Dołącz do nas

Piłka nożna

Optymistyczna porażka na inaugurację

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ekstraklasa w końcu zawitała na Bukową. GKS Katowice sezon rozpoczął spotkaniem z Radomiakiem Radom.

Już od wczesnych godzin porannych czuć było atmosferę święta w Katowicach, ogrom fanów w charakterystycznych żółtych koszulkach reklamował zbliżające się spotkanie. Patrząc na skład, jaki desygnował do gry od pierwszych minut Rafał Górak, można było dostrzec trzy zmiany względem żelaznej pierwszoligowej jedenastki odpowiedzialnej za awans. W bloku defensywnych miejsce Martena Kuuska zajął Lukas Klemenz, Antoniego Kozubala zastąpił Bartosz Baranowicz, natomiast w miejscu Mateusza Marca pojawił się Borja Galan.

Równo z gwizdkiem arbitra na Blaszoku została zaprezentowana efektowna oprawa „Houston, macie problem!” w nawiązaniu do prezentacji „Zawieszeni w czasoprzestrzeni”, która miała miejsce kilka lat temu.

Od pierwszych minut to goście grali odważniej i starali się zepchnąć trójkolorowych do defensywy. Katowiczanie byli dobrze ustawieni przed polem karny, skutecznie oddalali zagrożenie. Pierwszy raz Kikolskiego zatrudnił Galan w 9. minucie, ale jego strzał z rzutu wolnego zdołał sparować za linię golkiper Radomiaka. Zawodnik ten świetnie interweniował w kolejnej akcji, broniąc strzał Rogali. GieKSa grała coraz pewniej i coraz lepiej, co tylko nakręcało fanów zgromadzonych przy Bukowej. W 15. minucie szybki wypad pod bramkę rywala zamienił na strzał Rafał Wolski, ale piłka po odbiciu od poprzeczki wyleciała poza boisko. Dwie minuty później z bliska pomylił się Leonardo Rocha. Groźną okazję sprokurował Baranowicz swoją groźną stratą na własnej połowie. Radomiak z każdą minutą spychał GieKSę do obrony i w końcu dopiął swego w 25. minucie. Bramkę zdobył Leonardo Rocha strzałem głową, który wygrał pozycję z Lukasem Klemenzem. Katowiczanie ruszyli do odrabiania strat. Dobrą akcję na lewej stronie zbudował Rogala z Galanem, a dośrodkowanie na strzał zamienił Wasielewski, jednak trafił prosto w bramkarza. Przytomnie zachował się Bergier w 33. minucie, kiedy zdołał odebrać rywalowi piłkę w jego polu karnym i oddać strzał, jednak nie sprawił on problemów Kikolskiemu. Rocha ponownie wpakował piłkę do siatki GieKSy w 37. minucie, wykorzystując niefrasobliwość obrońców – zdołał przyjąć futbolówkę w polu karnym tyłem do bramki, odwrócić się i uderzyć. Do końca pierwszej połowy oba zespoły nie stworzyły więcej okazji bramkowych i do szatni katowiczanie musieli zejść z dwubramkowym bagażem.

Trener Górak w przerwie dokonał jednej zmiany – Baranowicza zastąpił Milewskim, więc GieKSa drugą połowę rozpoczęła bez młodzieżowca. W 48. minucie dobrą okazję miał Klemenz, jednak za bardzo wszedł pod piłkę przy strzale głową i mocno przestrzelił. Świetną kontrę wyprowadzał Galan, który został sprowadzony do parteru w okolicach środka pola. Sędzia zatrzymał grę mimo posiadania piłki GieKSy i przewagi liczbowej nad rywalem, co spotkało się z lawiną gwizdów ze strony trybun. W 56. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego świetnie nabiegł Komor i uderzył głową, ale nieznacznie się pomylił. Dwie minuty później katowiczanie rozegrali kombinacyjny atak i piłkę otrzymał w polu karnym niepilnowany Galan, ale jego strzał został przyblokowany i futbolówkę zdołał ostatecznie złapać Kikolski. Po tym zagraniu Galan potrzebował pomocy fizjoterapeutów. W 64. minucie na boisku pojawił się Adam Zrelak zmieniając Sebastiana Bergiera. Radomiak skutecznie kradł czas, czym wybijał katowiczan z rytmu. Trener Górak w 71. minucie dokonał podwójnej zmiany, wprowadzając Czerwińskiego i Marca kosztem Błąda i Repki. Co ciekawe Marcin Wasielewski na boisku zajął miejsce Oskara Repki. Piętnaście minut przed końcem ponownie uderzał głową Komor, będąc już blisko bramki i ponownie niecelnie. GieKSa próbowała, ale nie była w stanie wpakować piłki do bramki rywala. W 82. minucie rywale zderzyli się przed polem karnym, a do piłki dopadł Marzec i huknął jak z armaty, Kikolski nie miał szans mimo próby interwencji. Stadion eksplodował, pojawiła się wiara, że ten mecz nie musi zakończyć się porażką. Radomiak ratował się grą na czas, w drugiej połowie zespół Baltazara otrzymał trzy żółte kartki za opóźnianie gry. Arbiter doliczył 5 minut do regulaminowego czasu gry. W doliczonym czasie gry strzał trójkolorowych z pola karnego został zablokowany przez obrońców, w tym zamieszaniu mogła paść bramka. Minutę przed końcem doliczonego czasu gry głową ponownie uderzał Komor i niestety ponownie niecelnie. Radomiak potrzymał piłkę w narożniku, poprzeszkadzał i zdobył trzy punkty na Bukowej, nie oddając strzału w drugiej połowie.

20.07.2024, Katowice
GKS Katowice – Radomiak Radom 1:2 (0:2)
Bramki: Marzec (83) – Rocha (24, 37).
GKS Katowice: Kudła – Wasielewski, Jędrych, Klemenz, Komor, Rogala – Błąd (71. Marzec), Baranowicz (46. Milewski), Repka (72. Czerwiński), Galan (84. Arak) – Bergier (64. Zrelak).
Radomiak Radom: Kikolski, Jordao, Grzesik (90. Mammadov), Alves, Peglow (90. Cielemiecki), Cichocki, Rocha, Outtara, Wolski (77. Luizao), Rossi, Vagner Dias (74. Leandro).
Żółte kartki: Repka – Vagner Dias, Grzesik, Jordao, Peglow, Rocha.
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 6720.

11 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

11 komentarzy

  1. Avatar photo

    Łukasz Z

    20 lipca 2024 at 16:50

    Panie Trenerze proszę postawić na Mateusza Marca nie na Błąda i Maka. On jest najlepszy!!!

  2. Avatar photo

    NoName

    20 lipca 2024 at 17:08

    Optymistyczna??? Haha… Spadek pewny. Radomiak im odpuścił bo widział, że nieudaczniki nic nie grają. Co za łeb to pisał. Optymistyczna 🤣🤣🤣🤣

    • Avatar photo

      Toczmek

      20 lipca 2024 at 22:01

      Bartek,
      ja to pisałem i się pod tym podpisuję.
      Opisz szerzej swoją opinię, bo z tego komentarza nic nie wynika 😉

      • Avatar photo

        NONAME

        21 lipca 2024 at 09:50

        Przede wszystkim sorry, że tak agresywnie. Ochłonąłem. Teraz postaram się, merytorycznie przedstawić swój punkt widzenia.
        Uważam, że ten mecz był słaby w naszym wykonaniu. Początek mocny. Po 10 minutach już jakby nie mieli pomysłu. Oddali inicjatywe i nara dwie bramki. Druga połowa może trochę lepiej były jakieś przebłyski. Jednak sytuacji 100% praktycznie nie było. Mimo, że graliśmy praktycznie cały czas na połowie Radomiaka to ja uważam, że to oni kontrolowali ten mecz.
        Tak porównam to do Hiszpanii na EURO. Wiadomo, nie ten poziom sportowy itd, ale to takie pierwsze co mi przyszło na myśl. Oddawali inicjatywę, ale czy tracili kontrolę nad meczem? No, raczej nie. To samo bym powiedział o wczorajszym meczu Radomiaka. Mieli wynik cofnęli się. Strzał życia Marca ok. Były może jakieś zrywy, ale to za mało.
        Wydaje mi się, że dużo ludzi żyje jeszcze w euforii po awansie i patrzy na nas zbyt optymistycznie właśnie. Powiecie sezon długi – ok. Nie da się zaprzeczyć. Jednak trzeba sobie też uczciwie powiedzieć, że my w większości meczów nie będziemy faworytem. Pokusił bym się nawet o stwierdzenie, że nie będziemy mieli wygranych dwóch meczów z rzędu podczas tego sezonu. Buki słusznie nas skazują na spadek. Zacięta walka o utrzymanie do końca. Jeśli nie wygrywasz, nawet nie remisujesz u siebie z jedną z słabszych ekip to ciężko jednak szukać pozytywów. Teraz wyjazd na Stal, potem u siebie Raków. I nie będę zdziwiony jeśli po 3 meczach , będziemy mieć 0 pkt. Obym się mylil. Nie uważam też, że będzie coraz łatwiej…. Także obyśmy nie podzielili losu Ruchu z zeszłego sezonu.

        • Avatar photo

          Toczmek

          23 lipca 2024 at 22:13

          Rozumiem, jednak warto zwrócić uwagę na naszą kadrę. Zawodnicy, którzy doszli będą się przebijać, a patrząc na ich CV oczekuję, że będą wzmocnieniem. Dlatego ja pozytywnie patrzę w przyszłość

  3. Avatar photo

    Hurraoptymista

    20 lipca 2024 at 19:16

    Jednak z was są mega optymiści! Radomiak to od dwóch sezonów czerwona latarnia tej ligi Dodam jeszcze,że przegrana u siebie!

    • Avatar photo

      Toczmek

      20 lipca 2024 at 22:02

      Nie jestem hurraoptymistą, ale widziałem sporo pozytywów w tym meczu i uważam, że remis był w zasięgu.
      Skład był pierwszoligowy, nowi zawodnicy wejdą pewnie w przeciągu kilku kolejek, którzy mają podnieść jakość.

    • Avatar photo

      Gieksiorz

      21 lipca 2024 at 00:38

      W zeszłym sezonie radomiak wygrał na inauguracje w Zabrzu 2-0,a Górnik kończy sezon na 6 miejscu,z tym wieszczeniem spadku po 1 kolejce to śmiech na sali, będzie trudno ale nie przesadzajcie po 1 meczu, zresztą w tej lidze każdy może ograć każdego

  4. Avatar photo

    X

    20 lipca 2024 at 21:22

    Grali w 10 bo taki zawodnik jak Baranowicz to jakieś nieporozumienie. Ciężko będzie się utrzymać

  5. Avatar photo

    Titi

    20 lipca 2024 at 21:51

    Hip hip hurra przegraliśmy z radomiakiem u siebie. Najprawdopodobnie naszym rywalem w walce o utrzymanie.
    Tylko 1:2 przegraliśmy. Super pozytywnie, super optymistycznie! Oby więcej takich meczy !!

  6. Avatar photo

    Asdf

    21 lipca 2024 at 22:04

    Nie ma co panikowac po pierwszej kolejce, liga jest dluga a i tak mecz mogl sie podobac, popracowac jeszcze nad wykonczeniem i mozemy byc spokojni o utrzymanie

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga