Piłka nożna Prasówka
Media po przegranym meczu GieKSy z Termalicą: GieKSa (niemal) na dnie. Remis utracony w ostatniej sekundzie
Zapraszamy do przeczytania kolejnych gorzkich doniesień mediów na temat meczu GKS Katowice – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:2 (0:0). Wybraliśmy dla Was najciekawsze:
sportslaski.pl – Potwierdzili, że „puchar rządzi się swoimi prawami”
Pucharowe zwycięstwo nad Pogonią Szczecin nie odmieniło GKS-u Katowice, który przegrał z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, czyli najsłabszym zespołem w lidze.
[…] Po pucharowym meczu z Pogonią Szczecin do wyjściowego składu – co w ogóle nie dziwi – wskoczył Krzysztof Baran, który bronił fantastycznie. Dzisiaj miał znacznie mniej pracy, a i gospodarze częściej byli pod bramką rywala niż to miało miejsce w środę.
Groźnie było po nieznacznie niecelnym uderzeniu Daniela Rumina i strzale Adriana Błąda z kilku metrów. Także w drugiej połowie to gospodarze byli stroną przeważającą. Od razu po wznowieniu gry w świetnej sytuacji był Grzegorz Piesio, ale jego strzał obronił Dariusz Trela. Bramkarz gości musiał także interweniować po próbie Dominika Bronisławskiego. W obronie z kolei świetnie zachował się Adrian Frańczak, który zapobiegł sytuacji sam na sam z Baranem.
Obrona nie była jednak bezbłędna. Po faulu Bartłomieja Poczobuta goście wykonywali rzut wolny, po którym gola głową zdobył Artem Putiwcew.
[…] GKS jednak nie zdobył nawet punktu. W doliczonym czasie gry gola na wagę zwycięstwa zdobył Mateusz Kupczak. Drużyna z Katowic jest w tragicznym położeniu. Po 12 kolejkach GieKSa ma tylko 9 punktów. Trudno w to uwierzyć, ale przy Bukowej śląski zespół wygrał tylko raz na siedem spotkań i w tabeli jest już przedostatni…
gol24.pl – Kupczak bohaterem Niecieczy! Rozpacz w Katowicach
W meczu dwóch najbardziej rozczarowujących drużyn w tym sezonie górą okazali się goście. Do czwartej minuty doliczonego czasu gry utrzymywał się remis, ale właśnie wtedy Mateusz Kupczak znalazł drogę do siatki gospodarzy i zapewnił Bruk-Betowi trzy punkty.
[…] Druga połowa lepiej rozpoczęła się dla zespołu z Niecieczy. W 62. minucie Artem Putiwcew świetnie wyskoczył do dośrodkowania i popisał się celną główką. Na odpowiedź GKS-u nie trzeba było długo czekać. Sześć minut później fatalnie skiksował Rafał Grzelak i piłkę dośrodkowaną przez Tymoteusza Puchacza skierował do własnej bramki. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów przypomniał o sobie Mateusz Kupczak, który skierował piłkę do siatki i zapewnił swojej drużynie trzy punkty. To była ostatnia akcja meczu i sędzia zakończył spotkanie.
sportowefakty.wp.pl – Raków Częstochowa górą w hicie. Lider ucieka grupie pościgowej
[…] Przed meczem na szczycie tabeli doszło do spotkania na jej dnie. Zestawienie GKS Katowice kontra Bruk-Bet Termalica Nieciecza w tym kontekście było zaskakujące, ale oba kluby zawodziły we wcześniejszych meczach, a osoby zarządzające nimi zdecydowały się najwcześniej na zmianę trenera. Pod wodzą nowego szkoleniowca Marcina Kaczmarka niecieczanie zdobyli sześć punktów w trzech meczach. W sobotę zatriumfowali w Katowicach 2:1 dzięki bramce Mateusza Kupczaka w doliczonym czasie. Po tej wygranej Bruk-Bet przeskoczył ponad strefę spadkową.
infokatowice.pl – GieKSa znowu zawodzi i jest już na samym dnie tabeli
Jeśli ktoś po pucharowym zwycięstwie z Pogonią wierzył, że GieKSa się przełamała i znowu zacznie wygrywać w lidze, to srodze się zawiódł. Katowiczanie po raz kolejny zagrali kiepsko i po golu w ostatniej sekundzie przegrali z Termalicą Nieciecza 1:2.
W pierwszej połowie spotkania nieznaczną przewagę posiadali gospodarze, którzy stworzyli kilka sytuacji, które mogli zamienić na bramki.
[…] Druga część meczu zaczęła się od dwóch bardzo dobrych akcji GKS-u. Niestety Piesio nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem, a strzał Bronisławskiego trafił prosto w Trelę. Kilka minut później to goście mogli objąć prowadzenie, ale przytomnie w obronie zachował się Frańczak, który przerwał groźny kontratak przeciwników. W 60. min. Termalica znowu zaatakowała, a przed utratą bramki uratowała gospodarzy świetna interwencja Barana.
[…] Po dwunastu kolejkach GieKSa zgromadziła zaledwie 9 pkt i zajmuje wspólnie z Garbarnią Kraków ostatnie miejsce w tabeli.
termalica.brukbet.com – Katowice zdobyte w ostatniej minucie!
Po walce do końca Bruk-Bet Termalica Nieciecza wygrała na wyjeździe z GKS-em Katowice 2:1. Stało się to po spotkaniu, w którym gole strzelali tylko piłkarze „Słoni”.
sportdziennik.pl – GieKSa (niemal) na dnie. Remis utracony w ostatniej sekundzie
Kiedy na murawie spotykają się dwaj rywale ze strefy spadkowej tabeli – nawet jeżeli przed sezonem stawiani byli w gronie faworytów, a i składy mają potencjalnie na czołowe miejsca – trudno spodziewać się wielkich fajerwerków.
[…] W pierwszej części – mimo paru prób z obu stron – celnego strzału widzowie nie zobaczyli. Ten pierwszy oddany został w 61 min – Roman Gergel zaskakującym uderzeniem w krótki róg sprawdził czujność Krzysztofa Barana. Drugi – kilkadziesiąt sekund później – przyniósł gościom prowadzenie: Wojciech Lisowski nie zdążył do Artema Putiwcewa.
[…] I być może wspomniany scenariusz „do pierwszej bramki” by się sprawdził – GieKSiarze nie sprawiali wrażenia drużyny mającej pomysł na rozmontowanie obrony gości – gdyby nie pech (a może niedostatek koncentracji lub… umiejętności) Rafała Grzelaka. Piłka dogrywana ze skrzydła przez Adriana Błada nie znalazła w „szesnastce” gości katowickiego adresata, trudno natomiast zgadnąć, co tak naprawdę „w przyklęku” chciał z nią zrobić obrońca Bruk-Betu. Skończyło się wpakowaniem jej do własnej bramki tuż przy słupku.
[…] Ostatni kwadrans to optyczna przewaga gospodarzy i czyhanie na kontry w wykonaniu gości. Lepiej wyszli na tym ci drudzy: Mateusz Kupczak w ostatnich sekundach gry wpakował piłkę do siatki GieKSy, dobijając do siatki piłkę odbitą po jego „główce” przez Krzysztofa Barana. Szalona radość gości – i ich kilkunastoosobowej grupy fanów – nie miała końca. Arbiter – swoją drogą najsłabsza postać na murawie – już nawet nie wznawiał gry. Bruk-Bet dzięki tej bramce wygrzebał się z dna, którego coraz bliżej są gospodarze…
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

PanGoroli
30 września 2018 at 14:51
Nie można powiedzieć, że paszul źle przygotował drużynę, on jej w ogóle nie przygotował. Teraz widać, ściągnięcie go tutaj, to był katastrofalny błąd. Dlaczego pozbyto się go tak późno? Panie Bartnik, pan to zawalił. Gdzie pan był? Nie widział pan, co się dzieje? Mieliśmy 2 tygodnie przerwy, by się przygotować do tych bardzo ważnych meczów teraz. To była pana odpowiedzialnośc, by zapewnić drużynie trenera, który się zna na swoim fachu, i który by przepracował odpowiednio ten czas. Zaryzykował pan raz, wywalając Mandrysza. Zaryzykował pan drugi raz, trzymając paszula, gdy należało działać. To nie jest profesjonalne zarządzanie, tylko zabawa w ruletkę. Proszę zachować się teraz honorowa i podać się do dymisji. Panie Janicki, to jest ten czas, gdy pan powinien działac, by wykazać, ze ma pan odpowiednie kompetencje.
PanGoroli
30 września 2018 at 15:06
Od czasu meczu z Wigrami, tylko z Odrą zdobyliśmy bramkę z gry. W pozostałych 8 meczach jedyne gole, to karne i samobóje przeciwników. To jest KATASTROFA. Czegoś takiego nie pamiętam, choć kibicuję GieKSie już prawie 50 lat… Wnioski?
Olek
30 września 2018 at 15:06
Jesteśmy w czarnej dupie….. dyr nie zna się na swoim fachu…. jesteśmy bez trenera …. i teraz nikt do nas nie przyjdzie kto podpisze się pod tym projektem .
Paszul powinien zostań a na przerwę zimowa powinnismy szukać trenerów potrafiących poskaladac tych ludzi piłkarsko.
Taki ktoś o profilu Fornalika który potrafi drużynę odpowiednio poukładać.
Riko
30 września 2018 at 15:07
Prezes podał się do dymisji . Nie sprawdził się . Kto go zastąpił ? Wiceprezes … Trener zaczął mieć wyniki . Trenera zmieniono . Nowy trener . Zawodnicy się nie sprawdzili. Nowi zawodnicy. Nowy trener się nie sprawdził . Kto go zastępuje ? Jego asystent …. a orkiestra dalej gra …
PanGoroli
30 września 2018 at 15:14
Szanowna Redakcjo, może to czas, by zrobić wywiad z prezesem? Jest kilka pytań. Czy są zapewnioe środki na trenera? Jakie są kryteria oceny działalności dyrektora sportowego i czy w opinii prezesa te kryteria są spełnione? Przypominam, że w opinii Bartnika paszul był super cacy i miał u nas wielkie sukcesy. Następnie, czy jest w planach rozpisanie konkursu na nowego dyrektora sportowego? Jak tak, to kiedy? Dodawajcie tu, jakie pytania zadalibyście prezesowi.