Piłka nożna
Nemec i Dudek o meczu
Wypowiedzi trenerów z konferencji prasowej.
Petr Nemec (trener Warty Poznań):
Komentarz będzie krótki. chciałbym podziękować zawodnikom, bo w tym programie niedziela-środa-sobota, w tym dwa mecze wyjazdowe trochę się bałem, że zabraknie nam sił, ale zawodnicy się dobrze przygotowali, szkoda tylko, że nie słuchali w Opolu – nasze taktyczne ustawienie w pierwszych 15 minutach, przegrywaliśmy 0:2. Dzisiaj to spełniali na 100 procent i nie dopuściliśmy gospodarzy do niczego groźnego. Mieliśmy mecz pod kontrolą, wiadomo, że w drugiej połowie gospodarze nieco przycisnęli, zagrali va banque, ale bez żadnych sytuacji bramkowych. Zasłużone nasze zwycięstwo.
Dariusz Dudek (trener GKS Katowice):
Trudno cokolwiek powiedzieć po takim meczu, przegrywamy trzeci mecz z rzędu. W pierwszej kolejności musiałbym przeprosić naszych kibiców, bo przychodząc na stadion, zobaczyli naprawdę coś, czego nigdy nie chcieliby zobaczyć. ja również jako trener GKS Katowice chciałbym, aby nasz zespół zwyciężał, niestety przegrywamy po raz kolejny i wiem, że czeka nas bardzo dużo pracy, ale te wyniki muszą być już. Ciężko się gra, bo gramy co trzy dni i tak naprawdę nie mam możliwości, by z tymi zawodnikami potrenować i to jest największy problem. chciałbym tę całą winę za to, co się dzieje dzisiaj w GKS Katowice wziąć na siebie i przeprosić kibiców, ale w usprawiedliwieniu zawodników chcę powiedzieć, że to też nie jest do końca ich wina. Jesteśmy spóźnieni w każdej sytuacji, te żółte kartki i czerwona wynikały ze spóźnienia, a tak nie powinno być. Przegrywamy kolejne spotkanie i to mnie martwi, jesteśmy w kryzysie i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej, ale na to potrzeba czasu. Musimy pracować i odbudować formę fizyczną. Ten zespół potrzebuje bardzo dobrego okresu przygotowawczego, mocno popracować. Przychodząc do GKS myślałem, że będzie lepiej, ale to wszyscy jesteśmy winni tej sytuacji, winę mogę wziąć na siebie. Wierzę jednak w ten zespół i ten klub, że będzie wygrywał.
Co do błędów technicznych to myślę, że jest to kwestia wyszkolenia technicznego. Albo jesteś wyszkolony, albo nie. Wiele prostych sytuacji, podania na 10 metrów, mamy piłkarzy, nawet reprezentantów kraju, i trzeba umieć podać na te 10 metrów. To jest element techniki, ale to też trzeba trenować. Dzisiaj jest tak, że musimy trenować wszystko, nawet proste rzeczy. Ja mam bardzo dobrych piłkarzy, ale to nie jest do końca tak, że obecna postawa to ich wina. Musimy zejść do podstaw i coś potrenować, a teraz nie ma na to czasu, grając co trzy dni.
Ten zespół ma swoje problemy, jeśli miałby zejść jeden ze stoperów, to drugiego już nie mamy. Kilku piłkarzy boryka się z problemami zdrowotnymi i nie mamy takiej kadry, jakiej bym sobie życzył. Ważne jest natomiast przygotowanie motoryczne i ta pierwsza liga jest często tylko bazowanie na motoryce, a umiejętności nie mają aż takiego znaczenia. Tutaj gra się siłowo i nawet jak jest taki maraton, to trzeba być dobrze przygotowanym fizycznie.
Pytanie od redakcji GieKSa.pl do trenera Dudka:
Czy mówiąc, że zespół potrzebuje dobrego okresu przygotowawczego sugeruje pan, że zespół został źle przygotowany?
Ja nie mogę tego powiedzieć, natomiast oni muszą popracować.
Mówimy o technice czy kwestiach fizycznych, na które nie za bardzo jest czas do poprawy, ale ma pan pomysł, by tych zawodników przynajmniej mentalnie podbudować w tym krótkim okresie?
Jeżeli pan by grał w piłkę, to wiedziałby pan, że kiedy się non stop przegrywa, to mówić jakieś rzeczy, które w jeden dzień spowodują, że ta mentalność będzie dobrze funkcjonować jest trudno. Mentalność można odbudować w najprostszy sposób wygrywając. Staram się budować moich piłkarzy, na tyle, ile mogę i potrafię, trudno, żebym jeszcze ich dołował.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Sebek
27 października 2018 at 21:40
Czyli od jutra na treningach nauka podawania i przyjmowania piłki (do 10 metrów). I wszystko to za 10 tys. miesięcznie (może trochę przesadziłem z tymi zarobkami, ale chyba niewiele?).
PanGoroli
27 października 2018 at 23:51
Jeszcze ktoś ma wątpliwości co do paszula? A w stosunku do tego, który go tu sprowadził i tak długo trzymał muszą być wyciągnięte odpowiednie wnioski. GieKSa nie ma ju marginesu na popełnianie błędów. Jest w tej chwili głównym kandydatem do spadku. Panie Bartnik, proszę odejść. Pewnie pan myśli, że poszasta sobie katowicka kasą i ściągnie jakiś dziadków i uratuje tą ligę dla Katowic i stołek dla siebie, ale to się nie uda. Przy panu Katowice zlecą z ligi, a pana i tak wyleją i w tym mieście znienawidzą. Lepiej oddać się do dyspozycji już teraz i uratować przynajmniej honor.
ursus
28 października 2018 at 00:05
Trenerowi nie wypada źle mówić o pracy poprzednika z uwagi na etykę zawodową, ale wiadomo jak jest. Ja bym proponował te dwa najbliższe mecze dać walkowerem lub rozegrać rezerwami, bo uważam, że mniej więcej tyle czasu potrzeba na to, by tych grających pierwsze skrzypce podbudować fizycznie (siłownia).
Kibol
28 października 2018 at 00:23
Kurde pomyliłem sie dno dna miało byc może trener zaskoczy z tymi patałachami i może będzie masakryczna walka na krew pot i łzy o UTRZYMANIE
Łukasz
28 października 2018 at 01:06
@PanGoroli. Za Paszula odpowiada Bartnik. Pod każdym względem GKS jest OK. Z wyjątkiem sportowym sekcji piłkarskiej. A kto za nią odpowiada? SraBartnik! Trza go pogonić czym prędziej. On honoru nie ma.
kejta
28 października 2018 at 02:59
Przed meczem mialem napisac: no to z warta 0-1 i odwroc table GKS bedzie na czele.. ale se pomyslalem ze jako kibic swojego klubu nie wypada tak napisac :/
Irishman
28 października 2018 at 04:17
Przed meczem tak sobie pomyślałem, że przecież ten stary wyga Nemec zeżre tego Dudka. Ale za chwile mówię sobie, nie no bez przesady! Niestety…..już w pierwszych sekundach meczu mina mi zrzedła.
No więc Panie Dudek! Oczywiście piłkarze powinni wiele pracować, wiele się uczyć, czasem podstaw. Ale ile jeszcze Pan sam będzie się musiał uczyć zanim wystawi optymalną defensywę, która nie będzie marnotrawiła w głupi sposób wysiłków całej drużyny. Mnie serio było strasznie żal, tych chłopaków, którzy zapierniczali w tym deszczu i zimnie, walczyli z całych sił, a otrzymali za to jedynie stek obelg, po kolejnej wstydliwej porażce. Bo niestety stary wyga Nemec odrobił lekcje i o ile nie mógł już grać na „stopera” Lisowskiego, to wystarczyło nakazać grać na Puchacza, aby efekty przyszły w łatwy dla Warty sposób. I to oraz ten zmarnowany trud tych piłkarzy idzie na Pana konto!
O dyrektorze Bartniku, nie będę już pisał, bo jego wina w tym co zrobił z sekcją, którą kieruje jest moim zdaniem dramatycznie ewidentna. Ja sięgam pamięcią do początku lat 80-tych i nie pamiętam tak żałośnie prezentującej się drużyny. Ale czy była taka w ogóle w historii naszego klubu???
BANan
28 października 2018 at 04:53
Nie jest tak źle, tylko 4 pkt. straty do miejsca premiowanego pozostaniem w tym elitarnym gronie klubów z miast i miasteczek, wsi i wioseczek. Budżet z sekcji piłkarzy przekazać na hokej, tam jest szansa na mistrza!
Andorszandordelawe
28 października 2018 at 07:55
Witam
Jako zwyczajny kibic powiem tak Kto ztrudnia trenera który poddał się sam w Zagłębiu Sosnowiec ? Powtarzam sam zrezygnował ? Raczej nie spotykane w naszej kopanej lidze ? Dudek nie posiada charyzmy to po Primo ? Po drugie Primo ? Kapitanem zostaje zostaje największy cichy człowiek ktory kopie piłkę tzw Nożną ! Proponuje przeczytać wywiad w Przeglądzie Sportowym z ” kapitanem ” Wawrzyniakiem Co jeszcze do Pana Dudka zapewne wyróżnia sie ubiorem ala TVN …… nie zdziwił bym sie jak poprowadzi pytanie na Śniadanie i ten uśmiech ? Jestem pewien jeśli np był by Pan Mandrysz wyniki byłyby ….. Tak samo jak w Zagłębiu też pozbyło się Pana Mandrysza ? Przyczyna ? Nie pozwolił kopacza rządzić w szatni
Szwejk
28 października 2018 at 08:03
Z tego wynika, że w kolejnym tygodniu też Pan trener nie będzie miał czasu popracować. Czyli mamy się spodziewać takiego samego gówna. Za Paszula to jeszcze wyglądało. Dudek dzwoń do Benitez.
anty grzyb
28 października 2018 at 10:28
dla tych co sie troche interesuja liga podpowiem ze w zeszlym sezonie po tylu meczach smierdziele mieli o dwa punkty wiecej
lwyszo
28 października 2018 at 10:54
juz sie zaczyna kolejengo trenera wymieniamy ? Puknijcie sie w czolo i to kurwa czym ciezkim bo Ci ktorzy juz mowia o tym jakim to slabym trenerem jest Dudek niech przypomna ze awansowal z gorolami do ekstarklasy. I jesli ktos sie minimalnie interesuje to wie jak gralo wtedy Zaglebie. Powiedzcie, fachowcy internetowi, jak gosc ktory przychodzi i jest tutaj dwa tygodnie ma zmienic gre zespolu zmeczonego zle przygotowanego do ligi ?? To co sie robi w okresie przygotowawczym procentuje albo nie wlasnie teraz. Widac ze u nas ten okres zostal po prostu zle zaplanowany i przepracowany co zreszta dudek dal do zrozumienia miedzy wierszami. Skonczcie pierdolic o zmianie kolejnej bo to sie tragiczne robi niczym gra naszym pilkarzy wczoraj z Warta …
lwyszo
28 października 2018 at 10:56
jest zle hujowo, najhujowiej od lat. i co mamy pierdolic to wszystko ? ja sam mam dosc i nie chodze na wszystkie mecze ale wierze w ten klub i kibicuje im bo nie chce przezywac znowu uczucia spadku …
GieKSiorz
28 października 2018 at 11:38
Darek Dudek po co chopie żeś właził w to bagno, lepiej było na staż jechać,tu nawet Nawalka z Mourinho by tego nie ogarnął,syf jest u góry od Krupy, Janickiego, Bartnika trzeba zacząć, zarżnęli ten klub i tyle,a kibice cicho siedzą ,niech dalej klepią po plecach.GieKSa skończyła się parę lat temu, teraz niech te błazny kopacze grają pod inną nazwą bo hańbią GieKSe sprzed lat co była marką,teraz jest pośmiewiskiem w całej Polsce i klubem prowincjonalnym z którym się nikt nie liczy,Krupy plan żeby upadło piłkarstwo w Katowicach jest realizowany, teraz nie będzie trzeba stadionu budować itd
Irishman
28 października 2018 at 12:18
OK, Paszulewicz źle przygotował drużynę.
Tylko, że on odszedł 20 września, a dziś mamy 28 października.
Jakieś wnioski?
Macher
28 października 2018 at 12:48
Wniosek taki ze nie da sie naprawic tak powaznie spierdolonego przygotowania w takim czasie grajac co chwile co 3 dni. Oni moze zaczna grac na miare oczekiwan w przyszlym roku. Poki nie bedzie dluzszej przerwy to chuj z tego bedzie. Nie ma w nich lekkosci, a ambicje moze i sa, ale samymi ambicjami rzymu nie zbudowali
cross
28 października 2018 at 12:40
Tak słabej drużyny w Katowicach nie pamietam.Nie dali by rady nawet w okręgówce.Brak podstaw gry w piłke(przyjąć,podać,wyjść na pozycję).Przykro na to patrzeć.
q2
28 października 2018 at 12:49
Nasz trener:”Ciężko się gra, bo gramy co trzy dni i tak naprawdę nie mam możliwości, by z tymi zawodnikami potrenować i to jest największy problem. …. ale w usprawiedliwieniu zawodników chcę powiedzieć, że to też nie jest do końca ich wina. Jesteśmy spóźnieni w każdej sytuacji, te żółte kartki i czerwona wynikały ze spóźnienia, a tak nie powinno być.” No tak granie co 3 dni w Polsce urasta do rangi rzeczy niemożliwych w sporcie. Natomiast ligi angielskie niższe, półamatorskie grają 60 meczy w sezonie, czyli dość często co 3 dni. Poziom jest zdecydowanie wyższy niż u nas. (Jeśli ktoś nie wierzy to odsyłam na stronę Skysport, gdzie są skróty). Wszędzie da się grać co 3 dni, tylko nie w polskiej słabej 1 lidze.
zebro78
28 października 2018 at 13:12
Jak podpisywał kontrakt – na pytanie czy nie obawia się gry co trzy – odpowiedział, ze nie obawia się. Po trzech kolejkach i 3 przegranych , narzeka, że to przez to że gramy co 3 dni.
obik1980
28 października 2018 at 13:57
Zwolnić Bartnik. Premie za miejsce w nogę dać na hokej bo tam będą walczyć o mistrza. Nie zdziwie się że teraz zdobędą mistrza ta gra. Grają teraz same wyjazdy przez 10 miesięcy i na razie same wygrane. Bartnik jest odpowiedzialny za Paszulewicza że spierdolili przygotowanie piłkarzy. Więc Dudek wszedł w gówno i musi to ogarnąć.