Piłka nożna
[RELACJA] Przegrywamy starcie na dnie tabeli
Po zwycięstwie w rzutach karnych z Pogonią Szczecin w Pucharze Polski powróciliśmy do ligowej rzeczywistości. W sobotę 29 września podjęliśmy na własnym stadionie Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, która przed spotkaniem okupowała ostatnie miejsce w tabeli ze stratą jednego punktu do Katowic. GieKSa przystąpiła do meczu w następującym składzie: Baran – Puchacz, Remisz, Lisowski, Frańczak – Anon, Piesio, Poczobut, Bronisławski, Błąd – Rumin. Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 18:00. Na ławce drużyny z Niecieczy usiadł Kamil Słaby, a w osiemnastce meczowej nie zmieścił się Dominik Sadzawicki.
Już w pierwszej minucie Daniel Rumin dryblingiem wszedł ze skrzydła w pole karne Termaliki i dograł do Dominika Bronisławskiego, który był ściśle kryty i oddał niecelny strzał. Po dwóch minutach GieKSa wyprowadziła szybki atak, Błąd dograł prostopadle do Anona, który zagrał wzdłuż bramki, ale nikt nie doszedł do tej piłki. Początek tego spotkania zdecydowanie należał do naszych piłkarzy. W ósmej minucie po krótkiej wymianie podań piłka trafiła do Bronisławskiego, który upadł w polu karnym po kontakcie z przeciwnikiem, lecz sędzia nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki. Aktywny pod początku meczu był Hiszpan David Anon, który próbował posyłać podania na dobieg w pole karne Niecieczan. W siedemnastej minucie Puchacz niebezpiecznie zagrał we własnym polu karnym, ponieważ wybił dośrodkowanie tak, że piłka minimalnie minęła bramkę strzeżoną przez Krzysztofa Barana. Po chwili Rumin uderzył minimalnie obok słupka. W 27 minucie fantastyczną okazję miał Błąd, ale końcówkami palców jego strzał obronił bramkarz. Sędzia jednak tego nie zauważył i kazał wznowić grę od bramki. Im bliżej było końca tej połowy, tym częściej gra toczyła się w środkowej strefie boiska. W 37 minucie Frańczak sfaulował tuż przed polem karnym Skórasia i otrzymał żółtą kartkę. Samuel Stefanik ze stojącej piłki uderzył bardzo niecelnie. Po 40 minucie dwukrotnie Ruminowi niewiele zabrakło do zdobycia bramki – najpierw minimalnie minął się z piłką po dośrodkowaniu Frańczaka, a następnie uderzał niecelnie z woleja po dograniu Poczobuta. Sędzia postanowił nic nie doliczać do pierwszej połowy i na przerwę udaliśmy się przy bezbramkowym remisie.
Do drugiej połowy obie drużyny przystąpiły bez zmian. Po 25 sekundach Piesio po dograniu Bronisławskiego znalazł się sam przed bramkarzem, ale trafił prosto w jego nogi. Po 2 minutach Bronisławski kąśliwie uderzył z linii pola karnego i choć strzał był prosto w Trelę, to miał on problemy ze złapaniem tej piłki. W 52 minucie żółtą kartką za faul na Poczobucie ukarany został Mateusz Kupczak. Po chwili Niecieczanie wyszli z kontrą dwóch na jednego, ale fantastycznie między dwoma zawodnikami Termaliki ustawił się Frańczak i przeciął podanie. W 56 minucie Davida Anona zastąpił Damian Michalik. W 60 minucie Gergel nawinął Puchacza na skrzydle, zszedł do środka i uderzył przy krótkim słupku, lecz dobrze interweniował Baran. Po chwili nie miał jednak większych szans po strzale głową Putiwcewa. Trener Dziółka szybko zareagował na stratę bramki i w miejsce Grzegorza Piesio zajął na boisku Adrian Łyszczarz. Po drugiej stronie Samuela Stefanika zmienił Dawid Szymonowicz. W 67 minucie bramkę zdobył Rafał Grzelak. Była to jednak bramka samobójcza po dośrodkowaniu Adriana Błąda. Przy Bukowej ponownie mieliśmy remis. Po 70 minucie dwukrotnie groźne akcje po stratach Łyszczarza przeprowadzili Niecieczanie. Na 10 minut przed upływem regulaminowego czasu gry z woleja po dośrodkowaniu Puchacza próbował uderzać Błąd, ale nieczysto trafił w piłkę. W 83 minucie Kacper Tabiś zmienił Adriana Błąda. Po chwili Jovanovica zastąpił Jacek Kiełb. W 87 minucie żółtą kartę obejrzał Michalik, a po chwili z 5 metrów Gergel głową uderzył daleko od bramki. Po drugiej połowy sędzia doliczył 3 minuty. W doliczonym czasie miała miejsce ostatnia zmiana – na boisku zameldował się Vilhjalmsson, a opuścił je Gergel. W ostatniej akcji meczu po rzucie wolnym jeden z zawodników Termaliki doszedł do uderzenia, które Baran fantastycznie wybronił, piłka jednak zatrzymała się przy słupku, a tam dobił ją Kupczak. Sędzia nie pozwolił nawet na wznowienie gry. Przegraliśmy 2:1 z Niecieczą po bramkach Putiwcewa, Kupczaka i samobójczej Grzelaka.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

GieKSiorz
29 września 2018 at 19:55
Dwa razy sprzedany awans teraz się pomści będzie 2 liga, głosujecie dalej na Krupę, śpiewajcie nic się nie stało,w dupie już to mam
cross
29 września 2018 at 19:55
Wy………ć cały zarząd.
Wojciech
29 września 2018 at 19:55
Konkurs na frajerów roku został chyba rozstrzygnięty
Fridek76
29 września 2018 at 19:58
kurwa brak słów. Powinni dostac ciule po ryju. Kary finansowe im dojebac. mom tego dosyc i nie piszcie ze na dobre i zle bo tego juz za wiele. Nic nie graja a to ze powalczyli z Pogonia nic nie zmienia.
Solski
29 września 2018 at 19:59
Jesteśmy w czarnej dupie. Koniec, kropka.
q2
29 września 2018 at 19:59
My jesteśmy nad garbarnią, która jest ostatnia. W następnej kolejce pewnie spadniemy na ostatnie miejsce.
tito
29 września 2018 at 20:01
A kto ma niby ich karać? dYrektor sportowy? Przecież by go zjedli. Klub jest na łopatkach po całości. Cała góra nie podjęła ani jednej trafnej decyzji do tej pory. Na dole mamy zgraje przepłacanych amatorów.
Fridek76
29 września 2018 at 20:03
Zaspiewajcie im jeszcze to jest ta Gieksa. Oni w 5% im do piet nie dorastaja
Zdziś
29 września 2018 at 20:04
spokojnie.. odpuszczamy ligę bo skupiamy sie na pucharach… przecie to oczywiste 😉
abel
29 września 2018 at 20:07
Może mecza i irishman nam powiedza co tu sie dzieje. Zarzad ok bartnik ok pilkarze wychwalni przez tych dwojga a jak dotad ostatnie miejsce. rewelacja
GieKSiorz
29 września 2018 at 20:13
A huj niech spadną 2 liga i huj, nie wiem co za desperaci jeszcze chodzą na szpile,powinno być 0 ludzi,na treningu odwiedziny i larmo pod magistratem, ale to nie ta GieKSa, nie Ci kibice co przed laty
marcin afera
29 września 2018 at 20:16
KURWA ZA JAKIE GRZECHY JA TAK MAM SIĘ WKURWIAĆ,TYLE LAT KIBICOWANIA I TYLE LIŚCI W MORDE PRZEZ TE WKŁADZIKI,GDZIE TU LOGIKA SENS JAKIŚ,JESTEŚMY ORGANIZACYJNIE POUKŁADANI,POPROSTU ZACZYNA MI BRAKOWAĆ WIARY,JUŻ PRZEZ MGŁE WIDZE SPOTKANIE Z TRYBUN Z CEMENTARNICĄ SKOPIE W KATO W P.UEFA A NASTĘPNEGO DNIA PRASA PISAŁA ZE TO CMENTARZYCA GIEKSY I TO SIĘ KUR…A TRZYMA NAS DO DZIŚ TYLE LAT JA JEBIE JUŻ MI SIĘ NIECHCE NIC PISAĆ DRAMAT TO MAŁO POWIEDZIANE.
artur
29 września 2018 at 20:18
Brawo Krupa i Janicki – dokonaliście tego, zniszczyliście klub z tradycjami i uczyniliście go pośmiewiskiem ligi. W innym klubie ci sami zawodnicy graliby o majstra. Dlaczego Panowie dziennikarze nigdy nie napiszecie felietonu i nieudacznictwie zarządu????
Były kibic
29 września 2018 at 20:22
To nie są frajerzy, robią swoje i biorą za to niezłą kapuchę. Niech się bawią dalej ale beze mnie.
Fridek76
29 września 2018 at 20:25
Gieksiorz mosz racja.
GieKSiorz
29 września 2018 at 20:25
Dokładnie uczynili z tego klubu pośmiewisko, zobaczcie co z frekwencja się stało teraz bliżej nam do 2 ligi niż ekstraklasy nie tylko sportowo ale właśnie frekwencją,stadionu its,Klub z takimi tradycjami zarżnęli,taka prawda!!!
Bce
29 września 2018 at 20:40
Mniej niż zero. Te k… nawet piłki nie potrafią przyjąć. Dogranie do chopa też im sprawia problem. Atak brak. Rozciągnąć grę chyba gumę na fiuta. Dno.
Panowie kasa się wam zgadza co miesiąc na koncie. Powinniście dostać po 2000tyś na miech i ani grosza więcej.
Narzekałem na p. Cygana przepraszam. Niech pan wraca i to jak najszybciej. Jakby nie był tu trener to i tak utapla się w gównie. Ni chuja nie zobaczycie mnie na kolejnym szpilu. Na pucharach tak.
Jestem masochista, że dalej na was przychodzę. Dobrze, że pamiętam czasy Orzecha, Koniara, Węgrzyna, Kucza, Widucha i Ledka oczywiście nie mogę zapomnieć ANDRUTA fajter jak ch… .
q2
29 września 2018 at 20:55
GieKSiorz masz całkowita rację. Kiedyś to była drużyna piłkarska i ekipa kibiców. Na pewno nie pozwoliłaby sobie tak pluć w twarz jak teraz. Dzisiaj sztucznie i na siłę wmawia się wszystkim, że jest super i potrzebujemy czasu. Niestety młode pokolenie kibiców jest maga naiwne i łyka wszystko. Na forum dalej propaganda zwycięstwa. Najgorsze w tym, że po kompromitacji w Chorzowie, gdzie przegraliśmy z dziećmi. Nasza ekipa przywitała piłkarzy dopingiem na bukowej. Taka potwarz, zero reakcji młynowego i ekipy z blaszoka. Nie dziwne, że normalni kibice uciekają z blaszoka. Dramat trwa w najlepsze.
Zadolak
29 września 2018 at 21:15
Mysla£em ze po zwyciestwie w PP z Pogonia bedzie coraz lepiej ale przeliczyłem się.Nigdy już nie doczekam się awansu do ekstraklasy i drużyny.Dzisiejszy mecz był moim ostatnim meczem w tym sezonie na Bukowej.A GIEKSE MAM W SERCU NA ZAWSZE.
Szymon
29 września 2018 at 21:17
Panowie przecież PREZES PIZDUŚ UWAŻA ŻE WYSZYSTKO JEST OK…miłego wieczoru…
q2
29 września 2018 at 21:21
Post naszego prezesa z twitera z 12 maja po meczu derbowym. „Nie ma mojej zgody na tak grajacy GKS. Jestem zdegustowany. Będę oczekiwał szybkich wyjaśnień od dyrektora sportowego, trenera i piłkarzy!” Jakże aktualne. post można potraktować chyba jako szablon.
Daro
29 września 2018 at 21:32
Kiedyś GieKSa to rodowite hanysy, z gruby na trening, sobota szpil niedziela wolne poniedziałek gruba itd… teraz to zbierania pseudo grajkow z całej Polski i nie tylko bele kasa się zgadza na koncie i tyle. Nie głosujcie na krupe, to jego sprawka.
ZS1906
29 września 2018 at 21:52
Ekstraklasa albo śmierć hahaha Won do 2 ligi
sosnowieś
29 września 2018 at 21:59
Jebal cie pies gorolu zapraszam na hokej
Scifo
30 września 2018 at 00:32
Wypierdalaj jebany gorolu z forum GieKSy. Wiesz co jest najlepsze w syfnowcu? Autobus do Katowic.
Kompleksy wychodzą z patelnianych mamlasów.
abel
29 września 2018 at 21:56
Gdzie sa dwa najwieksze matoly mecza i irishman. Moze cos nam opowiedza fajnego w swoim stylu
kosmita
29 września 2018 at 21:59
zagłębioczku, ty dalej nie zrozumiałeś hasła „ekstraklasa albo śmierć”-chodziło o śmierć naszego ukochanego klubu w razie braku awansu. Jak widać… Nie awansowaliśmy i przez to nasz klub umiera i spada coraz niżej. A ty wciąż myślisz, że chodzi o śmierć piłkarzy z jakiejś zemsty-nie bądź głupi.
tombotleg
29 września 2018 at 22:40
Skończcie jęczęć, co ma być to będzie, trzeba wspierać a nie robić inkwizycje, będzie dobrze bo kurwa musi być, tylko GieKSa.
Serbia
29 września 2018 at 22:43
pierdol się z tego forum ty kurwo sosnowiecka. parobku farszafskiej szmaty, tam się udzielaj klownie jebany, a nie na tym forum
Rafał
29 września 2018 at 22:51
Cały ZARZĄD DO WYMIANY. Bartnik składaj rezygnacje i Janicki tak samo i niech wypie…a skąd przybył. A w GKSie niech grają młodzi i gniewni a nie stare pierdziele co tylko do emerytury dogrywają a sportowo już są do niczego. Kiedy tu trafi trener który twardą ręką tych pajaców ogarnie????? jeden wielki Bur..el teraz jest i chyba oto chodziło władzą, może pana prezydenta Krupe też trzeba kopnąć w D..pe to się obudzi.
gonik
29 września 2018 at 22:57
kurwaaa
..
awans albo…
18 pkt straty do lidera, zdobyliśmy 1/3 punktów 1 drużyny …przegrywamy wszystko i wszędzie.. pieprzę pp o nic.
Tymron
30 września 2018 at 02:04
Dalej wierzcie że pilkarzy albo trenerów trzeba zmienić. Od awansu do tej ligi gralo już 150 grajków, niektórzy całkiem nieźli się okazali ale nie u nas, trenerów było 20, 2 z nich doszło już na polski szczyt czyli praca z kadrą narodową. Ja już nie chodzę od 2 lat na mecze i jestem z tego dumny bo jestem świadomy oszustwa na górze. I żadne pierdolenie, na dobre i na zle, że dla klubu się chodzi na mecze itp. To jak chodzić do zepsutego kościóła prowadzonego przez księdza pedofila, dziwkarza i jeszcze dawać na tace żeby mu napchać kieszen tylko z tego tytułu że się wierzy w Boga. Mojego klubu już nie ma, to jakis gorolski zakład pracy Krupy, Cyganów, Janickich i innych, karykaturalny wytwór miasta(sekcja piłkarska). To nie jest Nasz GKS. I dopóki się nie wyjebie „proboszcza” i jemu podległych „kleryków” to moja noga jak i wielu innych myślących kibiców w tym „kościele” nie stanie. Czy można coś zrobić ? Do urn w październiku.
pablo eskobar
30 września 2018 at 11:16
Trzeba to rozd..c ten zarzad
GieKSiorz
30 września 2018 at 15:31
Wyjebać ten nieudolny zarząd,prezesem zrobić Gieksiorza z krwi i kości, nie wiem Furtok, może ten prezes spółdzielni Piast jak taki z niego zapalony kibic itd.no i oczywiście wyjebać w wyborach Krupę pociotka Uszoka,to chyba są śmierdziele że tak ten klub zajeżdżają, Janaicki czy Barwnik sprostujcie mnie bo nie chce mi się sprawdzać ale jeden z nich jest zaangażowany w MK S Myszków,a to też fc smrodów ,huj wie co tu jest grane,a młodzi kibice ogarnięcie się ,bo też wiele wam brakuje pod względem kibicowskim do starej ekipy.
Brunetka64
30 września 2018 at 15:34
Jak przegramy z garbatymi to już będzie koniec.
tomassi
30 września 2018 at 17:00
Tymron idąc twoim tokiem myślenia to ty w boga wierzysz czy w proboszcza?
Szkoda słów dla takich kibiców. Mecz to świętość, bez względu na wszystko.
Amen.
Tor
30 września 2018 at 17:06
@abel ty nie jesteś przypadkiem ta laseczka z fiutem kasia? lubisz ubierac damskie ciuchy?
Tymron
1 października 2018 at 00:47
tomassi nie chcę cię obrażać ale ty nie idziesz zadnym tokiem myślenia. Przynajmniej to udowodniłeś swoją wypowiedzią. Chodź dalej te mecze bo to świętość i dopinguj jeszcze, przez takich desperatów nic się w tym klubie nie zmieni. Bo po co? Kibice są, doping jest, jest zajebiście. Zamiast działać i reagować zawsze łatwiej dostosować się nawet do największego gówna w którym jesteśmy zagrzebani od lat. I stąd to gówno.
tomassi
30 września 2018 at 17:27
i jeszcze jedno- nigdy tak nie było że piłkarze grali i w poniedziałek na gruba
Takie tylko były kontrakty. Nigdy na dół nie zjeżdżali a kopalnie to widzieli tylko z porspektywy kasy-jak wypłaty odbierali.
I skończcie już pierdolić takie bzdury.
abel
30 września 2018 at 20:24
Tor co ty pederasto bredzisz