Piłka nożna Prasówka
Mecz najbardziej prestiżowy… dla Piotra Mandrysza. Media przed meczem Zagłębie – GKS
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat dzisiejszego zaległego meczu z siódmej kolejki rozgrywek Nice I – Ligi, Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice:
katowickisport.pl – Akupunktura oczu – „Maro” bez cenzury przed meczem Zagłębie – GieKSa
37 (jeszcze…) lat, 37 występów w GieKSie w ekstraklasie, kolejnych 51 – na jej zapleczu, i jeszcze ponad 30 w ówczesnej III lidze. Do tego 80 pierwszoligowych i 16 drugoligowych w Zagłębiu. Obaj dzisiejsi rywale dla Krzysztofa Markowskiego nie mają tajemnic. Mógłby o nich opowiadać długo, my dokonaliśmy wyboru i posegregowaliśmy najciekawsze spostrzeżenia.
[…] O bieżącym sezonie w wykonaniu GieKSy i Zagłębia
Gra obu drużyn u progu tego sezonu to „akupunktura oczu” – bez wyrazu, pomysłu, składu. I bez punktów oczywiście. Być może wynika to z wielkiej rewolucji, jaka dokonała się w szatniach latem. 18 pożegnanych w Sosnowcu, 13 w Katowicach – za duża, moim zdaniem, skala zmian. Zagłębie – choć wymieniło całą obronę, z wyjątkiem Udoviczicia, wciąż traci dużo bramek. Ma też drugi najgorszy atak w lidze, choć zawsze sosnowiecką grę cechowała duża liczba stwarzanych sytuacji. Coś „drgnęło” po przyjściu Dariusza Dudka – swoją drogą trenerowi Banasikowi „dawałem” przed sezonem pięć kolejek, pomyliłem się o jedną… – ale do pełni zadowolenia wciąż daleko.
Katowiczanie też tworzą niewiele okazji bramkowych, drużynę w ofensywie stać tylko na przebłyski. Przytrafia im się też zdecydowanie za wiele błędów indywidualnych, przekładających się na tracone gole. No i te wyniki u siebie… Wiem, że chłopakom nie jest lekko, zachowanie i oczekiwania publiczności są diametralne inne, niż za moich czasów. Będąc piłkarzem, trzeba sobie jednak umieć radzić i z taką presją.
sportslaski.pl – Mecz najbardziej prestiżowy… dla Piotra Mandrysza
Ku pokrzepieniu serc – na wyjazdach w poprzednich sezonach punktowali lepiej niż u siebie… Trudno o lepsze pocieszenie dla kibiców GKS-u Katowice przed dzisiejszym spotkaniem z Zagłębiem Sosnowiec.
[…] W poprzednim sezonie GKS Katowice i Zagłębie Sosnowiec to były czołowe drużyny, które walczyły o awans do Lotto Ekstraklasy – sosnowiczanie nawet do ostatniej kolejki. W obu klubach latem wiele się zmieniło, ale jak na razie absolutnie nie można powiedzieć, by zmiany były na plus. Zarówno przy Bukowej, jak i na Stadionie Ludowym kibice mają prawo być całkowicie rozczarowani. Za dowód wystarczy powiedzieć, że… oba zespoły razem wzięte zdobyły mniej punktów od trzech najlepszych ekip Nice I ligi.
Różnica między GKS-em a Zagłębiem jest taka, że katowiczanie zawodzą przed własną publicznością (4 punkty na 15 możliwych), a sosnowiczanie na wyjazdach (1 na 12).
[…] Osobą, która w pierwszej kolejności przychodzi na myśl przy okazji tego spotkania to oczywiście trener Piotr Mandrysz, który w poprzednim sezonie przez chwilę prowadził ekipę z Sosnowca – na początku października przejął drużynę po Jarosławie Araszkiewiczu, a już pod koniec listopada został zastąpiony przez Michala Farkasa, bo… takie było życzenie piłkarzy, co jasno zasugerował Sebastian Dudek w telewizyjnym wywiadzie. Zdążył poprowadzić drużynę w ośmiu spotkaniach, w których zdobył 11 punktów.
sportowefakty.wp.pl – Dariusz Dudek przypomni się, Juan Ramon Rocha przedstawi
W środku tygodnia piłkarze dokończą 7. kolejkę Nice I ligi. Dariusz Dudek poprowadzi Zagłębie Sosnowiec w meczu ze swoim byłym klubem GKS-em Katowice.
[…] Zagłębie Sosnowiec ma 10 punktów straty do miejsc premiowanych awansem, a tylko dwa przewagi nad strefą spadkową. Przed sezonem piłkarze i kibice widzieli się w zupełnie innym miejscu tabeli. Tylko jeden klub w lidze – Wigry Suwałki – strzela mniej goli niż Zagłębie Sosnowiec. W poprzednim, przegranym 0:1 meczu z Odrą Opole pomocnik Tomasz Nowak nie wykorzystał nawet rzutu karnego. Rozczarowujące wyniki doprowadziły do zmiany trenera Dariusza Banasika na Dariusza Dudka.
Przed Dudkiem jedyny w rundzie mecz z klubem, którego był piłkarzem. Pierwszy epizod Dudka w GieKSie Katowice trwał rundę. Strzelił wówczas jednego gola, i to Zagłębiu, ale nie z Sosnowca, a z Lubina. Cała drużyna spadła wówczas z ekstraklasy, a po sezonie Dudka wypożyczono do Widzewa Łódź. Wrócił do Katowic pół roku później i pomógł drużynie awansować z powrotem do elity. GieKSę opuścił ostatecznie w 2001 roku.
[…] Pikanterii dodaje fakt, że trener katowiczan Piotr Mandrysz pracował w poprzednim sezonie w Zagłębiu Sosnowiec. Była to krótka, burzliwa i po prostu nieudana kadencja. Dotychczas szkoleniowiec nie ma się również czym pochwalić w Katowicach. GKS, identycznie jak Zagłębie, wygrał dwa z siedmiu meczów i ma coraz mniej czasu na dołączenie do czołówki.
sosnowiec.wyborcza.pl – Dariusz Dudek ma przesłanie przed meczem z GKS-em Katowice
Zagłębie Sosnowiec zawodzi na wyjeździe. GKS Katowice przegrywa na własnym stadionie… W środę na Stadionie Ludowym spotkanie poranionych drużyn.
[…] W środę do Sosnowca przyjedzie GKS Katowice, który w sobotę przegrał na własnym stadionie z Wigrami Suwałki (0:1). – Musimy zrobić wszystko, żeby to spotkanie wygrać. Jeśli zawodnicy będą mieli taki charakter i grali tak, jak w Opolu, to jestem spokojny o przyszłe wyniki. Mam nadzieję, że w środę pokażemy, że potrafimy wygrywać – dodał Dudek.
zaglebie.sosnowiec.pl – Odrabiamy ligowe zaległości
W środowy wieczór na Stadionie Ludowym zagrają dwa zespoły, których postawa jest największym rozczarowaniem rundy jesiennej.
[…] Po ostatnim gwizdku sędziego w meczu z Odrą Opole wydawało nam się, że w tej kolejce nikt nie jest w stanie doznać bardziej frajerskiej porażki niż Zagłębie. Myliliśmy się – GKS Katowice przebił sosnowiczan. Katowiczanie przegrali u siebie z Wigrami Suwałki, dla których było to pierwsze w sezonie zwycięstwo. Gol był kuriozalny – środkowy obrońca Gieksy z około 25 metrów podawał do tyłu do bramkarza, ale nie spojrzał gdzie on stoi, a na domiar złego zagrał w światło bramki.
[…] Po powrocie do I ligi przed dwoma laty Zagłębie dobrze sobie radziło z GKS-em Katowice. Drużyna ze stolicy województwa śląskiego była dla sosnowiczan świetnym rywalem na przełamanie. Wiosną 2017 wygraliśmy na Stadionie Ludowym 1:0 po wcześniejszej klęsce z Sandecją Nowy Sącz (0:5). W sezonie 2015/2016 dwukrotnie pokonaliśmy katowiczan po porażkach z Wisłą Płock. Jedyny mecz, w którym nie udało nam się wywalczyć kompletu punktów (0:0 jesienią 2016) przytrafił się natomiast po tym, jak kolejkę wcześniej zwyciężyliśmy Sandecję Nowy Sącz.
Teraz jesteśmy świeżo po porażce w Opolu, więc gdyby miała się powtórzyć opisywana powyżej zależność, powinniśmy odprawić katowiczan z kwitkiem.
[…] Trenerami obu drużyn są ludzie związani wcześniej ze środowymi rywalami. Piotr Mandrysz w latach 90. rozegrał w Zagłębiu 37 meczów w Ekstraklasie i strzelił 3 gole, a jesienią 2016 jako szkoleniowiec prowadził sosnowiczan w ośmiu meczach i po ostatnim jesiennym meczu w Siedlcach został zwolniony przez Sebastiana Dudka prezesa Marcina Jaroszewskiego. Dariusz Dudek jako piłkarz rozegrał w barwach GKS-u Katowice 26 meczów w Ekstraklasie i zdobył jednego gola.
Piotr Mandrysz ma miłe wspomnienia z wyjazdów do Sosnowca. W swojej trenerskiej karierze czterokrotnie zawitał na Stadion Ludowy w roli szkoleniowca gości i za każdym razem wyjeżdżał ze zwycięstwem. Wygrywał tutaj z RKS-em Radomsko (dawna II liga 2000/2001), Pogonią Szczecin (II liga zachodnia 2008/2009 i Puchar Polski 2009/2010) i GKS-em Tychy (II liga zachodnia 2011/2012).
zaglebie.eu – Cel: Powrót na zwycięski szlak
[…] Nadszedł czas na podwyższenie tętna, ponieważ do Sosnowca w środę przyjeżdża GKS Katowice!
Zagłębie rozegra zaległe starcie już w najbliższą środę, rywalem – GKS Katowice – ekipa, z którą spotkania zawsze przyprawiają o dreszcze. Patrząc z perspektywy ostatnich pojedynków możemy być w nieco lepszych humorach niż drużyna prowadzona obecnie przez Piotra Mandrysza. Zagłębiacy w dwóch ostatnich sezonach potrafili znaleźć patent na katowiczan. Trzy zwycięstwa i jeden remis to bilans jaki osiągnęliśmy po powrocie do teraźniejszej Nice 1 ligi.
[…] Każdy kibic interesujący się piłką nożną wie jakim ważnym wydarzeniem jest przyjazd zespołu z Katowic. Z GKS-em mierzyliśmy się trzydzieści cztery razy. Dwanaście padło łupem Zagłębia Sosnowiec, jedenaście pojedynków zakończyło się bez triumfatora i również jedenaście zwycięstw na swoim koncie ma GKS.
W obecnym sezonie Zagłębie jak i GKS na pewno nie sprawiają kibicom wiele radości. Jedna i druga ekipa myśli tak samo – teraz albo nigdy.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Berol
13 września 2017 at 17:10
Nadal sie nie da dłuższego wpisu umiescic ? próbuje ale bezskutecznie co z ta stroną ?
zippo50
13 września 2017 at 17:21
Jak na dzisiejszym meczu Abramowicz znowu będzie próbował udawać Nojera to mnie szlak trafi.Ciekawe czy trener wyposażył kopaczy w kompas żeby wiedzieli w którą bramkę strzelać.Ciekawe kogo wystawi Mandrysz do składu bo mam wrażenie że jakiś wirus wyłączył mu myślenie, obym dzisiaj nie rozwalił telewizora.
Daro
13 września 2017 at 17:25
@zippo50: tu masz składy:
https://gieksa.pl/zaglebie-sosnowiec-gks-katowice-00-sklady/
Berol
13 września 2017 at 19:45
było chujowo w tym klubie juz nie raz ale takiego gówna to chyba nigdy nie gralismy ..
Siwy
13 września 2017 at 19:57
po tym meczu powinni mandryszowi podziękować