Piłka nożna Wywiady
Pielorz: Cieszę się, że tutaj jestem
Przed meczem z Wigrami spotkaliśmy się z Łukaszem Pielorzem by porozmawiać dłużej o GieKSie, Niecieczy oraz jego dokonaniach piłkarskich. Poczytajcie zatem co miał do powiedzenia nasz nowy zawodnik.
GieKSa.pl: Gdy spoglądaliśmy na terminarz, sierpień wydawał się być ciężkim miesiącem. 6 Meczów do tego Puchar Polski. Mamy 10 punktów, jak Ty oceniasz ten dorobek?
Pielorz: Myślę, że z każdym meczem się rozkręcamy. Dobrze rozpoczęliśmy z Widzewem, potem złapała nas lekka zadyszka i pojawiły się nerwowe reakcje kibiców. Myślę jednak, że później spokojną pracą doszliśmy do tego, że gramy solidnie i zbieramy te punkty. W ostatnim czasie mamy w 3 meczach 7 punktów, tak więc czekamy na wrzesień i jedziemy dalej.
Nasza redakcja oraz sami kibice odnoszą się do Twojej gry pozytywnie. Widzą, że Twoja osoba wzmocniła obronę GieKSy. Jak byś Ty sam ocenił swoją postawę w tych meczach?
Na pewno w Legnicy nie było dobrze, bo osłabiłem zespół zarówno w tym spotkaniu jak i w następnym z Niecieczą, czerwona kartka tutaj była na minus, chociaż ja dalej twierdzę, że nie powinno jej być. Na meczach, które są już za nami nie chciałbym się skupiać, muszę myśleć o przyszłości i o tym co będzie dalej.
To, co najbardziej zwraca uwagę w Twojej grze to bardzo dobre czytanie gry, ustawianie się na boisku czy gra głową. To zawsze były Twojej atuty? W tym czujesz się dobrze na boisku?
Wszystko przychodzi również z wiekiem. Długo już gram w piłkę i od dłuższego czasu potrafię dobrze czytać grę. Myślę, że to jest mój atut, cieszę się, że to widać. To się również przydaje zespołowi. Oby było tak dalej, że się udaje. Wiadomo, że mogą się zdarzyć złe momenty w grze, ale na razie jest pozytywnie.
Twoje wsparcie doświadczeniem bardzo pozytywnie wpłynęło na grę Kamińskiego i Jurkowskiego. Taki był zamiar trenera Moskala by ściągnąć Pielorza, który wesprze młodszych?
Kamiński i Jurkowski to solidni gracze. Są dobrze przygotowani. Wspieramy się razem i dobrze to wygląda. W miarę upływu czasu i kolejnego meczu będziemy czuli się jeszcze lepiej. Zgrywamy się cały czas, rozumiemy się coraz lepiej. Mam nadzieję, że będzie to wyglądać jeszcze lepiej. Nie chciałbym mówić, że to oni grają dobrze przy mnie, bo ja sam mogę powiedzieć, że moja dobra forma to również ich zasługa.
Twoja postawa w defensywie jest pozytywna. W ataku z uwagi na założenia taktyczne nie włączasz się aktywnie do ataku. Jeśli jednak prześledzimy Twoje statystyki to w karierze nie strzelasz dużo bramek. Defensywa to zawsze był Twój główny cel?
Rzeczywiście dużo bramek nie strzelam. W Niecieczy miałem bodajże 2 bramki. Grając jednak na boku obrony w ustawieniu 4-4-2 zaliczyłem parę asyst i grałem do przodu. W Katowicach zostaję w obronie gdyż takie są zalecenia trenera. Nie mam prawa się wyłamać z tego schematu, gdy zostajemy 3 w obronie. To Pietrzak jest tym aktywniejszym, który gra na skrzydle i ma atakować z obrony.
Z wejściem do drużyny nie miałeś „respektu” z wejściem do szatni, w pierwszym meczu solidnie krzyczałeś na Kamińskiego, gdy ten źle podał do bramkarza. Na to uwagę zwrócili również kibice i po pierwszym meczu pojawiły się głosy, że taka postawa jest godna kapitana drużyny. Jesteś nowym zawodnikiem, hierarchia do opaski jest ustalona, ale widziałbyś się w tej roli z taką postawą?
Mam taki charakter, że mocno się denerwuje na boisku. Pamiętam tą sytuację z Widzewem i Kamińskim. Energicznie do niego podbiegłem, ale nie chciałem na niego krzyczeć tylko chciałem go zmobilizować i przybić piątkę. Myślę, że mam cechy przywódcze, piłkarski charakter się kształtuje przez te wszystkie lata. W juniorach mało kto się odzywa, w miarę upływu czasu człowiek nabiera charakteru, charyzmy i te nerwy na boisku muszą schodzić. W GieKSie by zostać kapitanem to jest jeszcze długa droga. Nie patrzę na to i nie zakładam tego.
Przed sezonem nastąpiło wiele zmian w GieKSie. Szybko pojawiły się informacje kto z tej drużyny odejdzie. Z jednej strony odejścia tych graczy, a z drugiej trener Moskal, z którym współpracowałeś. Nie miałeś obaw przed przyjściem do Katowic?
Było to moje 3 podejście do GieKSy, dwa nieudane. Byłem od początku zdecydowany by przyjść do GieKSy. Dla mnie decyzja była od razu podjęta. Nie zastanawiałem się na tym, kto odchodzi. Cieszę się, że jestem tutaj.
Wspomniałeś, że drużyna się rozkręca i zaczyna dobrze funkcjonować. Mecz na Flocie, mimo, iż nie był najlepszy w wykonaniu GieKSy to w perspektywie czasu będzie można uznać za taki mały przełom dla tej drużyny? Ta „bójka”, o której tyle mówiono was wzmocniła?
Myślę, że tak. Poprzednie mecze też już pokazały, że zaczynamy tworzyć drużynę. Jesteśmy zgraną drużyną i jeśli komuś dzieje się krzywda to reszta walczy za niego. Mecz z Flotą na pewno był przełomowy. Flota to ciężki teren. 3 punkty dały nam jeszcze większą motywację do pracy. One również dały przełożenie na te wyniki, które osiągnęliśmy po tym meczu. Oby to udało się kontynuować to będzie dobrze.
W tabeli liderem jest Nieciecza. Grałeś tam dwa lata. Powiedz, na czym polega „fenomen” tej drużyny. Wiele razy drużyny z małych miejscowości witały się z I ligą i szybko spadały. Tutaj Nieciecza gra o czołowe lokaty kolejny sezon.
Myślę, że jest to wynik bardzo dużych ambicji właścicieli Termaliki. Oni mimo niepowodzeń nie odpuszczają. Ludzie mówili przez te sezony, że jeśli nie awansujemy to będzie koniec tej drużyny. Jest jednak inaczej, Nieciecza ma się dobrze . Właściciele nie popadają w nerwowe ruchy, wykładają w dalszym ciągu swoje pieniądze. Myślę, że udało im się stworzyć bardzo ciekawą drużynę. Wydaje mi się, że będą w tym trwać gdyż to są tacy ludzie, którzy raczej nie odpuszczają.
Kibice GieKSy denerwują się, kiedy GieKSa przegrywa w takich miejscowościach. Powiedz jak to wygląda od drugiej strony w takim małym klubie ?
Gdy tam grałem, większość zawodników to byli doświadczeni gracze. Dla nas nie miało to znaczenia czy przyjeżdża GKS czy inny mniejszy klub. My graliśmy o 3 punkty, nikt nie gra oto by przegrać. Mieliśmy dobrą drużynę, mieliśmy szacunek do rywali, ale nie czuliśmy respektu przed nikim. Fajnie jak przyjeżdżali kibice bo czekaliśmy na to z utęsknieniem, gdyż lepiej się z nimi rozgrywa mecze. Gra przy cichych trybunach co tydzień nie była fajna.
Wcześniej spędziłeś trochę czasu grając w Odrze w Ekstraklasie. Trochę lat minęło od tamtego czasu, jak wspominasz tamten okres?
Minęło już parę lat, dobrze ten okres wspominam. Szkoda, że Odrze się nie udało utrzymać, bo być może do dziś byśmy tam grali, a ja również grałbym na wyższym poziomie. Super doświadczenie, każdemu życzę by tego doświadczył.
Nie było ofert by zostać w ekstraklasie?
Oferty były, ale miałem ważny kontrakt. Prezes nie chciał mnie puścić. Zostałem w Odrze, przytrafiła mi się kontuzja wiązadeł krzyżowych. Na koniec rozwiązałem kontrakt z winy klubu i poszedłem do niższej ligi do Rybnika.
W Twoim piłkarskim życiorysie jest również epizod w Grecji. Wyjazd był krótki, ale pozytywny? Opowiedz coś o tym więcej.
Poszedłem tam z Jastrzębia. Ściągnął mnie tam Polak, który tam grał – Paweł Hajduczek. W Grecji to była II liga. Całkiem inna kultura dla mnie. Byłem wtedy młodym graczem. Zaskoczyła mnie organizacja gry, poziom samej ligi, który był na wysokim poziomie. Dla mnie było to ciekawe doświadczenie. Bardzo miło to wspominam, było to wartościowe doświadczenie pod względem rozwoju zarówno piłkarskiego jak i personalnego. Poznałem język, zobaczyłem jak wygląda inna kultura gry.
Wspomniałeś o organizacji w Grecji, podpytam Cię więc jeszcze o organizację GieKSy i Niecieczy, która jest uważana za „wzór” w tej pierwszej lidze.
Nieciecza jest stawiana jako wzór organizacyjnie, ale ja bym powiedział, że to tylko w kwestii finansów. Jeśli chodzi o zaplecze, to nie ma rewelacji. Prostym przykładem jest np. pranie, którego w klubie nie ma. Z zewnątrz to wygląda fajnie, bo mówi się o dużych pieniądzach. W Katowicach ja nie mam na co narzekać. Organizacja jest dobra. W sprawach sprzętu jest dużo lepiej. Mogę mówić tylko pozytywnie o klubie.
Z Niecieczy przyszedł z Tobą Piotr Ceglarz. On powoli wchodzi do zespołu, jeśli chodzi o dobrą grę. Ty znasz tego zawodnika. Czego mu brakuje by pokazać pełen potencjał?
W Niecieczy zdobywał bramki i tego mu chyba najbardziej brakuje. Stara się, walczy, szarpie, ma asystę za mecz z Niecieczą. Myślę, że gdy zdobędzie gola to wtedy odblokuje się jeszcze bardziej. Ceglarz jest młody i dynamiczny. Będzie jeszcze z niego pociecha.
Wróćmy do tego co przed nami. Wrzesień rozpoczynamy serią meczów z beniaminkami. Jakbyś ocenił te mecze? Na papierze wydają się one łatwiejsze, ale wszyscy wiemy, że często te słabsze drużyny sprawiają więcej kłopotów. (wywiad przeprowadzono przed meczem z Suwałkami)
Ja myślę, że to będą bardzo trudne mecze. My musimy się skupić na następnym z Wigrami, a nie patrzeć na to, że czekają nas 3 mecze z beniaminkami. Musimy pokazać, że ostatnie mecze to nie przypadek. Będzie ciężka przeprawa. Takie zespoły często się „spinają” na te kluby, które od dawna grają w pierwszej lidze. Szczególnie na te z kibicami, którzy reagują na wydarzenia boiskowe i prowadzą doping. Jesteśmy coraz wyżej w tabeli i to też będzie mobilizacja dla tych zespołów. Mam nadzieję, że udowodnimy w nich naszą wartość.
W GieKSie do zespołu wchodzą aktywnie młodzi gracze. Ty, jako ten doświadczony jak oceniasz ich grę i formę? Jak patrzysz na ich młodzieńczą fantazję?
Młodzi gracze tacy jak Januszkiewicz, Bętkowski to melodia przyszłości GieKSy. Chłopaki będą się jeszcze długo rozwijać. Wiadomo, że te super zagrania na fantazji, przeplatają się z prostymi stratami, ale to wynika z braku doświadczenia. My, jako starsi zawodnicy na pewno staramy się im podpowiadać. Ja mam tylko nadzieję, że oni biorą to sobie do siebie, a nie wpuszczają jednym uchem, a drugim wylatuje. Ja pamiętam, jak jako młody zawodnik słuchałem rad Ryśka Stańka. Ja bardzo się tym przejmowałem i brałem to do siebie. Wyszło to na plus dla mnie. Mam nadzieję, że oni również będą brać do siebie nasze uwagi i będą wyciągać wnioski ze swojej gry. Na razie na boisku wyglądają dobrze, ale muszą pamiętać, że to dopiero początek ich kariery z piłką.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.







































Najnowsze komentarze