Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Tychach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po kolejnej żenującej porażce GKS Katowice, znów przychodzi nam oceniać nędznych aktorów w tym widowisku. Widowisku, które miało szansę być lepsze od poprzednich. Zakończyło się tak samo i co z tego, że wyglądało to nieco inaczej niż poprzednio. I tak te noty i opisy nie mają znaczenia.

Maciej Wierzbicki – 3
Fatalny mecz. Dwie pomyłki, które skutkowały utratą brame. Pierwsza to niekonsekwencja na linii, druga fatalne podanie do przeciwnika zamiast do Midzierskiego.

Adrian Frańczak – 6
Taki sobie przeciętny mecz zawodnika. Ni grzał, ni ziębił, przeciętnie. Ale i tak lepiej się go ogląda niż Słabego. Niezła wrzutka do Prokića.

Mateusz Kamiński – 5,5
Tychy za bardzo nie atakowały, więc stricte interwencji za wiele nie miał, choć tam jedno czy dwa wybicia się zdarzyły. Umiarkowanie.

Tomasz Midzierski – 6
Gola strzelił, z samej gry średnio, nie porozumiał się z Wierzbickim przy drugiej bramce, ale to nie był jego błąd. Nieco lepiej niż z Ruchem.

Mateusz Mączyński – 5,5
Dobre dośrodkowanie na głowę Midzierskiego i asysta. Poza tym średnio. Zniesiony w końcówce z powodu kontuzji.

Oktawian Skrzecz – 3
Na jego ocenę oczywiście wpływa czerwona kartka, z czego druga żółta była debilna, w środku boiska. Jeśli chodzi o sama grę to przeciętnie, z jednym dobrym strzałem z dystansu.

Bartłomiej Poczobut – 5
Średnio. Ale i jemu ostatnio przydarzają się błędy. To nie jest taka pewna gra, jak na początku rundy, kiedy był zaporą nie do przejścia.

Bartłomiej Kalinkowski – 5
Wszedł za Zejdlera i wcale nie było tak źle, jakby się mogło wydawać. Było przeciętnie.

Andreja Prokić – 5,5
Trochę zachciało mu się walczyć i dobrze zagrać w tym meczu. Miał lepsze i gorsze okresy. Nie wykorzystał bardzo dobrej sytuacji w drugiej połowie.

Adrian Błąd – 5
Coś walczył, coś próbował, ale bez efektu. Przeciętnie.

Dalibor Volas – 5
Gola strzelić w GieKSie nie potrafi, a z tego rozliczani są napastnicy.

Kamil Słaby (grał od 72. minuty) – niesklas.
Wszedł i za jego bytności na boisku padły dwie bramki dla rywali.

Tomasz Foszmańczyk (grał od 84. minuty) – niesklas.
Wyróżnił się zagraniem na klepke w aut.

Wojciech Słomka (grał od 90. minuty) – niesklas.
Zmiana na sam koniec za kontuzjowanego Mączyńskiego.

17 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

17 komentarzy

  1. Avatar photo

    Scifo

    20 maja 2018 at 11:14

    Shellu,
    widzę że sobie jaja robisz. Wiem, że chujograjcy nie zasługują na ocenę, ale z Twoich ocen rysuje się obraz niezłego widowiska…
    10 minut dobrej gry 1:0, kurs u buków rośnie i zgodnie z planem w dupę. To jest ich scenariusz, im się kasa zgadza! W drugiej połowie akcja tyskich ich prawą stroną jest dwóch na dwóch a jeden z naszych cofa się w pole karne i zostawia 2 na 1, przypadek…
    Tychy były tak słabe, że bez pomocy naszych wkładów nic by nie zrobili.

  2. Avatar photo

    Toronto

    20 maja 2018 at 11:49

    Porażka banda nieudaczników dla których liczy się tylko stan konta
    Na przykładzie gołębi z Sosnowca widać że jak się chce to można
    1 liga na wieki wieków
    Ps Nie kupuję że prezydent chciał ekstraklase

  3. Avatar photo

    PanGoroli

    20 maja 2018 at 11:50

    Shellu, wytrzeźwiej. Adekwatne noty, to 0, plus 'wypierdalać’. Jak midzierskiego zobaczylem w skladzie, to wiedzialem, ze breda jaja. Ze reke go nie zlapano, ale kiedy gra, to cuda są – samobóje, itp. mi to jemu źle z gęby patrzy…
    skurwysyny, cożeście z naszą GieKSą zrobili! Ludziom, którzy dla was na stadion przychodzą, wyniki śledzą, plujecie w twarz. Shellu, te noty, co dałeś, to jaja se robisz

  4. Avatar photo

    wiesiek

    20 maja 2018 at 12:18

    Pan redaktor wogole zachowoje sie dziwnie. Tu niby wkurwiony napilkarzy pisze mocne felietony a zaraz jakies dziwne opisy z dupy wziete. Bylo cos brane chyba…

  5. Avatar photo

    AntyGrzyb

    20 maja 2018 at 12:25

    Wytrzezwialem
    jesli ktos powie ze ten mecz nie zostal sprzedany to niech sie zajmie szachami. Te skurwysyny z premedytacja sprzedali derby zbyt slabi na ekstraklase zarobili na tym a teraz poszukaja nowej pracy a my z reka w nocniku. tak jak w zeszlym roku po Kluczborku

  6. Avatar photo

    Grzegorz

    20 maja 2018 at 12:35

    Niech pan Midzierski odpowie dlaczego przybił piątkę z zawodnikiem Tyskim chwilę przed bramką na 1-1. Może ta bramka była już ustalona?

  7. Avatar photo

    GKS

    20 maja 2018 at 13:26

    nie dość że te kurwy na boisku nam plują w ryj, to jeszcze redakcja GIEKSY robi to samo. Noty powinny brzmiec tak : 0,0,0,0… i tak do końca i przy kazdym komentartz WYPIERDALAJ

  8. Avatar photo

    Janusz

    20 maja 2018 at 13:27

    Bramka na 2:1 koncertowo zrobiona. Tyski był tak zdziwiony, że strzelił nieśmiało, więc obrońca musiał poczekać sekundę, aż piłka odkicała tak, że już jej nie dogonił, zresztą się specjalnie nie starał.

  9. Avatar photo

    Dawid

    20 maja 2018 at 14:31

    Tak jak pisałem, że mecz z chorzowskimi był zagrany przez większość naszych kopaczy u bukmachera, którzy postawili na ruch bo był wysoki kurs, tak tym razem dodatkowo go podbili stawiając 1/2 tzn. że będą wygrywali do przerwy a potem przegrają. Sprawdziłem kurs na taki scenariusz wynosił 24:1, czyli postawili po 1.000 zł każdy, a zgarnęli po 24.000 zł. To był najwyższy kurs z możliwych i chyba wypada jakieś nagrody im dać za aktorstwo bo tak gryźli trawę do pierwszej bramki świadczy tylko o tym, że gdyby chcieli to by ich objechali 5:0…..ale nie chcieli i kasa się zgadza

  10. Avatar photo

    wiesiek

    20 maja 2018 at 14:59

    Grupka marnych kopaczy wiedzac ze w tym zyciu zadnej kariery pilkarskiej juz nie zrobią postanowila dorobic sobie do pensji extra. Wiecznie w GKSie grac nie beda, chuj wi czy jakas kontuzja sie nie przytrafi konczaca kariere to trzeba sobie odlozyc na przyszlosc. Kibicow to oni maja gleboko w…i to nie jest tylko problem Gieksy ale ogolno polski. W polskiej pilce gdzie 70/80 % dzialaczy jest jeszcze z okresu przedwroclawskiego trudno zeby sie srodowisko samooczyscilo, kilku kozlow ofiarnych zaplacilo wyrokami ale nie bojcie sie krzywda im sie nie stala. Mafis jak rodzina nie zapomina o swoich czlonkach. Wielu kopaczy umoczonych w to jeszcze gra a mlodziez niestety idzie w ich slady bo dla pokolenia dzisiejszych 20 latkow sukces to przedewszystkim zarobienie duzej kasy w jak najszybszy i nie meczacy sposob. Takie korposzczurki futbolowe. Takie czasy są i lepszych nie bedzie. Kiedys derby to bylo cos, spinali sie kibice,spinali sie pilkarze i byla walka pot i łzy w razie porazki, popatrzcie dzis jaki jest poziom zaangazowania pilkarzy wderbach i ich wyrazy twarzy po przegranym meczu. To juz czystybiznes sportu juz dawno nie ma.

  11. Avatar photo

    temida

    20 maja 2018 at 19:57

    6 piłkarzy obstawiało przez internet…postawili od 1 tysiąca do 10 tysięcy. Tym się powinna zająć pewnie prokuratura!

  12. Avatar photo

    Shellu

    21 maja 2018 at 14:11

    Wszystkich mądrali krutykujących co chwila noty zapraszam do redakcji. Kazdy ma swoj subiektywny odbiór. Ja oceniam tutaj tylko pilkarsko, a to pod tym kątem był lepszy mecz niż poprzednie przegrane.

    W felietonach poruszam kwestie pozasportowe i to jest zupełnie inny temat.

  13. Avatar photo

    Mecza

    21 maja 2018 at 15:26

    Dzięki piłkarzom GKS można się dorobić bardzo łatwo czytając wpisy. Macie 100% pewność to grajcie na najwyższy kurs w meczach gdzie gra GKS. Łatwy pieniądz, czasem nie wejdzie ale wy wiecie że grając w tym systemem będzie można drobić bo większość do przewidzenia.

  14. Avatar photo

    PanGoroli

    22 maja 2018 at 01:06

    Wy serio łykacie to, że drugi gol dla tychów padł czysto, nie widzicie, że midzierski odstawia tam ordynarny wałek? Przecież to powinno trafić do prokuratora, to wałek pokroju 'fryzjera’. Ta kurwa pluje nam wszystkim w twarz, a tu dostaje 6 za fajną grę??? Przecież jest video, obejrzyjcie sobie. ten gnój nawet podłożyć się nie potrafi dobrze.

  15. Avatar photo

    Tom

    22 maja 2018 at 21:10

    Midzierski emeryt out
    Forszmanczyk emeryt out
    Franczak out brak umiejętności
    Wierzbicki wieczny rezerwowy out
    Słaby 50/50
    Volas 50/50
    Maczynski rezerwa
    Kalinowski 50/50
    Kamiński ok
    Błąd ok
    Słomka ok
    Klemenz ok
    Poczobut ok
    Abramowicz ok
    Skrzecz 50/50

  16. Avatar photo

    ula

    23 maja 2018 at 17:42

    Czemu wszyscy piszecie nazwisko Kalinowski? Skoro Bartek ma na nazwisko Kalinkowski.W Gks Tychy też mu „zjedli” jedną literę.

  17. Avatar photo

    Shellu

    24 maja 2018 at 10:48

    A Ula oczywiście interesuje się Tychami. Ciekawe czemu? 😀 😀 😀

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga