Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Mini- wywiad z trenerem Piekarczykiem po 5 spotkaniach [WYWIAD]

Avatar photo

Opublikowany

dnia

5 meczów w tym dwa w pucharze, bilans 3-0-2. Po przegranym meczu z Arką o mini podsumowanie tego okresu poprosiliśmy trenera Piekarczyka. Poczytajcie, co miał do powiedzenia trener.

GieKSa.pl: Trenerze 5 meczów za nami w tym dwa w pucharze wygrane. Jakby Pan podsumował ten okres.

Piekarczyk: Boli porażka z Sosnowcem, gra tam była słaba szczególnie o doświadczonych zawodników. Tutaj jesteśmy tydzień poza domem. Nie szukamy wymówek, ale brakowało nam trochę naszych obiektów by przejść cykl regeneracyjny. Być może na niektórych źle podziałała taka dawka meczów. Z drugiej strony Ci, co grali większość meczów prezentowali się pod tym względem dobrze. Dziś boli porażka w 94 minucie, trzeba jednak przyznać, że w meczach z Arką na wiosnę i dzisiaj mieliśmy tego szczęścia aż za dużo. Jeśli chodzi o ocenę to całego cyklu to ciężko na gorąco zebrać myśli.

To, co miało być atutem GieKSy, czyli gra skrzydłami na razie nie przynosi wielu korzyści. Dziś słaby występ Franczaka, Wołkowicz też nie wiele dał w porównaniu do meczu z Wigrami, Bębenek na razie nie może się odnaleźć.

Jeśli chodzi o Bębenka to jest to największa niespodzianka In minus. Frańczak i Wołkowicz zagrali w tych dwóch meczach 3 połówki dobrze. Szarpią i walczą na boisku. Niekiedy brakuje młodszym graczom boiskowego cwaniactwa i doświadczenia. Dziś przed bramką też mogliśmy przetrzymać piłkę i skończyć mecz. Skrzydła grają dobrze, gdy środek gra dobrze a dziś tego zabrakło w drugiej połowie. Tutaj mieliśmy większy problem ze środkowymi pomocnikami, oni muszą przetrzymywać dłużej piłkę i dziś w pierwszej połowie nieźle to wyglądało. Z Wigrami w tej strefie gra była płynna.

Z czego wynika problem Bębenka? Nie można wszystkiego usprawiedliwiać kontuzją, którą miał w okresie przygotowawczym czy też tym, że jest nowy w drużynie.

Trudno mi powiedzieć, trenuje tak jak wszyscy, miał małą przerwę w przygotowaniach. Mamy do niego pretensję o brak wybicia dziś piłki. Chciał ją wyprowadzić, ale się nie udało. Z tego wziął się nasz dramat w dzisiejszym meczu…. ( Chwila ciszy)….. Nie wiem.

Wspomniał Pan o braku cwaniactwa u młodszych. Nie brakuje Panu jednak większego doświadczenia, jeśli chodzi o całą drużynę?

Granica wieku się przesuwa. Dziś 28 letni Burkhardt jest doświadczonym graczem, grał w wielu drużynach. Według mnie dziś druga linia była doświadczona pomijając młodego Wołkowicza.

Chcieliśmy jeszcze zapytać o stałe fragmenty gry, dziś znowu mieliśmy z nimi problem, jeśli chodzi o defensywę. Od pewnego czasu bronimy w 11stu. Nie planuje Pan czegoś zmienić by wystawić kogoś na kontry?

Za dużo dziś takich momentów nie było. Na pewno jest to problem i sygnalizowałem to wcześniej. Dziś było jeszcze gorzej, bo wypadł Leimonas i nie mieliśmy wysokiego zawodnika. My mocarzami, jeśli chodzi o wzrost nie jesteśmy. Arka wchodziła w nasze stałe fragmenty gry większą ilością graczy. Większym problemem jest dopuszczanie do tych stałych fragmentów gry jak np. w pierwszej połowie faul Frańczaka gdzie można było tego uniknąć. Czasem nadpobudliwość potęguje większą ilość stałych fragmentów dla przeciwnika.

Trenerze, co z Leimonasem?

Do następnego meczu powinien być gotowy

Mateusz Kuchta zagrał dziś pierwszy raz w lidze. Proszę powiedzieć na dziś jego wejście było kwestią w 100% wygranej rywalizacji czy jednak statusu młodzieżowca w polu.

Była to kwestia młodzieżowca w polu. Kuchta i Dobroliński są naszym zdaniem na tym samym poziomie. Dla nas najważniejszą kwestią było wzmocnienie zespołu w polu. Mamy dobrego bramkarza, ale w polu Szołtys nic nie wniósł. Dziś się sprawdził.

Myśli Pan o daniu większej ilości czasu Danielowi Ciechańskiemu?

Goncerz nie może się obudzić, dziś też miał niezłą sytuację. Trzeba będzie się zastanowić czy Ciechański na dziś jest w lepszej dyspozycji niż Goncerz czy może zmienić cały system grania. W tej chwili jednak potrzebowalibyśmy większej ilości czasu na nowe ustawienie.

Pamiętamy, iż Goncerz grał na pomocy. Jest szansa na takie ustawienie tego zawodnika w roli fałszywego skrzydłowego i Ciechańskiego w ataku?

Wątpię. Po takim sezonie jak ostatni ciężko byłoby mu się przestawić.

Czuje Pan, że dobrze GieKSa wytrzymała fizycznie te trudy dwu-meczu?

Arka w pucharze nie grała chyba w podstawowym składzie, kilku graczy nie grało z Chojniczanką. Dziś w kilku momentach zabrakło nam dokładności i świeżości pod koniec. Tak jak mówiłem, zabrakło nam trochę tego, że byliśmy ciągle w drodze przez te mecze.

Będzie Pan rozmawiał z prezesami o wzmocnieniach?

Cały czas rozmawiamy, szukamy młodzieżowca do pola. Szukamy również napastnika i środkowego pomocnika.

Aleksander Kwiek, jego widziałby Pan w składzie?

Temat był, ale bez szczegółów.

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    Ziga

    16 sierpnia 2015 at 15:34

    Temat kurwa byl i co i moze kurwa juz go nie ma bo go nie potrzebujesz bo masz pomocnikow?czlowieku ogarnij sie bo z taka gra za 3 kolejki cie Proksa zwolni.dyrektor te lepiej niech w tym tyg zacznie wzmocnienia bo to jest dramat narazie tylko trochim i kuchta cos graja bury w ciula leci bebenek narazie slaby a jurek w rezerwach ja sie pytam z 21 zawodnikami z ta kadra walczymy o awans??? Niech zarzad sie ogarjie i przejrzy na ocZy jeszcze jedt 2 tyg okienka a tacy zawodnicy bez klubu jak kwiek broZek hanzel czy banas to sa nazwiska pewne z renoma. I skoczcie juz pierdolic ze zmeczenie bylo to jest kurwa poczatek sezonu to co piekarczyk ich zle przygotowal? Poczatek sezonu jedt czas sie opamietac ze kadre trzeba wzmocnic paroma graczami i wtedy walczyc bo z tym skladem mozemy zapomniec i cZekac na grudniowe okienko no chyba ze macie wyjebane bo awans ma byc za 2 lata to juz teraz to pierdolcie

  2. Avatar photo

    Ziga

    16 sierpnia 2015 at 16:01

    Jeszcze jakub wilk jest wolny

  3. Avatar photo

    Luk

    16 sierpnia 2015 at 16:53

    A o wzmocnieniach nie rozmawia sie z Dyrektorem Sportowym?
    Oswieccie mnie. Bo chyba po to m.in. jest to stanowisko.

  4. Avatar photo

    1964

    16 sierpnia 2015 at 18:18

    Czas aby banda kolesiów z bukowej się wyniosła.Cygan zrobił sporo w kwestii zadłużenia,sportowo dno!Proksa dyrektor sportowy żart!Piekarczyk sorry ale nie!Wszystko w tym klubie jak i mieście jest popier….ne!Katowice-miasto galerii!Tyle lat upokorzeń i światełka w tunelu nie widać!To wkurwia ale i tak będę chodził na mecze mojego klubu!Yno GieKSa!

  5. Avatar photo

    Irishman

    16 sierpnia 2015 at 22:23

    Dajcie spokój z tym Kwiekiem! W ogóle nie wiem po co nam środkowy pomocnik????? Jest coraz lepiej grający Trochim (choć nie w ostatnim meczu, ale grał długo w środę), jest grający trochę w kratkę Bury, ale też nieźle, jest w końcu Bętkowski. To mamy szastać kasą na graczy na pozycję, gdzie nie jest najgorzej GDY NA INNYCH POZYCJACH JEST BIEDA?!?!?!
    A co z napastnikiem? Przecież Gonzo to cień samego siebie z wiosny! I nie gadajcie, że nie dostaje podań! Dostaje, tylko piłka odskakuje mu na 5 metrów! Myślałem, że może w końcu dostanie na szpicy szansę Ciechański ale nie dostaje, bo jest słaby i musimy dalej szukać albo… no już nie wiem co jest.
    Na lewej pomocy najlepiej spisuje się Frańczak, ewentualnie Wołkowicz ale co w takim razie z prawą pomocą? Tu na razie totalnie daje ciała Bębenek. No można tu przesunąć Czerwińskiego ale co wtedy z prawą obroną? TU TRZEBA WZMOCNIEŃ!!! Podobnie jak na pozycji stopera! Przecież o tym, że kładziemy nacisk na stałe fragmenty gry gadał jeszcze Skowronek, potem Piekarczyk. I CO??? Nadal jest problem, a to jest wina właśnie stoperów. No niestety, trzeba w końcu spojrzeć prawdzie w oczy! Pomimo tego, że Jurkowski miał u nas świetne początki, dziś niestety stanowi potencjalne zagrożenie dla drużyny. No a lewa obrona? Pietrzak jest bardzo pożyteczny w ofensywie, ale z tyłu? No ale dobra, powiedzmy, że razem z Frańczakiem jakoś mogą ogarnąć temat.
    Reasumując – nie jest nam potrzebny żaden środkowy pomocnik, ani nawet młodzieżowiec. Tu trzeba: napastnika, stopera i prawego pomocnika/obrońcy!

  6. Avatar photo

    Ziga

    16 sierpnia 2015 at 22:34

    kwiek i banas najlepsi obecnie wolni zawodnicy do wziecia potem hanzel u brozek

  7. Avatar photo

    Lekarz

    17 sierpnia 2015 at 00:08

    Umisz tak? To zrób! Patrzysz? Wezwijta.

  8. Avatar photo

    misiek

    17 sierpnia 2015 at 06:25

    Tu swego czasu trenerem był Nawałka i również z tą bandą kolesi nic wielkiego nie zrobił – awans nam nie groził… Gdyby „spółdzielnia” miała lepszy humor i grała bardziej „swoje” to na Nim też wieszalibyśmy psy. Tu kolejni graczyki nic nie zmienią. Ci co są wystarczą, jak przestaną odwalać pańszczyznę… Taktyka fajna w szatni. Zero z tyłu… Przynajmniej nie wtapiamy wysoko… Do poprawy konrty i skuteczność… Bo w każdym meczu te akcje są… Ewentualnie napastnik…

  9. Avatar photo

    Anty GRZYB

    17 sierpnia 2015 at 10:07

    ziga mosz racja oni maja juz na to wyjebane jak od kilku lat ino teroz to szybci i leli widac a tego sosnowca to im nigdy nie zapomna

  10. Avatar photo

    kibic

    17 sierpnia 2015 at 11:22

    na radzie to trzeba by zwolnic Prokse za tranasfery kolejny raz nie trafione,potem trenera za zle ustawienie druzyny tylko do obrony a na koniec trzeba by wyjebac z 70 procent skadu do rezerw bo sie nie nadaja do gry w 1 lidze,tylko kto to zrobi Cygan zadufany w sobie liczy kase z miasta Proksa chodzi za nim jak cien a tu trzeba wdziasc sie do roboty i w naszybko wzmocnic sklad bo jak tak dalej pujdzie to zostanie nam tylko obrona przed spadkiem

  11. Avatar photo

    Igor

    19 sierpnia 2015 at 18:17

    Coś tam brakuje… momentami wygląda to nieźle, ale w większości na minus. Powiedzieli, że w tym roku awansu nie planują, bo trzeba zgrać zespół i powalczyć o awans w następnym. Mam tylko nadzieję, że jak ten skład nie zaskoczy, to po rundzie jesiennej będą zmiany (bo na razie to zmiany zaczynali robić na miesiąc przed rozgrywkami – efekty widać było i jest na boisku…). I bardziej chodzi tu o zmiany w ustawieniu, taktyce, motywacji, bo drużyny sobie nie kupimy, a ten skład może coś zdziałać.

  12. Avatar photo

    Zygzak

    21 sierpnia 2015 at 10:05

    Co wy tak na tego Piekarczyka jedziecie.To jest dobry trener,tylko zawodników ma dupiatych.W pierwszej kolejności powinnien lecieć prezes Cygan i dyrektor Proksa.Te transfery to po żal się Boże,szkoda gadać(oprócz Burkharda,Trochima i wypożyczonego Kuchty)inni wszyscy powinni grać w jakiś A klasowych zespołach.Jak tak dalej pójdzie to będzie spadek do II ligi a nie awans do ekstraklasy.Obym się mylił.Pozdrowienia dla normalnych Gieksiarzy!

  13. Avatar photo

    kibic

    21 sierpnia 2015 at 22:02

    do Zygzak ty jedyny zauwazyles bledy prezesa i Proksy,na chwile obecna osoba odpowiadajaca za transfery i oszustwa o dobrych wzmocnieniach powinna podac sie do dymisji,ale co nie zauwazyles to jest system gry trenera i to juz za dawnych czasow polegajacym na mocnej obronie i tylko grze z kontry,tylko ze w tedy w druzynie w obronie grali ludzie z jajami a teraz panienki,a do tego zawsze mial szybkich napastnikow a teraz juz nie mamy nic wiec moze najwyzszy czas podziekowac wszystkim ludziom z dawnej gks-y niech usiada na lozy honorowej i zaczac budowac wszystko od nowa bo na chwile obecna wyglada to fatalnie a Proksa dalej bredzie o transferach i rozmowach tylko z kim i kiedy bo to juz gada rok niestety

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga