Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Potrzebny nam mały cud
Rozpędzona GieKSa stoi przed wyzwaniem podtrzymania serii zwycięstw, jakiej w Katowicach dawno nie widziano: mecz z Piastem Gliwice będzie okazją do czwartego, a licząc Puchar Polski piątego zwycięstwa z rzędu. Rywal wydaje się idealny, bo okupujący ostatnie miejsce w tabeli, jednak w Gliwicach na pewno nie rzucono jeszcze ręcznika, więc nikt nie przyniesie nam trzech punktów na tacy. O nadziejach na utrzymanie, powodach do optymizmu i ambicjach przed meczem z GieKSą opowiedział nam kibic Piasta, w serwisie Twitter znany jako Przemek1945.
Przyglądając się z boku postawie Piasta w obecnym sezonie zapytam retorycznie: czy wy w ogóle chcecie utrzymać się w Ekstraklasie? Gdzie szukać argumentów, że taki scenariusz może się zrealizować?
Ostatnio sam zadaję sobie to pytanie. Dziś powodów do optymizmu szukałbym przede wszystkim w osobie nowego trenera, bo Daniel Myśliwiec jest specjalistą w swoim fachu, a biorąc pod uwagę możliwości finansowe Piasta jest to szkoleniowiec z najwyższej dostępnej nam półki. Ponadto, nadzieję może dawać kilka letnich transferów, przede wszystkim Leandro Sanca, który jest bardzo jakościowym zawodnikiem, podobnie jak obrońca Juande Rivas, który trafił do nas z Tenerife. Są to postaci, które jeszcze nie odgrywają kluczowej roli w tej drużynie, choć wkrótce powinny. Ponadto mam nadzieję, że zawodnicy, którzy przez lata decydowali o jakości tej drużyny, tacy jak Chrapek, Dziczek czy Czerwiński, zaczną znowu grać na miarę swoich możliwości i będziemy bardziej efektywni w tym, co robimy na boisku. Mimo wszystko muszę przyznać, że na ten moment wiary w szczęśliwy finał jest we mnie niewiele.
Zwróciłem na to uwagę czytając twoje wpisy na Twitterze. Czy to powszechny wśród kibiców Piasta nastrój, który dopuszcza do siebie myśl o coraz poważniejszym zagrożeniu spadkiem?
Wydaje mi się, że tak. Już od początku sezonu uważałem ten scenariusz za realny, bo nie mamy na tyle mocnej kadry, by myśleć o spokojnym miejscu w środku tabeli. Już w zeszłym roku kadra była wąska i trener Vukovic robił co mógł, aby osiągać dobre wyniki w Ekstraklasie i dobrze wywiązał się ze swojego zadania. Prawda jest jednak taka, że już wtedy Piast nie wyglądał najlepiej, a teraz jest jeszcze gorzej. Dlatego przeważają opinie, że do utrzymania będzie nam potrzebny mały cud, bo dziś trudno szukać powodów do optymizmu. Jeśli nadal będziemy punktować tak, jak dotychczas, to skończymy jak Zagłębie Sosnowiec kilka lat temu. Pozostaje wierzyć, że zmiana trenera będzie impulsem i już od najbliższego meczu z wami zaczniemy dopisywać sobie kolejne punkty.
Przed naszym meczem z Bruk-Betem Michał Trela z Canal+ powiedział mi, że Słonie nie są faworytem w żadnym meczu, zaznaczając przy tym, że być może były w Gliwicach, a i tak przegrały. Można to rozumieć, że Piast jest dziś traktowany jako jedna z najsłabszych, o ile nie najsłabsza drużyna w lidze. Twoim zdaniem, kosztem których drużyn możecie się utrzymać?
Na dziś widzę dwie – Arkę i właśnie Bruk-Bet. Uważam, że kadrowo są jeszcze gorsze niż my, ponadto grają raczej defensywnie, a taki pragmatyzm nie zawsze przynosi efekt, ponadto męczy – zarówno zawodników, jak i kibiców. Nad trzecim zespołem musiałbym się mocno zastanowić. Przed startem sezonu kandydata do spadku widziałem w Lechii z uwagi na minusowe punkty i w GieKSie, bo uważam, że wasza kadra nie jest wybitna, natomiast trener Górak robi u was świetną robotę. Nisko w tabeli jest Motor, ale ich Piast raczej nie prześcignie, bo bogaty właściciel na pewno dokapitalizuje drużynę w zimie. Tych drużyn nie jest więc dużo, ale z perspektywy ostatniego miejsca w tabeli trudno szukać słabości innych, gdy samemu ma się ich wiele, a dystans punktowy do bezpiecznych miejsc jest już spory.
W gromadzeniu punktów nie pomógł wam terminarz, bo w zasadzie od początku sezonu macie zaległości w postaci dwóch meczów z pucharowiczami. Liczysz, że po ich rozegraniu wasza sytuacja się poprawi?
Moim zdaniem na początku sezonu przekładane mecze były problemem, bo trudno było złapać odpowiedni rytm, szczególnie w obliczu wielu zmian w kadrze. Z drugiej strony w dalszej części sezonu ligowy cykl był już normalny, a punktów i tak brakowało, dlatego trudno się tym usprawiedliwiać. W obecnej sytuacji widzę szanse Piasta w konfrontacji z Lechem i Legią, które ostatnio grają dużo i możemy wykorzystać ich zmęczenie. Nie zapominajmy jednak, że to wciąż Lech i Legia, więc skoro nie udaje się nam wygrywać z drużynami słabszymi, to trudno mieć duże oczekiwania przed tymi pojedynkami. Niemniej jednak rozgrywanie meczów w grudniu zamiast w lipcu nie sprzyja ani frekwencji na trybunach, ani stanowi murawy, który u nas i tak jest nienajlepszy.
Wspominałeś już o ostatnich zmianach trenerów przy Okrzei. Tęsknisz za Aleksandarem Vukoviciem?
I tak, i nie. Wspominam go dobrze, jeśli chodzi o punkty w tabeli, natomiast to trener nie chciał kontynuować współpracy z Piastem, więc z niewolnika nie ma pracownika. Jeśli natomiast chodzi o styl, to uważam, że jego drużyna miała potencjał do bardziej efektownej i ofensywnej gry. Sam opowiadałem się za zmianą trenera, bo po tak długim czasie kibic ma już dość pragmatycznego, defensywnego futbolu, tym bardziej gdy przestaje się przekładać na wyniki. Docierają do mnie opinie kibiców innych drużyn, którzy dziś świętują, że Piast ze swoim stylem gry zmierza do 1. ligi i trudno się temu dziwić. Sam nie zakochałbym się w piłce nożnej, gdyby Piast-Korona był moim pierwszym meczem w życiu.
Receptą na ten stan rzeczy miał być szwedzki eksperyment z Maxem Mölderem. Czy to miało prawo się udać?
Piast przez lata skupiał się przede wszystkim na działaniach defensywnych, a nigdy nie był przesadnie skuteczny. Zatrudnienie Möldera miało być sygnałem do przerzucenia wajchy w drugą stronę. Docierały do mnie głosy z klubu chwalące metody treningowe Szweda, tymczasem nie znalazło to żadnego przełożenia na ligę. Moim zdaniem to, co działało w drugiej lidze szwedzkiej, nie wystarczyło na Ekstraklasę, która rozwija się coraz lepiej. Każdy błąd jest bezlitośnie wykorzystywany, co w tym sezonie zdarzało nam się wielokrotnie.
Czy Daniel Myśliwiec znajdzie sposób, by na nowo poukładać Piasta?
Musimy w to wierzyć. Trzeba szybko zacząć odrabiać straty do bezpiecznych miejsc, bo jeśli się to nie uda, to kolejna zmiana trenera nie będzie już miała sensu – ani nie będzie na to pieniędzy, ani nie będzie już czego ratować. Po ostatnich trzech meczach pozytywnie oceniam tę zmianę. Szczególnie w pucharowym meczu z Odrą wyglądaliśmy już znacznie lepiej, bo dotychczas zazwyczaj operowaliśmy piłką, a nie przynosiło to żadnych efektów. Trener Myśliwiec potrafi opowiadać o piłce – mam nadzieję że dotrze z tym do piłkarzy. Pierwszych widocznych efektów jego pracy spodziewam się jednak dopiero po przerwie reprezentacyjnej, bo musi mieć czas na wdrożenie swoich pomysłów.
Wspomniałeś już o wąskiej kadrze Piasta, a na ten sam problem wiosną zwracał uwagę Kacper Wójtowicz z serwisu PiastInfo. Czy latem zrobiono wystarczająco dużo, by sobie z tym poradzić?
Wciąż uważam, że ta kadrowa kołdra jest krótka – być może trochę dłuższa niż wiosną, ale wciąż niewystarczająco. Lepiej jest w ofensywie i na skrzydłach, ale potrzeba czasu na zgranie. Leandro Sanca i Jason Lokilo mają sporo jakości, pozytywnie zaskoczył mnie też Juande Rivas, który gra na środku obrony. Największe problemy Piasta widzę jednak w środku pola, który przez lata funkcjonował bardzo dobrze. Na dziś mamy jednego defensywnego pomocnika, czyli Patryka Dziczka, który jest totalnie bez formy i gdyby tylko miał rywala, to nie podniósłby się z ławki.
Przed naszym meczem ze składu Piasta wypada Michał Chrapek, który „popisał się” akcją ratunkową w końcówce meczu z Koroną, za co zobaczył czerwoną kartkę. To dla was duże osłabienie?
Paradoksalnie, w mojej opinii akcja na czerwoną kartkę w meczu z Koroną była najlepszym zagraniem Michała w tym sezonie, bo tym sposobem uratował dla nas jeden punkt, który może się okazać bardzo cenny. Nie traktowałbym jego nieobecności jako szczególnego osłabienia, bo sam fakt, że stracił miejsce w podstawowym składzie przy tak wąskiej kadrze nie świadczy najlepiej o jego formie. Chrapek nie biega zbyt wiele i w statystyce sprintów wypada blado, dlatego jego brak nie będzie mocno odczuwalny w sobotę. Większy problem dostrzegam w tym, że Quentin Boisgard, który miał stanowić o sile naszego środka pola, wygląda równie słabo. Oczekiwania wobec niego były spore, tymczasem jak dotąd zamiast bramek i asyst kolekcjonuje żółte i czerwone kartki.
Latem Gliwice na Katowice zamienił Maciej Rosołek. Jak wspominasz tego zawodnika i czy twoim zdaniem może się jeszcze okazać wartością dodaną dla GieKSy?
Moim zdaniem Rosołek nie sprawdził się w Piaście, mimo że był mocno ciągnięty za uszy przez trenera Vukovicia. Dlatego nie uważam, że na jego pozycji grał najlepszy na tamten moment zawodnik. W ubiegłym sezonie mieliśmy duże problemy z napastnikami, bo ani Piasecki, ani Rosołek nie wywiązywali się należycie z tej roli. Gdy zimą do Gliwic trafił Andréas Katsantónis – król strzelców ligi cypryjskiej, Rosołek został przesunięty na skrzydło i szczerze mówiąc wyglądał tam fatalnie. Podejrzewam, że na poziomie pierwszej ligi byłby solidnym zawodnikiem – pamiętam go z dobrej gry w Arce, natomiast nie dostrzegam w nim żadnej cechy, która wyróżniałaby go w Ekstraklasie: ani nie wygrywa pojedynków główkowych, ani nie potrafi się zastawić, nie jest też najszybszy i średnio u niego z dryblingiem, ponadto kuleje u niego wykończenie. Szczerze mówiąc byłem mocno zdziwiony, że po odejściu z Gliwic znalazł zatrudnienie w Ekstraklasie. W porównaniu do Szkurina i Zreľáka Rosołek to zdecydowanie półka niżej.
Sam Adam Zreľák dał się wam we znaki w meczu w Gliwicach. Jak wspominasz naszą rywalizację w ubiegłym sezonie?
Przyznam, że niewiele pamiętam z meczu w Katowicach, co też jest pewną laurką dla tego „widowiska”. Z kolei mecz w Gliwicach był bardzo ciekawy, mimo że Zreľák popsuł nam humory zdobywając dwa gole. Było widowiskowo, ze zwrotami akcji – dla nas to dość niecodzienny scenariusz w ostatnich latach. Chciałbym, aby sobotni mecz był bardziej zbliżony do jesiennego pojedynku niż wiosennego ze starej Bukowej.
Czy obie drużyny mają dziś potencjał na podobne widowisko co w Gliwicach?
Spodziewam się, że w defensywie wyjdziemy ustawieni podobnie jak na mecz z Koroną: po lewej zagra Drapiński, który nie ma inklinacji do gry ofensywnej, więc z tamtej strony będziemy się raczej skupiać na neutralizowaniu ofensywy GieKSy, która dysponuje sporą jakością na skrzydłach. Patrząc realnie uważam, że w sobotę obejrzymy mecz do pierwszego gola. Będę mocno zdziwiony, jeśli kibice doczekają się więcej niż jednej bramki.
Kto twoim zdaniem strzeli tego kluczowego gola?
Jeśli mamy się utrzymać, to musimy strzelać, więc optymistycznie zakładam, że trafi Dalmau, który dochodzi do pełni formy po kontuzji. Osobiście cenię również Giermana Barkowskiego, który trafiał już na Nowej Bukowej w barwach Puszczy. Uważam, że obaj mogliby grać razem w ustawieniu 4-4-2.
Jesteśmy świeżo po losowaniu kolejnej rundy Pucharu Polski. Los zgotował nam podobny scenariusz, bo wy gracie u siebie z obecnym mistrzem, a my z poprzednim. Jak oceniasz nasze szanse?
Ani wy, ani my nie będziemy faworytem tych pojedynków, mimo że na naszą korzyść działa mecz u siebie. Osobiście wyżej cenię Jagiellonię niż Lecha, dlatego uważam, że to was czeka trudniejsze zadanie. Nadziei dla nas szukam w terminarzu, bo mecz w grudniu na nienajlepszej murawie w Gliwicach będzie utrudnieniem dla Lecha, który w rytmie europejskich pucharów będzie musiał rotować składem. Dlatego nie wykluczam naszego zwycięstwa 1:0 po przypadkowym golu. Mimo wszystko skupiałbym się jednak na lidze, bo to jest dla nas priorytetem.
Powodów do radości, w przeciwieństwie do sekcji piłkarskiej, dostarcza gliwiczanom sekcja futsalowa: Piast to mistrz Polski, który dobrze radzi sobie w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Jakie zainteresowanie budzi ta dyscyplina?
Biorąc pod uwagę, że fani piłkarskiego Piasta nie są ostatnio zbyt liczni, to grupa sympatyków futsalu jest jeszcze mniejsza, bo nie jest to zbyt popularna dyscyplina sportu. Warto jednak zaznaczyć, że Gliwice są kolebką futsalu w Polsce. Mała hala, która mieści kilkuset widzów, zwykle się zapełnia, natomiast na meczu Ligi Mistrzów rozgrywanym na dużej hali gliwickiej Areny odnotowano ponad 10 tysięcy widzów, co jest absolutnym rekordem w historii polskiego futsalu. Mimo to jednak piłkarski Piast budzi na co dzień większe zainteresowanie kibiców w Gliwicach.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze