Piłka nożna
Noty i opisy za Niecieczę
Sam mecz jako taki z Niecieczą nie był jakiś tragiczny w wykonaniu GKS Katowice. Ot w pierwszej połowie w miarę wyrównany, w drugiej już zdecydowanie piłkarsko Nieciecza była lepsza. Było też nieco więcej walki w wykonaniu naszego zespołu. Nadal jednak nie było gryzienia trawy, które po ostatnich meczach po prostu było niezbędne. Do tego pojawiły się znów koszmarne błędy w obronie, które – znów to napiszemy – nie przystoją amatorowi ze średnią sparwnością fizyczną. Dlatego sam mecz z Niecieczą jako taki nie uprawnia może do epitetów, których używają kibice, a także my – jako redakcja – natomiast całokształt twórczości nie został meczem z Niecieczą zamazany, tylko wzmocniony.
Antonin Bucek – 6
Normalmny, przeciętny mecz bramkarza. Nic specjalnie nie wybronił, no może poza jednym średnio groźnym strzałem z wolnego. Przy bramkach nie zawinił, może mieć tylko pretensje do swoich kiepskich obrońców, że dopuszczają do takich sytuacji.
Alan Czerwiński – 5,5
Zadziwiająco poprawny mecz Alana w obronie, kilka razy nieźle w destruckji. Oczywiście zawsze coś się musi przydarzyć temu zawodnikowi i tym razem to było jakieś kompletnie dziwaczne nieporozumienie z Cholerzyńskim, po którym rywal wbiegł między nich i wyszedł sam na sam. Ale przynajmniej bramki Alan nie zawalił, a to już coś. Dobre uruchomienie Ceglarza przy pierwszej bramce.
Mateusz Kamiński – 6
Napisalibyśmy, że to był bardzo dobry mecz Kamyka. Napisalibyśmy… Bo przez całe spotkanie czyścił jak należy i mogliśmy być zadowoleni z postawy zawodnika. Niestety w kluczowym momencie zawiódł. Dać się przeskoczyć mniejszemu o głowę rywalowi to lekki wstyd. Po tym uderzeniu była poprzeczka, a z dobitki bramka. Mimo wszystko z przebiegu meczu lekki plus. Podobnie jak za Chrobrego.
Kamil Cholerzyński – 2
Ustawiony na środku obrony i generalnie słabo. Ten zawodnik nie nadaje się na ten poziom. W drugiej lidze byłby może poprawny, w trzeciej nawet mógłby brylować. Jako stoper radził sobie niepewnie, jak nie wiedział co zrobić, to podbiegał do rywala i próbował (bezskutecznie) wygrać z nim główkę. Dwie koszmarne sprawy – wspomniane wyżej nieporozumienie z Czerwińskim, a także karygodne zachowanie przy drugiej bramce. Kamil – jak to ma w zwyczaju – olał sprawę, odpuścił, a rywal sobie strzelił do pustej bramki. W każdą kuriozalną sytuację pod naszą bramką zawodnik jest zamieszany. Jednym słowem – dramat.
Rafał Pietrzak – 4,5
Bardzo sprzeciętniał. Gra albo słabo, albo przeciętnie, wczoraj było to drugie. Nie do końca radzi sobie w defensywie, daje się ogrywać rywalom, jest niepewny. Strasznie niemrawy. Chyba mógł się lepiej zachować przy drugim golu w bocznym sektorze boiska. Miał lepszy moment w pierwszej połowie.
Krzysztof Wołkowicz – 5
Starał się coś zdziałać na skrzydle, ale tym razem bez efektu. Powinien próbować to, co ostatnio wychodziło mu najlepiej czyli celnych wrzutek na wysokiego Kujawę. Średni mecz.
Sławomir Duda – 4,5
Również przeciętny występ, jakiś taki nieobecny na boisku. Do tego popchnął rywala w szesnastce i był rzut karny. Anonimowy występ.
Przemysław Pitry – 5,5
Czasem coś próbuje, ma niezłe początki akcji, ale jakoś nie może tego dociągnąć do końca. Przydałoby się więcej strzałów, więcej akcji już w samym polu karnym lub tuż przed nim. Tego brakuje. Dobrze wywalczył raz piłkę przy linii końcowej i pokazał, że można przez chwilę walczyć. A jak przez chwilę, to czemu nie cały czas? Kilka prób z dystansu, ale be zagrożenia.
Grzegorz Goncerz – 6,5
Trzeci mecz ligowy i trzeci gol. Nawet jeśli Goncerzowi coś nie wychodzi, a miał kilka niedobrych zagrań w meczu typu podania do przeciwnika, to przynajmniej jest bardzo skuteczny i walczy. To jeden z niewielu zawodników, do którego nie można mieć żadnych pretensji i wszelkie mocne słowa typu „wypełniacz koszulki” – to nie do niego. Żal tylko Grzegorza, że jego strzelone bramki nie przekładają się na nic (poza golem z Widzewem).
Piotr Ceglarz – 5,5
Nie może ten zawodnik jakoś się przebić z dobrą grą. Dużo próbuje, ale niewiele mu wychodzi. Mocno szwankują pojedynki 1 na 1. Myśleliśmy, że będzie skuteczny i przebojowy, tego jak na razie nie ma – być może presja go zjada? Ale w końcu było coś na plus – asysta przy golu Goncerza. Jeśli ma grać słabo i zaliczać w każdym meczu asystę, to proszę bardzo.
Rafał Kujawa – 5
Sporo próbował, aktywny na początku meczu, miał nawet bardzo dobry strzał z przewrotki. Z czasem jednak było coraz słabiej, a w drugiej połowie już zupełnie nic nie wynikało z jego gry. Wymieniał się często z Goncerzem pozycjami. Czekamy na bramkę w Świnoujściu.
Michał Nawrot (grał od 76. minuty) – niesklas.
Wszedł na boisko na ostatni kwadrans, lecz nic nie wniósł do gry.
Aleksander Januszkiewicz (grał od 76. minuty) – niesklas.
Takich zawodników nam potrzeba. Wejdzie taki nieokrzesany młodzian, trochę jeździec bez głowy, ale jest w stanie jedną akcją stworzyć groźną sytuację podbramkową. Nie można zmarnować tego talentu i dać mu grać więcej. Alexa chyba jeszcze fizycznie nie stać na grę 90 minut, ale to niech gra przynajmniej jedną połowę.
Bartosz Sobotka (grał od 82. minuty) – niesklas.
Wszedł w końcówce i poza źle wykonanymi stałymi fragmentami niespecjalnie się wyróżnił.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Tom
18 sierpnia 2014 at 11:36
Bartosz Sobotka (grał od 82. minuty) – niesklas.
Wszedł w końcówce i poza źle wykonanymi stałymi fragmentami niespecjalnie się wyróżnił.
czemu zawsze tak niesprawiedliwie?
wlazł na 15 minut i coś się działo….
dobra centra przy wyjściu ze swej połowy i zgranie głową Kujawy do Goncerza który wychodzi na 1na1 -szybka decyzja celna wrzutka +++
stałe fragmenty źle wykonane ??4 razy centrował i 4 razy się kotłowało przed bramką…..może nie spadła bal idealnie na głowe ale przynajmniej centry dolatywały tam gdzie trzeba… nie jak w początkowej fazie meczu..w obronie nie zjebał nic
pytam się czemu zawsze tak ostro???
antek1964
18 sierpnia 2014 at 13:29
Kurwa czas zejść na ziemie Mamy przecietny zespół klub jest biedny Przełom lat 80 i 90 już nie wróci basta Przyjaciół poznaje się w biedzie Fanatyków też Zacisnąć zęby i wspierać nasz klub INO GieKSa z KATOWIC
wyszo
18 sierpnia 2014 at 15:59
moze dlatego ze dzien wczesniej imprezowal ?
Jonny
18 sierpnia 2014 at 16:10
a oceniamy go piłkarsko czy prywatnie?
Tom dobrze mówi. Wlazł na 15 min i zrobił więcej zamieszania niż inni przez cały mecz.
hup
18 sierpnia 2014 at 17:37
Kujawa rownież dał z siebie wiele na boisku, w mojej ocenie walczył z przodu więcej niż Grzesiu Goncerz, nie „panikowal” przyjmujac piłke, malo strat i całkiem niezły przegląd gry, często wychodził pressingiem, ale nie było partnerów, którzy by mu pomogli to wiadomo jak to się skonczy.
Przy 6,5 dla Goncerza (bo strzelil bramke), 5 dla Kujawy to zdecydowanie Za malo.
Sobotka pewnie dlatego tak ostro bo po domówce sobotniej 😛