Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Katowiczanie w półfinale

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali jedno – zwycięskie (3:1) spotkanie w ćwierćfinale PHL. Dzisiaj wieczorem zostanie rozegrany pierwszy mecz półfinałowy z Cracovią. Siatkarze, w 24 kolejce Plus Ligi przegrali z bezpośrednim rywalem o miejsce w czołowej szóstce, Skrą Bełchatów 1:3. Piłkarki w ramach 16 kolejki Ekstra Ligi Kobiet pokonały na wyjeździe drużynę Olimpii Szczecin 4:1 (0:1). Piłkarze z kolei rozegrali drugie „wiosenne” spotkanie w Fortuna I lidze – prasówkę po meczu z Rakowem możecie przeczytać tutaj.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.pl – Matematyka i historia przeciw GieKSie

Alarm przy Bukowej! W ostatniej dekadzie tylko dwóm drużynom, które po 22 kolejkach miały na koncie mniej lub tyle samo punktów, co dziś katowiczanie, udało się uniknąć degradacji z zaplecza ekstraklasy.

Od półminutowej syreny alarmowej rozpoczęli swoją tradycyjną audycję podsumowującą kolejkę kibice z portalu gieksa.pl. Ten dźwięk dobrze oddaje obecne położenie drużyny z Katowic, które jest trudne pod każdym względem. Na inaugurację wiosny nie dość, że przegrała w Suwałkach z Wigrami (0:2), to jeszcze uczyniła to w fatalnym stylu. Do plasującego się tuż nad „kreską” Chrobrego Głogów traci już pięć punktów. Przeciwko GieKSie jest dziś nie tylko to, co widać na boisku, ale też historia i matematyka.

[…] By uzyskać 15. lokatę na koniec sezonu I ligi, w analizowanym przez nas okresie aż 7-krotnie trzeba było uzyskać co najmniej 35 punktów. GieKSie do osiągnięcia tej granicy brakuje dziś 17 „oczek”. Obliczenie jest proste – w 12 kolejkach musiałaby zdobyć niemal tyle punktów, co w dotychczasowych 22. 17 „oczek” to 5 zwycięstw, 2 remisy i 5 porażek. Obecnie drużyna z Bukowej ma na koncie 4 wygrane i 6 remisów (przy 12 porażkach).

By dobić do liczby 35 punktów, GKS musiałby do końca sezonu punktować ze średnią 1,41 pkt na mecz. To dużo, bo oznacza punktowanie na poziomie drużyny z 7-8. miejsca tabeli. Średnią 1,45 pkt mają dziś drużyny z górnej połowy tabeli – GKS Jastrzębie, Podbeskidzie czy Chojniczanka. Ósma w stawce Puszcza Niepołomice ma średnią 1,36 pkt, podczas gdy katowiczanie legitymują się obecnie średnią 0,81. A biorąc pod uwagę okres kadencji trenera Dariusza Dudka, jest ona jeszcze niższa – wynosi 0,66 (6 punktów w 9 meczach – 1 zwycięstwo, 3 remisy, 5 porażek). Do momentu zatrudnienia Dudka, było to 0,92 pkt (12 pkt w 13 kolejkach).

Do końca sezonu GKS rozegra jeszcze po sześć domowych i wyjazdowych spotkań. Piszemy, że wydaje się, iż punktować trzeba na poziomie 1,41, podczas gdy z tym zestawem dwunastu rywali jesienią średnia wyniosła… 0,5. Katowiczanie pokonali Stomil Olsztyn, zremisowali z Odrą Opole, Puszczą Niepołomice i Bytovią, a pozostałe osiem meczów przegrali!

 

dziennikzachodni.pl – Rafał Musioł: Dlaczego GKS Katowice spada w drugoligową przepaść? [KOMENTARZ]

Zastępca szefa działu sportowego Dziennika Zachodniego Rafał Musioł pisze o przyczynach katastrofy sportowej GKS-u Katowice oraz zastanawia się, jak powinno postąpić miasto, czyli właściciel klubu z Bukowej.

Dziesiątki milionów publicznych złotówek wpompowanych przez ponad dziesięć lat w podtrzymywanie marzeń o grze GKS-u Katowice w piłkarskiej elicie, właśnie definitywnie tonie w bagnie.

[…] Łatwo nawet wskazać punkty zwrotne, które przestawiły GieKSę w kierunku zjazdu ku otchłani. Pierwszym elementem tej układanki było odejście Wojciecha Cygana, prezesa, który popełniał błędy – głównie wynikające z nadmiernego zaufania do zawodników – ale jednocześnie świetnie czuł specyfikę piłkarskiej branży. I to właśnie udowadnia w zdrowszych ekonomicznie, bo uzależnionych od prywatnego kapitału, a nie miejskich fanaberii, warunkach w Rakowie. W okresie jego rządów GKS nie spadł poniżej przeciętności, co w oczach kibiców zyskuje na wartości jednak dopiero teraz, w kontekście obecnej sytuacji.

Jego następca, Marcin Janicki, to urodzony ekonomista, więc kwestie sportowe w naturalny sposób przekazał zarządcom poszczególnych sekcji, co było z pozoru ruchem rozsądnym, ale okazało się drugim kawałkiem fatalnej układanki. Tu bowiem pojawia się dyrektor sportowy Tadeusz Bartnik, czyli autor najbardziej katastrofalnych w skutkach posunięć. Zaczął od zwolnienia, w przedziwnym momencie i w fatalny sposób, trenera Piotra Mandrysza, czego w żaden sposób nie uzasadniała ani pozycja w tabeli, ani tym bardziej końcówka rundy jesiennej. Tuż po tej operacji dyrektor sportowy publicznie oświadczył, że bierze pełną odpowiedzialność za domknięcie zaskakującej roszady zatrudnieniem Jacka Paszulewicza. Pod tego szkoleniowca dokonano czystki w szatni na ogromną skalę, nie bacząc na wyjątkowo krótki okres przygotowawczy. Gdy wszystko zakończyło się klapą Tadeusz Bartnik uznał jednak, że dymisja byłaby tchórzostwem, i w ramach deklaracji o wypiciu do końca nawarzonego piwa zatrudnił świeżo zwolnionego z sosnowieckiego Zagłębia (na powitalnej konferencji dyrektor sportowy gimnastykował się, by nie wymówić nazwy tego klubu) Dariusza Dudka. Nowy trener stanowił całkowite przeciwieństwo poprzedniej koncepcji, nijak nie pasował też do skompletowanej dla Paszulewicza szatni, co widać na boisku w każdym spotkaniu.

[…] Efektem jest również niewymierna, ale wyraźnie odczuwalna coraz większa obojętność wobec losów klubu i spadająca, i tak przecież daleka od imponującej, frekwencja na meczach. Pytanie o kolejne działania pozostaje jednak otwarte, bo przecież GKS przeszedł już wstrząsy zarówno w szatni, jak i w gabinetach, a każdy z nich oznaczał kolejne obsunięcie się w kierunku przepaści. Być może trzeba więc po prostu pogodzić się z rzeczywistością, zamknąć kurek z miejskimi pieniędzmi dla sekcji piłkarskiej i wyłączyć ją z wielosekcyjnego klubu, by nikogo nie kusiło „przesuwanie środków”? Lub zastosować wariant ścisły – ponieważ w sporcie i jego wartości reklamowej liczą się tylko trpfea, przydzielać pieniądze dla sekcji w zależności od szans na zdobycie przez nią medali mistrzostw Polski. Jak wiadomo w przypadku piłkarzy GKS-u, w przeciwieństwie do szachistów, hokeistów, piłkarek czy siatkarzy – wynoszą one 0. PS. Z kilku źródeł słyszałem, że dyrektor Bartnik posiada niewątpliwy talent do przedstawiania swoich wizji w postaci tabelek, co oczywiście przypada do gustu miejskim urzędnikom. Efektem końcowym tych działań jest jednak ta najważniejsza tabela – ligowa.

 

radioszczecin.pl – Nieudany powrót na własny stadion piłkarek Olimpii

Piłkarki nożne Olimpii słabsze od beniaminka rozgrywek o mistrzostwo Polski w pierwszym tegorocznym meczu na własnym stadionie. Szczecinianki przegrały z GKS-em Katowice 1:4 w meczu 16. kolejki ekstraligi kobiet.

Do przerwy podopieczne trenera Adama Gołubowskiego po bramce Olgi Sirant prowadziły 1:0. Po zmianie stron na boisku dominowała jednak popularna Gieksa i katowiczanki swoją przewagę potwierdziły strzelając aż cztery gole.

 

24kurier.pl – Druga wiosenna porażka Olimpii

Pomimo prowadzenia do przerwy 1:0 piłkarki Olimpii nie zdobyły punktów w Szczecinie i doznały drugiej porażki tej wiosny, więc awans do mistrzowskiej „szóstki” powoli się oddala.

Pierwsza połowa była wyrównana, a na jej zakończenie Sirant zdobyła gola tzw. do szatni, co dobrze rokowało na grę po zmianie stron, ale rzeczywistość okazała się inna.

W drugiej części GKS Katowice szybko doprowadził do wyrównania, a następnie zdobył kolejne bramki dające zdecydowane zwycięstwo. Po przerwie, wbrew suchemu wynikowi, gra także była w miarę wyrównana, a o wysokiej porażce naszego zespołu zadecydowały fatalne błędy w defensywie i bramce.

 

SIATKÓWKA

dziennikzachodni.pl – Skra – GKS Katowice 3:1. Czołowa szóstka oddaliła się od siatkarzy GKS-u Katowice

W meczu 24. kolejki PlusLigi Skra Bełchatów z Mariuszem Wlazłym i Arturem Szalpukiem w składzie pokonała GKS Katowice 3:1. Był to mecz ważny dla obu drużyn w kontekście walki o miejsce w czołowej szóstce, która gwarantuje grę o medale. Po tym meczu bliżej tego celu są siatkarze z Bełchatowa. W ostatnich dwóch meczach GKS zagra z ZAKSĄ Kędzierzyn i Jastrzębskim Węglem.

[…] Bełchatowianie mocno rozpoczęli to spotkanie, chcieli szybko wypracować sobie przewagę i potem kontrolować przebieg gry. Katowiczanie jednak nie ułatwiali im zadania. Trwała wymiana ciosów, z której lepiej wyszli gospodarze. W drugim secie katowiczanie próbowali odwrócić losy spotkania i punkt po punkcie budowali przewagę. Prowadzili 15:10, jednak potem systematycznie ich przewaga topniała. Skra objęła prowadzenie 21:20,ale na prowadzenie ponownie GKS wyprowadził znakomitą zagrywką Karol Butrym (23:22). Takiej szansy podopieczni Piotra Gruszki już nie wypuścili z rąk i przy dużym udziale Marcina Komendy doprowadzili do wyrównania. Seta zakończył skutecznym atakiem po prostej Tomas Rousseaux. Mistrzowie Polski nie pozwolili rozwinąć skrzydeł siatkarzom z Katowic. Goście dodatkowo zaczęli popełniać błędy, które bezlitośnie wykorzystała Skra i wygrała ważny trzeci set. Z zawodników trenera Gruszki zeszło powietrze i w czwartej partii nie byli już w stanie dotrzymać kroku gospodarzom. Skra prowadziła 20:13, katowiczanie zaczęli popełniać błędy w polu zagrywki i na przyjęciu. To wystarczyło gospodarzom by utrzymać przewagę i wygrać set i cały mecz 3:1.

 

siatka.org – Skra Bełchatów lepsza od GKS-u Katowice

Czterech setów potrzebowali siatkarze PGE Skry Bełchatów do pokonania w meczu 24. kolejki PlusLigi GKS-u Katowice. Bełchatowianie kontrolowali przebieg spotkania. Po wygranym przez nich inauguracyjnym secie, łupem ekipy ze Śląska padła partia numer dwa. W kolejnych dwóch jednak to ekipa Roberto Piazzy znów schodziła z boiska zwycięska, a kropkę nad i postawiła pokonując rywali do 15.

 

polsatsport.pl – PlusLiga: PGE Skra o krok od play-offów! Arcyważne zwycięstwo mistrza Polski z GKS

PGE Skra Bełchatów wygrała 3:1 (25:20, 23:25, 25:23, 25:15) z GKS Katowice w meczu 24. kolejki PlusLigi. Było to niezwykle ważne spotkanie w kontekście awansu do fazy play-off. Podopieczni Roberto Piazzy wykonali zadanie i znacznie przybliżyli się do występu w finałowej szóstce.

Było to starcie dwóch ekip, które od dłuższego czasu rywalizują o miejsce w rozgrywkach fazy play-off. Początek spotkania doskonale zobrazował, jak wysoka była stawka tego spotkania. Obie ekipy walczyły o każdą piłkę. Mimo wyrównanej walki ciągle o punkt lepsi byli bełchatowianie.

 

HOKEJ NA LODZIE

sport.interia.pl – Tauron KH GKS Katowice – Unia Oświęcim 3-1. Katowice wygrały serię 4-3!

[…] Nikt przed początkiem tej rywalizacji pewnie nie spodziewał się, że potrzebne będzie decydujące spotkanie. Odkąd jest rozgrywany play-off, czyli sezonu 1983/84, nie zdarzyło się, że ósmy zespół wyeliminował najlepszy po fazie regularnej.

[…] Była 11. minuta. Krążek rozprowadził Jesse Rohtla, który za zagrał pod bandę do Jannego Laakkonena, a ten wrzucił „gumę” przed bramkę, gdzie dotknął ją jeszcze obrońca Unii Jakub Szaur, czym zaskoczył Fikrta.

[…] W 16. minucie było już 2-0 dla katowiczan. Laakkonen znalazł podaniem spod bandy Rohtlę, a środkowy napastnik mocnym strzałem z wysokości bulików zaskoczył przemieszczającego się Fikrta.

Unia miała szansę na kontaktową bramkę w 27. minucie. Martin Przygodzki znalazł się w sytuacji sam na sam, jednak uderzył nad poprzeczką. Goście w tym momencie pierwszy raz grali z przewagą.

[…] Katowiczanie podwyższyli prowadzenie w 32. minucie. Indywidualna akcja Patryka Wronki zakończyła się się uderzeniem z nadgarstka, po którym krążek wylądował pod poprzeczką bramki.

Niecałą minutę później było jednak 3-1. Sebastian Kowalówka wygrał wznowienie w tercji rywala, podał przed bramkę do Petera Tabaczka, którego pierwszy strzał Lindskoug jeszcze odbił, ale przy dobitce nie miał już szans.

W 36. minucie indywidualna akcja. B. Fraszki, ale strzał 23-letniego napastnika Fiktr zdołał sparować na słupek.

Unia jeszcze próbowała zmienić niekorzystny wynik. Jednak bez efektów. Lindskoug nie dał się już pokonać.

Na niespełna dwie minuty przed końcem Witold Magiera, trener Unii, poprosił o czas, a potem zdecydował się wycofać bramkarza.

Po wznowieniu w tercji gospodarzy powstało zamieszanie, dobijał Peter Bezuszka, jednak nie skończyło się golem. Po chwili na ławkę kar powędrował jednak Szaur, a potem Juha Kiilholma, co odebrało oświęcimianom jakiekolwiek nadzieje na korzystny wynik.

Katowiczanie zagrają w półfinale z Comarchem Cracovią. „Pasy” po czterech meczach wyeliminowały JKH GKS Jastrzębie.

 

dziennikzachodni.pl – Katowiczanie w półfinale

Katowice pokonał Unię Oświęcim 3:1 w siódmym meczu ćwierćfinałowym i awansował do półfinału, w którym jego rywalem będzie Comarch Cracovia. Pierwszy mecz katowiczan z krakowianami odbędzie się 11 marca w Satelicie.

[…] Tauron GKS w sezonie zasadniczym wygrał wszystkie cztery mecze z Unią , ale w play off męczył się niemiłosiernie. W decydującym pojedynku wyższość podopiecznych trenera Toma Coolena nie podlegała już dyskusji.

Worek z bramkami otworzyli w I tercji Finowie. Najpierw w okresie gry w przewadze na listę strzelców wpisał się Janne Laakkonen, który wrzucił krążek pod bramkę Unii, a tam Dawid Saur do spółki z Michalem Fikrtem wepchnęli go sobie do siatki, choć sędziowie początkowo gola zapisali na konto Tomasza Malasińaskiego. Wynik podwyższył Jesse Rohtla uderzeniem z pierwszego krążka zas-kakując bramkarza oświęcimian. Gdy w II tercji trzecią bramkę dla gospodarzy zdobył po indywidualnej akcji Patryk Wronka wydawało się, że jest już po meczu. Honorowe trafienie Petera Tabacka wlało odrobinę nadziei w serca gości, ale tylko na chwilę. To niesieni dopingiem kibiców katowiczanie byli bowiem dużo groźniejszym zespołem, a Bartosz Fraszko sam mógł zdobyć co najmniej kilka goli. Oświęcimianie przycisnęli dopiero w końcówce III tercji, ale wówczas było już za późno, by odwrócić losy meczu Tauron KH GKS Katowice – Unia.

 

sportdziennik.pl – Hokej. Kwartet niekoniecznie do brydża

Trudno wskazać faworytów półfinałów play off – do takiego wniosku można dojść po obserwacji I rundy.

Tauron KH GKS Katowice – Comarch Cracovia oraz GKS Tychy – TatrySki Podhale Nowy Targ, to pary półfinałowe play offu w sezonie 2018/19. To zestawienie nie jest niespodzianką, choć mało kto oczekiwał, że dojście do tego etapu rywalizacji dla dwóch głównych kandydatów do mistrzostwa kraju będzie się wiązało z siedmioma meczami. Zarówno Katowice, jak i Tychy dopiero w ostatniej potyczce zapewniły sobie awans do najlepszej czwórki.

[…] Hokeistom Katowic chyba się wydawało, że skoro Unia Oświęcim rzutem na taśmę awansowała do play offu to będzie łatwym kąskiem. Na dodatek w pierwszym meczu bez większych problemów na własnym lodzie wygrali 8:3. Ale potem zaliczyli lodowaty prysznic w Oświęcimiu. Kiedy zaś przegrali na własnym lodzie 0:3 zrobiło się mało ciekawie, ale potem wyrwali dwie wygrane z rzędu.

Ekipa katowicka na tę chwilę w play offie prezentuje się słabiej niż rok temu. Przyczyn można znaleźć kilka. Najważniejsza to gra poniżej oczekiwań obcokrajowców. W poprzednim sezonie Fin Jesse Rohtla oraz jego rodacy byli motorem napędowym, a teraz już nie grają tak dobrze. Zespół wykazywał pewne oznaki zmęczenia i ustępował hokeistom szybkością. Na dodatek był targany wieloma kontuzjami, po ktorych wielu hokeistów musiało sporo pauzować. To również mogło mieć wpływ.

– Proszę pamiętać, że play off jest bardziej rozciągnięty w czasie w porównaniu z poprzednim sezonami. – Nie można błyszczeć formą na przełomie lutego i marca, kiedy finały rozpoczynają się na początku kwietnia. Z Cracovią będą już zupełnie inne mecze – przekonuje trener wideo katowickiego zespołu, Ireneusz Jarosz.

[…] – Długo czekaliśmy na wyłonienie dla nas rywala, ale to katowiczanie pozostają faworytem naszej serii – mówi trener krakowian, Rudolf Rohaczek. – Mieliśmy długą przerwę, ale ona może zadziałać na dwie strony. Po pierwszym meczu w Katowicach będziemy na pewno mądrzejsi, może mieć kluczowe znaczenie dla tej rywalizacji. Trenowaliśmy tak jakbyśmy grali w play offie, w dniach meczowych mieliśmy wewnętrzne sprawdziany. Z niecierpliwością czekam na inauguracyjną potyczkę.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga