Dołącz do nas

Piłka nożna

Raz na wozie, raz pod wozem – dwumecz Banika ze Slavią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Banik Ostrava podobnie jak my ze Stalówką ma za sobą dwumecz pucharowo-ligowy ze Slavią Praga. Różnica polega jedynie na tym, że przyjaciele z Ostravy po dogrywce na własnym stadionie wygrali pucharowe zmagania i awansowali do kolejnej rundy MOL CUP, natomiast w lidze ulegli rywalom na ich terenie aż 4:0.

Pucharowe spotkanie Banik rozpoczął bardzo pewnie i szybko chciał otworzyć wynik spotkania. W 5. minucie po rzucie rożnym bardzo bliski zdobycia bramki był Patrizio Stronatti, którego strzał głową odbił się od poprzeczki. Wydawało się, że bramka to tylko kwestia czasu. W 22. minucie Martin Fillo uciekł obrońcą i wyszedł na czystą pozycję, ale wywalczył tylko rzut rożny. Goście w pierwszej połowie nie mieli atutów, aby zagrozić bramce Jana Lustuvki i oddali tylko jeden celny strzał. Dwie minuty przed końcem pierwszej połowy goście dosłownie sprezentowali Banikowi sytuację bramkową, której nie wykorzystał  Milan Jirasek. Obrońca podał do brakarza, a ten zawahał się z wybiciem daleko w pole i Dame Diop wygarnął mu piłkę spod nóg wprost do Jiraska, ale ten na dwa tempa uderzył w bramkarza. Po przerwie obie drużyny grały bardziej zachowawczo, a Banik nie stwarzał już tylu sytuacji pod bramką gości. Piętnaście minut przed końcem spotkania gospodarze zaczęli bardziej atakować i znów byli bliscy zdobycia bramki po rzucie rożnym. Chwilę później Rudolf Reiter wpadł w pole karne Slavi omijając dwóch obrońców niedając się zatrzymać, położył nawet bramkarza, ale tak wyprowadzili go z równowagi, że nie był w stanie już nic zrobić. W ostatnich minutach regulaminowego czasu goście też próbowali przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale sędzia zakończył spotkanie przy stanie 0:0. Oznaczało to oczywiście dogrywkę i kolejne pół godziny wielkich emocji. Jeszcze w pierwszej połowie dogrywki, a dokładniej w 102. minucie Dame Diop otworzył wreszcie wynik spotkania pokonując bramkarza głową po dośrodkowaniu z prawej strony od Martina Fillo. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą połowę dogrywki i zostało piętnaście minut, aby utrzymać prowadzenie. Banik po tej bramce złapał wiatr w żagle i dążył do podwyższenia wyniku. Cztery minuty przed końcem dogrywki Milan Jirasek wrzucił wprost na głowę Tomasa Smoly, a ten również głową pokonał bramkarza gości. Gospodarze dowieźli zwycięstwo do końca i obyło się bez rzutów karnych. Można powiedzieć, że był to rewanż za zeszłoroczny finał pucharu Czech, kiedy to Banik przegrał 0:2 ze Slavią.   

Po trzech dniach piłkarze z Ostravy udali się na wyjazd do Pragi, aby tam rozegrać ligowe spotkanie ze Slavią Praga, czyli liderem pierwszej ligi. Pucharowe zwycięstwo nie przyszło łatwo, a do rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka, więc można było się domyślić, że Slavia będzie chciała się odegrać. I tak też się stało, gospodarze od początku spotkania zaatakowali bramkę gości. W 22. minucie Ladislav Takacs uderzył głową z jedenastego metra po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, ale piłka przelatuje tuż przy słupku. Sześć minut później Viktor Budinky przecina prostopadłe podanie. Kolejne próby Slavi przelatywały obok słupka i wydawało się, że tak zakończy się pierwsza połowa spotkania. Jednak dwie minuty przed końcem Petr Sevcik podał prostopadle do Toamasa Souceka, a ten mocnym strzałem pokonał bramkarza gości. Jeszcze w doliczonym czasie gry mogła paść kolejna bramka dla gospodarzy, ponieważ Budinksy źle przyjął podanie i do piłki doszedł Sevcik, na szczęście w pole wrócili obrońcy. Po zmianie stron Slavia jeszcze bardziej przycisnęła gości i po trzech minutach Peter Olayinka podwyższa wynik spotkania. Jednak sędzia po weryfikacji VAR unieważnia bramkę dopatrując się spalonego. Chwilę później znów zagotowało się pod bramką Banika, ale tym razem udało się uniknąć konsekwencji. W 52. minucie znów Tomas Soucek wpisuje się na listę strzelców dobijając piłkę odbitą od obrońcy. Dwubramkowe prowadzenie jeszcze bardziej napędziło Slavię, która chciała zdobyć kolejną bramkę. W 61. minucie Milan Jirasek zostaje ukarany czerwoną kartką za faul w polu karnym i Slavia stanęła przed kolejną okazją na zdobycie bramki. Do wykonania jedenastki podszedł zdobywca dwóch pierwszych bramek, ale Viktor Budinsky wyczuł go i wynik spotkania nie uległ zmianie. Siedem minut później Stanislav Teci dobił strzał pierwotnie wybroniony przez bramkarza i zdobył swojego pierwszego gola w tym sezonie. W 71. minucie Banik wyszedł z kontrą dwóch na dwóch, ale Rudolf Reiter za wolno przełożył sobie piłkę i uderzył prosto w obrońcę. Po sześciu minutach Petr Sevcik na dwa razy pokonał bramkarza gości i pewne już było, że powrót do Ostravy nie będzie należał do przyjemnych. Banik starał się zdobyć bramkę honorową, ale Ondrej Kolar zachował czyste konto do końca spotkania. Niestety tym razem Banik zagrał fatalnie oddając zaledwie jeden celny strzał w całym spotkaniu. Skrót z tego spotkania możecie zobaczyć poniżej. 

.
Kolejne spotkanie Banik rozegra już w piątek 08.11.2019 o godzinie 18:00 na własnym stadionie z MFK Karvina.         

FC BANÍK OSTRAVA – SK SLAVIA PRAHA 2:0 (0:0)

Bramki: 102. Diop, 116. Smola.

FC Baník Ostrava: Laštůvka – Fillo, Pokorný, Procházka, Stronati, Fleišman – Reiter (107. Holzer), Jirásek, Hrubý, Kuzmanovič (101. Smola) – Diop (109. Granečný).

SK Slavia Praha: Kolář – Holeš (91. Coufal), Kúdela, Frydrych, Zelený – Traoré (106. Tecl)– Masopust, Hušbauer, Hora, Provod (64. Stanciu) – Van Buren (72. Júsuf)

Żółte kartki: Jirásek, Fleišman, Diop, Granečný – Frydrych, Traoré, Jusuf.

Widzów: 6878.

SK SLAVIA PRAHA – FC BANÍK OSTRAVA 4:0 (1:0)

Bramki: 43. Souček, 52. Souček, 68. Tecl, 77. Ševčík.

SK Slavia Praha: Kolář – Coufal, Takács, Frydrych, Bořil – Souček (78. Júsuf Hilál) – Ševčík, Stanciu (69. Traoré), Hušbauer, Olayinka (73. Van Buren) – Tecl.

FC Baník Ostrava: Budinský – Fillo, Pokorný, Procházka, Stronati, Fleišman – Reiter (76. Holzer), Hrubý (46. Smola), Jirásek, Kuzmanovič (60. Granečný) – Diop.

Żółte kartki: Bořil, Coufal, Stanciu, Takács – Jirásek, Fillo, Diop, Fleišman.

Czerwone kartki: 61. Jirásek.

Widzów: 18297.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga