Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Katowiczanie po 19 latach wrócili do Ekstraklasy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Arka Gdynia – GKS Katowice. GieKSa dzięki zwycięstwu 1:0 (1:0) awansowała do PKO BP Ekstraklasy.

 

1liga.org – GKS Katowice z awansem, Resovia ze spadkiem

GKS Katowice w ostatniej kolejce Fortuna 1 Ligi wygrał z Arką Gdynia i zapewnił sobie bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy. Resovia Rzeszów to z kolei ostatni spadkowicz.

W ostatniej kolejce o bezpośredni awans rywalizowały bezpośrednio ze sobą drużyny Arki Gdynia i GKS Katowice. W pojedynku w Gdyni lepsi okazali się podopieczni Rafała Góraka, którzy po pięknej bramce pokonali rywali i dzięki lepszemu bezpośredniemu bilansowi mogli cieszyć się z drugiego miejsca w tabeli.

 

dziennikzachodni.pl – Katowiczanie po 19 latach wrócili do Ekstraklasy!

W rozegranym 26 maja meczu 34. kolejki Fortuna 1. Ligi Arka Gdynia przegrała z GKS Katowice 0:1. Podopieczni trenera Rafała Góraka dzięki świetnej końcówce sezonu wywalczyli bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy i po 19 latach przerwy wracają do elity.

Mecz w Gdyni był pięknym podsumowaniem sezonu Fortuna 1. Ligi. Bezpośrednie starcie dwóch kandydatów do awansu wyłoniło drużynę, która mogła cieszyć się z promocji do PKO Ekstraklasy. Zwycięsko z tej konfrontacji wyszli katowiczanie, którzy po 19 latach wrócili do grona najlepszych.

Rozpędzony GKS odniósł piątą z rzędu ligową wygraną zrównując się po ostatniej kolejce punktami z tracącą siły na finiszu rozgrywek Arką. Gdynianie triumfowali tylko w dwóch z sześciu ostatnich spotkań i przez gorszy bilans bezpośrednich meczów oddali katowiczanom drugie miejsce w tabeli dające bezpośrednią promocję do elity.

Bohaterem meczu okazał się Adrian Błąd. 33-letni pomocnik katowiczan w 26 minucie popisał się kapitalnym uderzeniem z dystansu, po którym precyzyjnie uderzona piłka tuż przy słupku wpadła do siatki. Błąd nie manifestował radości po tej bramce, bo w sezonie 2016/27 przez rok grał w Arce i nawet zdobył z tym klubem Puchar Polski.

Mecz w Gdyni lepiej zaczęła Arka. W szeregach gospodarzy aktywny był ich najlepszy strzelec Karol Czubak, który kilka razy zagroził bramce Dawida Kudły. Największe niebezpieczeństwo groziło jednak katowiczanom ze strony Olafa Kobackiego. 22-letni pomocnik, który w tym sezonie strzelił już 13 goli, za pierwszym razem został w ostatniej chwili zablokowany przez obrońcę, a za drugim trafił w słupek.

Po zmianie stron Arka starała się odrobić straty, ale goście mądrze wybijali ją z gry. Gdy już gdynianom udawało się oddać strzały na bramkę GKS to bez problemu radził sobie z nimi Kudła. Najwięcej strachu napędził katowiczanom Czubak, lecz po jego główce piłka minęła światło bramki.

Katowiczanie szukali swoich szans w kontrach. Po jednej z nich do siatki rywali trafił Sebastian Bergier, ale napastnik GieKSy był na pozycji spalonej i sędzia nie uznał gola. Później świetną okazję do podwyższenia wyniku miał Jakub Arak, ale w tej sytuacji sędzia również odgwizdał offsajd. W doliczonym czasie gry rezerwowy napastnik GKS miał jeszcze lepszą okazję, lecz z 5 m trafił w Pawła Lenarcika. W ostatniej akcji meczu na pole karne zawędrował nawet bramkarz Arki, ale katowiczanie utrzymali prowadzenie i po końcowym gwizdku oszaleli ze szczęścia.

 

Fani GKS Katowice powitali piłkarzy pod Spodkiem. Wielka feta w środku nocy

Piłkarze GKS Katowice po 19 latach ponownie zagrają w gronie najlepszych. Na wracającą z meczu z Arką z Gdyni drużynę pod Spodkiem czekali kibice GieKSy, którzy urządzili zawodnikom trenera Rafała Góraka wielką fetę w środku nocy.

[…] Kibice GieKSy czekali na świętujących powrót do elity piłkarzy i w środku nocy zgotowali im huczne powitanie. Autobus z zawodnikami wracającymi do Katowic z Gdyni po meczu z Arką zatrzymał się pod Spodkiem, a fani odpalili race i powitali zawodników głośnymi śpiewami. Atmosfera była naprawdę gorąca. W niebo poszybowały nawet sztuczne ognie, a piłkarze i sam szkoleniowiec nie ukrywali wzruszenia takim powitaniem.

To była pierwsza, ale nie ostatnia feta, jaka odbyła się pod Spodkiem z okazji awansu piłkarzy do PKO Ekstraklasy., Klub zaprasza wszystkich kibiców GieKSy na plac przed legendarną halą w poniedziałek 27 maja na godz. 17. Wówczas będzie okazja, by wspólnie z zawodnikami cieszyć się z historycznego powrotu katowiczan do grona najlepszych po 19 latach przerwy.

 

sportowefakty.wp.pl – Wracają do ekstraklasy po 19 latach przerwy!

W spotkaniu trzydziestej czwartej – ostatniej – kolejki Fortuna I ligi GKS Katowice pokonał na wyjeździe Arkę Gdynia 1:0 i po 19 latach przerwy awansował do PKO Ekstraklasy. Natomiast gdynianie wystąpią w barażach.

Niedzielnie stracie w Gdyni zapowiadało się bardzo ciekawie, gdyż zarówno Arka, jak i GKS miały szansę na wywalczenie bezpośredniego awansu do PKO Ekstraklasy (zespół z Katowic do uzyskania przepustki potrzebował tylko i wyłącznie wygranej).

Sam początek rywalizacji należał do gospodarzy, którzy co chwilę gościli pod polem karnym katowiczan. Już w 3. minucie groźnie uderzał Olaf Kobacki, ale został zablokowany. Na boisku było sporo agresywnej walki, przez co mnożyły się faule z obydwu stron.

Z czasem inicjatywę zaczęli przejmować piłkarze z Katowic, którzy swoją przewagę udokumentowali bramką w 26. minucie meczu. Wówczas Marcin Wasielewski zagrał piłkę do Adriana Błąda, który fantastycznie z lewej nogi przymierzył sprzed pola karnego. Futbolówka wpadła do siatki obok próbującego interweniować Pawła Lenarcika.

Wówczas to GKS Katowice był pewny występu w Ekstraklasie w kolejnym sezonie. Wobec tego miejscowym zawodnikom zaczęło się spieszyć, lecz podopieczni Rafała Góraka nie pozwalali rywalom na zbyt wiele i ostatecznie więcej goli przed przerwą już nie padło.

Po zmianie stron katowiccy piłkarze w zasadzie kontrolowali boiskowe wydarzenia, skupiali się przede wszystkim na defensywie i tylko od czasu do czasu wyprowadzali kontrataki. Po jednej z takich kontr w 78. minucie Sebastian Bergier trafił do siatki, ale wcześniej był na pozycji spalonej i sędzia tego gola nie uznał.

Arka próbowała, ale nic z tego nie wychodziło i ostatecznie GKS dowiózł do końca to cenne zwycięstwo, awansując tym samym do PKO Ekstraklasy.

 

weszlo.com – Arka znów wyłożyła się na ostatniej prostej. GieKSa wraca do Ekstraklasy!

Prawie dwadzieścia lat oczekiwali kibice GKS-u Katowice na powrót do Ekstraklasy i wreszcie doczekali się swojego dnia triumfu! Fenomenalna szarża podopiecznych Rafała Góraka w rundzie wiosennej została zwieńczona w najpiękniejszy możliwy sposób – wyjazdowym zwycięstwem nad Arką Gdynia, które pozwoliło katowiczanom wskoczyć rzutem na taśmę na drugie miejsce w pierwszoligowej tabeli. Natomiast przed „żółto-niebieskimi” rywalizacja w barażach, ale nie ma co ukrywać – po zakończeniu dzisiejszego meczu gdynianie leżą na deskach. I trudno będzie im się otrząsnąć na tyle szybko, by udźwignąć ciężar baraży.

Z punktu widzenia czysto sportowych emocji, trudno było sobie wyobrazić lepszy scenariusz, niż starcie Arki Gdynia z GKS-em Katowice w ostatniej kolejce zmagań na zapleczu Ekstraklasy. Gospodarze – z przewagą własnego boiska i trzema punktami zaliczki, ale targani wątpliwościami i sfrustrowani po ostatniej porażce w derbach Trójmiasta. Z kolei goście – rozpędzeni, pozytywnie nakręceni całą rundą wiosenną, no ale zmuszeni do tego, by od pierwszego gwizdka z otwartą przyłbicą walczyć o pełną pulę na terenie przeciwnika.

Z ogromnym apetytem wyczekiwaliśmy na ten mecz. I nie ukrywamy, że spodziewaliśmy się niezapomnianego widowiska. Bo w takich okolicznościach poziom piłkarski nierzadko schodzi na dalszy plan, a presja powoduje, że na boisku dzieją się cuda.

Na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego Bartosza Frankowskiego dało się zresztą wyczuć wiszące nad Gdynią napięcie. Na stadionie przy ulicy Olimpijskiej pojawiła się mocna delegacja z Katowic, która już podczas rozgrzewki starła się zaznaczyć swoją obecność na trybunach. Oczywiście gospodarze natychmiast odpowiedzieli własnym zrywem dopingu. Oczekiwanie na mecz dłużyło się wszystkim niemiłosiernie.

I trzeba przyznać, że było na co czekać, bo pierwsza połowa nie zawiodła. Jasne, nie była to może piłkarska uczta – na boisku co chwilę trzeszczały kości po bezpardonowych starciach, a arbiter główny nieustannie wzywał na murawę masażystów. No ale, jako się rzekło, tego można się było spodziewać. Natomiast zawodnicy Arki zrobili naprawdę wiele, by wyjść na prowadzenie już w pierwszych minutach gry. Zepchnęli przyjezdnych do głębokiej defensywy i nacierali raz za razem, kreując sobie całkiem groźne sytuacje w polu karnym GKS-u. Zastanawialiśmy się wówczas, czy „żółto-niebiescy” planują cisnąć na tej intensywności przez cały mecz, czy to tylko zryw wynikający z przedmeczowej pompki. No i okazało się, że raczej to drugie, bo katowiczanie po przetrwaniu początkowej zawieruchy zaczęli przejmować inicjatywę i odgryzać się coraz to niebezpieczniejszymi akcjami w okolicach szesnastki gdynian.

Tylko że goście swój lepszy okres w meczu zdołali spuentować trafieniem. Zresztą całkiem efektownym – w 26. minucie do siatki trafił Adrian Błąd, no i nagle to sytuacja ekipy z Katowic stała się komfortowa, a gospodarzom zaczęły puszczać nerwy.

[…] Co gorsza dla Arki, w drugiej odsłonie meczu przebieg gry wcale nie uległ zmianie. Wręcz przeciwnie – spotkanie stało się totalnie chaotyczne, co oczywiście skrzętnie wykorzystywali goście, kradnąc sekundy kiedy tylko się dało. Doprowadzało to oczywiście „żółto-niebieskich” do furii, ale nie potrafili oni przekuć tych emocji na cokolwiek konstruktywnego. Rozczarowywali właściwie wszyscy ofensywni piłkarze gdyńskiej ekipy, może z wyjątkiem Tornike Gaprindaszwilego, który po wejściu z ławki narobił trochę zamieszania na skrzydle. Ale, no właśnie, było to tylko zamieszanie. Indywidualne zrywy, mniej lub bardziej desperackie. Nie było w tym wszystkim zespołowego planu.

Tymczasem GieKSa robiła swoje. Twarda, nieustępliwa postawa w środkowej strefie boiska, wytrącanie rywali z równowagi i czyhanie na kontry. Plus nieustanne prośby o interwencję medyczną, które jeszcze bardziej zakłócały ten i tak przecież mocno szarpany mecz.

[…] „Żółto-niebiescy” parokrotnie zagrozili bramce katowiczan, ale też nie przesadzajmy – Dawid Kudła nie miał wielkich powodów do nerwowości. Generalnie większość uderzeń w tym meczu lądowała bezpiecznie w jego koszyczku, bo znakomicie się ustawiał.

W ogóle jeśli chodzi o – ujmijmy to – emocjonalne podejście do dzisiejszego spotkania, to po zawodnikach GKS-u widać było pełen spokój i koncentrację na realizacji przedmeczowych założeń. Doskonałą robotę w tym aspekcie wykonał trener Rafał Górak. Choć nim samym akurat ewidentnie targały ogromne emocje, które uwidaczniały się tym mocniej, im bliżej było ostatniego gwizdka arbitra. Szkoleniowiec prawie wyszedł z siebie, gdy jego zawodnicy w doliczonym czasie gry nie wykorzystali dwustuprocentowej szansy na drugie trafienie.

Po zakończeniu spotkania Górak mógł jednak wznieść ręce w geście triumfu, podobnie jak jego podopieczni i wszyscy kibice GKS-u Katowice. Trwająca blisko dwie dekady tułaczka Gieksy po niższych ligach dobiega dzisiaj końca i ekipa z Górnego Śląska może świętować awans do Ekstraklasy. Awans, dodajmy, w pełni zasłużony, bo katowiczanie w rundzie wiosennej punktowali wręcz fenomenalnie, kilka meczów wygrali z ogromnym przytupem, no a dzisiaj dowiedli swojej wyższości nad bezpośrednim konkurentem w wyścigu o drugą lokatę.

 

wkatowicach.eu – GKS Katowice w Ekstraklasie! Wielki powrót po 19 latach

GIEKSAKLASA! Mamy to! GKS Katowice przechodzi do Ekstraklasy po zwycięskim meczu z Arką Gdynia.

[…] GKS na samym finiszu rozgrywek wyprzedził Arkę w tabeli i ostatecznie zakończył je na drugim miejscu, które premiowane jest bezpośrednim awansem do PKO BP Ekstraklasy. Wygrana wywołała euforyczną radość piłkarzy oraz grupy ponad 700 kibiców, która dopingowała GieKSę na stadionie w Gdyni.

[…] Katowice są szczęśliwe! Spełniło się marzenie wielu kibiców, na które przyszło czekać długich 19 lat. W pierwszej kolejności składam gratulacje na ręce trenera Rafała Góraka, jego sztabu oraz piłkarzy, którzy ciężką pracą i ambitną postawą zapracowali na awans. Tego sukcesu nie byłoby bez zaangażowania władz Miasta Katowice w odbudowę GieKSy. Kieruję także podziękowania w stronę wszystkich, którzy walczyli o to, by po spadku w 2005 r. przywrócić Klubowi dawny blask. Dziękuję też wszystkim kibicom, którzy nieustannie wspierali GKS w walce o awans. Przed nami sporo wyzwań związanych z grą w PKO BP Ekstraklasie, ale podchodzimy do nich z wielkim optymizmem – mówi prezes GKS-u Katowice, Krzysztof Nowak.

[…] Mamy to! GKS Katowice w Ekstraklasie. Nasi piłkarze po wyjazdowej wygranej z Arką Gdynia 1:0 zapewniają sobie awans. To efekt konsekwentnego działania całego klubu, ale i kibiców, którzy wspierają naszych zawodników, budowanie wielkiej GieKSy to wieloletni projekt. Niedawno świętowaliśmy sukcesy piłkarek, hokeistów i szachistów, od dzisiaj możemy pochwalić się również piłkarską drużyną w Ekstraklasie – skomentował awans piłkarzy prezydent Katowic, Marcin Krupa.

 

sport.tvp.pl – GKS Katowice awansował do PKO BP Ekstraklasy! Wielki powrót po 19 latach przerwy

Zrobili to! Piłkarze GKS-u Katowice wracają do PKO BP Ekstraklasy. Czterokrotny wicemistrz Polski zapewnił sobie awans po wyjazdowej wygranej z Arką Gdynia 1:0. Kibice zespołu gości czekali na to prawie dwadzieścia lat.

[…] Drużyna prowadzona przez Rafała Góraka skromne prowadzenie utrzymała do ostatniego gwizdka sędziego. Ostatecznie katowiczanie pokonali gospodarzy 1:0 i po dziewiętnastu latach przerwy ponownie zagrają na poziomie PKO BP Ekstraklasy.

 

dziennikbałtycki.pl – Arka Gdynia nie obroniła miejsca dającego awans do PKO Ekstraklasy. GKS Katowice świętował na stadionie w Gdyni

[…] Warunki, bez oglądania się na innych, były znane długo przed pierwszym gwizdkiem. Remis lub wygrana Arki będzie powodem do świętowania w Gdyni. Jakiekolwiek potknięcie będzie z kolei oznaczało radość GKS-u. Katowiczanie przyjechali nad morze niesieni czterema kolejnymi zwycięstwami. To dodawało im wielkiej pewności siebie.

I widać było tę pewność na murawie. GieKSa „nie pękła”, grała mądrze taktycznie i naciskała w odpowiednich momentach. Gdynianie, odwrotnie, znów zaczęli się potykać. Po kilku pierwszych minutach naporu wycofali się, aby próbować szans w budowaniu ataku pozycyjnego. Okazji chcieli też szukać w kontratakach. Po jednej z takich akcji Olaf Kobacki urwał się z lewej strony i przymierzył po długim słupku, ale trafił właśnie w niego, a nie do siatki. To była 23 minuta meczu w Gdyni. Trzy minuty później potężnym uderzeniem popisał się Adrian Błąd. Doświadczony pomocnik, który w sezonie 2016/2017 grał w ekstraklasowej Arce, tym razem nie miał dla niej litości, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie.

Ten wynik premiował ekipę trenera Rafała Góraka. Arka musiała odpowiedzieć trafieniem. Była jednak nadal nieporadna. Nie mogąc stworzyć nic w środkowej strefie boiska, zaczęła próbować dalekim przerzutami uruchamiać Karola Czubaka i spółkę. Te zagrania na niewiele się jednak zdawały, bo katowiczanie cały czas byli czujni.

[…] Wraz z upływem czasu w coraz gorszym położeniu byli zawodnicy trenera Wojciecha Łobodzińskiego. Nieco ożywienia na prawym skrzydle wprowadził Tornike Gaprindaszwili, który pojawił się w 60 minucie. Wciąż brakowało jednak zdecydowanego akcentu. GKS w drugiej odsłonie niedzielnego spotkania już nie był taki rozpędzony, zadowalając się rozbijaniem akcji.

Najciekawiej zrobiło się w ostatnich minutach. Martin Dobrotka w jednej z akcji padł na murawę, sygnalizując kontuzję. Stało się to już w momencie, kiedy limit zmian w zespole gospodarzy został już wykorzystany. Arkowcy nie mieli nic do stracenia, ale ich próby podejścia pod bramkę rywali kończyły się niepowodzeniem.

Swoją szansę na podwyższenie miał jeszcze Jakub Arak. Rezerwowy GKS-u znalazł się tuż przed Pawłem Lenarcikiem, ale górą był bramkarz żółto-niebieskich, który złapał piłkę dosłownie na linii bramkowej.

Po ostatnim gwizdku sędziego GKS Katowice rozpoczął świętowanie awansu na boisku w Gdyni, gdzie wspierała go grupa 720 kibiców.

– Jest tyle emocji we mnie i tyle rzeczy, że długo by opowiadać. To, że jestem szczęśliwy, to chyba jasne – mówił po spotkaniu Rafał Górak, trener GKS-u Katowice, z którym pracuje od pięciu lat i przeszedł niesamowitą drogę po słabej rundzie jesiennej.

 

sport.fakt.pl – Kibice przeprosili swoje mamy. Nie mieli innego wyjścia. Co takiego przeskrobali?

GKS Katowice, pokonując w meczu wyjazdowym Arkę 1:0, wywalczył bezpośredni awans do Ekstraklasy. GieKSa w najwyższej klasie rozgrywkowej po raz ostatni grała w 2005 r. Na trybunach zespół gości wspierała spora grupa kibiców. Przed wyjazdem do Gdyni fani przeprosili swoje mamy.

Ostatnia kolejka I ligi rozgrywana była 26 maja w Dniu Matki. GKS Katowice o bezpośredni awans do Ekstraklasy walczył w Gdyni. Kibiców „Gieksy” nie mogło zabraknąć na miejscu w tak ważnym dla ich klubu dniu.

Zanim ruszyli w podróż do Trójmiasta, wykonali na dworcu zdjęcie z transparentem. „Przepraszamy nasze mamy lecz o awans dzisiaj gramy” – brzmiał umieszczony na nim napis.

 

katowickisport.pl – GKS Katowice wraca do ekstraklasy!

To był jeden z najważniejszych meczów GKS-u Katowice w XXI wieku. Podopieczni Rafała Góraka mieli szanse na bezpośredni awans do ekstraklasy.

[…] I mecz zaczął się dla katowiczan w sposób wymarzony. Pięknego gola zza pola karnego strzelił Adrian Błąd. Przyjął podanie Marcina Wasielewskiego, przymierzył i uderzył w samo okienko. Katowiczanie grali lepiej, a fani szaleli. Ze względu na daleki wyjazd, który decydował o losie ich drużyny, przeprosili… swoje mamy, które zostawili w domach w dniu ich święta.

Później katowiczanie mądrze się bronili i czekali na kontry. Na kwadrans przed końcem Sebastian Bergier pokonał bramkarza gdynian, ale sędzia dopatrzył się spalonego.

GKS Katowice wrócił do ekstraklasy po 19 latach. Po ostatnim spadku musiał odbudowywać się od czwartej ligi, bo nie dostał licencji. Wrócił na zaplecze i z niego spadł. Rafał Górak, który pracuje przy Bukowej od pięciu lat napisał historię.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga