Wywiady
Goncerz: Musimy wybiegać i wymęczyć
W czwartek przed meczem z Miedzią Legnica przeprowadziliśmy dłuższą rozmowę z Grzegorzem Goncerzem. Zawodnik niedawno nabawił się niegroźnego urazu, ale już wkrótce będzie do dyspozycji trenera Kazimierza Moskala. Z Gonzem rozmawiał Błażej.
GieKSa.Pl Grzegorz jak tam Twoje zdrowie, bo wiemy, że miałeś kontuzje. Wracasz już do kadry meczowej?
Do kadry jeszcze nie wracam, dziś ( tj. czwartek 27.03) mam trening biegowy. Trener Moskal nie ryzykuje zdrowiem zawodnika. Czekają mnie treningi wzmacniające do końca tygodnia. A od poniedziałku zajęcia z drużyną w pełnym treningu i mam nadzieję, że będzie dobrze.
Wróćmy do początku rozgrywek: 1 punkt w 3 meczach, trener Moskal podkreślał, że to nie jest wynik, którego oczekiwaliśmy. Z czego wynika taki dorobek w Twoim odczuciu? Wiemy, że ciężko to porównywać, ale w poprzednim sezonie ze słabszą kadrą mieliśmy lepszy start.
Na pewno dorobek punktowy zdecydowanie nas nie zadowala. Nie potrafię powiedzieć, czemu tak wyszło. Patrząc na te 3 pierwsze mecze trzeba sobie powiedzieć jasno, zagraliśmy 2 dobre spotkania i jeden fatalny. O ile takie spotkania, jak ten z Bełchatowem, czy ten w Sączu dawały wcześniej punkty o tyle teraz jest ciężej. Mamy tylko jeden punkt, my z tego powodu też nie jesteśmy zadowoleni. Nie wydaje mi się, żeby poprzednia runda była dla nas szczytem możliwości. Jestem przekonany widząc chłopaków na treningach, że umiejętności są. Musimy to tylko przełożyć na ligę i punkty. Musimy zrobić wszystko by dobra gra miała przełożenie na punkty czy to zdobywane w Katowicach czy na wyjazdach. To jest dla nas najważniejsze.
Trener Moskal wspominał po Okocimskim, że nie poznawał swoich zawodników, nawiązywał do presji. Też tak to odczułeś? Ta presja dała znać o sobie w niektórych fragmentach?
Po części tak. W tym klubie presja jest zawsze, czy walczymy o utrzymanie czy też walczymy o ekstraklasę, gdzie widzą nas już kibice. Presja jest jednak pozytywna, bo trzeba się z tym zmierzyć. Musimy mieć świadomość, że drużyny będą przyjeżdżały do nas z respektem, to już nie są te mecze, gdzie mieliśmy falstart i drużyny, które przyjeżdżały grały o 3 punkty i mówiły, że GieKSa w kryzysie. Teraz jesteśmy na fali wznoszącej, drużyny przeciwne wiedzą, że ciężko będzie wywalczyć choćby punkt. Bolączką niestety jest u nas atak pozycyjny, ale to kuleje w całej polskiej piłce. W takich meczach musimy być bezwzględni i wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję. Patrząc przez pryzmat meczu z Okocimskim, myślę, że rzut karny rozwiązałby worek z bramkami. Potem gra się nie układała, była szarpana, brakło gdzieś pewności i wydarzyła się tragedia.
Odejdźmy trochę od teraźniejszości, debiutowałeś w GieKSie w sezonie 2008/09, piłkarsko to już jest spory czas, który spędziłeś w jednym klubie.
Z drobną przerwą na powrót do Chorzowa, można powiedzieć, że zadomowiłem się w Katowicach. Szczerze mówiąc, GieKSa dała mi piłkarsko najwięcej, wiele klubowi zawdzięczam i życzyłbym sobie, by awansował do ekstraklasy. Widzimy jak ta ekstraklasa jest opakowana i każdy z nas: zawodnicy, trenerzy, ludzie związani z klubem o niej marzą. Tym bardziej nas bolą takie rzeczy, gdy słyszymy o sprzedawaniu meczów, przykładaniu się o obowiązków, odpuszczaniu czegoś. My tym wszystkim żyjemy, a takie rzeczy aż szkoda komentować. Z jednej strony jesteśmy niezadowoleni z wyników, a z drugiej kolejną „szpile” wkładają nam ludzie, którzy powinni nas wspierać najbardziej. My możemy odpowiadać tylko na boisku a wiadomo, że z tym może być różnie. To jest sport.
W okresie, w którym jesteś mamy Moskala, a był Górak, Stawowy, Fornalak, Nawałka. W którymś momencie większej stabilizacji zabrakło? Liczba trenerów jest jednak duża na te wszystkie lata. Można było coś zrobić więcej?
Wydaje mi się, że GKS był do tej pory postrzegany przez zawodników, trenerów, jako dobra trampolina do rozwoju. Byli młodzi zawodnicy, starsi, którzy mają coś do udowodnienia, trenerzy młodego pokolenia. GieKSa to fajny klub, tutaj czuć atmosferę piłki, głód sukcesu. Doping, oprawa, kibice to działa na wszystkich. Każdy trener, zawodnik, który zrobił coś ponad stan był zabierany do innego klubu, innego „świata”. Wspomnijmy trenera Nawałkę, który z nami zrobił wynik ponad stan, wycisnął z nas absolutne maximum. Gdybyśmy mieli lepszą sytuację finansową w tamtym okresie to ta ciągłość pracy na pewno byłaby bardziej odczuwalna. Klub nie mógł utrzymać poziomu finansowego, którego życzył sobie trener Nawałka. To wszystko się rozpadło i pozostały zgliszcza. Mamy dziś kolejny przykład na to, co powoduje odejście jednego wartościowego człowieka z klubu. Widzimy, w jakiej sytuacji znajduje się teraz Górnik Zabrze.
Śledząc Twoje losy w klubie można powiedzieć, że ciągle grałeś o awans, utrzymanie, awans, rozpad klubu, ratunek miasta, znowu gra o awans. Nudy w klubie nie ma. Zastanawiałeś się kiedyś tak sam do siebie „Gdzie ja trafiłem? I co mnie jeszcze czeka?”
Zgadzam się, nudy nie ma i zawsze musi się coś dziać. Czy to nasze wyniki są słabe, czy też kłopoty finansowe. Gdy były wyniki nie było finansów. Myślę, że taka specyfika tego klubu. Była szansa na awans z Nawałką, ale pamiętajmy to była tylko jedna runda, którą zagraliśmy. Nie wiemy, co byłoby dalej. Każda drużyna ma swój limit, Nawałka wycisnął z nas wszystko. Potrzebne były wzmocnienia, ale wszystko ułożyło się nie tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Sam trener powiedział nam, że „lekarstwo ma swój termin ważności”, i to, czym nas wtedy karmił też powoli się kończyło. Nawałka miał fantastyczne pomysły, żyje piłką 24 godziny na dobę. Niestety nie miał już pomysłu na funkcjonowanie klubu w strukturze, która wtedy była.
Nawałkę wspominasz dobrze, a jak z innymi trenerami wspominasz współpracę? Różnie bywało, bo miałeś kontuzję, byłeś też pomijany w składzie.
Z trenerem, Fornalakiem trenowałem krótko, bo doszło do zwolnienia, nie mogę zbyt wiele o nim powiedzieć, jeśli chodzi o warsztat, ale jestem mu wdzięczny, że przyjął mnie do drużyny, wyciągnął do mnie pomocną rękę. Kolejny był trener Stawowy, wiem, jakie reakcję wywołuje jego osoba wśród kibiców, ale ja go wspominam fantastycznie. Nauczył nas wielu rzeczy, starał się wprowadzić swoją szkołę, graliśmy przede wszystkim piłką w tamtym okresie. Mi ta krakowska filozofia się podobała. Oczywiście to wszystko musi być poparte wynikiem a niestety tutaj tego nie było. My o tym głośno nie mówiliśmy, ale w tamtym okresie zaczęły się problemy z zarządem, problemy Pana Króla. Staraliśmy się od tego odciąć, kibice jednak nie znają całej prawdy, dlaczego to nie funkcjonowało tak dobrze jakbyśmy sobie tego życzyli. Niewątpliwie kondycja finansowa z tamtego okresu miała duży wpływ na to.
Chciałbym się chwilę zatrzymać przy trenerze Góraku. Obecnie zawodnicy podkreślają, iż grają ci, którzy są w formie i to cechuje trenera Moskala, że nie ma pewniaków do składu. Z trenerem Górakiem mam wrażenie było inaczej. W większości meczów grał stały skład, Ty również nie dostawałeś szans.
Wiosna za trenera Góraka, mimo iż drużyna funkcjonowała dobrze a wynik punktowy był przyzwoity to jest to moja największa porażka i z tym się nie będę krył. Bardzo mnie to bolało, że nie mogłem pomóc, że nie mogę w tym uczestniczyć. Trener mnie nie widział wcale albo widział mnie w bardzo małym stopniu. Nie jestem osobą, która by płakała i chodziła po dziennikarzach z żalami. Gdy u innych trenerów grałem to nie pytałem ich, dlaczego gram. Uznałem, więc, że skoro nie gram to również nie będę pytać. Trzeba było pracować na treningach i to właśnie robiłem. Szansy większej jednak nie otrzymałem, sporadycznie grałem, ale myślę, że to wykorzystałem. Gdzieś jednak do tej koncepcji trenera Góraka jednak nie pasowałem. Trener nigdy mi tego nie powiedział. Ja koncentrowałem się na swojej pracy, te emocje we mnie się zbierały. Cieszę się, że przyszedł trener Moskal i mogę znowu cieszyć się piłką. Każde wyjście na trening mnie cieszy. Wtedy zjadłem dużo nerwów, ale teraz patrzę optymistycznie w przyszłość. Tamta sytuacja na pewno mnie wzmocniła, mało, co może mnie zaskoczyć. Sięgnąłem wtedy dna, piłkarskiego, emocjonalnego. Zostałem zapomniany. Mozolnie odbudowuje swoją pozycję w klubie, jestem mocniejszy wyciągam wnioski i cóż gramy dalej.
Pojawiły się wtedy myśli o odejściu?
Na pewno były różne warianty rozpatrywane. Rynek jednak wszystko weryfikuje. Gdyby w lecie spytać ludzi związanymi z klubem, kto chce zostawić Goncerza to był to prezes Cygan. Ofert nie było za wiele dlatego też jestem prezesowi wdzięczny, że widział mnie w Katowicach, wyciągnął do mnie rękę. Szkoda byłoby jednak odchodzić w takim momencie, odszedłbym niespełniony. Mamy swoje ambicje i cele, które w nas siedzą. Chciałbym osiągnąć wynik, na jaki ten klub zasługuje. Jeśli miałbym odejść to właśnie w takim momencie, w którym wszyscy będą nas szanowali a drużyna będzie miała swój styl. W czerwcu takiej sytuacji nie było, byłem załamany i sfrustrowany. Szanuje prezesa za decyzję o postawieniu na mnie.
Grzegorz w przeciągu tych 5 lat zauważyłeś jak zmienił się Twój styl grania? Kiedyś boczna linia i gra 1 na 1. Od trenera Stawowego jesteśmy na różnych pozycjach z nowymi zadaniami.
Rzeczywiście tak jest. Doświadczam na własnej skórze jak się piłka zmienia. Kiedyś sztywne 4-4-2 i skrzydła szeroko, które grały przy linii. Od Stawowego rzeczywiście zaszły zmiany. Skrzydłowi schodzą do środka robiąc miejsce obrońcom. Wszystko idzie do przodu a ja muszę się do wszystkiego dopasować. To nie jest koncert życzeń, nie mogę mówić, że gram tylko w jeden sposób. Granie w środku pola gdzie jestem ustawiany również sprawia mi radość, mam częsty kontakt z piłką, jestem pod grą. Mam dużą swobodę teraz. Ja się zmieniam, ale jeśli trener powie, że mam grać 1 na 1 to tak zrobię. Nigdy nie miałem problemów z trenerami i wykonywaniem ich poleceń.
Wspomnieliśmy o zmianach w piłce, ale jedno się nie zmienia stałe fragmenty gry. W opinii wielu kibiców GieKSie brakuje dośrodkowań bezpośrednich. Duża część jest wykonywana na krótkie podanie. Z czego to wynika?
Trener Moskal przykłada do tego dużą wagę, dużo ich ćwiczymy. To, że tak je rozgrywamy poparte jest jego wieloletnim doświadczeniem. Można powiedzieć, że w ofensywie to jeszcze nie przynosi takiego efektu, na treningach to wychodzi naprawdę nieźle. W meczu potrzeba trochę więcej spokoju i lepszego wykończenia. Trzeba podkreślić defensywne wykonanie stałych fragmentów gry, pierwsza bramka z Bełchatowem padła po naszej kontrze po rzucie rożnym rywala.
Zauważyliśmy, że przy defensywnym rogu ustawiamy 3 zawodników do kontry. To nowość trenera Moskala?
Zgadza się, trener ogląda spotkania, podąża za nowymi trendami i powiedział nam, że ryzykujemy i ustawiamy się na kontrze. Chcemy wykorzystać moment, w którym przeciwnicy nie mają ustawionej obrony. Ostatnio się to udało, wyszła nam fantastyczna kontra. Widać, że te drobne rzeczy przynoszą efekty. To na pewno zasługa trenera. Kiedyś robiło się wszystko by nie stracić bramki. Trener patrzy szerzej, chce wykorzystać moment i strzelić bramkę.
Grzegorz jesteś aktywny na twitterze, po meczu z Okocimskim wpisałeś, że bardzo przeżywacie tą porażkę i jest ciężko. Powiedz zderzyłeś się trochę z taką bezpośredniością w kontaktach przy tej formie wpisów?
Nigdy się tego nie bałem, nigdy nie bałem się spotkań z kibicami czy też dyskusji. Każdy chce wygrywać, ale nie zapominajmy, że to tylko sport. Rzeczywiście niektórych wpisów nie ma sensu komentować np., gdy pytano mnie o bukmacherkę. My mamy obiecaną premię za awans, za zwycięstwo. Wiemy, o co gramy i chcemy wygrywać. Czasem jednak się nie da. Wierzę jednak, że sięgając dna można się od niego odbić i wierzę, że tak będzie. Mecz z Bełchatowem pokazał, że można się odbić. Musimy mieć wielką wiarę w zwycięstwo. Potrzebujemy również pomocy kibiców, bo to wszystko musi razem współgrać.
W wielu klubach w Polsce jest tak, że warunki są złe to drużyna gra dobrze, są warunki to nie ma wyników. Z czego Twoim zdaniem to wynika, dlaczego tak trudno to spiąć razem?
Sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą. My przegrywając jesteśmy sami, gdy wygrywamy to wygrywa całe miasto. Tak to odbieram. Zauważyłem np. wpis, że piłkarze zaprzepaścili w 180 minut przygotowania kibiców. Musimy działać wspólnie, gdy my przegrywamy, przegrywają również kibice. Kibice muszą nas wspierać. My też gramy dla kogoś. Gdyby nie te trybuny to podejrzewam, że niewielu piłkarzy chciałoby przyjść do GKS, synergia musi być zachowana. Porażki się zdarzają, nie jesteśmy w stanie wygrywać wszystkiego niczym Bayern Monachium. Musimy te mecze wybiegać, wymęczyć.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

johann
1 kwietnia 2014 at 20:47
„teraz jesteśmy na fali wznoszącej” – super, Kamiński gola!
Igor
3 kwietnia 2014 at 22:22
Zamiast tyle gadać i siedzieć na twitterze, mógłby lepiej więcej potrenować, bo o to chyba chodzi, jak się jest zawodowym piłkarzem. Na razie wymęczyli 1 punkt na 12…