Dołącz do nas

Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Istotna zmiana w regulaminie!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

W sobotę piłkarki rozegrały wyjazdowy mecz z walczącą o utrzymanie Tarnovią Tarnów. Nasza drużyna wygrała 3:1 (2:0). Kolejne spotkanie zespół rozegra w Katowicach z liderkami Ekstraligi drużyną TME UKS SMS Łódź. Spotkanie rozpocznie się w niedzielę ósmego maja o godzinie 11:45. Piłkarze, rozegrali wyjazdowe spotkanie z Puszczą Niepołomice. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1 (0:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. W najbliższą sobotę piłkarze rozegrają na Bukowej, spotkanie ze zdegradowanym z I ligi GKS-em Jastrzębie. Mecz rozpocznie się siódmego maja o godzinie 20:30.

Siatkarze zakończyli rozgrywki w PlusLidze zajmując ostatecznie ósme miejsce. W decydującym meczu o tej lokacie  zespół przegrał 0:3 z Treflem Gdańsk.

W regulaminie rozgrywek Polskiej Hokej Ligi dokonano zmian z których najistotniejsze to dotyczące ilości drużyn występujących i rund rozgrywek oraz dokonywania transferów przed rundą play-off rozgrywek. Występujący na co dzień w GieKSie John Murray został wybrany najlepszym bramkarzem Mistrzostw Świata Dywizji IB (nasza drużyna narodowa wywalczyła awans do Dywizji IA).

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GieKSa wygrywa w Woli Rzędzińskiej

Dla walczącego o brązowy medal GKS-u Katowice obowiązkiem było wygrać z Tarnovią. W meczu więcej argumentów miały przyjezdne, i to one wygrały 3:1.

W mecz lepiej weszły podopieczne Karoliny Koch. Już w dziewiątej minucie Anita Turkiewicz umieściła piłkę w siatce, i waleczna ekipa z Tarnowa musiała odrabiać straty.

Przed przerwą GieKSa dołożyła kolejną bramkę za sprawą Kateriny Vojtkovej, przewaga wzrosła do dwóch bramek.

Po przerwie kibiców w Woli Rzędzińskiej uradowała Gabriela Krawczyk, ale jej strzał z rzutu karnego dał tylko chwilowe ukojenie. Po kilku minutach czerwoną kartkę otrzymała Magdalena Syrek i Tarnovia musiała kończyć mecz w dziesiątkę.

Gra w przewadze zaowocowała bramką w doliczonym czasie gry. Amelia Bińkowska dołożyła gola dla GieKSy i ta mogła się cieszyć  z zainkasowania trzech punktów. Punktów o tyle ważnych, że kontakt z brązowym medalem na koniec sezony został zachowany.

 

sportdziennik.com – Na wyciągnięcie ręki

[…] Mimo hokejowego mistrzostwa, część kibiców GieKSy jest wściekła na to, jak funkcjonuje klub pod wodzą Marka Szczerbowskiego. Kilka dni temu ustawiła przed drzwiami wejściowymi dla prezesa taczkę, pod adresem spółki wysuwane są kolejne zastrzeżenia, ale takie można mieć przecież do fanatyków za zadymę z Widzewem. Skutkuje tym, że przez pół roku nie zobaczą w zorganizowanej grupie wyjazdowego meczu, PZPN zamknął Bukową na 2 spotkania, a na kolejne 2 – czyli do końca rundy wiosennej – uczynił to wojewoda Jarosław Wieczorek. Fakt, że w takim anturażu drużyna wskoczyła przed kilkunastoma dniami na dobre tory i jest o włos od zapewnienia sobie utrzymania, naprawdę nie musi być traktowany za oczywistość czy obowiązek.

 

dziennikzachodni.pl – Pogrzeb Ireneusza Męczyńskiego, legendarnego kibica GKS Katowice. Fani GieKSy pożegnali opiekuna zegara na Bukowej

Ireneusz Męczyński, wieloletni opiekun zegara na stadionie przy ulicy Bukowej i wielki kibic GKS Katowice, został pożegnany na cmentarzu w Katowicach-Józefowcu. W ostatniej drodze towarzyszyli mu najbliżsi i liczna grupa fanów GieKSy.

Ireneusz Męczyński był jednym z najpopularniejszych kibiców GKS Katowice. Przez dwadzieścia lat to on uruchamiał zegar, pokazujący czas i wyniki meczów klubu z Bukowej. W ten sposób pielęgnował rodzinną tradycję – wcześniej taką samą funkcję pełnił jego ojciec Antoni.

Podczas środowego meczu GKS Katowice ze Skrą Częstochowa, pomimo zamkniętych trybun, kibice przygotowali pod zegarem krzyż ze zniczy oraz transparent „Twój zegar wciąż tyka, Ś.P. Irek”, żegnając w ten sposób zmarłego sympatyka GieKSy.

W czwartek 28 kwietnia Ireneusz Męczyński spoczął na cmentarzu w parafii św. Józefa Robotnika w Katowicach-Józefowcu. W pogrzebie wzięła udział duża grupa kibiców GKS Katowice.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Trefl Gdańsk zakończył sezon na 7. pozycji

Siatkarze Trefla Gdańsk w środowy wieczór pewnie pokonali GKS Katowice i ostatecznie zakończyli sezon 2021/2022 na 7. pozycji. Katowiczanie tylko w drugiej odsłonie nawiązali walkę, ale w przeciągu meczu byli drużyną zdecydowanie słabszą. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrano Patryka Łabę.

Trzy pierwsze punkty zdobył Patryk Łaba. To on wraz z Kewinem Sasakiem punktowali po stronie Trefla. Niemniej kiedy pomylił się ten drugi ich przewaga zmalała do jednego ,,oczka”, a po wykorzystaniu przechodzącej piłki przez Tomasa Rousseaux zrobiło się po 8. Od tego momentu obie drużyny zdobywały punkty przy swoim przyjęciu i wynik oscylował wokół remisu. Dopiero przestrzelony atak Damiana Domagały sytuację tą zmienił.

[…] W końcówce asa serwisowego posłał Paszycki, co zdawało się przesądzać losy tego seta (21:15). Wygranie przedłużonej akcji przez Moritza Reicherta dawało gdańszczanom sześć setboli. Premierową odsłonę spotkania zakończył atak z lewej flanki reprezentanta Niemiec.

[…] W drugiej partii obie drużyny szły łeb w łeb. Na minimalnym prowadzeniu byli gospodarze i dopiero dobry blok Micah Ma`a sprawił, że prowadzący zmienił się (6:5). As serwisowy Gonzalo Quirogi zwiększył je do dwóch punktów, niemniej chwilę później było po równo, a gdy trafił Moritz Reichert – 9:8. Po raz kolejny graczom Gieksy zdarzył się przestój w jednym ustawieniu, ale tym razem trwał on krócej niż w pierwszej partii. Niemniej podopieczni Michała Winiarskiego zaczynali uciekać, gdyż cały czas dobrze grali w obronie, co przekładało się na ich grę w kontrze.

[…] Świetne wejście w trzecią partię zanotował Karol Urbanowicz. Środkowy gdańszczan trzykrotnie pod rząd ustawił szczelny blok, dzięki czemu ich sytuacja od początku była wyśmienita (5:1). Katowiczanie nie poddali się i zaczęli odrabiać dystans. Gdy wydawało się, że lada chwila doprowadzą do wyrównania asa serwisowego posłał Patryk Łaba i było 8:5. Środkowi Trefla cały czas grali na 100% skuteczności w ofensywie, ale to nieporozumienie na linii Łukasz Kozub – Dmyto Paszycki spowodowało zmniejszenie różnicy do punktu. Niemniej zawodnicy z Trójmiasta skutecznie odpierali ataki, a katowiczanie po raz kolejny utknęli. Tym razem seria była czteropunktowa.

[…] Po kolejnej dobrej zagrywce Łaby różnica wynosiła już pięć ,,oczek”. Kolejną ,,czapę” dodał Urbanowicz i stało się jasne, że pojedynek ten nie przedłuży się. Ostatecznie przyjezdni zdołali uzbierać tylko 18 punktów i po dotknięciu siatki sędzie odgwizdał jego zakończenie. Było to ostatnie spotkanie obu drużyn w tym sezonie. Trefl Gdańsk uplasował się na siódmym miejscu, natomiast katowiczanie skończyli rywalizację lokatę niżej.

[…] Trefl Gdańsk-GKS Katowice 3:0 (25:18, 25:23, 25:18)

Stan rywalizacji play-off: 2:0 dla Trefla Gdańsk

 

Gonzalo Quiroga: powinniśmy być dumni z tego, co zrobiliśmy w tym sezonie

Siatkarze GKS-u Katowice nie zdołali odwrócić losów rywalizacji o 7. miejsce. – Był to mecz dokładnie odwrotny do tego, jaki zagraliśmy sezon. Ciężko nam się grało, ciężko było się pozbierać po tym jak odpadliśmy z play-off, bo mimo wszystko każdy sportowiec marzy o tym, żeby grać o najwyższe cele. Chcieliśmy się pozbierać, nie udało nam się to. Graliśmy zdecydowanie słabiej w tych meczach o 7. miejsce – skomentował trener Grzegorz Słaby.

– Nie uważam, że ten mecz odzwierciedla świetny sezon, który rozegraliśmy. Oczywiście chcieliśmy wygrać w inny sposób, zwycięstwem, ale uważam, że powinniśmy być dumni z tego, co zrobiliśmy w tym sezonie. To pierwszy raz, gdy GKS awansował do fazy play-off i uważam, że zasłużyliśmy na to. Powinniśmy się cieszyć. Teraz czas na odpoczynek i myślenie o tym, co nadchodzi. Cieszę się z naszego końcowego rezultatu i myślę, że każdy w drużynie uważa podobnie – powiedział Gonzalo Quiroga.

W Gdańsku tylko w drugim secie katowiczanie przekroczyli barierę dwudziestu punktów. W dwóch pozostałych ulegli rywalom do 18. – Był to mecz dokładnie odwrotny do tego, jaki zagraliśmy sezon. Ciężko nam się grało, ciężko było się pozbierać po tym jak odpadliśmy z play-off, bo mimo wszystko każdy sportowiec marzy o tym, żeby grać o najwyższe cele. Chcieliśmy się pozbierać, nie udało nam się to. Graliśmy zdecydowanie słabiej w tych meczach o 7. miejsce – skomentował trener Grzegorz Słaby.

Katowiczanie fazę zasadniczą zakończyli na 8. miejscu, ale mieli tyle samo punktów co wyprzedzający ich Trefl. GKS wygrał 12 z 26 spotkań, gromadząc 36 oczek na swoim koncie. – Sezon był niesamowity dla nas wszystkich, bo stworzyliśmy zespół, który był ze sobą na dobre i na złe, który walczył i nie poddawał się przeciwieństwom losu, który na sam koniec osiągnął rezultat, którego nikt się nie spodziewał. Przed sezonem cel, jaki mieliśmy stawiany przez zarząd klubu, to zakręcenie się wokół 10. miejsca. Wewnętrznie w grupie czuliśmy, że jesteśmy w stanie z tego sezonu wycisnąć więcej. Zrobiliśmy wszystko, co się dało, żeby GKS był pierwszy raz w play-off i z tego naprawdę możemy być mega dumni. Mimo że czujemy gorycz porażki, to za parę dni docenimy jak dobry to był dla nas sezon– stwierdził szkoleniowiec

Z czego trener GKS-u jest najbardziej usatysfakcjonowany? – Na warunki tej ligi stworzyliśmy zespół na nasze możliwości. Większość zawodników pokazała swój potencjał, rozwinęła się, grała dobrą siatkówkę. Micah Ma’a był mega transferem dla nas, Gonzalo Quiroga się bardzo dobrze odbudował, Rousseaux miał w pewnym momencie mega formę. Całość trzymał cały czas Jarosz z Hainem. Udało nam się posklejać zespół i każdego mógłbym tu wymieniać włącznie z tym, jak jesteśmy bardzo dumni, że Szymański dostał powołanie do reprezentacji. Naprawdę jesteśmy z tego sezonu zadowoleni. Mogliśmy się pokusić o troszeczkę więcej, ale cały sezon był naprawdę dobry, jak nie bardzo dobry – odpowiedział Słaby.

 

HOKEJ

hokej.net – Istotna zmiana w regulaminie!

Przez najbliższe trzy lata będzie obowiązywał nowy regulamin rozgrywek. Dwa tygodnie temu informowaliśmy o jego głównych postanowieniach, jednak wczoraj przedstawiciele klubów dokonali jednej ważnej zmiany.

Jeśli do nowego sezonu przystąpi dziewięć drużyn, a takie rozwiązanie jest na ten moment najpewniejsze, to w sezonie zasadniczym zostanie rozegranych pięć rund, co przekłada się na 40 spotkań.

Przedstawiciele klubów postanowili ukrócić wzmocnienia przed fazą play-off. Co prawda okienko transferowe zamknie się 31 stycznia, ale kluby będą mogły pozyskać trzech graczy w grudniu i tylko dwóch w styczniu.

Sporo emocji wywołał przepis dotyczący konieczności posiadania w składzie meczowym określonej liczby polskich zawodników. W sezonie 2022/2023 miało być ich minimum sześciu w polu, a w dwóch kolejnych odpowiednio ośmiu i dziesięciu.

Większość klubów występujących w Polskiej Hokej Lidze opowiedziała się za tym, aby nie zwiększać liczby polskich zawodników w sezonach 2023/2024 i 2024/2025, bo klasowych polskich zawodników jest coraz mniej.

Warto podkreslić, że do grona sześciu Polaków w polu będą wliczani zawodnicy mający polski paszport jak Teddy Da Costa lub posiadający Kartę Polaka. Szefostwo hokejowej centrali liczy, że kluby zaczną częściej sięgać po graczy mających polskie pochodzenie, którzy w przyszłości mogliby podnieść poziom reprezentacji.

Ważna zmiana dotyczyć będzie też bramkarzy. Jeśli klub zdecyduje się na zakontraktowanie zagranicznego golkipera, to jego zmiennikiem będzie musiał być Polak.

Każdy zespół będzie musiał wpisać do składu też dwóch zawodników młodzieżowych. Jeśli tego nie zrobi, w meczowym zestawieniu będzie mogło znaleźć się o dwóch zawodników z pola mniej.

 

Murray najlepszym golkiperem tyskiego czempionatu!

John Murray został uznany najlepszym bramkarzem Mistrzostw Świata Dywizji IB. Dyrektoriat czempionatu wybrał też najlepszego obrońcę i napastnika.

„Jasiek Murarz”, bo tak Murraya nazywają kibice i koledzy z zespołu, rozegrał fenomenalny turniej. Wystąpił w trzech meczach i interweniował ze skutecznością oscylującą w granicach 97,8 procent. Dwukrotnie zachował czyste konto, a średnia wpuszczanych przez niego bramek wyniosła 0,65! Dalszy komentarz wydaje się tu zbędny.

Tytuł najlepszego obrońcy trafił do Ihora Mereżki. Dobrze zbudowany Ukrainiec (194 cm, 100 kg) w 4 meczach zdobył 1 gola i zanotował 4 asysty. W klasyfikacji plus/minus wypadł na +2.

Najlepszym napastnikiem turnieju został Yushiroh Hirano. Japończyk strzelił 6 bramek i zanotował 4 kluczowe zagrania. Triumfował w klasyfikacji strzeleckiej i kanadyjskiej.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga