. W sezonie, by osiągnąć swoje cele, trzeba grać możliwie jak najrówniej i najlepiej, to daje wtedy efekty. Kiedy tylko byliśmy zdrowi i gotowi w stu procentach do rywalizacji, stać nas było właśnie na tę regularność. O naszym sukcesie nie zadecydował jeden mecz, tylko cały sezon.

Powołanie do kadry narodowej dla Jakuba Szymańskiego sprawiło ci dużo radości? Sam Kuba mówił o tobie we wcześniejszym wywiadach jako siatkarskim mentorze, z którym ma bardzo dobry kontakt.

– Kiedy dołączałem do GKS-u trzy lata temu jako zawodnik z kręgu tych bardziej doświadczonych, starałem się wspierać młodszych zawodników i wspierać ich na tyle, na ile mogłem. Od samego początku widziałem w Kubie Szymańskim spory potencjał sportowy, tym bardziej cieszy mnie, że nawiązaliśmy tak dobry kontakt i koleżeństwo. Mam nadzieję, że wszystkie historie z siatkarskiego doświadczenia i rady, jakie mu przekazuję, pomagają mu i bardzo cieszę się z jego rozwoju oraz sukcesu, jakim było powołanie do reprezentacji Polski. Czuję, że taka pomoc jest konieczna z mojej strony jako kapitana drużyny i jeżeli ona miała jakikolwiek wpływ na to, że Kuba robi kroki do przodu w karierze, to bardzo się z tego powodu cieszę.

Od lat docenia się waleczność i boiskowy charakter siatkarskiego GKS-u Katowice. Myślisz, że w kolejnym sezonie zostanie doceniona także sportowa jakość tej grupy?

– Myślę, że w kolejnym sezonie, w którym nasz zespół będzie bardzo podobny do tego z ostatniej edycji PlusLigi, nasze notowania wśród ekspertów mogą nieco wzrosnąć, ale nie wiem, czy to dla nas ma jakiekolwiek znaczenie. W poprzednim sezonie udowodniliśmy swoją jakość, ale już niedługo trzeba będzie zacząć ciężką pracę, by potwierdzić swoje możliwości. My jako GKS musimy być przede wszystkim gotowi na to, by pokazywać nasz charakter i utrzymać kierunek, w jakim idziemy. Istotne jest, żebyśmy byli głodni progresu i z każdym sezonem walczyli o coś więcej.

Wspomniałeś o stabilizacji, na jaką postawiono w kolejnym sezonie. Co stanowi twoim zdaniem o wewnętrznej sile drużyny?

– Przed sezonem mówiłem, że do właściwego funkcjonowania grupy potrzebne jest wzajemne zadowolenie z wykonywanej pracy. Zawsze jest tak, że ktoś gra mniej lub więcej albo ktoś jest mniej czy bardziej doceniany, ale kluczowe jest to, by każdy zawodnik w grupie czuł się potrzebny, miał swoją określoną rolę i nie wpływał na grupę swoim niezadowoleniem czy rozczarowaniem. U nas nie było osób, które psioczyłyby na kogoś z zespołu lub na za mało czasu spędzanego na boisku. Stanowimy bardzo fajną grupę ludzi idącą w jednym kierunku i cel drużyny był nadrzędny.

Jakie masz osobiste oczekiwania związane z kolejną ligową kampanią?

– Najważniejsze jest zdrowie i jeżeli tylko ono mi dopisze w wieku 35 lat, wszystko będzie w porządku. Na tę chwilę fizycznie czuję się doskonale i mam nadzieję, że tak jak w ostatnim sezonie będę mógł wspierać zespół w jak największej liczbie spotkań.

HOKEJ

hokej.net – Oficjalnie. Murray z nową umową

John Murray, zgodnie z naszymi wczorajszymi informacjami, zostaje w drużynie GKS-u Katowice. 35-letni golkiper podpisał dziś dwuletni kontrakt.

– John w całym mistrzowskim sezonie potwierdził swoje ogromne umiejętności i był kluczowym ogniwem drużyny zarówno w pierwszej części rozgrywek, jak i w fazie play-off. Bardzo cieszymy się, że tak ważna postać zespołu i tak doświadczony zawodnik pozostanie z nami na dwa kolejne sezony i wciąż będzie stanowił o sile obsady naszej bramki wraz z Maciejem Miarką, który ma ważny kontrakt z naszym klubem – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.

„Jasiek Murarz”, bo tak nazywają go kibice, w sezonie zasadniczym wystąpił w 38 spotkaniach, w których interweniował ze skutecznością oscylującą w granicach 92,7 procent i wpuszczał średnio 2,08 bramki na mecz. Trzykrotnie kończył mecz z czystym kontem.

W fazie play-off jeszcze mocniej wyśrubował statystyki. W 15 starciach wpuszczał średnio 1,97 gola na mecz, a na jego koncie widniały też dwa shutouty i uwaga – 93,5 procentowa skuteczność interwencji.

W reprezentacji Polski rozegrał 31 meczów i walnie przyczynił się do awansu reprezentacji Polski na zaplecze Elity w tegorocznych Mistrzostwach Świata IB rozgrywanych w Tychach. Został wybrany najlepszym bramkarzem turnieju.

Krawczyk żegna się z GieKSą

Oskar Krawczyk po sześciu latach pożegnał się z GKS-em Katowice. 27-letni obrońca rozwiązał za porozumieniem stron umowę z GieKSą.

Krawczyk do Katowic trafił w sezonie 2016/2017. W 226 spotkaniach zdobył 11 bramek i zanotował 22 asysty.

W tym czasie występował też w Polonii Bytom, a pół ostatniego sezonu spędził w Zagłębiu Sosnowiec (23 spotkania, 1 bramka i 4 asysty).

– Dziękuję GieKSa za wspólne 6 sezonów. To była przyjemność być częścią tego projektu. Dziękuję wszystkim zawodnikom, których miałem okazję poznać przez ten czas, całemu Zarządowi oraz wszystkim kibicom za niepowtarzalny doping. To będzie niezapomniane 6 lat! – napisał na swoim facebooku 27-letni obrońca. Krawczyk prawdopodobnie na stałe wróci do macierzystego klubu z Sosnowca.

Wanacki zostaje w GieKSie. Dwuletni kontrakt doświadczonego obrońcy

To z pewnością dobra informacja dla kibiców GKS-u Katowice. W ekipie mistrzów Polski nadal będzie występował Jakub Wanacki, który przedłużył swój kontrakt z GieKSą o kolejne dwa lata.

Wanacki wrócił do GieKSy po dwóch sezonach spędzonych w Re-Plast Unii Oświęcim. 31-letni obrońca okazał się ważnym ogniwem katowickiej drużyny, będąc jednym z czołowych defensorów. Zresztą świetnie obrazują to statystyki.

„Wanawa” rozegrał 56 meczów, w których strzelił 2 bramki i zanotował 10 asyst. W klasyfikacji plus/minus, z której w pierwszej kolejności powinno rozliczać się defensorów, wypadł na +20, a na ławce kar spędził 42 minuty.

To właśnie wychowanek Orlika Opole był autorem pamiętnego trafienia w ostatnim, siódmym meczu serii półfinałowej z GKS-em Tychy, które dało katowickim hokeistom awans do wielkiego finału rozgrywek.

– Wszyscy pamiętamy historycznego gola w dogrywce siódmego spotkania z GKS-em Tychy, który dał nam awans do finału rozgrywek. Decyzja o jego powrocie do GKS-u Katowice w pełni się wybroniła, co pokazał cały miniony sezon ze szczególnym uwzględnieniem fazy play-off – wyjaśnia Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GieKSy.

– Po problemach zdrowotnych Jakuba nie ma już śladu, dzięki czemu może on prezentować swoje duże możliwości i liczymy na jego duże wsparcie podczas wyzwań, jakie czekają nas w dwóch kolejnych sezonach – dodał.

Mularczyk odchodzi z GieKSy. Kontrakt rozwiązany

Szymon Mularczyk rozstał się z GKS-em Katowice. 22-letni napastnik występował w ekipie z alei Korfantego przez ostatnie trzy sezony.

„Mular”, bo tak nazywają go koledzy, w ekipie GieKSy rozegrał w sumie 114 ligowych spotkań. Zdobył w nich 5 bramek i zanotował 10 asyst. Warto jednak zaznaczyć, że występował głównie w niższych formacjach.

W poprzednim sezonie wystąpił w 32 meczach, gromadząc na swoim koncie jednego gola i jedno kluczowe zagranie. W klasyfikacji plus/minus wypadł na -3.

Nowa umowa Bepierszcza

Mateusz Bepierszcz zostaje w ekipie GKS-u Katowice. 31-letni napastnik przedłużył swój kontrakt z drużyną mistrza Polski o kolejne dwa lata.

31-letni skrzydłowy trafił do GieKSy przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu z Tauron Podhala Nowy Targ. Trzeba przyznać, że dobrze odnalazł się w klubie z alei Korfantego, w którym miał już okazję występować przed ośmiu laty.

W sezonie regularnym rozegrał 40 meczów, w których zdobył 13 punktów za 6 bramek i 7 asyst., z kolei w 16 spotkaniach fazy play-offach dołożył 10 „oczek (1 gol, 9 asyst). Warto zaznaczyć, że występował przeważnie w trzecim ataku.

– Mateusz pokazał się w tym sezonie z dobrej strony, zwłaszcza w fazie pucharowej ligi. Jego inteligentna i ambitna postawa przysłużyła się mistrzowskiej drużynie i mamy nadzieję, że utrzyma on wysoki poziom gry w dwóch kolejnych sezonach – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor sekcji hokeja na lodzie GKS-u Katowice.

Z GieKSy do STS-u?

Działacze Ciarko STS-u Sanok zarzucili sieci na zawodnika aktualnych mistrzów Polski. Trwają zaawansowane rozmowy z defensorem GKS-u Katowice.

Sanoczanie chcą wzmocnić swoją formację obronną i rozglądają się za zawodnikiem, który potrafi dać zespołowi jakość podczas gier w przewadze. Nic więc dziwnego, że na ich celowniku znalazł się Kalle Valtola, który jest ofensywnie usposobionym obrońcą.

27-letni Fin ma w swoim dorobku 62 mecze w rodzimej Liidze, w których zdobył 7 bramek i zanotował 11 asyst. Znakomite liczby zanotował na jej bezpośrednim zapleczu. W 127 spotkaniach zgromadził aż 93 punkty za 32 gole i 61 kluczowych zagrań.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga