Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mass mediów: „GieKSa” sięgnie po byłego reprezentanta Łotwy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

Dla przypomnienia: w ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali trzy spotkania ligowe z czego wygrali dwa, siatkarze wygrywając dwa kolejne mecze w Pluslidze, przedłużyli swoją serię zwycięstw do czterech, a z kolei piłkarze  zremisowali w meczu sparingowym.

 

PIŁKA NOŻNA

 

sportdziennik.pl – Wymyślne fanaberie, czyli śnieżny skandal!

Nie możemy sobie pozwolić na treningi w takich warunkach. Wracając do pracy zastaliśmy nieodśnieżone boiska w Katowicach – w atmosferze bliskiej skandalu wrócili wczoraj do pracy „GieKSiarze”. W poniedziałek piłkarze GieKSy spotkali się na pierwszych zajęciach w tym roku.

[…] Niestety, inauguracyjne zajęcia rozpoczęły się w atmosferze skandalu, tak mocnego określenia nie wahali się użyć szkoleniowcy zespołu z Bukowej. Boiska, na których mieli trenować, były nieodśnieżone, zupełnie nieprzygotowane do przeprowadzenia treningu, choć o terminie wznowienia zajęć wiedziano w mieście już przed ponad dwoma tygodniami. Sztab szkoleniowy i zawodnicy sami chwycili więc za łopaty, by doprowadzić boisko „Kolejarza” do jako takiego stanu używalności. By sztuczna murawa nie narażała piłkarzy na kontuzje.

[…] Z pierwszą drużyną trenuje dwóch zawodników Akademii Piłkarskiej „Młoda GieKSa” – Thomas Skiba oraz Marek Todorski. Na treningi dołączyli również Sławomir Musiolik, który ostatnie pół roku spędził na wypożyczeniu w Polonii Bytom oraz były zawodnik akademii, katowiczanin Patryk Grychtolik, ostatnio grający w drużynie rezerw Zagłębia Lubin. Nieobecny David Anon dołączy do drużyny w najbliższy piątek, natomiast z zespołem pożegnał się Damian Michalik, którego kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron.

 

GKS Katowice. Siły wyższej nie było…

We wtorek i w środę piłkarze z Katowic zaliczali badania i testy medyczne na AWF-ie oraz normalne zajęcia na boisku. Zespół został podzielony na dwa „obozy”. Ci którzy rano sprawdzali stan wytrenowania organizmów na boisku pojawiali się po południu, druga grupa odwrotnie. W czwartek i piątek treningi będą miały już typowo piłkarski charakter, a w sobotę GKS Katowice czeka już pierwszy zimowy sparing z Sandecją Nowy Sącz.

 

sportowefakty.wp.pl – Radek Dejmek blisko GKS-u Katowice. Miliony od miasta

Czech Radek Dejmek w poniedziałek rozpocznie treningi w broniącym się przed spadkiem z Fortuna I ligi GKS-ie Katowice. Obrońca ostatnio występował w cypryjskim Pafos FC, a w Polsce grał w Koronie Kielce. Działaczom GKS-u Katowice nie udało się nakłonić do powrotu na Bukową Lukasa Klemenza (zagra w Wiśle Kraków). W związku z tym walczący o pierwszoligowy byt klub z Górnego Śląska porozumiał się z Czechem Radkiem Dejmkiem.

Stoper w Polsce znany jest z występów w Koronie Kielce, gdzie grał w latach 2013 – 2018 i w 133 meczach zdobył 8 goli. Latem Dejmek przeszedł do Pafos FC, ale w lidze cypryjskiej wystąpił w zaledwie czterech spotkaniach. Łącznie Czech grał przez 186 minut.

Zimą szefowie klubu z Katowic nie podpisali jeszcze umowy z żadnym z zawodników. W sobotę sztab szkoleniowy testował Leona Marojevicia.

Katowiczanom łatwiej będzie przekonać do gry piłkarzy. Klub w 2019 roku od miasta łącznie ma otrzymać ponad 25 mln złotych, z czego niespełna 10 mln zł na podwyższenie kapitału zakładowego spółki.

 

dziennikzachodni.pl – Sparing: GKS Katowice – Sandecja Nowy Sącz 3-3

[…] Już w pierwszej minucie prowadzenie dla katowiczan zdobył Patryk Grychtolik. Błędy popełniała jednak defensywa podopiecznych Dariusza Dudka, co pozwoliło jednemu z piłkarzy Sandecji na wyrównanie po sytuacji sam na sam. Drugą bramkę dla GieKSy w 30. minucie strzelił Wojciech Lisowski, który wykorzystał rzut karny po faulu bramkarza. W drugiej połowie na boisku pojawił się m.in. testowany przez GKS 19-letni chorwacki pomocnik Leon Marojević z austriackiego trzecioligowego SK Bischofshofen.

Sandecja ponownie wyrównała wynik po skutecznym kontrataku, ale katowiczanie odpowiedzieli 10 minut później, gdy Adrian Błąd wykończył bardzo dobre podanie Arkadiusza Woźniaka. Ostatecznie wynik meczu ustalili przyjezdni z Małopolski, wykorzystując rzut karny.

 

SIATKÓWKA

 

sportowefakty.wp.pl – GKS – Aluron Virtu: katowiczanie w końcu odczarowali Spodek

GKS Katowice długo czekał na świętowanie zwycięstwa w słynnym Spodku, ale w końcu przerwał niekorzystną serię. Siatkarze Piotra Gruszki pokonali Aluron Virtu Wartę Zawiercie 3:0, nie pozostawiając wątpliwości, kto był tego dnia lepszy.

Ślązacy zaczęli od dwóch udanych akcji, ale chwilę potem Krzysztof Rejno wykorzystał luki w obronie katowiczan. Dopiero na zagrywce Tomasa Rousseauxa GKS zaczął odskakiwać punktowo (7:3), co spotkało się ze zrozumiałą reakcją trenera Marka Lebedew, czyli skorzystaniem z przerwy.

[…] Gonzalo Quiroga i Tomas Rousseaux z uśmiechem na ustach obijali blok siatkarzy Warty (13:7) i dopiero kiedy na zagrywce przebudził się Kamil Semeniuk, miejscowi musieli zacząć się pilnować.

Siatkarze z Zawiercia starali się znaleźć słabszy punkt przeciwnika i ochoczo punktowali przez środek, ale to nie pozwoliło im na powrót do gry. Przyjmujący Aluronu Virtu Warty zmarnowali zbyt wiele uderzeń, by do tego doszło, a wyrazistym akcentem wieńczącym tego nierównego seta seta (25:20) było błyskawiczne wykończenie wracającej piłki przez Rousseaux. Ten sam zagraniczny przyjmujący zaczął kolejną część meczu od czterech punktów z rzędu (5:1), co mogło jeszcze bardziej dobić niepewnych siebie przyjezdnych.

[…] Jednak gospodarze pilnowali korzystnego wyniku, a Rousseuax wyczyniał niesamowite rzeczy w obronie i ataku (12:7, 16:11). Belga wspierał Karol Butryn, który po kiepskim pierwszym secie wracał do swojej spodziewanej skuteczności. Przez moment wydawało się, że zmiany w kadrze Aluronu Virtu Warty (Marcin Waliński za Alexandre Ferreirę i Mateusz Malinowski za Grzegorza Boćka) odniosą pożądany skutek, ale wtedy znów uaktywnił się belgijski skrzydłowy GKS-u, który zakończył partię dwoma inteligentnymi uderzeniami piłki o blok.

Siatkarze Piotra Gruszki nie zamierzali zwalniać narzuconego tempa, ale to gracze Marka Lebedew zaczęli seta lepiej po blok-aucie Malinowskiego i asie serwisowym Rejno. Jednak szybko stracili przewagę, pozwalając GieKSie na cztery punkty z rzędu (7:5) i skazali się na mozolne granie punkt za punkt.

[…] Po asie atakującego gości Piotr Gruszka (19:21) wiedział, że set wymyka się spod kontroli i musiał wezwać graczy do siebie.

Czas najwyraźniej pomógł, bo siatkarze z Zawiercia dopuścili się dwóch niecelnych zbić piłki i pozwolili GKS-owi na remis po 22. Wtedy zaczęła się najciekawsza część spotkania, w której przyjezdni mieli w górze piłkę setową. Ale nie udało im się zachować chłodnych głów i nieudanymi ataki po prostu oddali partię (oraz cały mecz) zdecydowanie pewniejszemu GKS-owi.

 

siatka.org – PL: GKS w trzech setach pokonał Resovię

Siatkarze GKS-u Katowice w trzech setach rozprawili się z Asseco Resovią Rzeszów, dając tym samym do zrozumienia, że wciąż chcą się liczyć w walce o miejsce w play-off. O pierwszej szóstce mogą już chyba powoli zapomnieć rzeszowianie, bowiem z taką formą i przy takich wynikach martwić się bardziej muszą tym, by nie skończyć rundy zasadniczej jako jeden z ostatnich zespołów tabeli.

Katowiczanie lepiej rozpoczęli spotkanie, ich zagrywki sprawiały duże kłopoty przeciwnikom, co skutkowało zbudowaniem przez nich trzypunktowej zaliczki (10:7).

[…] W końcówce gospodarze prowadzili już 22:16, lecz goście nie podawali się i odrobili cześć strat (20:23). Podopieczni Piotra Gruszki nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa w pierwszej partii, którą wygrali (25:21).

Katowiczanie świetnie otworzyli drugą odsłonę spotkania, dzięki kapitalnej postawie w bloku oraz błędom przeciwników prowadzili 6:3. Rzeszowianie rzucili się do odrabiania strat, bardzo dobrze serwował wprowadzony w trakcie tej partii Bartłomiej Lemański, co pozwoliło im złapać kontakt z przeciwnikami (6:7).

[…] Dużo kontrowersji wywołał jeden z ataków gospodarzy, po którym punkt został przyznany przyjezdnym. Ich rywale nie mieli challenge’u, dyskusje siatkarzy GKS-u na nic się zdały, punkt powędrował konto gości (21:19). Katowiczanie błyskawicznie wyrównali wynik po skutecznym potrójnym bloku (21:21). Mocny atak Karola Butryna dał gospodarzom piłkę setową (24:23). Piotr Gruszka zdecydował się wprowadzić Dawida Wocha na zagrywkę. Okazało się to kapitalnym posunięciem, środkowy zaserwował asa i druga partia padła łupem siatkarzy ze Śląska (25:23).

Na początku trzeciej partii rzeszowianie mieli duże problemy z przyjęciem, co przekładało się na kłopoty ze skończeniem ataku. Potknięcia rywali bezlitośnie wykorzystywali gospodarze, którzy prowadzili już 5:1.

[…] Rzeszowianie zaczęli kończyć swoje kontry, dzięki czemu zbliżyli się do rywali (14:17). Przyjezdni nie mogli jednak wyprowadzić skutecznej pierwszej akcji, rewelacyjne zagrywki Emmanuela Kohuta rozstrzygnęły spotkanie. Mecz zakończyła popsuta zagrywka Thibault Rossarda (25:18).

 

HOKEJ NA LODZIE

 

sportdziennik.pl – Ekstraliga. Frajda dla kibiców!

Katowiczanie zrewanżowali się jastrzębianom za porażkę w półfinale Pucharu Polski.

Dobre, szybkie i emocjonujące spotkanie zafundowali nam wczorajsi rywale grający znów w „Satelicie”. Ani jedni, ani drudzy się nie oszczędzali, a minimalnie lepsi okazali się gospodarze. W I tercji przewaga należała do katowiczan i oni wyszli na prowadzenie.

[…] Sytuacje podbramkowe mieli jedni i drudzy, ale bramkarze byli niezwykle czujni.

Goście podjęli wyzwanie i szukali swojej szansy. W końcu Tomasz Kominek umiejętnie podał do Artema Dubinina i ten z bliskiej odległości wpakował krążek do siatki. Przy tej akcji gospodarze zupełnie się nie popisali, byli zbyt bierni i nie zareagowali na podanie Kominka. Gra niepotrzebnie się zaostrzyła i trzeba było studzić gorące głowy. W 30:56 min nastąpiła przerwa, bo powstała wyrwa w lodzie i trzeba było ją łatać. Hokeiści zjechali na wymuszoną przerwę, która trwała 35 min. A po niej jedni i drudzy chcieli zmienić wynik meczu. 52 sek. gospodarze grali w podwójnej przewadze, ale jej nie wykorzystali. W końcu II atak wpisał się na listę strzelców.

[…] Jednak zwycięstwo było po stronie gospodarzy, bo Jane Laakkonen przekierował krążek po uderzeniu Martina Czakajika, a potem Rohtla wykorzystał błąd rywali i ustalił wynik. Takich meczów chcielibyśmy oglądać więcej – wzdychali kibice, kierując się do „Spodka” na mecz siatkarzy.

 

Odzyskali fotel lidera

Gracze Tauronu dzień po dniu wygrali dwa ważne mecze i odzyskali pozycję lidera. 8 meczów w ciągu 13 dni – tyle rozegrali katowiczanie i dodajmy do tego podróż do Belfastu i z powrotem. To rzeczywiście końska dawka! Pod koniec meczu z Cracovia widać było już potworne zmęczenie. O czym marzą teraz hokeiści Tauronu? By poleżeć nieco dłużej w wygodnym łóżku, bo przecież w niedzielę znów trzeba przystąpić do walki o ligowe punkty.

Zespół z Katowic do meczu z Cracovią przystąpił bez kontuzjowanego Jakuba Wanackiego. Rosły obrońca stłukł bark, ale ile będzie pauzował, dowiemy się po rezonansie magnetycznym.

[…] Gospodarze są znani z agresywnej gry już w strefie rywala i potrafią wykorzystać jego najmniejszy błąd. Wprawdzie w 4 min Jesse Rohtla nie wykorzystał dogodnej sytuacji, ale i tak gospodarze objęli prowadzenie. W 7 min Mateusz Bepierszcz wyprowadzał krążek, ale Mikołaj Łopuski wykorzystał brak koncentracji i wyłuskał „gumę”. W sytuacji sam na sam nie dał najmniejszych szans Michaelowi Łubie. Gospodarze przeważali i w pełni zasłużyli na drugą bramkę, która była dziełem Finów.

[…] A przecież do tej pory grę w przewadze mieli opracowaną do perfekcji. Gdy mieli kolejną przewagę znów się pogubili i faulowany Csamango perfekcyjnie wykonał karnego. Za nonszalancję oraz niefrasobliwość trzeba był zapłacić. Tym razem „Pasy” wykorzystały przewagę. Wkrótce jednak drugi atak przeprowadził błyskawiczną akcję, którą sfinalizował Bartosz Fraszko. W 34 min przez 52 sek. katowiczanie grali w podwójnej przewadze (na ławie Kalinowski i Bepierszcz), ale nic z tego nie wynikło.

W III tercji goście mocno przycisnęli i wydawało się, że doprowadzą do remisu. Jednak gospodarze umiejętnie się bronili. W 59 min Fraszko nie wykorzystał karnego, a potem znów było gorąco pod bramką Lindskouga.

 

dziennikzachodni.pl – Niespodziewana porażka GieKSy. Zadecydował samobój

Hokeiści Tauronu KH GKS Katowice niespodziewanie przegrali w Satelicie z TatrySki Podhalem Nowy Targ 0:2. Porażka może oznaczać, że prowadzący przez większą część sezonu w tabeli Polskiej Hokej Ligi katowiczanie nie przystąpią do play off z pozycji lidera.

[…] Katowiczanie wygrali trzy ostatnie ligowe potyczki i wydawało się, że po lekkim kryzysie formy na przełomie roku w ekipie Toma Coolena wszystko wróciło na właściwe tory. Tymczasem po odniesionych w tym tygodniu zwycięstwam z Jastrzębiem i Cracovią przyszła niespodziewana porażka z Podhalem. Na usprawiedliwienie gospodarzy trzeba napisać, że GieKSa zagrała z Szarotkami poważnie osłabiona. Marton Cakajik i Jaklub Wanacki leczą kontuzje, a Jesse Jyrkkio i Tomasz Skokan są chorzy.

W dodatku katowiczanie w kuriozalnych okolicznościach stracili pierwszą bramkę. Obrońca Damian Tomasik tak pechowo przekładał sobie krążek na kiju, że skierował go do bramki Kevina Lindskouga. Trafienie zapisano na konto Joonasa Sammalmaa tylko dlatego, że w hokeju nie uznaje się goli samobójczych. Później katowiczanie starali się odrobić straty. W ataku aktywny był zwłaszcza Patryk Wronka, lecz cała drużyna GieKSy grała nieskutecznie. Gospodarze nie wykorzystali w III tercji nawet dwóch minut gry w podwójnej przewadze, a w końcówce stracili drugą bramkę, której autorem był Oskar Jaśkiewicz.

 

hokej.net – „GieKSa” sięgnie po byłego reprezentanta Łotwy

W ciągu najbliższych dni Tauron KH GKS Katowice sfinalizuje transfer łotewskiego obrońcy. Według naszych informacji będzie nim Māris Jass.

34-letni defensor jest prawdziwym obieżyświatem. W swoim hokejowym CV ma grę na najwyższych szczeblach rozgrywkowych w Czechach, Niemczech, Francji, we Włoszech oraz na Białorusi i Słowacji. W sezonie 2011/2012 ze Slovanem Bratysława sięgnął nawet po mistrzostwo kraju.

Występował też w lidze EBEL (28 meczów, 7 punktów),  KHL (44 spotkania, 2 asysty) oraz na jego bezpośrednim zapleczu (10 konfrontacji, 2 kluczowe zagrania).

W tym sezonie występował w łotewskim HK MOGO. W 6 meczach zdobył 2 punkty za 1 gola i 1 asystę. Na ławce kar spędził 16 minut.

Warto też zaznaczyć, że Māris Jass jest byłym reprezentantem Łotwy. W jej barwach wystąpił na pięciu mistrzostwach świata elity.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga