Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mediów: GieKSa wciąż walczy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

W minionym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania w półfinale PHL z drużyną Comarch Cracovia, które wygrali (3:2 i 5:3). Siatkarze, w ostatnim meczu sezonu zasadniczego przegrali z drużyną Jastrzębskiego Węgla, 1:3. Piłkarki, ze względu na powołania do kadry narodowej i mecze reprezentacji, pauzowały. Piłkarze, podobnie jak kobiety nie rozegrali meczu ligowego – w zamian został rozegrany mecz sparingowy z czeską drużyną MFK Vitkowice (druga liga czeska). Wygrała GieKSa, 3:1 (1:0).

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.pl – Na laurach nie osiądą

Mocna praca na treningach, nawet dwa razy dziennie, a dziś sparing z czeskimi Vitkovicami – tak przebiega tydzień przygotowań GieKSy do kolejnego, ligowego meczu z Odrą w Opolu.

[…] Po weekendzie drużyna ostro zabrała się do pracy. Trenowano w tygodniu, jak chociażby w czwartek, nawet dwa razy dziennie. Wiązało się to także z faktem, że ekipa z Bukowej z powodu powołań do różnych reprezentacji trzech swoich młodych zawodników z pierwszej drużyny przełożyła jutrzejsze spotkanie ligowe z Chojniczanką na Bukowej na środę, 3 kwietnia, godz. 19.00 (zmianie uległ także termin domowego meczu z Chrobrym Głogów, który odbędzie się 7 kwietnia o 16.00 – przyp. red.).

W tej sytuacji kolejny występ o mistrzowskie punkty rozegrany zostanie w przyszłą sobotę (30 marca, 17.45), więc można, a nawet trzeba było, mocniej przyłożyć na treningach.

[…] Zamiast wspomnianego meczu pierwszoligowego katowiczanie zagrają na własnym boisku sparing z klubem drugiej ligi czeskiej MFK Vítkovice. Jak już informowaliśmy to spotkanie będzie zamknięte dla kibiców.

– Chcemy przetestować kilka wariantów taktycznych. Spróbujemy nowe ustawienia składu. Nie chcielibyśmy, by nasze plany wyszły na zewnątrz, poza nasz zespół – tłumaczy katowicki szkoleniowiec szykując formę zespołu na prestiżowe dla siebie spotkanie z Odrą Opole, którą prowadzi Mariusz Rumak, którego był asystentem w ekstraklasie, w Śląsku Wrocław i Bruk-Becie Termalice Nieciecza, a rozstał się ze swoim „promotorem”, gdy otrzymał propozycję samodzielne pracy w roli pierwszego w Zagłębiu Sosnowiec, z którym to zespołem awansował potem do ekstraklasy.

– W zespole jest pełna koncentracja, maksymalna mobilizacja przed Odrą, która zawiesiła w tym sezonie wysoko poprzeczkę, w dodatku ma bardzo dobrego szkoleniowca – przyznaje z uśmiechem Dariusz Dudek.

1liga.org – Pierwszoligowe sparingi

[…] GKS Katowice – MFK Vítkovice 3:1

Bramki: Błąd 13’ (k.), Anon 55’, Woźniak 64’ – Matej 66’

GKS Katowice: Pawełek, Baran – Remisz, Jędrych, Rzonca, Mączyński, Anon, Błąd, Piesio, Poczobut, Śpiączka, Bronisławski, Lisowski, Habusta, Wawrzyniak, Dejmek, Frańczak, Grychtolik, Woźniak, Rumin.

GieKSa rozegrała na Bukowej zamknięty sparing z MFK Vitkovice grającym na zapleczu czeskiej najwyższej klasy rozgrywkowej. Wynik w 13. minucie z karnego otworzył Adrian Błąd. W drugiej połowie dla gospodarzy strzelali David Anon i Arkadiusz Woźniak.

sportdziennik.pl – Debiutantka z Katowic

W ramach przygotowań do eliminacji mistrzostw Europy piłkarska reprezentacja kobiet rozegra dwa mecze sparingowe: 5 kwietnia z Włochami w Lublinie i cztery dni później z Finlandią na wyjeździe.

Powołania otrzymało 20 zawodniczek, w tym Joanna Olszewska z GKS-u Katowice. 20-latka ma za sobą występy w reprezentacjach młodzieżowych i być może zadebiutuje w seniorskiej.

– Asia jest wszechstronna; może grać na prawym i lewym boku, a także w środku pola. Przyglądaliśmy się jej w ostatnich meczach, dostaje pozytywne recenzje i chcemy dać jej szansę – tłumaczy selekcjoner Miłosz Stępiński w rozmowie z laczynaspilka.pl.

sport.onet.pl – Kwalifikacje ME U-17 kobiet: pewne zwycięstwo Polek na otwarcie rywalizacji

Piłkarska reprezentacja kobiet do lat 17 pokonała na wyjeździe rywalki ze Szwecji 2:0 w pierwszym meczu turnieju Elite Round, czyli drugiego etapu kwalifikacji mistrzostw Europy.

Wynik meczu otworzyła w 55. minucie piłkarka GKS-u Katowice, Kinga Kozak. Niespełna dwadzieścia minut później, na 2:0 podwyższyła reprezentantka UKS SMS Łódź, Wiktoria Zieniewicz. Jak się okazało, trafienie 16-letniej defensorki było ostatnią bramką całego spotkania, które zakończyło się przekonującym zwycięstwem naszego zespołu.

SIATKÓWKA

sportowefakty.wp.pl – PlusLiga: siatkarskie derby Śląska dla Jastrzębskiego Węgla. Obyło się bez tie-breaka

Jastrzębski Węgiel stracił kontrolę nad spotkaniem rozgrywanym w katowickim Spodku jedynie w trzecim seciem. Siatkarze Roberta Santilliego pewnie pokonali GKS 3:1 i utwierdzili się na trzeciej pozycji w ligowej tabeli.

Przed wtorkowymi siatkarskimi derbami Śląska w Spodku Jastrzębski Węgiel wiedział, że nie opuści już trzeciego miejsca w tabeli, a GKS walczył jedynie o pozostanie na siódmym miejscu, pierwszym niepremiowanym awansem do play-offów.

polsatsport.pl – PlusLiga: Terminarz fazy play-off

Runda zasadnicza rozgrywek PlusLigi już za nami. Najlepsze zespoły zmierzą się w walce o medale, podczas gdy pozostałe ekipy zagrają o miejsca ze swoim sąsiadem w tabeli.

[…] Rywalizacja do dwóch wygranych będzie toczyć się także w walce o poszczególne pozycje w dolnych rejonach tabeli. Ewentualne trzecie spotkania odbędą się na parkietach drużyn, które zajęły wyższą pozycję po rundzie zasadniczej.

[…] O 7. miejsce:

01.04 Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice godz. 20:30

06.04 GKS Katowice – Asseco Resovia Rzeszów

13.04 Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice

HOKEJ NA LODZIE

sportdziennik.pl – Wrócili z zaświatów

[…] Grający z nożem na gardle hokeiści Toma Coolena sprawiali lepsze wrażenie w pierwszej tercji. Swoje próby w pierwszych minutach mieli m.in. Marek Strzyżowski czy Grzegorz Pasiut, ale za każdym razem górą był niezawodny Miroslav Kopriva, który od początku play-off dzielnie strzeże bramki Cracovii. Dobre spotkanie zagrał również jego vis a vis. Bramkarz wicemistrzów Polski – Kevin Lindskoug krytykowany był przez kibiców za słabszą postawę w ostatnich meczach. W środowym spotkaniu szwedzki golkiper gości bronił groźne strzały rywali, dzięki czemu w szeregach krakowskiej drużyny zaczęła się pojawiać nerwowość.

To jednak katowiczanie stwarzali coraz groźniejsze sytuacje pod bramką rywali. W końcu w 17. minucie otworzyli wynik spotkania. Maciej Urbanowicz stworzył duże zamieszanie pod bramką Cracovii, podał krążek do Martina Czakajika, a Słowak z najbliższej odległości strzelił do pustej bramki.

Katowiczanie z impetem rozpoczęli również drugą odsłonę. W 23. minucie Patryk Wronka dośrodkował z prawego skrzydła do nadjeżdżającego Bartosza Fraszki, a ten pewnym strzałem pokonał Koprivę. Sędziowie pierwotnie nie uznali bramki, gdyż uznali, że golkiper Cracovii był faulowany przez Radosława Sawickiego. Powtórka wyraźnie pokazała jednak, że napastnik TAURON KH GKS-u wpadł na bramkarza, gdyż został pchnięty przez jednego z obrońców Cracovii. Decyzja sędziów mogła być tylko jedna – gol uznano i GieKSa prowadziła już 2:0.

W kolejnych minutach gra na tafli mocno się zaostrzyła, a krakowianom zaczęły puszczać nerwy. Wdawali się w bijatyki, ale i popełniali coraz więcej błędów. W 34. minucie jeden z nich wykorzystał Maciej Urbanowicz. Napastnik GKS-u dostał krążek, a zagapieni obrońcy Cracovii nie zdołali powstrzymać go od oddania celnego strzału.

[…] Od początku trzeciej tercji hokeiści Rudolfa Rohaczka rzucili się do walki i szturmowali katowicką bramkę. Swój cel osiągnęli w 47. minucie, gdy dwójkową akcję wykończył Paweł Zygmunt i zdobył kontaktowego gola. Do ostatnich sekund krakowianie próbowali odrobić straty, ale ostatecznie wicemistrzowie Polski utrzymali prowadzenie i przedłużyli rywalizację.

infokatowice.pl – GieKSa wciąż walczy. Drugie zwycięstwo z Cracovią

GieKSa po 26 minutach prowadziła z Cracovią aż 5:0. Ostatecznie katowiczanie wygrali 5:3 i przegrywają w półfinale play-off już tylko 2:3.

Mecz rozpoczął się kapitalnie dla GieKSy, która już w 5. min. objęła prowadzenie po świetnym strzale z dystansu Devecki. Kolejne kilkadziesiąt sekund to przewaga gości, którzy byli blisko wyrównania, w 6. min. błąd bramkarza wykorzystał jednak Sawicki i było już 2:0 dla gospodarzy. Podopieczni trenera Toma Coolena nie spoczęli na laurach i jeszcze w pierwszej tercji podwyższyli prowadzenie po trafieniu Rohtli.

Druga odsłona zaczęła się od przewagi Trójkolorowych, którzy w ciągu kilku minut dwukrotnie pokonali niepewnie dziś broniącego Koprivę i na tablicy świetlnej widniał już wynik 5:0! Po piątej bramce do bramki Pasów wszedł Kowalówka, a gra na lodzie się wyrównała.

[…] Trzecią tercję katowiczanie zaczęli w osłabieniu i już w 26 sekundzie stracili drugą bramkę. Ten gol wyraźnie dodał skrzydeł gościom, którzy ambitnie próbowali zmniejszyć rozmiar porażki. Katowiczanie, podobnie jak trzy dni temu w Krakowie, dali się zepchnąć do obrony i próbowali szczęścia w kontratakach. Napór przyjezdnych długo nie przynosił żadnego efektu. Na kilkadziesiąt sekund przed końcowym gwizdkiem, udało im się jednak zdobyć trzecią bramkę, po raz kolejny wykorzystując grę w przewadze, tym razem 6:4.

dziennikzachodni.pl – Tauron KH GKS Katowice – Cracovia 5:3

[…] Po trzech meczach półfinałowych Polskiej Hokej Ligi zespół Tauronu KH GKS Katowice przegrywał z Cracovią 0:3 i znalazł się na krawędzi. Marzenia o grze w finale ekipa Toma Coolena przedlużyła wygrywając w Krakowie. Zawodnicy i kibice odzyskali wiarę i na mecz numer cztery do małej sali katowickiego Spodka znów przyszedł nadkomplet widzów.

Gorąca atmosfera udzieliła się gospodarzom, którzy już po siedmiu minutach gry prowadzili 2:0, wzbudzając euforię na trybunach. Doping nie ustawał ani na chwilę, a mecz był szybki i emocjonujący.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga