Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Kluczborku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wszystko o meczu z Kluczborkiem zostało już napisane i powiedziane. GKS przegrał ze zdegradowaną drużyną i pogrzebał szanse na awans. Trudno więc pozytywnie oceniać tę zgraję – już nie Jerzego Brzęczka.

Sebastian Nowak – 2
Oczywistą sprawą jest, że wszyscy pamiętają sytuację z 94. minuty meczu i ona zaciera wszystko, co było przed. Zawodnik miał kilka udanych interwencji, ale dwa gole z ostatnią drużyną w tabeli puścił. W doliczonym czasie gry podążał w pole karne rywali, a po wybiciu piłki walczył o nią w środku boiska. No właśnie – walczył? Bo raczej stał i się patrzył i nic nie robił. Jego powrót po podyktowaniu rzutu wolnego był zbyt powolny, tak jakby już olał sytuację – porzucił broń na polu walki. I dał się przelobować z połowy boiska. Kuriozum.

Alan Czerwiński – 3,5
Kontuzjowany pod koniec meczu. Sam mecz słaby w jego wykonaniu, przy pierwszej bramce mocno się zagubił i musiał ratować wybiciem na ślepo – a zaraz potem padła bramka. Nie pomógł drużynie, choć nie zagrał tak fatalnie, jak inni.

Mateusz Kamiński – 3
Miotał się w tej obronie, nie za bardzo chyba wiedząc, co się dzieje. Bezpośrednio nie jest odpowiedzialny za utratę bramek, bo wszystko działo się daleko od niego. Ale to nie był pewny zawodnik, tak jak choćby na jesieni. Obniżył loty, jak wszyscy.

Łukasz Pielorz – 3
Tak dobrze zagrał z Górnikiem, a wczoraj? Przy pierwszej bramce zapuścił korzenie i patrzył się jak przeciwnik strzela bramkę (nie ten, którego pilnował, ale mógł zachować pozory ratowania sytuacji). Przy drugim golu miotał się strasznie, dał się objechać jak dziecko. Znów z gry typowego dramatu nie było, ale co z tego, jak nie dał rady powstrzymać rywala – mowa o drugim golu?

Dawid Abramowicz – 3
W tym meczu nawet walki u niego nie było widać, a to jest jedyne, czego mu nie odmawiamy (bo umiejętności nie ma). Z Kluczborkiem nie ciągnął tych akcji do przodu. Przy drugim golu dał się wymanewrować, a przeciwnika gonił jak ślimak. Nawet on grał lepsze mecze.

Tomasz Foszmańczyk – 1
Cień zawodnika, w pierwszej połowie jeszcze coś tam próbował, w drugiej – jak zawsze ostatnio – przestał grać w piłkę. Na wyrost zrobiło się z niego zawodnika o wysokiej klasie, a w trudnym momencie nie potrafił wziąć gry na siebie – nie tylko z Kluczborkiem, ale i w pozostałych meczach.

Bartłomiej Kalinkowski – 2
Słabizna. Kolejny zawodnik, który wydawało się, że ma umiejętności, a jest zwykłym przeciętniakiem. Przy drugim golu truchtał sobie aż miło i nie zrobił nic, by pomóc kolegom. Straty, niepewna gra i w ogóle obraz nędzy i rozpaczy.

Łukasz Zejdler – 3
Zszedł przy stanie 2:1, ale sam rozegrał średni mecz. Nie miał wielkiego udziału w ofensywnej grze, znów był mało widoczny na boisku. Duży zjazd od jesieni.

Kamil Jóźwiak – 4
Chcieliśmy, żeby zagrał, no i strzelił tę bramkę. Zawodnik z potencjałem, którego nie dostrzegał trener. W drugiej połowie już słabizna, jak cała reszta.

Grzegorz Goncerz – 4,5
Dwie asysty, pierwsza z przechwytem. Początek meczu wyszedł Goncerzowi, ale potem tak jak cała reszta grał słabo. Zawsze mówiliśmy, że najbardziej liczy się efektywność i ta by była – gdyby nie fatalny wynik na koniec.

Andreja Prokić – 4
Nastrzelał sporo bramek w tej rundzie. Zawiódł w najważniejszych meczach, ale liczbę ma dobrą. Podobnie jak Goncerz, początek bardzo dobry, bramka i udział w akcji bramkowej. Potem słabo.

Krzysztof Wołkowicz (grał od 43. minuty) – 0
Trener wystawiając tego zawodnika sabotował grę. Koszmar. Wołek zawsze był słaby, ale w tym meczu potykał się o własne nogi, podawał w poprzek w aut, a szczytem była akcja, której nie popchnął do przodu, sam został wypchnięty kilkanaście metrów do tyłu i stracił piłkę. No i zamiast przetrzymać piłke przy ostatnim wolnym, dał ją rywalowi i powiedział chyba „strzel sobie bramkę, jest pusta”.

Mikołaj Lebedyński (grał od 69. minuty) – niesklas.
Pierwsza akcja po meczu i dramat – nie podał do przodu, zaczął się cofać i stracił. Co mecz, to grał gorzej. Nic nie wniósł, a wręcz pogorszył.

Paweł Mandrysz (grał od 80. minuty) – niesklas.
Nic nie wniósł do gry.

Trener Jerzy Brzęczek – 0
Fatalne decyzje personalne w przekroju całej rundy, z Kluczborkiem wprowadzenie Wołkowicza. Brak wpływu na zespół, umiejętności mobilizacji. Ucieczka z konferencji. Z całą sympatią – nie podołał zadaniu. Dobrze, że żegna się z GieKSą.

38 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

38 komentarzy

  1. Avatar photo

    Jacek T.

    21 maja 2017 at 13:51

    Goncerz 4,5 a Foszmańczyk 1 ??? To chyba inne mecze oglądaliśmy. Ja bym sie pozbył Gonza a zostawił Foszmańczyka bo pomimo kilku słabszych meczów to jeden z niewielu którzy sie nadają na 1 lige. News: Jojko trenerem do końca sezonu.

  2. Avatar photo

    Shellu

    21 maja 2017 at 14:08

    Nie przywiązujcie tym razem aż tak dużej wagi do not. Naprawdę trudno oceniać każdego zawodnika po takiej żenadzie…

  3. Avatar photo

    psz

    21 maja 2017 at 14:28

    Shellu, za bardzo się wyżywasz na Fosie. Nie jest takim wirtuozem, za jakiego uchodzi, ale nie był tez najsłabszym obok Wołkowicza zawodnikiem.

  4. Avatar photo

    Shellu

    21 maja 2017 at 15:17

    Często opisy i noty są też w kontekście oczekiwań. Czyli podając skrajny przykład – gdybyśmy mieli w drużynie na jeden mecz Messiego i jakiegoś drwala z B-klasy i obaj by zagrali tak samo – to powiedzlibyśmy, że Messi odstawił żenadę, a ten z B-klasy wzniósł się na wyżyny. Tak samo jest z Fosą – wielkie oczekiwania, miał być liderem, reżyserem (mimo gry na skrzydle), więc jest oceniany trochę surowiej niż taki wyrobnik Kalinkowski.

  5. Avatar photo

    zippo50

    21 maja 2017 at 15:41

    Od dawna byłem za wymianą Pana Brzęczącego przy linii bocznej boiska, ale to jeszcze nie zmieni wszystkiego ,brak lidera drużyny takiego z prawdziwego zdarzenia, „FOSA” sam wszystkiego nie zrobi,Kamil powinien grać więcej meczy od pierwszego gwizdka może się rozegra.Mimo wszystko Gieksa powinna dostać wzmocnienie poprzez zawodnika który LUBI I POTRAFI STRZELAĆ [nie koniecznie Lewandowski]

  6. Avatar photo

    Gks

    21 maja 2017 at 16:19

    44 lololo 44 lololo 44 🙂 cala polska sie smieje

  7. Avatar photo

    wiesiek

    21 maja 2017 at 16:33

    Wszyscy do Grudziądza!!! Tylko zwycięstwo !!! Gramy do końca GKS gramy do końca!!! Ciekawe jak Janusz ustawi zespół ? Myślę że nasi piłkarze wyciągneli wnioski z wczorajszego meczu i S.Nowak nie bedzie już tak wychodził daleko od bramki. To ważne bo w przyszłym sezonie idziemy po swoje. Ekstraklasa albo śmierć!!

  8. Avatar photo

    wiesiek

    21 maja 2017 at 16:46

    Babcia kolegi z Burowca jest krawcową. Może nam uszyć jakieś flagi. A tata drugiego kumpla to czlowiek tzw zlota raczka. Moze nam zalatwic dobre antywlamaniowe kłódki Gerdy.

