Piłka nożna Prasówka
Media o GieKSa – Śląsk: Czyste konto, szkoda, że z obu stron
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Śląsk Wrocław 0:0.
slasknet.com – Podział punktów po rozczarowującym występie
Śląsk Wrocław jedynie zremisował na wyjeździe z GKS-em Katowice (0:0), przez co wciąż musi czekać na pierwsze ligowe zwycięstwo. Podział punktów na terenie beniaminka tylko nieznacznie poprawił fatalną sytuację Trójkolorowych.
[…] Gospodarze od samego początku chcieli podporządkować spotkanie na swoją korzyść. Już w 2. minucie Mateusz Kowalczyk oddał pierwsze uderzenie, które było wynikiem nieporozumienia Piotra Samca-Talara z Petrem Schwarzem. Ponadto podopieczni trenera Góraka dłużej operowali piłką oraz pokazywali większą intensywność.
Choć w kolejnych minutach spotkanie nieco się wyrównało, to więcej groźnych sytuacji stworzyli sobie katowiczanie, którzy w 19. minucie byli niezwykle bliscy objęcia prowadzenia. Tuż przed szesnastką Simeon Petrow nieodpowiedzialnie sfaulował gracza GieKSy, przez co sędzia bez żadnych wątpliwości odgwizdał przewinienie. Atomowe uderzenie z rzutu wolnego oddał Bartosz Nowak, lecz ostatecznie piłka trafiła w poprzeczkę.
Mimo bezbramkowego remisu, wrocławianie byli w pierwszej połowie zdecydowanie słabszą stroną. Podopieczni Jacka Magiery czekali niemal wyłącznie na kontrataki oraz nader często próbowali dośrodkowań z bocznych stref boiska, nie przynoszących żadnych korzyści. Trójkolorowi pierwszą dogodną okazję strzelecką stworzyli sobie dopiero w 43. minucie, kiedy to groźny strzał Petrowa obronił Dawid Kudła. Chwilę wcześniej bardzo bliski strzelenia bramki samobójczej był Oskar Repka, na którego skutecznie naciskali Tudor Baluta i Piotr Samiec-Talar.
Choć do przerwy stroną dominującą byli katowiczanie, to po przerwie krajobraz meczowy uległ nieznacznej modyfikacji. Obudzili się Trójkolorowi, którzy coraz częściej zagrażali bramce GKS-u. W 52. minucie na listę strzelców mógł wpisać się Petr Schwarz – piłka po ekwilibrystycznym uderzeniu Czecha trafiła jednak zaledwie w słupek.
W kolejnych minutach podopieczni Jacka Magiery utrzymywali pozytywną tendencję, wypychając gospodarzy z własnej połowy. Lepiej radzili sobie wahadłowi, którzy rozrywali defensywę rywali. Więcej podań otrzymywał także Sebastian Musiolik, a cała drużyna otworzyła się na odważniejszą grę w ofensywie.
Ożywienie na połowie rywali wprowadził również Jakub Świerczok, który w 64. minucie wszedł na pozycję środkowego napastnika. Były reprezentant Polski wyróżniał się aktywnością w polu karnym Kudły, a zaledwie sześć minut później mógł strzelić gola. Zawodnik dobrze opanował piłkę w towarzystwie naciskającego Lukasa Klemenza, jednak jego uderzenie zostało sparowane za linię boczną przez golkipera GKS-u.
Pomimo lepszej gry Śląska, w 77. minucie niezwykle bliscy objęcia prowadzenia byli katowiczanie, którzy w drugiej połowie wyraźnie obniżyli loty. Dogodną pozycję strzelecką po dośrodkowaniu z rzutu wolnego wypracował sobie Adam Zrelak, lecz na posterunku był Rafał Leszczyński. Bramkarz dobrze obronił groźne uderzenie, dzięki czemu uratował swoją drużynę.
W 86. minucie z groźną kontrą ponownie wyszli gospodarze. Adam Zrelak ruszył prawą stroną boiska, zagrał do niepilnowanego Bartosza Nowaka, jednak były gracz Rakowa Częstochowa fatalnie sfinalizował akcję. Ostatecznie żadna ze stron nie dała rady przesądzić szali zwycięstwa na własną korzyść. Zarówno katowiczanie, jak i wrocławianie, byli zbyt niedokładni w poczynaniach ofensywnych, co poskutkowało bezbramkowym remisem, który można uznać za sprawiedliwy wynik.
gazetawroclawska.pl – Czyste konto, szkoda, że z obu stron. Remis Śląska na Śląsku
[…] Początek spotkania zwiastował niespodziankę, bo goście rzucili się na rywali, momentami zamykali ich na własnej połowie, ale szwankowała decyzyjność i tzw. ostatnie podanie, dlatego dogodnych okazji praktycznie nie było. GKS się otrząsnął, ale także do przerwy nie zmusił Rafała Leszczyńskiego do większego wysiłku. Jeśli trzeba byłoby wyróżnić za coś pierwszą połowę, to zdecydowanie jest to atmosfera panująca na starym stadionie rodem z lat 80′.
W przerwie żaden z trenerów nie zdecydował się na zmiany w składzie. Tę część gry zdominowali wrocławianie, częściej utrzymywali się przy piłce i często gościli z nią pod polem karnym gospodarzy, ale cały czas brakowało celnych strzałów. Najbliżej szczęścia po uderzeniu efektownymi nożycami był Petr Schwarz, ale futbolówka odbiła się od obramowania i wróciła na boisko.
GKS dopiero w końcowym fragmencie meczu ponownie zagroził bramce Leszczyńskiego, ale ten ostatni był na posterunku i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Śląsk z jednej strony może się cieszyć, bo uszczelnił defensywę i zachował czyste konto na trudnym terenie, ale z drugiej – nie wygrał 10. ligowego spotkania z rzędu, więc wielkich powodów do radości nie ma.
dziennikzachodni.pl – Bezbramkowy remis GKS Katowice mocno rozczarował kibiców. Brak goli na meczu ze Śląskiem Wrocław
GKS Katowice bezbramkowo zremisował ze Śląskiem Wrocław. Zespół Rafała Góraka ma czego żałować, ale mecz w niedzielne samo południe nie był porywającym widowiskiem. Po serii pasjonujących widowisk tym razem na Bukowej było mocno przeciętnie.
Wyższość piłkarska GKS-u była jednak widoczna od pierwszych minut. Gospodarze narzucili swoje warunki gry, podczas gdy zespół Mariusza Magiery posługiwał się najprostszymi metodami, z „lagą” od Rafała Leszczyńskiego do Sebastiana Musiolika na czele. Taka taktyka, podporządkowana jedynie uniknięciu porażki, która z dużym prawdopodobieństwem skutkowałaby w Śląsku zmianą szkoleniowca, stanowiła dla katowiczan duże wyzwanie operacyjne. Dość szybko stało się jasne, że kluczem do sukcesu mogą okazać się stałe fragmenty gry.
Po 20 minutach katowiczanom dwa razy zabrakło centymetrów do pełni szczęścia. Najpierw Mateusz Kowalczyk został sfaulowany przez Simeona Petrowa tuż przed linią pola karnego, a potem z rzutu wolnego będącego efektem tego przewinienia Bartosz Nowak trafił piłką w poprzeczkę nad głową Rafała Leszczyńskiego.
Przedłużające się oczekiwanie na znalezienie sposobu na przełamanie wrocławskiego oporu najwyraźniej zdekoncentrowało piłkarzy Rafała Góraka bo w końcówce pierwszej połowy zaczęli irracjonalnie zachowywać się przed własną bramką. Oskar Repka i MarcinWasielewski wdawali się w dryblingi, które niosły ze sobą olbrzymie zagrożenie i niewiele brakowało, by Śląsk schodził do szatni z prowadzeniem. Na szczęście dla katowiczan Dawid Kudła kapitalnie obronił strzał głową Petrowa.
W przerwie spotkania na Bukową zajrzało szczęście. Po raz pierwszy w historii konkursu dwóch kibiców trafiło w poprzeczkę strzałem z linii pola karnego i zgarnęło sponsorskie czeki na 10.000 zł. Pozostali fani mieli nadzieję, że to dobra wróżba na finałową odsłonę spotkania ze Śląskiem.
A tę goście zaczęli w sposób zaskakujący. W 52 minucie Lukas Klemenz dał się łatwo „objechać” Mateuszowi Żukowskiemu, którego dośrodkowanie nożycami zamknął Petr Schwarz i GieKSę uratował słupek! Wrocławianie poczuli nieoczekiwaną szansę na lepszy wynik i przełączyli się na tryb bardziej ofensywny. GKS nie za bardzo potrafił sobie z tą zmianą poradzić i na murawie nastąpił impas, na który kibice zareagowali mocniejszym dopingiem. Piłkarze też przyspieszyli, ale koniec końców bezbramkowy remis jednak się zmaterializował.
weszlo.com – Śląsku Wrocław, czy ty zamierzasz kiedyś wygrać mecz? Amatorów nie liczymy
Śląsk Wrocław potrafi wygrać 16:0 z połączonymi amatorskimi drużynami, ale Ekstraklasa go ciągle brutalnie weryfikuje. Jacek Magiera mówi dziennikarzom, że chciałby znów wprowadzić zespół do europejskich pucharów, tymczasem w lidze jego ekipa uzbierała w tym sezonie pięć punktów na 30 możliwych. Dziś tylko bezbramkowo zremisowała w Katowicach z GKS-em, grając nieźle jedynie przez jakieś 20 minut drugiej połowy. Czy oglądaliśmy ostatni mecz Magiery w roli trenera Śląska?
GKS w poprzedniej kolejce wygrał w Krakowie aż 6:0 z Puszczą Niepołomice. Był dla rywala bezlitosny, wykorzystywał każdy bardzo poważny błąd. W klubie z Katowic przed meczem ze Śląskiem dało się wyczuć, że tak wysokie zwycięstwo było dla wszystkich zaskoczeniem. W GKS-ie, mimo dobrych wyników w obecnych rozgrywkach, nikt nie nosi głowy przesadnie wysoko, czego dowodem było trzeźwe spojrzenie Rafała Góraka. – Mierzymy się z czerwoną latarnią ligi, ale Śląsk nie jest tam dlatego, że jest najsłabszym zespołem. Pamiętajmy, że oni mają dwa mecze do rozegrania mniej i w Katowicach na pewno będą bardzo zdeterminowani – powiedział przed spotkaniem ze Śląskiem trener beniaminka.
Goście, zwłaszcza w drugiej połowie, byli zdeterminowani, ale, żeby wygrać, zabrakło im umiejętności.
W pierwszej połowie długo nie działo się zbyt wiele, ale kiedy GKS miał rzut wolny z 17 metrów, do piłki podszedł Bartosz Nowak i trafił w poprzeczkę. Gospodarze zaczęli dominować, grając kombinacyjnie. Trener Górak zdecydował się na pierwszy skład bez klasycznego napastnika, a ustawiony najbardziej z przodu Borja Galan próbował pokazywać się do gry. W jednej z akcji Hiszpan efektywnie, piętką, zgrywał piłkę koledze. W środku pola po raz kolejny dobrze radził sobie Mateusz Kowalczyk. Do przerwy kibice przy Bukowej nie oglądali jednak goli.
Zespół Jacka Magiery jako jedyna ekipa nie odniósł jeszcze wygranej w lidze. Magiera przed meczem w Katowicach miał we wrocławskim ratuszu spotkanie z prezydentem miasta. Później szkoleniowiec mówił dziennikarzom o piłkarzach, którzy zostali przesunięci do rezerw – Juniorze Eyambie oraz Jakubie Jezierskim. Magiera próbował wstrząsnąć zespołem, zmieniając m. in. kapitana, którym został Petr Pokorny. Stwierdził też przed meczem, że chciałby jeszcze raz wprowadzić zespół z Wrocławia do europejskich pucharów. Na razie radzilibyśmy jednak skupić się na walce o utrzymanie, która nie będzie łatwa.
W pierwszej połowie gra Śląska wyglądała na zasadzie: bronimy się, jesteśmy niepewni, a jeśli już mamy piłkę, to ją zaraz tracimy. Coś na kształt zagrożenia pod bramką GKS-u powstawało tylko wtedy, gdy proste błędy popełniali rywale: a to głupio faulujący Arkadiusz Jędrych, a to niedokładnie podający Lukas Klemenz, a to Marcin Wasielewski, który bez sensu kiwał się przed własnym polem karnym.
W drugiej części gry Śląsk, to mu trzeba oddać, przez pewien czas zdominował gospodarzy. Po ładnej akcji prawą stronę efektownymi nożycami popisał się najlepszy w ekipie gości Petr Schwarz, ale Czech trafił w słupek. Kolejne minuty? Mający inicjatywę goście, dochodzący pod pole karne, ale najczęściej strzelający niecelnie. Gdy do końca został kwadrans, znów lepiej zaczął grać GKS, ale strzał Marcina Wasielewskiego po rzucie wolnym nie znalazł drogi do bramki, a później Bartosz Nowak źle trafił w piłkę.
gol24.pl – GKS Katowice zagrał na remis ze Śląskiem Wrocław. Wicemistrz Polski wciąż bez zwycięstwa w tym sezonie
W pierwszym niedzielnym meczu 12. kolejki PKO Ekstraklasy GKS Katowice bezbramkowo zremisował ze Śląskiem Wrocław. Oba zespoły mogły strzelił po efektownym golu, ale za każdym razem bramkarzy ratowało obramowanie bramki.
[…] Spotkanie lepiej zaczął GKS Katowice, który w tym sezonie świetnie spisuje się na własnym stadionie. Jednak GieKSa nie potrafiła znaleźć sposobu, by zaskoczyć defensywę wrocławian. Beniaminek PKO Ekstraklasy w pierwszej połowie najbliżej objęcia prowadzenia był Bartosz Nowak, który z rzutu wolnego trafił tylko w poprzeczkę. Gospodarze mogli mieć nawet lepszą okazję do zdobycia gola. Centymetry uchroniły przyjezdnych, by sędzia podyktował rzut karny.
W pierwszej połowie oba zespoły miały jeszcze po jednej dobrej sytuacji, by otworzyć wynik meczu. Lukas Klemez pokusił się o indywidualny rajd, którego wykończenie było nieskuteczne, a tuż przed przerwą do strzału głową doszedł Simeon Petrow, ale świetnie interweniował Dawid Kudła.
Kilka minut po przerwie mogła paść jedna z najpiękniejszych bramek tego sezonu. Po dośrodkowaniu ze skrzydła Mateusza Żukowskiego, do strzału „nożycami” złożył Się Petr Schwarz, ale futbolówka trafiła tylko w słupek, a bramkarz GieKSy nie miałby zupełnie nic do powiedzenia.
Więcej dogodnych sytuacji do zdobycia bramek praktycznie nie było i oba zespoły musiały zadowolić się podziałem punktów, co zapewne nie jest satysfakcjonujące dla nikogo.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze