Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Jednym okiem na „Okiem rywala”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zakończenie sezonu sprzyja wszelkiego rodzaju podsumowaniom. Analizowane są osiągnięcia zespołów, ruchy transferowe i inne decyzje personalne, rozwój (lub jego brak) poszczególnych zawodników, wydane pieniądze etc. Jest to też czas weryfikacji przedsezonowych predykcji, które – jak to predykcje – bywają mniej lub bardziej trafne. O ile w trakcie sezonu rozgrywki Ekstraklasy często określano mianem szalonych i nieprzewidywalnych, to końcowe rozstrzygnięcia mniej więcej pokrywają się z typami bukmacherów i modelami matematycznymi przygotowywanymi przez specjalistów od cyferek.

Obecny sezon był też pierwszym, w którym pełny cykl zaliczyła seria wywiadów „Okiem rywala”, której jestem autorem. Nie było łatwo, ale przed każdym ligowym i pucharowym meczem udało się przygotować dla Was rozmowy, które prezentowały punkt widzenia przedstawicieli obozu naszych przeciwników. Czasem byli to „zwykli” kibice, patrzący na swój klub przez pryzmat serca i emocji, innym razem kibice-dziennikarze, prowadzący okołoklubowe serwisy czy podkasty, często bardziej analityczni, ale równie zaangażowani. Kiedy nie udawało się takich znaleźć, z pomocą przychodzili dziennikarze lokalnych (lub centralnych) mediów, śledzący losy poszczególnych klubów, na chłodno potrafiący ocenić sytuację, w jakiej te się znajdują. Dziękuję wszystkim, którzy poświęcili czas, aby opowiedzieć mi o swoich klubach i przyczynili się do powstania tej serii.

Te rozmowy są pewnym barometrem emocji, jakie wywoływały poszczególne zespoły na danym etapie sezonu. W ramach podsumowania postanowiłem przyjrzeć się bliżej tym emocjom i przekonać się, kto swój klub docenił, kto martwił się za bardzo, a dla kogo forma jego ulubieńców okazała się niemiłym zaskoczeniem. Nie chodzi oczywiście o to, aby „rozliczać” rozmówców z ich opinii, a jedynie pokazać, jak zmienne potrafią być odczucia kibica, jak trudno pewne rzeczy przewidzieć, a czasem równie trudno niektóre sprawy w danym momencie docenić.

Jako pierwszy na naszej drodze stanął Raków Częstochowa, który w poprzednim sezonie na ostatniej prostej wypuścił z rąk mistrzostwo na rzecz Lecha. Nie dziwiły więc deklaracje Michała Świerczewskiego, właściciela „Medalików”, że celem na kolejny sezon ma być prymat w lidze. Architektem tego sukcesu miał być Marek Papszun, który rok wcześniej wrócił na częstochowską ławkę. W tamtym momencie rozstrzygała się obsada stanowiska selekcjonera reprezentacji, a w tym wyścigu Papszun był jednym z faworytów. Ostatecznie jednak ani do kadry nie trafił, ani nie dokończył sezonu jako trener Rakowa. Jak podkreślał Michał Cybulski, mój rozmówca i wieloletni kibic Rakowa, ostateczny sukces grającego na trzech frontach zespołu utrudniały kontuzje kluczowych graczy, dlatego ostrożnie podchodził zarówno do rozgrywek ligowych, jak i europejskich. Przewidział za to całkiem celnie, że sprowadzony przed sezonem do Częstochowy Oskar Repka będzie podstawowym zawodnikiem drugiej linii Rakowa. Polecam wrócić do tej rozmowy, w której Michał przytacza wiele ciekawostek historycznych związanych zarówno z Rakowem, jak i GieKSą (wynik meczu: 1-0 dla Rakowa).

Zupełnie inne cele na nowy sezon miał nasz kolejny przeciwnik – Zagłębie. Podobnie jak my, Miedziowi rozpoczęli od porażki, co jeszcze pogłębiło nienajlepsze już humory w Lubinie. U Pawła Junorego z mkszaglebie.pl trudno było doszukać się wtedy jakichkolwiek oznak optymizmu. Ponure nastroje wywoływał bardziej sposób zarządzania klubem niż sama postawa piłkarzy, ale jedno z drugim ściśle się wiąże, czego dowodem była rozgrywana kilka miesięcy później saga z transferem Leonardo Rochy, najlepszego napastnika Zagłębia. Miedziowi w poprzednim sezonie do końca bili się o utrzymanie i podobny los wieszczył im Junory w tym roku. Rzeczywistość okazała się dla Lubinian znacznie bardziej łaskawa, a pierwszy sygnał dobrej formy dali przy Nowej Bukowej, do przerwy prowadząc 2-0 i prezentując się znacznie lepiej niż GieKSa. Błysk Bartosza Nowaka pozwolił nam jednak wyrównać i w ten sposób obie ekipy dopisały sobie pierwszy punkt w sezonie (wynik meczu: 2-2).

W trzeciej kolejce wybraliśmy się do Łodzi, gdzie czekał na nas potencjalny hegemon ligi, napompowany pieniędzmi i transferami Widzew. Trudno więc było dziwić się entuzjazmowi łódzkich kibiców, którzy z utęsknieniem czekają na nawiązanie do sukcesów z końcówki lat 90., a pieniądze Roberta Dobrzyckiego mają w tym pomóc. Widzew sezon rozpoczął średnio, bo zaledwie 1-0 wygrał z przeciętnym wtedy Zagłębiem, a następnie dał sobie wydrzeć zwycięstwo z Jagiellonią po dwóch golach w 90. minucie. Tą samą Jagiellonią, którą kilka tygodni wcześniej pokonał w sparingu 7-1. Jak się później okazało, zmiany kadrowe praktycznie w każdej formacji nie przełożyły się na dobre wyniki. Bartłomiej Stańdo podkreślał konieczność uzbrojenia się kibiców w cierpliwość, natomiast w tamtym momencie z pewnością nie zakładał, że jego zespół do ostatniej kolejki będzie się bił o utrzymanie. Pytany o apetyt na miejsce w TOP5 tonował nastroje, a ja zadając wtedy to pytanie w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że to my, a nie Widzew, będziemy się o nie bić (wynik meczu: 3-0 dla Widzewa).

Początek sierpnia to starcie z kolejnym ligowym potentatem. Zamieszana w kwalifikacje do europejskich pucharów Legia najchętniej przełożyłaby mecz z GieKSą, jednak terminarz był nieubłagany. Oczekiwania kibiców Wojskowych nie mogły być inne niż każdego roku: faza ligowa w Europie i dublet w kraju. – Sezon bez mistrzostwa to sezon przegrany – podkreślali zgodnie Kamil i Marek z podkastu „Kilka słów o Legii”. Tymczasem przygoda z Pucharem Polski zakończyła się już w 1/16, jako jedyny zespół z Polski Legia nie przebrnęła fazy ligowej LKE, a w Ekstraklasie bliżej im było do spadku niż do mistrzostwa. – Może ten, kto najszybciej odpadnie z europejskich pucharów, będzie faworytem do mistrzostwa – zastanawiali się moi rozmówcy. Jak się z czasem okazało, nie dało to Legii wystarczającej przewagi, a na finiszu sezonu celem Stołecznych było chłodno przyjęte w poprzednim sezonie piąte miesce, o które tym razem niespodziewanie rywalizowali z GieKSą. W Warszawie przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę w doliczonym czasie gry (wynik meczu: 3-1 dla Legii).

Tydzień później do Katowic przyjechała Arka. Beniaminek dobrze rozpoczął sezon, wywożąc remis z Łazienkowskiej oraz punktując u siebie z Pogonią i Radomiakiem. – Arka jest na właściwym kursie – oceniał wtedy Marek Ziemian z Gdyni. Mój rozmówca podkreślał wprawdzie, że miejsce Arki w łańcuchu pokarmowym Ekstraklasy jest bliżej jej końca niż początku, jednak pod okiem Dawida Szwargi klub miał skutecznie podjąć rywalizację o bezpieczne lokaty. Nikt nie przewidział jednak, jak wielka niemoc dotknie Gdynian na wyjazdach. Na pierwsze (i jedyne) zwycięstwo w delegacji kibice żółto-niebieskich czekali aż do marca 2026 roku! W sierpniowe popołudnie w Katowicach również nie pokazali się z najlepszej strony i wyjechali z bagażem czterech goli (wynik meczu: 4-1 dla GieKSy).

W szóstej serii gier jechaliśmy do Zabrza na Śląski Klasyk. Gospodarze od początku sezonu prezentowali się nieźle, rozbudzając apetyty kibiców na pierwszy od lat udany sezon. – Wypadałoby wreszcie coś wygrać – życzył sobie i innym Żabolom Śledzió z podkastu „Czwarta Trybuna”. Myślał tu przede wszystkim o Pucharze Polski i, jak się okazało, jego przeczucia okazały się trafne. Ale i w lidze Górnik nie odstawał od czołówki, umościł się nawet na fotelu lidera Ekstraklasy i zabrakło niewiele, by spędził w nim całą zimę. Entuzjazm w Zabrzu wywoływała też zbliżająca się wielkimi krokami prywatyzacja klubu, który pod skrzydłami Lukasa Podolskiego ma wejść na jeszcze wyższy poziom. Nasz kat z poprzedniego meczu w Zabrzu tym razem do siatki nie trafił, mimo to zwycięstwo Górnika ani przez moment nie było zagrożone (wynik meczu: 3-0 dla Górnika).

Jako kolejny na nasz tapet wjechał Radomiak, który na początku sezonu błysnął zwycięstwami z Pogonią i Rakowem, natomiast później nieco wyhamował. „Polski Szachtar” promujący i odsprzedający z zyskiem zagranicznych piłkarzy siłą rzeczy mierzy się z częstymi zmianami personalnymi, co nie ułatwia stabilizacji na wysokim poziomie. – Celem jest spokojne utrzymanie na kilka kolejek przed końcem sezonu – oceniał Rafał Jończyk z Radomia. – Optymalnym scenariuszem będzie miejsce dziesiąte i każde powyżej – oceniał przytomnie i, jak się okazało, całkiem celnie, bo Radomiak finalnie uplasował się właśnie na dziesiątej pozycji. Zawirowania z obsadą trenera wprowadziły wprawdzie nieco zamieszania i przez chwilę Radomianie musieli nerwowo oglądać się za siebie, koniec końców stali się jednak definicją ligowego średniaka. Tamtego wieczora na Arenie Katowice byliśmy za to świadkami emocjonującego widowiska, obfitującego w bramki i zwroty akcji. Ostatecznie to my skończyliśmy ten pojedynek z tarczą, a ozdobą meczu była bramka Bartosza Nowaka z rzutu wolnego z około 30 metrów (wynik meczu 3-2 dla GieKSy).

W połowie rundy wydawało się, że targana problemami organizacyjnymi Lechia Gdańsk powoli wychodzi na prostą. Rozpoczynała wprawdzie sezon z pięcioma ujemnymi punktami, ale do meczu z GieKSą zdążyła się już „wyzerować”. Zakaz transferowy został zdjęty, wypłaty zaczęły docierać na czas, co przełożyło się na coraz lepszą postawę piłkarzy na boisku. – Nie chcemy do końca drżeć o utrzymanie, tylko spokojnie zrealizować ten cel – podkreślał Szymon Wleklak z lechia.net. Długo wydawało się, że cel zostanie osiągnięty, a być może nawet Gdańszczanie będa mogli mierzyć wyżej. Tym bardziej, że kolejne punkty dopisali sobie już w starciu z GieKSą. „Pomógł” niestety Dawid Kudła, który minął się z piłką przy pierwszym golu, a dzieła zniszczenia dopełnił w doliczonym czasie gry Camilo Mena. Czas pokazał, że bagaż ujemnych punktów ciążył Lechii do ostatniej kolejki, z wiadomym dziś skutkiem (wynik meczu: 2-0 dla Lechii).

W ścisłej czołówce po siedmiu kolejkach był za to nasz kolejny rywal (ósmej nie rozegrał z powodu oberwania chmury w Płocku). Cracovia dość niespodziewanie włączyła się do walki o czołowe lokaty, a niektórzy widzieli w niej nawet czarnego konia w rywalizacji o mistrzostwo. Kamil, Chłopak z Kałuży, z rezerwą podchodził jednak do eksplozji formy swoich ulubieńców. – Nie takie drużyny kreowano na potentatów, a koniec końców „puchły” na finiszu – ostrzegał. Mimo to nie krył optymizmu i z nadzieją śledził losy Cracovii. Sporo transferów wymagało zgrania, na szczęście szybko udało się znaleźć zastępstwo bramkostrzelnego napastnika – w buty Benjamina Kallmana wskoczył Filip Stojilković. Szwajcar trafił także do naszej siatki, ustalając wynik meczu przy Nowej Bukowej, a Pasy spokojnie wygrały. Tym samym GieKSa zakopała się w strefie spadkowej, a Cracovia na jeden punkt zbliżyła się do liderujących Jagiellonii i Górnika (wynik meczu: 3-0 dla Cracovii).

Dalej czekał nas dwumecz z Wisłą – mierzyliśmy się z Nafciarzami zarówno w lidze, jak i w Pucharze Polski. Beniaminek z Płocka dość niespodziewanie uczepił się ligowego czuba i za nic nie chciał go puścić. Michał Sosnowski, kibic i płocki radny, podkreślał w tym zasługę trenera Misiury, jakościowych transferów i stabilnych fundamentów klubu. – Oceniam, że spokojnie się utrzymamy, a przy odrobinie szczęścia możemy powalczyć o coś więcej – mówił wtedy i czas pokazał, że się nie pomylił. Spadek w zasadzie nie zajrzał Nafciarzom w oczy – dość powiedzieć, że zimę spędzili na pierwszym miejscu w lidze i prawie do końca sezonu mieli widoki na puchary. Ten krajowy przegrali jednak w Katowicach po hattricku Bartka Nowaka i trafieniu Szkurina, natomiast w ligowym starciu w Płocku padł sprawiedliwy remis (wyniki meczów: 4:1 dla GieKSy (PP) i 1:1 (liga)).

Kolejny rywal, poznański Lech, jak zwykle celował w pełną pulę, a przede wszystkim obronę mistrzostwa. Na tamtym etapie sezonu tracił jednak 4 punkty do lidera i nie imponował formą. Trapieni kontuzjami liderzy i odejście Alfonso Sousy przyprawiały trenera Frederiksena o ból głowy. Mimo to budowana z myślą o grze na trzech frontach kadra była stosunkowo szeroka. – Trener ma w czym wybierać – oceniał Mateusz Jarmusz z Poznania. – Pozostaje mieć nadzieję, że zawodnicy szerokiego składu dojadą do poziomu, do którego Lech przyzwyczaił w poprzednim sezonie – mówił. – Dotychczas żyliśmy głównie europejskimi pucharami i można było odnieść wrażenie, że liga jest trochę z boku – tak tłumaczył formę Kolejorza w Ekstraklasie. Zwracał również uwagę na gorszą dyspozycję Lecha u siebie, a lepszą na wyjazdach. Znalazło to swoje potwierdzenie w Katowicach, bo mimo iż goście nie zagrali wybitnego meczu, to trzy punkty zabrali ze sobą do Poznania (wynik meczu: 1-0 dla Lecha).

Tydzień później czekało nas starcie w Lublinie. Ani GieKSa, ani Motor, nie prezentowały się wtedy tak dobrze jak w poprzednim sezonie, kiedy z każdej strony zbierały zasłużone pochwały. Tym razem obie balansowały na granicy strefy spadkowej, co szczególnie w przypadku Motoru mogło być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę ambitne zapowiedzi bogatego właściciela. Za słowami nie poszły jednak czyny i trzeba było stawić czoła rzeczywistości. – Siódme miejsce w poprzednim sezonie to było nasze maksimum, a dziś cała liga się wzmacnia, a nasze transfery nie robią na nikim wrażenia – oceniał Tomasz Pluta. Pojedynek z GKS-em nie poprawił nastrojów w Lublinie – mimo że gospodarze odrobili dwubramkową stratę, to po czerwonej kartce dla Łabojki ich gra się posypała, a w drugiej połowie Ilja Szkurin dopełnił dzieła zniszczenia. Dla nas był to moment mocniejszego odbicia się w górę tabeli, natomiast Motorowcy nadal musieli szukać sposobu na wyjście z kryzysu (wynik meczu: 5-2 dla GieKSy).

Gdy jedni mierzyli się z problemami, inni korzystali na słabości rywali. Jedną z takich ekip była Korona Kielce, która w połowie rundy kręciła się bliżej czubka tabeli niż jej dołu, do czego zdążyła przyzwyczaić swoich kibiców w poprzednich sezonach. – Nie chcemy powrotu czasów, gdy z przerażeniem spoglądaliśmy w tabelę drżąc o utrzymanie – mówił Marxokow, jeden z redaktorów profilu „Złocisto Krwiści”. Po zmianach właścicielskich w kibiców wstąpiła nowa nadzieja na stabilizację, za nią poszły transfery, z których najbardziej wyróżniali się Svetlin i Dziekoński, który przez cały wrzesień nie wpuścił ani jednego gola. Do Katowic Korona jechała więc w roli faworyta. – Nie musimy strzelać Bóg wie ile, ale na pewno znajdziemy sposób, by dziurawą ostatnio obronę GieKSy przechytrzyć – zapowiadał mój kielecki rozmówca. Rzeczywistość okazała się jednak inna – po zaciętym meczu bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Sebastian Milewski i GKS odrobił straty do bezpiecznych miejsc w tabeli (wynik meczu: 1-0 dla GieKSy).

W halloweenowy wieczór postanowiliśmy nieco postraszyć okupującego miejsca w strefie spadkowej beniaminka z Niecieczy. – Jeszcze nie czas na oceny, czy Bruk-Bet spadnie, czy wręcz spadnie z hukiem – podkreślał Michał Trela z redakcji Canal+. Dość stwierdzić, że Słoniki zostawiały już w pokonanym polu Jagiellonię i Górnika. Z Marcinem Broszem za sterami wydawało się, że mogą złapać wiatr w żagle, jednak – jak podkreślał red. Trela – zbyt duża wiara, że to, co wystarczyło na 1. ligę, wystarczy też w Ekstraklasie, to powtarzający się w Niecieczy problem. Jako główny minus wskazywał dziury w defensywie, które skrupulatnie wykorzystała GieKSa. Pierwszy przebłysk formy Emana Markovicia pozwolił nam przekonująco wygrać i odskoczyć gospodarzom na siedem punktów (wynik meczu: 3-0 dla GieKSy).

GKS śrubował więc serię zwycięstw, która wliczając pucharowy mecz z ŁKS-em liczyła już cztery pojedynki. Kolejny na rozkładzie był ostatni w tabeli Piast. Gliwiczanie mieli wprawdzie w zanadrzu zaległe mecze z Legią i Lechem, jednak na tamtym etapie, biorąc pod uwagę formę Piasta, mało kto zakładał, że uda im się urwać cokolwiek potentatom. – Potrzebny nam mały cud, wiary w szczęśliwy finał jest we mnie niewiele – otwarcie przyznawał Przemek z Gliwic. – Jeśli nadal będziemy punktować tak, jak dotychczas, to skończymy jak Zagłębie Sosnowiec kilka lat temu – dodawał z goryczą. Powodów do optymizmu szukał przede wszystkim w osobie zatrudnionego chwilę wcześniej trenera Myśliwca, który szybko odcisnął swoje piętno na drużynie. Dość powiedzieć, że od wygranej w Katowicach Piast rozpoczął marsz w górę tabeli, pokonując Raków, dwukrotnie Legię, a wiosną dołożył zwycięstwo w zaległym meczu z Lechem. Pytany o rywali w walce o utrzymanie, jako kandydatów do spadku Przemek wskazał Arkę i Bruk-Bet, natomiast nie miał przekonania co do trzeciej „ofiary”. Czas pokazał, że ta prognoza była celna, także w kontekście trzeciego spadkowicza, bo gdyby nie ujemne punkty Lechii, to właśnie Piast zająłby jej miejsce. Na koniec roku wiara w utrzymanie wróciła jednak do Gliwic (wynik meczu: 3-1 dla Piasta).

W następnej kolejce pojechaliśmy do Białegostoku. Pojechaliśmy i wróciliśmy, bo sędzia Wojciech Myć chyba zbyt pochopnie zdecydował o odwołaniu meczu z powodu opadów śniegu. Ta decyzja miała swoje konsekwencje w dalszej części sezonu, o czym później.

Rundę jesienną zamykaliśmy meczem z Pogonią. Co ciekawe, niewiele brakowało, aby to spotkanie również nie doszło do skutku, tym razem z powodu gęstej mgły, która tego dnia szczelnie otuliła Katowice. Na szczęście wieczorem sytuacja poprawiła się na tyle, aby było cokolwiek widać. Rywal ze Szczecina przez całą rundę grał znacznie poniżej ambicji kibiców. – Każdy oczekiwał walki o puchary – mówił Dawid Zieliński z podkastu „Skazani na Pogoń”. Ekscentryczny właściciel również deklarował walkę o ligowe podium. – Tymczasem rzeczywistość szybko sprowadziła nas na ziemię – ubolewał Dawid. – Gdyby nie ostatnie zwycięstwo z Zagłębiem, na dobre urządzilibyśmy się w dolnych rejonach tabeli. Z drugiej strony różnice punktowe nie są duże i wiele może się jeszcze zmienić – nie tracił nadziei, o którą było jednak trudno przed meczem w Katowicach. – Nie od dziś wyjazdy są naszą bolączką – podkreślał licząc jednocześnie, że trener odwróci ten trend i z GieKSą Pogoń zapunktuje. Inny plan na ten wieczór miała jednak ekipa Rafała Góraka i komplet punktów został w Katowicach (wynik meczu: 2-0 dla GieKSy).

Część druga dostępna jest TUTAJ

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna Piłka nożna kobiet

Runda pełna absurdów #2

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie będziemy ukrywać, że wraz z redaktorem Flifenem po naszym jesiennym artykule liczyliśmy na nieco spokojniejszą wiosnę i w efekcie krótszy wpis, pozwalający na wakacyjny odpoczynek. Nasze przewidywania okazały się jednak równie skuteczne jak Mileta Rajović… Zapraszamy zatem do obszernej lektury naszej selekcji najzabawniejszych absurdów z wiosny sezonu 2025/26!

Boże miej tę ligę w opiece

Lechia wcale nie spadła (PZPN ich nienawidzi, zobacz jak) – Niektóre kluby do ostatniej kolejki biją się o utrzymanie, co bardziej temperamentne jeszcze kilka dni po zakończeniu sezonu próbują odwoływać się od jakiejś niezrozumiałej decyzji sędziowskiej. Lechia Gdańsk poszła o krok dalej, w oświadczeniu jasno dając do zrozumienia, że utrzymała się w lidze i odebranie jej punktów było wręcz nielegalne. Kto wie – być może jeszcze o tym wątku usłyszymy na starcie sezonu, gdy Lechia będzie domagała się przywrócenia do Ekstraklasy?

Lechia jest bezczelna – Szanowny spadkowicz uraczył swoich fanów prozaicznym wytłumaczeniem kolejnych odejść z klubu – to przez ten krwiożerczy PZPN! Cały sezon Lechia była o włos od utrzymania i sami pracownicy klubu mówili, że nie przejmują się tą karą. Po spadku nagle wszystko się odmieniło, powrócił zakaz transferowy, a zza kulis znów zaczęły wychodzić informacje o pustce w kasie. Trudno wyobrazić sobie rozprawę, gdzie dorośli ludzie będą próbowali pozwać ligę za to, że spłaciła za nich ich własne długi i przymykała oko na dantejskie sceny za kulisami. Z drugiej strony, Paolo Urfer jest prawnikiem i nawet sam Pan Bóg pewnie nie wie, czy Lechia jednak nie zagra w tegorocznej Lidze Mistrzów.

Oświadczenia nad oświadczeniami – Był kiedyś pewien europoseł o imieniu Janusz, który każde wystąpienie kończył słowami “a poza tym sądzę, że…”. Lechia Gdańsk publikuje komunikaty niemal żywcem wyjęte z jego wypowiedzi: “Odszedł ten i ten, z powodu tego i tego, dziękujemy. A poza tym PZPN poniesie odpowiedzialność za bestialskie zrujnowanie naszego klubu i powinien zostać zniszczony, nie dziękujemy”.

Źródło: Strona Główna Klubu i Akademii – Lechia Gdańsk

Przerwanie meczu po odpaleniu 10 rac przez Legię na Arenie Katowice – Pan Damian Sylwestrzak na chwilę wstrzymał grę za sprawą dymu ogarniającego murawę na stadionie, w trosce o zdrowie zawodników i poziom widowiska. Nie udało się niestety ustalić, jaki stadion został zadymiony, bowiem piłkarze nie potrafili doszukać się rzekomej chmury uniemożliwiającej działanie naszego niezawodnego systemu wideoweryfikacji. Jak się okazało, obawy arbitra były jednak słuszne – VAR nie mógł zauważyć Kacpra Tobiasza rzucającego się z uściskami na Szkurina podczas akcji ofensywnej.

Rzut za trzy punkty Kowalczyka z Termalicą – Są różne style piłkarskie: misterne Catenaccio, morderczy Gegenpressing czy też sławetna Tiki-taka. Mateusz Kowalczyk postanowił wprowadzić jednak element innej dyscypliny, po wrzucie z autu zapisując sobie niemalże bezpośrednią bramkę, jedynie z przyczyn legislacyjnych uznanych za samobójczą. Miny dziennikarzy i kibiców zasiadających na trybunach, którzy zobaczyli ten ewenement na skalę światową – bezcenne. Europa nie jest gotowa na nasze sztuki piłkarskie!

Kolejny trener Widzewa, ale tym razem to już naprawdę ostatni! – Każdy z nas w swoim życiu kupił nieco zbyt dużą paczkę chrupek “bo będzie na dwa dni”. Włączamy mecz, a kilka chrupnięć później okazuje się, że paczka już jest pusta. Nieco podobnie miał pan Dobrzycki z kupnem trenerów, bowiem od 2025 roku w Widzewie pracowało już 5 wyszukanych szkoleniowców na lata, każdy z coraz to lepszą argumentacją i CV. Ostatecznie skończyło się na panicznym zatrudnieniu żelaznego Ako Vukovicia, który przyszedł, wywalił ego “gwiazd” tej ligi na bruk i kazał wypierniczać wszystkie piłki w kosmos. Od jednego chrupnięcia na weselu Widzew niemal spadł z ligi, a to byłoby całkiem spore osiągnięcie jak na miliardera.

Bergier kopiący rożne jako najlepszy strzelec Widzewa – Inni trenerzy go nienawidzą, zobacz jak! Poprzednik Vukovicia miał dość niecodzienny plan na Widzew Łódź, wszak wysyłanie walczaka i najlepszego strzelca do kopania rzutów rożnych przy okienku transferowym za miliony monet brzmi jak żart primaaprilisowy. Sęk w tym, że szanowny Pan Czapeczka nawet nie zdołał do tegoż kwietniowego dnia dotrwać, a taki absurdalny pomysł mógł mu tylko w tym pomóc. 

Gesty Sebastiana “zwykłego chłopaka” Bergiera do kibiców Korony – W zaledwie kilka sekund skutecznie odświeżył niechęć kibiców do swojej osoby. Gdyby ten gest był jeszcze spontaniczny i szybko się opanował, mógłby to wytłumaczyć jakąś prowokacją, co i tak było już głupie i obelżywe. Wszystko odbyło się już jednak w dość spokojnych jak na wyjazd warunkach po meczu. Zawodnik uskutecznił *machanie ręką na wysokości bioder jednoznacznym gestem* kilka razy, dla pewności szyderczo się uśmiechnął i splunął na murawę. Ech… WIDEO

Najdroższy rozdawacz kwiatów w historii – Cała liga przeżyła szok po pierwszych transferach Widzewa Łódź, a szczególnie po wydaniu ponad 5 milionów euro na Osmana Bukariego, skrzydłowego prosto z MLS. Okazało się, że Osman w warunkach polskiej ligi odnajduje się co najwyżej przeciętnie, a kiedy w Łodzi pojawił się Vuko, to Ghańczyk został wysłany na trybuny. Klub znalazł mu nowe zajęcie zgodnie z kwalifikacjami – na dzień kobiet został zatrudniony do rozdawania paniom kwiatów przed stadionem. 

Kapaudi zatrzymany przez prezydenta, a Bukari przez wizę – Obrońca Widzewa regularnie jest zawodnikiem szerokiego składu Demokratycznej Republiki Konga, nie powinno więc nikogo dziwić, że w marcu pojechał on do swojej ojczyzny pomóc jej w awansie na Mistrzostwa Świata. Misja została zakończona sukcesem, a DRK awansowała na mundial po raz pierwszy od ponad 50 lat! Sukces okazał się tak wielki, że aż prezydent zwołał spotkanie z piłkarzami na tydzień po historycznym meczu. Problem w tym, że według reguł FIFA reprezentacje muszą “oddać” zawodników klubom w przeciągu dwóch dni, a tutaj minął ponad tydzień. W tym samym czasie Bukari walczył w polskim konsulacie w Nigerii o uzyskanie pozwolenia na pracę.

Dawid Szwarga kapituluje – Trener Dawid Szwarga znany jest z nowinek technologicznych i ma łatkę analityka, choć czasem mówi się o jego brakach w budowaniu szatni. W jego ostatnim starciu jako trener Arki Gdynia z Koroną Kielce kamery wychwyciły, jak rzucił soczyste “Pie***lę to” i ostentacyjnie usiadł na ławce. Oficjalnym powodem rozstania był rozjazd wizji budowy klubu, co wcale nie wyklucza prawdziwości dwóch mocnych słów trenera.

Arka Gdynia (i nie tylko) bojkotuje groundkeeperów – Raczej nikt nie wyobraża sobie meczów NBA rozgrywanych na betonie, jazdy na łyżwach po bruku, czy gry w piłkę na kartoflisku. Ten aspekt został zakwestionowany przez parę ekip, które wpadły na to samo pytanie: “Jak kiepska może być murawa?”. I w ten sposób Arka Gdynia rozegrała parę kolejek na kretowisku, murawa Poznania w Pucharze Polski wyglądała, jakby nikt jej przez miesiąc nie podlewał, a w Radomiu z tego powodu nawet odszedł trener. Niby tylko zwykła trawa, a tyle z nią kłopotów.

Krzykliwa reklama Legii z OyakatąW ciągu istnienia każdego klubu zdarzają się takie momenty, że wszystkim sympatykom aż chce się krzyczeć ze złości. Takie emocje mogły towarzyszyć kibicom Legii, gdy na horyzoncie realnie pojawiło się widmo spadku, chociaż jeszcze przed chwilą zespół brał udział w europejskich pucharach. Ewidentnie tym kierowali się marketingowcy klubu ze stolicy, kiedy w ramach reklamy pewnej zupki instant kazali aktorowi z całej siły krzyknąć pośrodku niczego i… zacząć przygotowywać tę właśnie zupkę. Tych, których ta reklama ominęła, zapraszamy do seansu, bo tego nie można przegapić. WIDEO

Bezlitosny Excel sprzedał Kapaudiego – Dwóch wytrwale zarabiających klubowych dyrektorów sportowych zadało sobie pytanie – po co mieć jakiegokolwiek obrońcę? Marek Papszun zdołał jeszcze złapać zawodnika za rękę przy podpisywaniu kontraktu z Cremonese i przywrócić go do drużyny, by usłyszeć że…i tak muszą go sprzedać, bo nie ma pieniędzy. Zawodnik przeszedł do Widzewa, Legia i tak miała czerwony Excel, a obronę zapełniał pomocnik Rafał Augustyniak z mędrcem Arturem Jędrzejczykiem. Rotacje, zmiany, rezerwy? Wychodzi na to, że to chyba jakieś pojęcia motoryzacyjne.

Wyprzedaż w Legii – Jakby tego było mało, na koniec sezonu budżet stołecznego klubu zaczął pękać w szwach. Nie było to jednak z powodu przepełnienia, a z powodu nerwowego szukania ostatnich monet przez kolejnych dyrektorów. Błyszczący na początku sezonu Nsame ponoć bardzo chciał zostać i zejść z pensji, aprobował to nawet sam Marek Papszun – nic z tego nie wyszło, zawodnik odszedł za darmo do Pogoni Szczecin. Z klubu odeszło (stan na 4 lipca) aż 14 zawodników, a sensowne pieniądze otrzymano jedynie za Barcię i Leszczyńskiego. Z Urbańskim nawet (proszę usiąść) rozwiązano umowę, choć jego przyjście było owiane sporym sukcesem. Żeby było zabawniej, po tej fali i wcześniejszych zmianach w szkółce młodzi zawodnicy podobno zaczęli wypytywać o możliwość zmiany klubu. Gratulujemy Legii konsekwencji – od mistrza do klasy średniej, w końcu cel osiągnięty!

Odwołana kartka Rafała Augustyniaka – Wszystko rozeszłoby się po kościach, gdyby sędzia pokazał po taktycznym faulu żółty kartonik i zaznaczył, że następny taki faul poskutkuje wylotem z boiska. Piotr Lasyk zapewne taki miał zresztą zamiar, jednak po konsultacjach z VAR-em zmieniono to na czerwoną kartkę. Marek Papszun wyszedł na konferencję, niejako wymanifestował jej anulowanie i… PZPN anulował kartonik, nie przyznając w zamian nawet prawidłowej żółtej kartki. Skoro tak sztywno trzymamy się przepisów, jest jedna drużyna, która z powodu zaległości finansowych powinna już dawno znajdować się na niższych szczeblach rozgrywkowych – ich też czeka anulowanie sezonu?

Rajović strzela w swoją drugą nogę przed pustą bramką – Tu nawet nie ma o czym pisać, to trzeba zobaczyć. Jak to mawia młodzież: przednia zabawa, że hoho! WIDEO

PZPN przenoszący Superpuchar przed ostatnią kolejką – Polski Związek Piłki Nożnej (lub czegoś w tym rodzaju) bardzo chciał oddać Wrocławiowi to, co udało się koncertowo zepsuć w poprzednim sezonie zakończonym spektakularnym spadkiem. Dodatkowo miała to być chyba też kara za niewpuszczenie kibiców Wisły Kraków. Oprócz reprezentacji miał się tam pojawić… Wróć, w żadnym momencie nie miał się tam pojawić Superpuchar Polski. Niektórym “baronom” taki pomysł przyszedł do głowy, ale społeczności Górnika i Lecha Poznań bardzo szybko dały znać, że nie będą brać udziału w takiej degrengoladzie i albo jadą do Poznania, albo na wakacje. Nie ma to jak bohaterskie tworzenie problemów, by potem po cichu się z nich wycofywać.

Bitwa pod Gołębnikiem – Derby w polskiej piłce rzadko kiedy odbywają się w neutralnej atmosferze, ale wszystko ma swoje granice. Te zostały przekroczone, kiedy po meczu Radomiaka Radom z Koroną Kielce kibic gospodarzy wtargnął na stadion i ruszył na Tamara Svetlina, którego chronić musiał Konrad Cebula. W międzyczasie butelka rzucona przez innego kibica Radomiaka znalazła dyrektora marketingu Korony, który z całą zakrwawioną głową musiał opuścić boisko. Skończyło się na symbolicznej karze i braku konsekwencji, bo już kilka kolejek później radomscy kibice chwalili się na Twitterze wnoszonymi małpkami.

Kiko Ramires i herb Radomiaka – Ja wiem, co wielu z Was sobie pomyśli: przecież jeszcze niedawno Radomiak nie miał swojego herbu! Tamta sprawa została jednak rozwiązana, o czym prawdopodobnie nie usłyszał pewien były trener Radomiaka. Kiko Ramires, bo o nim mowa, wrzucił na swojego Twittera (nowomowa: X) piękną grafikę z pożegnalną wiadomością skierowaną do kibiców z Radomia. Większość osób skupiła się jednak nie na samej treści, której nic zarzucić nie można, a na stworku w lewym górnym rogu oraz w tle posta. Po chwili Kiko zrozumiał swój błąd i wrzucił poprawioną wersję – a przynajmniej tak to sam ochrzcił, bo nie wyglądało to dużo lepiej. Losowe artefakty, wrzucona cyrylica… Sami rzućcie okiem na te dzieła wprost z profili społecznościowych szkoleniowca.

Źródło: Twitter Kiko Ramiresa

Gonçalo Feio, przygód część kolejna – Mecz 24. kolejki Ekstraklasy pomiędzy Radomiakiem Radom a GieKSą nie jest czymś, co postronny kibic będzie wspominał z wypiekami na twarzy. Zresztą, prawdopodobnie już poza sprzymierzeńcami obu ekip nikt już o jego przebiegu nie pamięta. Kolorytu temu dniu nadał za to znany z tego, że nadaje kolorytu wielu dniom, Goncalo Feio. Znany z rzucania biurowymi przedmiotami ówczesny trener Radomiaka tym razem wdał się w polemikę na temat stanu murawy z miejscowym radnym. W pewnym momencie politykowi siadły nerwy i przyłożył Portugalczykowi, na co ten zareagował rzuceniem papierów. Tak zakończyła się kolejna przygoda Feio w Polsce, ponownie rzuceniem – kuwetą w Motorze, ofertą Legii i teraz papierami.

Minimalistyczny Motor Lublin – Przez ostatnie pocovidowe lata w Ekstraklasie tendencja w rozwoju ligi oraz w ilości wydawanych w niej pieniędzy była raczej wzrostowa. Czasem jednak zdarzają się jednostki, które muszą się przeciwstawić wszystkim trendom, tym razem tę rolę przejął Zbigniew Jakubas. Po sezonie przez Lublin przeszło tornado, zabierające ze sobą aż 12 piłkarzy pierwszego składu. Całe szczęście, że Bright Ede nie uległ pokusie milionowej oferty z Chelsea, inaczej Motor musiałby radzić sobie także bez niego. Po drodze z klubu wywiało też Mateusza Stolarskiego, a powstały w ten sposób wakat został od razu zajęty przez Mariusza Misiurę. Były trener Wisły Płock jest bardzo ceniony przez pana Jakubasa, co objawiało się już wcześniej, gdy prezes dyskutował z nim o grze Motoru… kiedy trenerem był jeszcze Stolarski.

Kibole Lecha, kible Widzewa – To nie jest przypadek, że prawie za każdym razem to są toalety. Tym razem obsługa sanitariów przerosła kibiców Lecha Poznań, którzy pozostawili po sobie widok jak na załączonym obrazku. Szkody pozostawione przez fanatyków łódzki klub wycenił na kilkaset tysięcy złotych, a fani z Poznania zadeklarowali się, że uregulują wszystkie koszta. Dobre chociaż to, lecz może warto zainwestować w edukację od podstaw i rozdawanie przed wyjazdami skróconych instrukcji obsługi toalet. Panowie kibole – porcelana da się lubić!

Thomasberg mówiący, że jego piłkarze bali się wygrać z Termalicą – Nie regulujcie odbiorników, to najprawdziwsze słowa trenera Pogoni Szczecin! Po lutowym remisie z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza szkoleniowiec rzucił nowe światło na kwestię formy Pogoni – jego piłkarze po prostu żyli w strachu przed zdobyciem trzech punktów. “Pojawiła się obawa przed zwycięstwem, to nie powinno się wydarzyć” – to brzmi bardziej jak cytat z twórczości Walaszka, niż słowa poważnego trenera na konferencji prasowej po remisie z ostatnią drużyną ligi.

Juwara na wagarach w Berlinie Miasto, w którym na każdej ulicy leży 60 Euro, może wydawać się wszystkim atrakcyjnym miejscem. Czasem jednak przed pojechaniem tam powinno się sprawdzić, czy na następny dzień nie gra się spotkania w Ekstraklasie. O tej części zapomniał Musa Juwara, który służbowym autem oznaczonym jego nazwiskiem (!) przejechał się do stolicy kraju Autobahn. W efekcie skrzydłowy został odsunięty od składu pierwszej drużyny Pogoni. To znaczy, oficjalnie został przesunięty z powodu drobnego urazu, lecz od tego czasu (czyli połowy lutego) reprezentant Gambii ani razu nie wszedł na boiska Ekstraklasy. Plotki głoszą, że klub już w tym okienku spróbuje pozwolić zawodnikowi iść swoją ścieżką.

O takim Alexie H., co chciał wpłacić na zbiórkę   Pomysły Pana Prezesa są zasadniczo po prostu skrajne: tu zwyzywa kogoś od sodomity służącego siłom ciemności, tu osobiście przyjdzie pogratulować kibicom rywali zwycięstwa. Pod koniec kwietnia postanowił, powiedzmy… Dołączyć? W każdym razie coś w tym stylu, do zbiórki Patryka Łatwoganga na Fundację Cancer Fighters. Skąd nasze zawahanie w doborze słowa? Prezes podrzucił do internetu cennik, za każdy kolejny wygrany mecz Pogoni dorzucając coraz więcej do puli. To jest, obiecując dorzucenie, bowiem już w ostatnich minutach pierwszego starcia zakończyła się szalona passa zwycięstw w liczbie 0, powodując lawinę szydery na social mediach.

PROSZĘ ODDAĆ NASZA DZIAŁKA! – Zarząd pod właścicielstwem Roberta Platka, składający się z Murata Colaka i Davida Amdurera sprezentował dość specyficzną konferencję prasową. Mocno podkreślono totalny brak profesjonalizmu byłej prezes Filipiak przy nagłym rozstaniu z Cracovią, bardzo ładnie prosząc (i to w języku polskim!) o zwrot srebra rodowego, jakim jest działka Cracovii. Została ona sprzedana za ułamek ceny firmie Pani Filipiak, a zarządzający podkreślali gotowość nie tylko do walki prawnej, ale też do odkupienia gruntów dla klubu. Z plusów, przynajmniej za działkę nie zapłaciła Ekstraklasa – doceniamy!

6 zespołów mających w 29. kolejce po 37 punktów (ta liga nie jest poważna) – W innych ligach jedni kibice emocjonują się walką o puchary i mistrza, drudzy każdego dnia wstają z przerażeniem spoglądając w tabelę niższej ligi. W Polsce postanowiono opatentować coś zupełnie nowego, nielimitowane emocje dla każdego. Czy Twój klub spadnie, awansuje, a może zbankrutuje? Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie, a sytuację w tabeli śledzili ze śmiechem nawet zagraniczni użytkownicy Twittera. Walka o spadek – legendarne motto wszystkich klubów Ekstraklasy.

Nosił Podolski razy kilka – Słyszysz: boiskowy bandytyzm, myślisz: Podolski. W tej rundzie ponownie nowy właściciel Górnika Zabrze stracił kontakt z bazą – tym razem uderzył z pięści Ameyawa w brzuch. Kiedy z kolei to Braut Brunes bez ceregieli zameldował się na jego kostce, był pierwszym, który uspokajał swoją drużynę i w wywiadzie po meczu rzucił: „Czasami są emocje, tak to jest. Ja to rozumiem. Trzymanie się własnych zasad Lukasa jest godne uznania, lecz chyba nie na tym powinien polegać futbol, by trofea zdobywać kosztem zdrowia innych.

Sebastian Madejski nie zostanie skoczkiem wzwyż – Początek kwietniowego spotkania, niby nic groźnego. Katastrofalnie nieudane dośrodkowanie (a może i nawet strzał?) już ma przekuć się w kontrę, gdy wtem… Kamil Kosowski wykrzykuje: “Dał się zrobić jak junior!”. Piłka z 17. metra na wprost bramkarza powędrowała w jego rękawice, Madejski jednak był nieco zaskoczony i wypiąstkował pionowo do góry. Samo to nie skończyłoby się feralnym golem, gdyby później nie zatoczył się przy ocenie toru lotu piłki i nie wskoczył wprost w plecy napastnika, który bezproblemowo skierował piłkę głową do siatki. WIDEO

Nieuznana bramka po samosfaulowaniu się – Zremisowany mecz 31. kolejki z Piastem przez Koronę Kielce nie pozwolił drużynie oddalić się od miejsc premiowanych spadkiem, choć w końcówce aż huczało od kontrowersji. Arbitrzy odgwizdali faul jednej nogi obrońcy na drugiej, nie czekając na finał akcji i ewentualny udział VAR-u, a szkoleniowiec Korony otrzymał za prostesty czerwony kartonik: WIDEO

Trenerowi Zielińskiemu biją piłkarza, ale klub mówi, że nieSzkoleniowiec Korony stwierdził po tym spotkaniu na konferencji prasowej, że jeden z jego piłkarzy został pobity przez kibiców. Nie zgodził się z tym stwierdzeniem… sam klub, wydając oświadczenie, aby nie wierzyć takim informacjom latającym po mediach. Zapomnieli jednak dopisać, że źródłem tego newsa jest ich własny trener. Koniec końców okazało się, że racja była po stronie klubu – nietykalność cielesna żadnego z piłkarzy nie została naruszona, a interpretacja sytuacji przez Jacka Zielińskiego była efektem kilku niefortunnych zdarzeń. 

#SzacunekDlaArbitra – Proponujemy #litościdlakibiców. Wymyślanie takiej akcji po absurdalnie tragicznym roku sędziowania i tuż przed feralną 21. kolejką… Brzmiało to po prostu jak szukanie tanich wymówek i niedostrzeganie prawdziwego problemu obecnego sędziowania Ekstraklasy. Można by było w końcu wytłumaczyć przepis o zagraniu ręką (chyba że naprawdę losuje go żółw na wozie VAR), upublicznić komunikację sędziowską, poprawić szkolenie nowych sędziów – albo poprosić, żeby fani siedzieli cicho na czterech literach, bo co ich to obchodzi, a może i nawet przeprosili.

Sędziowskie koło fortuny w 21. kolejce Cały świat został opanowany przez nowoczesne technologie usprawniające sędziowanie… Cały? Nie, jest jedna osada dzielnie stawiająca opór! Pan Adam Lyczmański doszukał się po tej kolejce aż 6 znaczących błędów sędziowskich, całkiem niezły wynik. Sędziowie na cały weekend zupełnie zapomnieli, jak i za co dyktuje się rzuty karne, co poskutkowało wypaczeniem wyników kilku spotkań. To wszystko chwilę po akcji opisanej powyżej…

Spalony z rzutu rożnego w 22. kolejce – Przepisy Gry jasno stanowią, jak profesjonalni sędziowie powinni prowadzić profesjonalne mecze profesjonalnej ligi profesjonalnej piłki nożnej. Ciągle okazuje się jednak, że równie dobrze sędziować mógłby legendarny Franciszek Smuda „na czuja”, bowiem przepisy są dość luźno – o ile w ogóle – rozumiane i stosowane. Jeden z takich śmiesznych podpunktów w tej księdze tłumaczy pozycję spalonego i jest tam napisane czarno na białym – nie można podyktować spalonego po zagraniu stojącej piłki spod chorągiewki. Chwila… Nie można? To patrz teraz! W meczu Piasta Gliwice arbitrowi udało się spłatać takiego psikusa, normalnie wszyscy śmiali się i dokazywali.

Honorable mentions

Zagłębie “XD” Sosnowiec – Pewnie wielu z czytelników pamięta czasy, gdy to Zagłębie występowało w Ekstraklasie, a jeszcze nie tak dawno zapowiedziało wielki projekt i budowę klubu na miarę Europy. Po 13. kolejce zespół był o włos od czołówki i wygrał cztery mecze z rzędu. Jak się okazało, były to niemal ostatnie zwycięstwa w tym sezonie, przez następnych 18 odbytych spotkań udało się Sosnowiczanom zwyciężyć aż zawrotny raz i z hukiem się spie… Spiesznie spaść z ligi. Szykawka, Sobczak (z kontraktem na czołówkę 1. Ligi, został odsunięty od składu po czterech miesiącach), Janiszewski, Rakels; nazwiska przecież okazałe jak na szczebel rozgrywkowy, a nie dały rady mocarnemu Sokołowi Kleczew i skompromitowały się 1:7 z Olimpią Grudziądz. Serdecznie gratulujemy wyniku sportowego, a ciekawskich kibiców zapraszamy na derby ze Spartą Katowice!

Trenerzy legendarnego spadkowicza – A propos „iścia” na dno, sportowa próba reakcji na katastrofalną formę nadeszła aż trzykrotnie. Marek Gołębiewski nie zanotował wyśnionych rezultatów, Wojciech Łobodziński (na chwilę) poprawił sytuację punktową, w marcu przyszedł na 2,5 roku (tak naprawdę to ledwie trzy tygodnie, szybko poszło) Grzegorz Bąk, a spadek przypieczętował Tomasz Łuczywek. Tomasz Łuczywek jest już 25. szkoleniowcem (nie licząc duetów) w ostatniej dekadzie, co daje nowego szkoleniowca co 4 miesiące. Czas wprowadzić jakiś limit szkoleniowców w jednym sezonie, inaczej Zagłębiu niedługo zabraknie nowych nazwisk.

TEN spalony Dżesiki Jaszek z Czarnymi Sosnowiec – Gdyby ktoś kiedyś próbował Wam wmówić, że VAR nie jest potrzebny, prosimy o pokazanie mu tej stopklatki. Sędzia oczywiście ma prawo do pomyłki, jednak przy tak świetnej widoczności i ustawieniu odgwizdanie pozycji spalonej jest równoznaczne, co typowanie Cracovii do wygrania ligi po dwóch tygodniach rozgrywek. Czy obie te rzeczy się zdarzyły w tym sezonie? Zgadza się, i za to kochamy naszą polską piłkę!

Źródło: TVP Sport

Dwie twarze Sandecji Nowy Sącz według Rafała Wolsztyńskiego: Rafał Wolsztyński był bezkonkurencyjnie najlepszym strzelcem Sandecji, mimo to klub zdecydował się podobnież wymusić na nim odejście przed końcem umowy i nie wypłacał mu pensji, co upublicznił sam zainteresowany. Finalnie okazało się, że zawodnik otrzymał część pieniędzy i… postępowanie dyscyplinarne do kompletu. Zakończyło się na niesmaku wśród kibiców, przeprosinach Wolsztyńskiego “za możliwe wprowadzenie w błąd” i odejściu zawodnika. A po czyjej stronie ostatecznie leżała wina? Dobre pytanie.

Sprzedaż kobiecego WKS-u, ale tak w sumie to nie – W marcu punkt kulminacyjny osiągnęły pogłoski o przeniesieniu struktur WKS-u do innego zespołu żeńskiego futbolu. Sfrustrowane piłkarki wystosowały oświadczenie już po spotkaniu, na którym i tak zabrakło osób decyzyjnych: “Usłyszałyśmy, że decyzja o sprzedaży została już podjęta. (…) W tym przypadku zostałyśmy potraktowane skrajnie przedmiotowo.” A na czym się zakończyło? Rzecz jasna na oświadczeniu, tym razem Jacka Sutryka: “Nigdy nie było niczyim zamiarem ani intencją instytucjonalne osłabianie lub likwidacja sekcji żeńskiej Śląska (…) Moi współpracownicy nie zrealizowali postawionych przed nimi zadań.” No i fajnie, tylko szkoda, że szczerze poinformować można było dopiero po upublicznieniu całej sprawy – inaczej jeszcze ktoś mógłby posądzać kogoś o uczciwość, czy nawet przyzwoitość.

Liga Legia plus ekstra po meczu Lech – Legia – 4:0, totalna anihilacja i praktycznie już przyklepany tytuł mistrzowski. Kibice z Poznania z niecierpliwością pewnie czekali na analizę i pochwały w studio po spotkaniu, jednak skończyło się na kolejnym odcinku pt. Studio Łazienkowska. Cóż, może kiedyś Legia była na ustach większości Polski, ale pora na pogodzenie się z faktem, że w naszej lidze są też inne zespoły. Serio!

Termalica Bruk-Bet “pogromca Pomorzan” Nieciecza – Parostatkiem w piękny rejs, statkiem na słoniu – w piękny rejs… Drużyny z Trójmiasta bardzo zasmuciły się na wieść o spadku Termalici, nie dopuszczając do gry słoników o nic w ostatnich kolejkach. Dogadały się na wynik 2:3 w dwóch ostatnich potyczkach i jako gest dobrej woli przekazały im po trzy punkty, jednak bezczelna Termalica odwdzięczyła się jedynie ograbieniem ich z szans na utrzymanie, kto to widział! W efekcie cała trójka spadła z ligi, a to właśnie ta Termalica grająca już o przysłowiową pietruszkę schodziła ze sceny z najszerszym uśmiechem.

Nagroda dla wytrwałych 

Jeśli udało Wam się dotrzeć aż tutaj, doceniamy wytrwałość i zapraszamy do kącika ornitologicznego – Pan Alex Haditaghi znalazł nowego dyrektora VAR! TWITTER 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice

VII Turniej „Tasi CUP”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z VII Turnieju „Tasi Cup”. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.  

Kontynuuj czytanie

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga