Felietony
Na co należy uważać wiosną?
Do rozpoczęcia rundy pozostało jeszcze półtora miesiąca, ale już dziś trzeba pracować – nie tylko piłkarsko, ale i mentalnie nad wieloma kwestiami koniecznymi do awansu. GKS się wzmacnia, pozyskaliśmy Kamila Jóźwiaka, za wzmocnienie należy też uznać pozostanie w klubie Alana Czerwińskiego. Liga jednak się będzie przybliżać wielkimi krokami, dlatego już teraz należy zwrócić uwagę na zagrożenia i na te kwestie, na które będzie trzeba bardzo uważać począwszy od pierwszego meczu w Chojnicach. Na co więc należy zwrócić uwagę:
1. Początek rundy
Często niedoceniane są punkty z pierwszych kolejek. A wystarczy tylko spojrzeć na fakt, że gdybyśmy w pierwszej serii spotkań nie przegrali, tylko wygrali z Wigrami Suwałki – przezimowalibyśmy na fotelu lidera. Jak ważny jest początek wiosny pokazywały też poprzednie sezony – kiedy za Moskala przegraliśmy z Sandecją i Okocimski i cały czar udanej jesieni prysł bardzo szybko. Rok temu jeszcze łudziliśmy się, że meczem z Arką uda się coś zdziałać. Niestety przegraliśmy i wiosna to były sparingi o punkty.
2. Pierwsze mecze z bezpośrednimi rywalami
Nie ma się co oszukiwać – po domowych remisach z Chojniczanką i Zagłębiem obowiązkowo trzeba zapunktować z tymi rywalami na wyjeździe. Optymalnie byłoby z oboma mieć w dwumeczu lepszy bilans, a więc co najmniej musimy zremisować 1:1 w Sosnowcu i 2:2 w Chojnicach. Ale jeśli udałoby się któryś z tych meczów wygrać – będzie idealnie.
3. Grupa pościgowa
Nie tylko ci dwaj rywale są zagrożeniem. Za podium jest silna grupa pościgowa, z której najgroźniejsza może być Miedź Legnica. Naszym atutem jest 8 punktów przewagi, ale trzeba być ostrożnym, bo nawet gdzieś tam trzy razy z rzędu remisując, przeciwnik wygrywając swoje mecze może się zbliżyć na bardzo niebezpieczną i nerwową odległość.
4. Kiksy w defensywie
Nawet grając super mecze takowe nam się zdarzały, ale Opatrzność była po naszej stronie i nie traciliśmy bramek. Tym razem trzeba się wzmocnić personalnie w obronie albo u zawodników te kiksy popełniających – starać się je wyeliminować. Na wiosnę płazem już nie będą one uchodzić…
5. Żółte kartki i pauzy
Jaskrawy przykład konsekwencji kartek (i kontuzji) mieliśmy w dwumeczu Bytów – Suwałki. W momencie, gdy wypadło nam kilku zawodników, drużyna w meczu z Wigrami się posypała i w obronie zagrała najgorszy mecz w sezonie. Zagrożeni pauzą od pierwszej kolejki są Alan Czerwiński i Grzegorz Goncerz i tym bardziej trzeba uważać, żeby żaden z nich nie wypadł z kadry na mecz z Zagłębiem.
6. Głupie porażki
Trzeba uważać, aby nie tracić kompletu punktów ze słabymi przeciwnikami. O ile z Wigrami przegraliśmy po katastrofalnym meczu (u siebie) i wspomnianych błędach w obronie (Suwałki), a w Bytowie po słabszym meczu i pechu (mnóstwo sytuacji po stałych fragmentach), to porażka w Tychach z beznadziejnym przeciwnikiem była do uniknięcia. Gdybyśmy tylko zagrali o poziom lepiej.
7. Rzuty karne
„To jest punkt, z którego wykonuje się rzut karny. Macie go tylko wykorzystać” – brzmiała najkrótsza odprawa jednego z polskich trenerów. Ten najłatwiejszy sposób zdobycia bramki trzeba w końcu przekuć na atut, nie na zmorę. O ile pudła Grzegorza Goncerza ze Stomilem i Sandecją punktów nam nie zabrały (ze Stomilem i tak wyrównaliśmy), to jedenastka z Miedzią pozbawiła nas najprawdopodobniej dwóch oczek.
8. Frekwencja
Mimo dobrej jesieni nie była ona zadowalająca. Kibice mobilizowali się bardziej tylko na niektóre mecze. Trzeba pamiętać, że wszystkich spotkań wiosną nie wygramy, przydarzy się kilka remisów, a pewnie i z dwie porażki. Trzeba po tych przegranych meczach wspierać zespół i otrzeć łzy po przegranej bitwie po to, aby wojna była wygrana.
9. Zbyt wczesne świętowanie
Załóżmy scenariusz, w którym GieKSa wypracowuje sobie solidną, ale też nie ogromną przewagę nad resztą stawki. Dajmy na to – pięć punktów na cztery kolejki przed końcem. Szampany się mrożą, feta jest już szykowana. Nie! Ani na moment wówczas nie można stracić koncentracji. Pamiętajmy, że z czterema ostatnimi rywalami przegrywaliśmy już w tej konfiguracji meczów dom-wyjazd, czyli z Górnikiem i Olimpią na wyjeździe oraz Kluczborkiem i Bytovią u siebie.
10. Wiara czyni cuda!
To przesłanie dla wszystkich kibiców i piłkarzy. Jesteśmy najlepszą ekipą w pierwszej lidze i jeśli zdarzą się wpadki, nie możemy przestać wierzyć w potencjał zespołu. Utrzymajmy poziom obrony, w ataku grajmy dwa razy lepiej niż jesienią. I to będzie klucz do sukcesu!
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.
Galeria Piłka nożna
GieKSa zagrała na piątkę
GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

kibic bce
20 stycznia 2017 at 14:50
Propozycja wykonawcy rzutow karnych? Moze Fosa, Zejdler lub Franczak?
Gonzo niech strzela w meczu.
Pozdrawiam
CIErPLIWY
20 stycznia 2017 at 18:25
Ostatnia runda w 1 lidze … pewne info!
tylko awans
21 stycznia 2017 at 19:50
Kwestia rzutów karnych, według mnie gonzo jest chyba jedna z gorszych strzelców. Foszmańczyk powinien być podstawowym strzelcem
Bartolo
22 stycznia 2017 at 10:49
Jeżeli nie kupią nikogo do przodu to za optymistycznie to to nie wygląda.
Chodzi o skutecznego napadziora oczywiście.