Piłka nożna Wywiady
Proksa: Nie jestem tu by mnie lubiano [WYWIAD]
Przed meczem z Bytovią mieliśmy okazję chwilę porozmawiać z dyrektorem sportowym GieKSy- Grzegorzem Proksą. Zachęcamy was do zapoznania się z tym co miał do powiedzenia dyrektor. Zachęcamy was również do przekazania tego wywiadu wszystkim tym, którzy są związani kibicowsko z naszym klubem. Wierzymy, że działania, które chce wprowadzić dyrektor przyniosą odpowiedni rezultat w postaci zbudowania zespołu na miarę ekstraklasy.
GieKSa.pl: Mimo słabych wyników piłkarskich wciąż nie ma decyzji co do przyszłości trenera Skowronka w klubie. Kiedy możemy spodziewać się informacji, czy trener zostaje na kolejny sezon, lub też czy odchodzi z klubu?
Proksa: Myślę, że jeszcze musimy trochę poczekać z taką decyzją. Mamy jeszcze 9 kolejek do końca. Będziemy wyciągać odpowiednie wnioski, ale wiadomo, że trenera weryfikuje wynik sportowy.
Pytamy o kontrakt trenera gdyż zbliża się koniec sezonu, a wraz z nim potężna przebudowa pierwszego zespołu. Pytanie, kto będzie ją firmować. Czy nie będzie tutaj konfliktu interesów, jeśli chodzi o dobór zawodników, rozmowy z tymi, którzy mają przyjść do GieKSy?
Zdajemy sobie sprawę z tego, jakie pozycje są zagrożone, na niektórych na pewno jest potrzebna zmiana. My to wiemy i wiedzą to wszyscy związani z klubem. Ci, którym kończą się kontrakty muszą powalczyć, żeby zostać.
Trener Skowronek jest obecnie w komitecie transferowym. Czy nie byłoby lepiej aby przed pierwszymi rozmowami z piłkarzami najpierw zadecydować czy trener zostanie na stanowisku?
Na dzień dzisiejszy trener jest w klubie, nie chciałbym go drażnić by on rozmyślał o tym, czy będzie tutaj pracować w następnym sezonie. Chciałbym by skupił się na najbliższym meczu. Nie chcę burzyć harmonii. Trener wie, że będzie rozliczany z wyniku i to musi go obronić.
Czyli na ten moment tym wynikiem się nie broni?
Odpowiedział Pan sam na to pytanie, wiemy to wszyscy. Wszyscy widzimy te mecze, które graliśmy, tym bardziej ja. Dzisiaj chodzę zdenerwowany a grając z takim rywalem nie powinienem być zdenerwowany, powinienem być spokojny i liczyć ile bramek dziś strzelimy by wygrać ten mecz. Tego niestety nie wiemy. Do tego liga jest zwariowana. Patrzę na telefon i widzę wyniki Termaliki z Widzewem. To są jaja. Termalica ma super jesień, potem odpuszcza i spada w tabeli. Trudno wyrokować, co będzie z zawodnikami. To oni muszą się obronić. Ilu z nich się obroni to już zależy od nich.
Dużo też chyba zależy od tego ile zawodników będzie chciało przyjść do GieKSy?
Zwróćmy uwagę na jedną rzecz. Miasto jest właścicielem, ono daje nam gwarancje i wymarzoną sytuację. Ile mamy klubów w I lidze, które mają podobne perspektywy? Zagłębie na pewno, Nieciecza i Bytovia finansowo. Inny aspekt to kibice, stadion, otoczenie. Podejrzewam, że sportowiec wybierający swoją drogę kariery będzie chciał grać w dobrym klubie, w centrum aglomeracji gdzie będzie oglądany przez innych, w klubie, który ma kibiców. Stadion na ten moment w I lidze w porównaniu do innych zespołów jest dobry. Mamy perspektywę nowego obiektu, oczywiście kibice liczą na 18-20 tysięcy, podczas gdy miasto chce 12, ale jestem optymistą. Jestem dobrej myśli, bo miastu też przecież zależy na dobrym wizerunku klubu. Ja jestem tutaj od tego by zbudować zespół od strony sportowej. Chciałbym wprowadzić twardy, solidny mechanizm, którego będziemy się trzymać. Nie patrzę w perspektywie meczu z Bytovią czy też Zagłębiem. Chciałbym by wyniki pracy i tego systemu były widoczne w przeciągu maxymalnie 2 lat. Jesteśmy ogromnym potencjałem, pytanie jak on był wykorzystywany w przeszłości. Niech Pan prześledzi, jakich transferów dokonywaliśmy w ostatnich latach.
Prześledziłem dokładnie. Skrzypczak, Budziłek, Sadzawicki trafili do ekstraklasy w ostatnim czasie. Reszta gra w niższych ligach z tych, którzy przyszli i zdążyli odejść.
Czyli zrobił Pan pierwszy etap analizy. Gdzie jest myślenie o zawodnikach, kiedy sprowadzano 27-30 letnich zawodników, którzy kompletnie się nie sprawdzali. Dobierając zawodnika można określić jego motorykę, zaangażowanie, jak się prowadzi zawodnik, czy ma ułożoną rodzinę. Na tej płaszczyźnie trzeba też pracować. Przykład z dziś- Januszkiewicz, młody zawodnik, ogromy potencjał. Trzeba z nim pracować.
Pytanie teraz gdzie znaleźć takie osoby, które ukształtują tego zawodnika, słyszeliśmy opinie, że Januszkiewicz ma potencjał, ale np. taktycznie odstaje.
W takich zawodnikach jak on można coś zmienić, można go ukształtować. Jeśli mówimy o kolejnych transferach i zawodnikach, to może czas skończyć z zawodnikami, którzy będą na papierze świetni techniczni. Potrzebujemy chamów i buców, którzy rykną w szatni. Na ten moment takiego zawodnika nie ma w kadrze.
W redakcji zauważyliśmy ten problem. Wspominaliśmy o tym, że z postawy na boisku, z pozycji, na jakiej gra to Sławomir Duda może przyjąć taką rolę, ale do tego długa droga by jego tak ukształtować.
W klubie zawsze byli walczący zawodnicy. Jak szli pić to szli całą drużyną, ale grali jak drużyna, walczyli i oddawali serce. W obecnej kadrze jest tylko kilku takich piłkarzy. Trzeba zmienić tą mentalność. Dzisiaj jest znakomity mecz na to by przeprosić kibiców. Poprosiłem o spotkanie i rozmowę z Juniorem, poprosiłem by kibice pokazali piłkarzom, co stracą w przypadku, gdy się pożegnają z klubem. Rozumiem zdenerwowanie kibiców. W tamtym roku to ja myślałem, że sam wyrwę krzesełko widząc grę piłkarzy na boisku. Powiedziałem piłkarzom przed meczem z Bytovią: „Macie 90 minut by udowodnić swoją przynależność do klubu, ale dla mnie, macie jedynie 45 minut na to” . Spojrzeli na mnie zdziwieni, więc powiedziałem, dalej, że “jeżeli przez te 45 minut nie będziecie zapierdalać to ja będę pierwszy w przerwie, który będzie w szatni”. Z całym szacunkiem ja nie przyszedłem tutaj by być lubianym, mam to gdzieś, ja niejestem z piłkarzami kolegami. Ja dostałem kredyt zaufania od kibiców. Skoro byłem postrzegany przez wszystkie lata, jako osoba, która zapierdala, nie mogę teraz tego zmienić. Przyjeżdżam na zgrupowanie do Wałbrzycha, koniec drugiego tygodnia a tam wszyscy „świeżo od fryzjera”. Gdy ja kończyłem dwa tygodnie zgrupowania to nie miałem siły się ogolić. Piłkarzom trzeba zmienić mentalność, to się zmieni w czasie również poprzez indywidualne rozmowy. Nie przechwalając się mógłbym piłkarzom opowiedzieć kilka ciekawostek z mojej kariery sportowej. Ja osiągnąłem więcej niż miałem możliwości, ale nie, dlatego, że miałem talent. W Jaworznie 20 innych osób było lepszych ode mnie, ale to ja codziennie rano wstawałem o 5 i biegałem, bo wiedziałem, że tak robią najwięksi bokserzy na świecie. Przychodziłem z treningu, tłukłem się do szkoły, potem jechałem na trening, wracałem do domu z jęzorem wywieszonym. To było warte. W klubie niektórzy przyzwyczaili się do tego, że mają ciepłe etaty i nic więcej ich nie interesuje. Dziś ( w dniu meczu z Bytovią) też boję się, że to pójdzie w drugą stronę i będą przemotywowani,bo to również jest niebezpieczne. Zejdę do szatni by ich rozluźnić trochę, ale równocześnie przypomnę srodze, że dzisiaj jest mecz i od nich tylko zależy, jaki będzie wynik. Był cały tydzień na to by się do tego przygotować.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Anty GRZYB
13 kwietnia 2015 at 15:09
Panie dyrektorze albo Grzegorz juz wielu przed Toba tak mowilo i efakt znamy . Masz na pewno u kibicow jako jeden z nas wielki kredyt zaufania. trzymam kciuki i LEJ ICH NIECH CI CO NIE CZUJA GIEKSY W SERCU WYPIERDALAJA PRZECIETNIACTWA NIE TOLERUJEMY NA BUKOWEJ
tyta
13 kwietnia 2015 at 16:19
… no to się przygotowali i pokazali
kibic
13 kwietnia 2015 at 17:24
Cóż motywacja słowna nie pomogła, kara finansowa nie pomogła. Bytovia okazała się za trudnym rywalem dla tych grajków. Czas wymienić ich wszystkich. Oni się nie nadają. Tylko by spacerowali z panienkami po sklepach w Silesii, knajpach i mają wywalone, bo kasa leci i tak.
Irishman
14 kwietnia 2015 at 09:58
Ma rację dyrektor. W naszym klubie zawsze byli ludzie z charakterem i to jeszcze w czasach, których on nie może pamiętać, bo… nie było go jeszcze na świecie albo był bardzo mały. Pamięta ktoś Wiktora Morcinka? Może aż tak wielkiego talentu nie miał, ale jak schodził z boiska to był czerwony jak burak, bo dawał całe serducho nas placu. Pamięta ktoś Franka Sputa, który z kontuzją, stanął na jednej nodze i dalej bronił dopóki sędzia nie przerwał gry? Pamięta ktoś jak Darek Grzesik z kontuzją, utykając biegał po boisku pod poolem karnym rywali, bo już nie można go było zmienić? Mając takich zawodników ten klub (tak jak p. Grzegorz) zrobił więcej niż mógł, wyszedł z cienia i stal się wielki. Dziś mam wrażenie, że od ponad roku jest odwrotnie i zawodnicy robią mniej niż by potrafili, a przez to ciągną klub w dół. Ale dziś nie ma wśród nich takich piłkarzy „z jajami”… choć niedawno był – Adrian Napierała, który z wylatującym ciągle barkiem pokazywał dawał od siebie pięć razy więcej niż inni, zdrowi!