  9. Avatar photo

    Berol

    21 maja 2017 at 19:58

    Patrząc na naszą gre przez cała runde, mysle że mało kto już wierzył że w tych ostatnich 3 meczach stanie sie jakis cud i sie nam uda, jednak to co odjebali z Kluczborkiem to już jawny sabotaż . Dokonali mistrzostwa dając kibicom którzy cały czas byli z nimi mimo niepowodzeń po prostu w ryj ..ktos pisał dograc rezerwami …. tylko jakimi ? tam też ich leją wszyscy w ich lidze że wstyd nawet zerkac na tabele i wyniki …. Z sekcji żenskiej chyba trzeba by nasze panie wystawić bo mają na pewno wieksze „jaja” jak banda tych nieudaczników w koszulkach z naszym herbem . To była życiowa szansa by pchnąc klub do przodu po latach marazmu.Szansa o ktorej przez kolejne lata bedziemy mogli zapomniec .Nawet jesli serio nie chcieli tego awansu to sposób w jaki zjebali wiosne mając komfortowe warunki pracy i przygotowań po prostu wkurwił wszystkich naszych kibiców. …

  10. Avatar photo

    wiatrak

    21 maja 2017 at 20:11

    w pierwszej kolejnosci goncerza sie pozbyc gdy gra w wyjsciowej jedenastce to lipa jest zero ambicji.Dawno zdal sobie sprawe ze w razie awansu to wyleci z klubu

  11. Avatar photo

    Berol

    21 maja 2017 at 20:29

    i załoze sie z toba ze pójdzie od nas i w kolejnym klubie nagle cudownie zacznie grac jak i kazdy inny prawie który u nas dołował ….to jest własnie kluczowe pytanie co u nas jest nie tak ze ci co do nas przychodza szybko zjazd formy i bezjajecznosc . Odchodzi zawodnik i nagle okazuje sie ze grac cos tam potrafi to jest bardzo ciekawe…… Co sie z Gonzem porobiło sam dumam by w tak krótkim czasie tak zdziadziec nie wiem … kur mać moze im jest potrzebny jakis ksiadz szaman psycholog czy inny egzorcysta

  12. Avatar photo

    Berol

    21 maja 2017 at 20:54

    rozumie nie chca awansowac pasuje wszystkim ta 1 liga, jawnie tego powiedziec nie mogą .Ale po co było to pompowanie balonu jeszcze nawet nim sie liga zaczeła z kazdej strony deklaracje ze bedziemy lac wszystkich media podłapały atmosfere jeszcze podgrzewajac .My kibice widzac jaka ta liga słaba tez uwierzylismy że wreszcie to ten moment .Serca zabiły szybciej ze może teraz , prawda okazała sie gorzej niz brutalna i styl w jaki nasi pseudokopacze nam to uswiadomili, bolesny to mało powiedziane . Zrobili z nas posmiewisko znów na cały kraj a hasła ekstraklasa albo smierc czy murowany kandydat znów na lata przylgną.Patrzac realnie kolejnych pare lat mamy znów w dupe bo taka szansa sie szybko nie powtórzy

  13. Avatar photo

    tomek

    21 maja 2017 at 20:59

    A nie mówiłem jeszcze przed sezonem ze tak bedzie. To bylo oczywiste. Trener z księzyca transfery dno. Kazdy myslacy wiedział ze tak bedzie. Bo nic z próżni sie nie bierze. Przypomnijcie sobie co wtedy robiliscie na tym forum. Rozowe okulary opadly. Brzeczek pomimo tego ze tego ze to nie trener na awans cos tam probowal. Jedno trzeba mu oddac ze gra wygladala do pewnego momentu calkiem dobrze. problem w tym ze nie potrafi myslec taktycznie. Musi sie jeszcze sporo nauczyc ale zaangazowania nie mozna mu odmowic. Ja mysle ze jak sie zrobilo nerwowo to pojawil sie konflikt z nosicielami koszulek i go olali. Bo nawet gdy przegrywali wczesniej to bylo widac zaangazowanie a potem juz nie. Generalnie wine za wszystko ponosi cygan i to on ma zniknac. Zobaczymy czy ma honor i dotrzyma obietnicy

  14. Avatar photo

    Waski

    21 maja 2017 at 21:13

    Ja 900zl rocznie becaluje na karnety dla rodziny żeby zarazić ich GIEKSA choć na wszystkich szpilach nie możemy być a tu zaś zong K… ile można bajtlowi 4 letniemu tłumaczyć ze zaś my przegrali ile można babie ściemniać ze w tym roku juz wejdemy do extraklasy ze się opłaca ta kasa dawać taki h.. koniec z karnetami koniec z obiecywankami wypierd…. z naszej GIEKSY patałachy GIEKSA TO MY GIEKSA To MY A NIE cygan I JEGO PSY POZDRO 5 SEKTOR

  15. Avatar photo

    Berol

    21 maja 2017 at 21:36

    wszyscy klniemy ,wszyscy jestesmy wkurwieni, jednak bedzie nowy sezon znów sie pojawimy z wiara. Kto sie raz zaraził bedzie z tym klubem nie wazne w jakim miejscu i w której lidze , było juz tak ze klub był na krawedzi egzystencji ale kibice zawsze z nim byli ,ciezka ta miłosc w chuj ale serce nie sługa i raz tylko wybiera kiedys musi byc lepiej…

  16. Avatar photo

    Waski

    21 maja 2017 at 21:56

    Berol masz racje tak ino chciałem się pożalić a i tak za miesiąc na Bukowa1 po karnety nowy szal i koszulki do bajtli no i do taty bo nowa chopcy MYSŁOWIC robią jak to leciało ” nasza wiara nie zachwiana”

  17. Avatar photo

    wiesiek

    21 maja 2017 at 22:39

    Frajerem zostaje sie na całe życie. Lepiej wydac 900 na karnet niz kupic dzieciom cukierki. Na wakacje dzieci zostaja w domu bo trzeba wydac 900 co by Foszmanczyk czy inny Pizdzianczyk polecial ma kanary odpoczac po ciezkim sezonie.

  18. Avatar photo

    Miro

    21 maja 2017 at 23:07

    Moja propozycja,żeby teraz skrzyknąć się na szpil naszych piłkarek z Zabrzem bo one już swoją robotę wykonały i awans mają w kieszeni. Dajmy im doping i podziękujmy, bo może to i dla kogoś mniejszy prestiż,ale jednak one wiedzą co znaczy grać w Gieksie.

  19. Avatar photo

    kris

    21 maja 2017 at 23:19

    Waski z calym szacunkiem tobie sie pojebalo za 900 zeta kupic karnet ja za 100 zeta kupilem na 2 runde i zaluje ale huj,moze na Real kupiles a nie wiesz.

  20. Avatar photo

    GG

    22 maja 2017 at 08:02

    Cóż, mecz z MKS Kluczbork to jednak były derby Górnego Śląska, a nie zapominajmy, że derby rządzą się swoimi prawami.

  21. Avatar photo

    Misiek

    22 maja 2017 at 08:45

    Miasta nie stać na ekstraklasę i tak będziemy tkwić bez końca…
    Drużynie zawsze będę kibicować i godzić się na wieczne „skoki”;) formy…
    Tylko 2 razy była szansa na powrót do elity, którą panowie krzykacze spaprali… Pierwszy raz po przejęciu klubu sprowadzili nam tu 4 ligę w tamtych czasach, zamiast grać w 2 i wrócić po roku… Długi ma większość klubów i funkcjonują;) – polskie realia… Drugą była fuzja z Polonią i wejście prywatnego właściciela, którą panowie krzykacze również spartoczyli… No to macie co chcecie, więc o co te nerwy, klub miejski na pierwszą ligę – bez stadionu, drużyny, przy coraz bardziej pustych trybunach… Bo kto będzie oglądał mecze o nic, gdzie piłkarze wiedzą, że muszą „sabotażować”… Dziękować sobie i temu który usuwa niepochlebne opinie… bo 2 poprzednie moje wpisy usunięto…

  22. Avatar photo

    tombotleg

    22 maja 2017 at 10:36

    Miasto nie dało zielonego światła to jest prawda ale fuzja z Polonią? jesteś debilem, jakbyśmy na to poszli to już nas niema, gdzie jest teraz król i polonia??, reszty niema co komentować.

  23. Avatar photo

    ula

    22 maja 2017 at 11:54

    Fuzja z polonia Warszawa to nieporozumienie

  24. Avatar photo

    kibic bce

    22 maja 2017 at 12:49

    Panowie wiemy ze dostalismy w ryj takie zycie.
    Bedziemy narzekac jak zawsze ale jedno wiem pomimo tego ze mamy w ryj i tak bedziemy chodzic na szpile. Taki u rok naszej kopanej 😉 taki styl zycia. Wywalic hamulcowych, wziac trenera z jajami ze jak pier., w stol to zacznom grac. Dokona przegladu generalnego druzyny nie tylko tej pierwszej ale rowniez mlodszych rocznikow, wtedy moze cos skleci ale to musza byc tu chopcy z naszego regionu!!!
    Na koniec trenerem podobno zostal J. Jojko z calym szacunkiem to jest trener bramkarzy czyzby zarzad chcial z kolejnej ikony klubu zrobic idiote? Na bramke niech wsadzi wychowanka klubu. S Nowak olal tez mecz dziekujemy panu.
    Propozyja niech zostana w klubie M. Abram, Kamyk, Wisio ( doswiadczenie jest potrzebne na poczatku elektryk, potem szpile byly nie zle na nasze potrzeby wystarczy), dorychtowac 3-5malolatow i powinno byc ok. Pielo tez oby zostal gralby wiecej to chop mialby wiecej atutow. Czerwinski tez musi miec synka z ktorym sie zgra na stale przyjego wrzutkach. Zejdler, Jozwiak, Prokic, Mandrysz tez.
    Z rocznikow 1998, 1999, 2000 mozna juz wybierac z naszej akademii pilkarskiej. Jak nie to nasze fachmany nie rusza tylki w region i szukaja pilkarzy. Propozycja kierunkow Gwarek Zabrze, Koszarawa Zywiec, Gorole Sosnowiec, Malapanew Ozimek, Cidry, Stadion Slaski, Pniowek Pawlowice lub siegnac po mlodziez z Banika Ostrawa. Nastepny sezon bedzie w cholere ciezki, wiec juz od dzis powinny byc przygotowania zaczete.
    Ostatnie 2 mecze powinny byc rozgrywane nowymi skladami z naszymi wychowankami.
    Dziekuje.
    Shellu nie zrazaj sie robisz kawal dobrej roboty.

  25. Avatar photo

    tyta

    22 maja 2017 at 15:54

    …niech wam żal i wstyd będzie http://gkskatowice.eu/n/awans-pilkarek-gieksy-1 kobity lepsze od „facetów”. Kobiety -> trening-> gra -> jeden cel -> sukces jedena wy ? „Piłkarze” -> trening -> kopanie -> biadolenie -> jede cel -> porażka

  26. Avatar photo

    ula

    22 maja 2017 at 16:49

    Skoro mówimy o braku umiejetnosci Dawida Abramowicza,to jakim cudem,ten zawosnik,strzelil nam trzy gole z Chrobrym z polwoleja,z Olimpia,gdzie potem sie okazało,ze to gol kluczowy i gwarantujacy 3 punkty,no i niedawno z Gks-em Tychy na 2:0,gdzie to też,był gol kluczowy,zaliczyl też parę asyst,w tym w pierwszym meczu z Sandecja,gdy Bartkow strzelil gola samobójczego,potrafi też wrzucać piłkę z autu,ze ta laduje w polu karnym rywala,co nieraz widzielismy,no chyba,ze oglądaliśmy inne mecze jakos nie widzę tego u Franczaka,od Abrama wymagamy,bog wie co,jakby sam grał tylko na tej pozycji a inni co,np Franczak.O braku umiejetnosci,mozna powiedzieć,ze nie ma ich Kalinkowski,zeby nie umiec,z siedmiu metrów,strzelić gola,Prokic,co słusznie zauwazyles,strzelił wiele goli,ale to głównie sparingi,w lidze,no ok,tez ma sporo,ale wszystko psuje samobój w derbach z gornikiem,franczak,ktory nie umie wrzucić piłki z autu dalej,niz Abram,Wolek totalne zero,nic nie potrafi,Praznowsky który łapie kartki czerwone jak głupek,ale też jak gra, to ta gra zostawia wiele do życzenia i Goncerz,ktory jako kapitan nie umie rządzić druzyna,nie ma tej agresji nie krzyczy itd na druzyne,ci zawodnicy,sami dostawali niskie oceny gorsze od Dawida,a my tu mowimy, o braku jego umiejętności?Sam Shellu ich oceniales przecież,a Dawid,za słabe występy dostawal ledwie 4,5 i to trzy razy,wiec,jeszcxe coś potrafiOn wam wiele razy sorry,ze to powiem,podcieral tylek,jak chociażby strzelając gole z Olimpia,dajacego nam trzy punkty,z Gks-em Tychy na 2:0,bo w sumie,po dwumeczu,moglismy mieć wynik 1:1

  27. Avatar photo

    Jarek

    22 maja 2017 at 16:50

    Czerwiński odchodzi do Jagielloni to już jest pewne info na100 procent

  28. Avatar photo

    Marcin

    22 maja 2017 at 17:11

    Ja już mak ku…wa dość, taka dzielnica, ZAJEBISTE KATOWICE i się męczy w tej wieśniackiej 1 lidze, ja sie pytam ile jeszcze człowiek to zniesie, po co co roku te pompowanie balonika, jak na nowy sezon jakiś zawodnik powie w wywiadzie,że grają o awans to se go chyba wypożycze bo ku…wa nie wstrzymam tego więcej. EKSTRAKLASA DLA KATOWIC

  29. Avatar photo

    1964

    22 maja 2017 at 17:48

    Ula z całym szacunkiem ale poza wyrzutem z autu i ambicji ten zawodnik nie ma nic więcej!Asysty nie rozśmieszaj mnie na 10 wrzytek nogą z boku 9 jest niecelnych.Asysta po wyrzucie z autu to nie asysta!To sport gdzie gra się nogami a on tego nie potrafi!Mimo wszystko zostawiłbym go w GieKSie bo ambicją można dużo zdziałać!

  30. Avatar photo

    Berol

    22 maja 2017 at 19:03

    z gra srednio , ale ambicje ma jak tak ci sie podoba wez podbij do niego. Ula oswiadcz sie mu czy cokolwiek ale przestan juz go wychwalac wszedzie i po kazdym meczu grajkiem jest mocno srednim delikatnie mowiac

  31. Avatar photo

    ula

    22 maja 2017 at 19:16

    Asysta po wyrzucie z autu,jest coś takiego,bo spójrz na to,co zrobił suarez,po podaniu neymara,w meczu z valencia,spojrz sobie,w Google itd,chociaż ja i tak wiedziałam,ze cos takiego jest, wiec,co ty pierdolisz mi tu,z czym ty do mnie,ja już wiele widzialam w tv,różnych akcji itd,bo wyjechać z pewnych względów zdrowotnych nie mogę,wiec obserwuje mecze gieksy w tv

  32. Avatar photo

    1964

    22 maja 2017 at 20:01

    Słuchaj bo nie kminisz!Asysta w statystykach owszem,ale to jest tylko wyrzut z autu!Fakt wyrzuca daleko,ale aut może wyrzucić nawet wołek!

  33. Avatar photo

    ula

    22 maja 2017 at 20:17

    No ok,ja tylko wyrazilam swoją opinie.

  34. Avatar photo

    1964

    22 maja 2017 at 20:18

    Pani URSZULO MAKOWSKA Ja nie pierdole tylko pisza i godom!Zgadłem co!

  35. Avatar photo

    1964

    22 maja 2017 at 20:20

    Rozkminiłem Cię jak kibole kolejorza pajaca z Lechii!

  36. Avatar photo

    ula

    22 maja 2017 at 21:19

    A czy ktos ciebie prosil o ujawnienie mojego nazwiska,dane poufne znasz coś takiego?ja sobie nie życzę tego,poza tym szkoda ze nikt nie rozkminil że jest jedna piosenka zespołu o.n.a pt to naprawdę już koniec
    Ref to naprawdę już koniec Giekso
    Wiec po co jesteś tu
    Człowiek nie może zapomnieć
    Jeśli zniszczysz go

  37. Avatar photo

    1964

    22 maja 2017 at 21:58

    O czym ty piszesz jakie dane poufne!chyba dane zgadywane!Jaki koniec GieKSo!Znasz przyśpiewke 1,2,3 liga to nie ważne…… albo czy wygrywasz czy nie…..!Naszczęście nie jestem kibicem sukcesu i łazić na GieKSa bynda bez względu na ligę i poziom jaki prezentują.

  38. Avatar photo

    OLO

    23 maja 2017 at 16:41

    GONCERZ – wynocha z GIEKSY !!!! jak można kapitanem zrobić SMRODA ! wychowanek Ruchu kapitanem GieKSy ! wynos się ! twój czas dobiegł końca !!!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga