Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Goncerz: Nikt mnie z Katowic nie wyrzuca

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Grzegorz Goncerz w tym roku spisywał się znakomicie, czego efektem było zdobycie statuetki „Złoty Buk” w 2014 roku. Przeczytajcie, co miał do powiedzenia zawodnik o nagrodzie, sezonie oraz planach transferowych na najbliższą przyszłość.

GieKSa.pl: Grzegorz Złote Buki 2014 za nami, jakbyś je ocenił, jak w ogóle podchodzisz do tego typu plebiscytów?

Goncerz: Rok temu na pewno było to większe wydarzenie, większy był splendor tej gali. Teraz było bardziej kameralnie. Byli zawodnicy, klub biznesu, media. Kibice byli pojedynczy a rok temu było ich bardzo dużo. Mniejszy splendor, bo też wiadomo, że nie bardzo jest coś świętować. Rok się skończył i nie był to udany rok dla nas. Osobiście jestem bardzo szczęśliwy, niedługo zacznie się mój 6 rok w Katowicach i miło jest być docenionym tym bardziej, że jest to nagroda dla kibiców. To dla nich gramy i bardzo się cieszę, że wreszcie się udało. W poprzednich latach byłem bliżej bądź dalej od tego tytułu, ale teraz osiągnąłem to, na co liczyłem. Wierze, że to może być dopiero początek i szczyt moich możliwości jest gdzieś dalej niż to, co pokazałem w tej rundzie.

Sporo było rozmów na temat Twojego kontraktu w lecie i jego przedłużenia. Ciężkie to były rozmowy? Była możliwość, że by Cie w GieKSie nie było?

Czekaliśmy do końca na te rozmowy, klub w czerwcu potrzebował zmian. Formuła, którą mieliśmy nie sprawdziła się i trzeba było wszystko zmienić. Ja miałem informacje, że klub jest zainteresowany współpracą ze mną, ja również byłem zainteresowany pozostaniem w klubie, więc zostały kwestie finansowe. Po takiej rundzie wiosennej, jaką mieliśmy ciężko było o coś walczyć, znając jednak swoją wartość postawiłem sprawę jasno. Chciał mnie bardzo mocno w Miedzi trener Stawowy, chciał mnie trener Moskal i to też na pewno wpłynęło na decyzję prezesów GieKSy. Prezes Cygan negocjował swoje warunki, ja swoje i związaliśmy się na dwa kolejne lata.

Twoja dobra runda sprawiła, że jesteś liderem strzelców w I lidze. Powiedz jak to zrobiłeś, że przed nową rundą w GieKSie nikt nie mówi o sprowadzeniu napastnika?

Na pewno te wszystkie bramki to sprawiły, jestem odbierany, jako lepszy piłkarz z racji tego, że strzeliłem te bramki. Ale to jest uproszczenie, ja tak samo trenuje, robię to, co zawsze tylko po prostu w tym sezonie piłka zaczęła mnie szukać, a ja te wszystkie sytuacje zacząłem wykorzystać. Nie ma, co ukrywać, że moja dobra forma to też zasługa trenera Moskala i zmiany mojej pozycji. On zobaczył we mnie napastnika i fajnie zaczęło to funkcjonować. Mam nadzieje, że trener Skowronek czy też inni trenerzy w przyszłości będą mnie widzieć w tej roli. Na tej pozycji czuję się chyba najlepiej, bo mam ściśle określone zadania, wiem, co mam robić na boisku i łatwiej mi się też gra, gdy jestem bliżej bramki przeciwnika niż swojej.

Powiedz ile w Twojej dyspozycji jest ręki trenera Moskala a ile też dałeś od siebie, bo często podkreślałeś w wywiadach, że zostajesz na treningach, trenujesz sytuacje.

Ciężko to określić. Jednak po tym roku ja wiem, że w piłce osoba trenera jest bardzo ważna. Bardzo ważne jest zaufanie trenera, ja je czułem. Od początku miałem jego wsparcie. Gdy przychodził do GieKSy to ja byłem 25 zawodnikiem tego zespołu. Za Góraka nie zmieściłem się w kadrze rezerw na sparing z juniorami Stadionu Śląskiego. Mi zmiana trenera bardzo dużo dała. To nie było też tak, że za Góraka mi się nie chciało a za Moskala zacząłem ciężko pracować. Trener Moskal dostrzegł to, że mam coś w sobie, mogę tej drużynie pomóc i to się udało. Oczywiście dokładałem coś od siebie pracując indywidualnie, zostając po treningach jednak zawsze będę wdzięczny trenerowi Moskalowi za to, że u niego z 25 zawodnika zostałem liderem klasyfikacji strzelców. Wierzę, że jeszcze w przyszłości się spotkamy.

Do Ciebie trener Moskal potrafił dotrzeć, do innych niestety nie i wyniki były słabsze. Z czego to wynika?

Nie można tego w prosty sposób wytłumaczyć. Sami wiecie, że w Katowicach jest specyficzne środowisko. Po Sandecji, Okocimskim niektórzy już skreślili tą rundę, my również mówiliśmy sobie cały czas, że musimy zacząć wygrywać. Mam czasem wrażenie, że w Katowicach wszystko dzieje się za szybko. W tym sezonie również mamy roszady zrobione, przegrywamy z Niecieczą i po 3 kolejce kibice każą nam ściągać koszulki w momencie, gdy niektórzy są miesiąc w klubie. Mam przykłady z lig zagranicznych, czy ktoś powie, że w Manchesterze United też im się nie chce, bo przegrywali na początku? Na niektóre rzeczy potrzeba czasu. W niektórych klubach transfery to 2-3 zawodników, u nas wymieniono pół zespołu i oczekiwano, że to od razu wszystko zaskoczy i będziemy pierwszą siłą tej ligi. To tak łatwo nie funkcjonuje, chociaż byśmy bardzo tego chcieli. Decyzja zarządu była taka, żeby zmienić trenera i teraz Skowronek jedyne, co musi zrobić to sprawić, że będziemy więcej punktować. Sami zrobiliście statystykę punktową trenerów, średnie są zbliżone dla każdego trenera. Trzeba, więc pracować z tym potencjałem zawodników i liczyć na to, że szczęście momentami pomoże.

Potencjał zawodników jest według Ciebie średni tak jak pokazuje tabela? Bo były mecze gdzie dominowaliście a były także słabsze.

Mamy świadomość, że niektóre mecze zawaliliśmy, takie, w których mecz był pod naszą dominacją a traciliśmy bramkę i mecz kończył się porażką czy remisem. Najgorsze jest to, że mecze, które teoretycznie nie powinniśmy przegrać to my nie potrafimy ich nawet zremisować. W momencie gdzie nie byliśmy słabszym zespołem to my nie potrafimy tego meczu zremisować. Takie mecze były np. Na Arce czy Zagłębiu, u siebie z Chojniczanką nie potrafiliśmy wygrać mimo okazji do strzelania drugiej bramki. Potem wkrada się atmosfera nerwowości w klubie, na trybunach, szatni. My też to czujemy i odczuwamy, mamy świadomość, że jest to kolejny sezon w pierwszej lidze i kibice są znudzeni meczami z mało znanymi drużynami. Siedzimy jednak w tym wszyscy i życzyłbym sobie by każdy mecz był taki jak z Tychami gdzie ja jadąc na mecz czułem, że to będzie wielki mecz, bo widziałem już kibiców na ulicach, czułem, że to będzie wydarzenie. Kibice potrafią się zmobilizować na taki mecz, szkoda, że nie ma tak na każdym meczu, co dwa tygodnie. Musimy wspólnie taki cel osiągnąć, bo to nie może też być tak, że my najpierw zaczniemy dobrze grać a potem kibice będą nas dopingować. Wszystko musi iść w parze. W szatni nie ma zawodnika, który nie chciałby grać w ekstraklasie. Chcieliśmy być w czołówce, zadomowić się w niej i być blisko drużyn, które są kandydatami na awans. Jeżeli popatrzymy na drużyny, które są przed nami to zobaczymy zespoły wyłączając Stomil, które są kadrowo mocniejsi oraz mają zaplecze finansowe. Rozumiem jednak kibiców, bo sam oglądając mecz z Widzewem też się denerwowałem i frustrowałem.

Wraz z formą rosła Twoja pozycja w zespole? Nawet niektórzy kibice widzieli Cię w roli kapitana za swoją postawę na boisku i walkę przez 90 minut.

Nigdy nie zamierzałem być kapitanem, nie chciałem przejmować tej roli, która jest niewątpliwie duża. Trzeba być odpowiedzialnym za drużynę, rozmawiać z prezesami w imieniu drużyny. Ja wolałem skoncentrować się na swoich działaniach. Ocena kibiców też pewnie wynika przez pryzmat bramek, ja w szatni udzielałem się zawsze, być może teraz więcej osób mnie słucha. Nie mam jednak zamiaru tego eksponować i mówić „Słuchajcie mnie teraz”. Życie piłkarza jest przewrotne i w tym wszystkim najważniejsza jest pokora.

Pytam o tą pozycję w szatni, bo w jednym z wywiadów powiedziałeś, że chciałbyś strzelać tak łatwe gole jak przeciwnicy strzelają nam. Rzadko spotyka się takie wypowiedzi w prasie. To była taka forma apelu do zespołu by się obudzić i zacząć walczyć w obronie?

Zwracamy uwagę na błędy, media to inna sprawa. Podejrzewam, że nawet ułamka nie wiedzą tego, co dzieje się w naszej szatni, jakie są rozmowy. Być może gdzieś tam rąbek tego uchyliłem gdyż frustracja w nas była ogromna. W każdym meczu mówiliśmy sobie o stałych fragmentach, koncentracji, że nie możemy tracić bramek. Przyszedł trener Skowronek, zwrócił nam uwagę, ale znowu straciliśmy w ten sposób bramki. Gdzieś tam to jest naszą bolączką i chcemy wyciągnąć wnioski. Jeżeli po 3,4,5 meczu tego nie ma to momentami było u nas nerwowo.

Grzegorz pojawiają się głosy o Twoich transferze, o rozmowach z innymi klubami. Powiedz daliście sobie z trenerem, prezesem jakiś czas na podjęcie decyzji, wyznaczyliście datę, w której ma być wszystko wyjaśnione?

Nie ma takich ustaleń. Mówię szczerze, że w tej chwili jest  zainteresowanie klubów z ekstraklasy  moją osobą. Nikt nie chce jednak płacić za zawodnika. Dla mnie najważniejsze jest też to, że mnie nikt z Katowic nie wyrzuca. Nie mam presji, że muszę odejść z Katowic, bo mnie tu nie chcą. Miło, że jest zainteresowanie z klubów  ekstraklasy, ale zobaczymy co się wydarzy, bo to kluby muszą najpierw się dogadać ze sobą. Nie było zainteresowania ze strony Bełchatowa, o którym pisała prasa. Zainteresowana była Cracovia, ale już nie jest. Ekstraklasa jeszcze gra, dla mnie teraz czas by odpocząć psychicznie i fizycznie. Mamy teraz przerwę w rozgrywkach, od końca grudnia mam rozpiskę trenera Skowronka.

Jaką rolę dla Ciebie w takiej sytuacji pełni teraz manager?

W tej sytuacji, w której jestem to jest łatwiej, bo gram, strzelam bramki, więc kluby dzwonią i pytają o zainteresowanie. Bardzo mi pomaga jego obecność, gdy była sytuacja jak 1,5 roku temu gdzie nie grałem w Katowicach i chcieli ze mnie zrezygnować. Wtedy manager się przydaje, bo to jego rolą było dzwonienie po klubach i pytanie czy Goncerz by im się nie przydał. Niewątpliwie wtedy tej pomocy potrzebowałem. Miałem kontuzję, Górak na mnie nie stawiał, ale życie pokazało, że karta może się odwrócić bardzo szybko.

Czujesz się gotowy na ekstraklasę?

Chciałbym spróbować, mam 26 lat, miałem epizody w ekstraklasie, które były nieudane, chciałbym to zmienić. Z drugiej strony nie chce by to się odbywało na takich zasadach, że mówię mangerowi „Wciśnij mnie do ekstraklasy, bo chce tam iść”. Nic na siłę, jeżeli żaden klub nie będzie zdeterminowany by mnie wziąć i dać realną szansę to zostanę w Katowicach i nie będę zawiedziony. Będziemy pracować tak jak teraz i być może efekty będą nieco lepsze dla drużyny. Wierzę, że tak będzie, chociaż okoliczności na wiosnę na początku rundy mogą nie być sprzyjające. Pierwszy mecz gramy, na Termalice, potem pewnie przy pustych trybunach u siebie z Flotą. Cała czołówka do nas przyjeżdża, chcielibyśmy by pomogli kibice, ale liczmy się z tym, że będziemy grać bez nich. To jest nasz atut, wrócę znowu do meczu z Tychami, kibice pokazali, że są silni, potrafią dać drużynie bardzo wiele swoim dopingiem. Można powiedzieć, że to oni to spotkanie wygrali a nie my.

Grzegorz gratulacje raz jeszcze z okazji narodzin syna. Powiedz jak się czujesz w nowej roli?

Zawsze miałem, o czym myśleć, o żonie o ciąży. Cieszę się, że syn urodził się po sezonie, bo już po tym tygodniu widzę, że byłoby ciężko, gdy trzeba o 3 w nocy wstawać nakarmić go i zająć się nim. Pomagam jak mogę, ale mam świadomość, że na formie w ciągu sezonu by się to odbiło. Liczę na to, że za 1,5 miesiąca będzie łatwiej.

Na koniec chciałbyś coś przekazać kibicom?

Zdrowych, Szczęśliwych Świąt i tego by drużyna grała na miarę ich oczekiwań, by otrzymali radość z gry GieKSy. Mamy świadomość, że ten rok był fatalny. Jesień mogłaby być dużo lepsza, trzeba jednak patrzeć optymistycznie w przyszłość, szczególnie w Nowym Roku.

 

 

­­­­­­

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna Piłka nożna kobiet

Runda pełna absurdów #2

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie będziemy ukrywać, że wraz z redaktorem Flifenem po naszym jesiennym artykule liczyliśmy na nieco spokojniejszą wiosnę i w efekcie krótszy wpis, pozwalający na wakacyjny odpoczynek. Nasze przewidywania okazały się jednak równie skuteczne jak Mileta Rajović… Zapraszamy zatem do obszernej lektury naszej selekcji najzabawniejszych absurdów z wiosny sezonu 2025/26!

Boże miej tę ligę w opiece

Lechia wcale nie spadła (PZPN ich nienawidzi, zobacz jak) – Niektóre kluby do ostatniej kolejki biją się o utrzymanie, co bardziej temperamentne jeszcze kilka dni po zakończeniu sezonu próbują odwoływać się od jakiejś niezrozumiałej decyzji sędziowskiej. Lechia Gdańsk poszła o krok dalej, w oświadczeniu jasno dając do zrozumienia, że utrzymała się w lidze i odebranie jej punktów było wręcz nielegalne. Kto wie – być może jeszcze o tym wątku usłyszymy na starcie sezonu, gdy Lechia będzie domagała się przywrócenia do Ekstraklasy?

Lechia jest bezczelna – Szanowny spadkowicz uraczył swoich fanów prozaicznym wytłumaczeniem kolejnych odejść z klubu – to przez ten krwiożerczy PZPN! Cały sezon Lechia była o włos od utrzymania i sami pracownicy klubu mówili, że nie przejmują się tą karą. Po spadku nagle wszystko się odmieniło, powrócił zakaz transferowy, a zza kulis znów zaczęły wychodzić informacje o pustce w kasie. Trudno wyobrazić sobie rozprawę, gdzie dorośli ludzie będą próbowali pozwać ligę za to, że spłaciła za nich ich własne długi i przymykała oko na dantejskie sceny za kulisami. Z drugiej strony, Paolo Urfer jest prawnikiem i nawet sam Pan Bóg pewnie nie wie, czy Lechia jednak nie zagra w tegorocznej Lidze Mistrzów.

Oświadczenia nad oświadczeniami – Był kiedyś pewien europoseł o imieniu Janusz, który każde wystąpienie kończył słowami “a poza tym sądzę, że…”. Lechia Gdańsk publikuje komunikaty niemal żywcem wyjęte z jego wypowiedzi: “Odszedł ten i ten, z powodu tego i tego, dziękujemy. A poza tym PZPN poniesie odpowiedzialność za bestialskie zrujnowanie naszego klubu i powinien zostać zniszczony, nie dziękujemy”.

Źródło: Strona Główna Klubu i Akademii – Lechia Gdańsk

Przerwanie meczu po odpaleniu 10 rac przez Legię na Arenie Katowice – Pan Damian Sylwestrzak na chwilę wstrzymał grę za sprawą dymu ogarniającego murawę na stadionie, w trosce o zdrowie zawodników i poziom widowiska. Nie udało się niestety ustalić, jaki stadion został zadymiony, bowiem piłkarze nie potrafili doszukać się rzekomej chmury uniemożliwiającej działanie naszego niezawodnego systemu wideoweryfikacji. Jak się okazało, obawy arbitra były jednak słuszne – VAR nie mógł zauważyć Kacpra Tobiasza rzucającego się z uściskami na Szkurina podczas akcji ofensywnej.

Rzut za trzy punkty Kowalczyka z Termalicą – Są różne style piłkarskie: misterne Catenaccio, morderczy Gegenpressing czy też sławetna Tiki-taka. Mateusz Kowalczyk postanowił wprowadzić jednak element innej dyscypliny, po wrzucie z autu zapisując sobie niemalże bezpośrednią bramkę, jedynie z przyczyn legislacyjnych uznanych za samobójczą. Miny dziennikarzy i kibiców zasiadających na trybunach, którzy zobaczyli ten ewenement na skalę światową – bezcenne. Europa nie jest gotowa na nasze sztuki piłkarskie!

Kolejny trener Widzewa, ale tym razem to już naprawdę ostatni! – Każdy z nas w swoim życiu kupił nieco zbyt dużą paczkę chrupek “bo będzie na dwa dni”. Włączamy mecz, a kilka chrupnięć później okazuje się, że paczka już jest pusta. Nieco podobnie miał pan Dobrzycki z kupnem trenerów, bowiem od 2025 roku w Widzewie pracowało już 5 wyszukanych szkoleniowców na lata, każdy z coraz to lepszą argumentacją i CV. Ostatecznie skończyło się na panicznym zatrudnieniu żelaznego Ako Vukovicia, który przyszedł, wywalił ego “gwiazd” tej ligi na bruk i kazał wypierniczać wszystkie piłki w kosmos. Od jednego chrupnięcia na weselu Widzew niemal spadł z ligi, a to byłoby całkiem spore osiągnięcie jak na miliardera.

Bergier kopiący rożne jako najlepszy strzelec Widzewa – Inni trenerzy go nienawidzą, zobacz jak! Poprzednik Vukovicia miał dość niecodzienny plan na Widzew Łódź, wszak wysyłanie walczaka i najlepszego strzelca do kopania rzutów rożnych przy okienku transferowym za miliony monet brzmi jak żart primaaprilisowy. Sęk w tym, że szanowny Pan Czapeczka nawet nie zdołał do tegoż kwietniowego dnia dotrwać, a taki absurdalny pomysł mógł mu tylko w tym pomóc. 

Gesty Sebastiana “zwykłego chłopaka” Bergiera do kibiców Korony – W zaledwie kilka sekund skutecznie odświeżył niechęć kibiców do swojej osoby. Gdyby ten gest był jeszcze spontaniczny i szybko się opanował, mógłby to wytłumaczyć jakąś prowokacją, co i tak było już głupie i obelżywe. Wszystko odbyło się już jednak w dość spokojnych jak na wyjazd warunkach po meczu. Zawodnik uskutecznił *machanie ręką na wysokości bioder jednoznacznym gestem* kilka razy, dla pewności szyderczo się uśmiechnął i splunął na murawę. Ech… WIDEO

Najdroższy rozdawacz kwiatów w historii – Cała liga przeżyła szok po pierwszych transferach Widzewa Łódź, a szczególnie po wydaniu ponad 5 milionów euro na Osmana Bukariego, skrzydłowego prosto z MLS. Okazało się, że Osman w warunkach polskiej ligi odnajduje się co najwyżej przeciętnie, a kiedy w Łodzi pojawił się Vuko, to Ghańczyk został wysłany na trybuny. Klub znalazł mu nowe zajęcie zgodnie z kwalifikacjami – na dzień kobiet został zatrudniony do rozdawania paniom kwiatów przed stadionem. 

Kapaudi zatrzymany przez prezydenta, a Bukari przez wizę – Obrońca Widzewa regularnie jest zawodnikiem szerokiego składu Demokratycznej Republiki Konga, nie powinno więc nikogo dziwić, że w marcu pojechał on do swojej ojczyzny pomóc jej w awansie na Mistrzostwa Świata. Misja została zakończona sukcesem, a DRK awansowała na mundial po raz pierwszy od ponad 50 lat! Sukces okazał się tak wielki, że aż prezydent zwołał spotkanie z piłkarzami na tydzień po historycznym meczu. Problem w tym, że według reguł FIFA reprezentacje muszą “oddać” zawodników klubom w przeciągu dwóch dni, a tutaj minął ponad tydzień. W tym samym czasie Bukari walczył w polskim konsulacie w Nigerii o uzyskanie pozwolenia na pracę.

Dawid Szwarga kapituluje – Trener Dawid Szwarga znany jest z nowinek technologicznych i ma łatkę analityka, choć czasem mówi się o jego brakach w budowaniu szatni. W jego ostatnim starciu jako trener Arki Gdynia z Koroną Kielce kamery wychwyciły, jak rzucił soczyste “Pie***lę to” i ostentacyjnie usiadł na ławce. Oficjalnym powodem rozstania był rozjazd wizji budowy klubu, co wcale nie wyklucza prawdziwości dwóch mocnych słów trenera.

Arka Gdynia (i nie tylko) bojkotuje groundkeeperów – Raczej nikt nie wyobraża sobie meczów NBA rozgrywanych na betonie, jazdy na łyżwach po bruku, czy gry w piłkę na kartoflisku. Ten aspekt został zakwestionowany przez parę ekip, które wpadły na to samo pytanie: “Jak kiepska może być murawa?”. I w ten sposób Arka Gdynia rozegrała parę kolejek na kretowisku, murawa Poznania w Pucharze Polski wyglądała, jakby nikt jej przez miesiąc nie podlewał, a w Radomiu z tego powodu nawet odszedł trener. Niby tylko zwykła trawa, a tyle z nią kłopotów.

Krzykliwa reklama Legii z OyakatąW ciągu istnienia każdego klubu zdarzają się takie momenty, że wszystkim sympatykom aż chce się krzyczeć ze złości. Takie emocje mogły towarzyszyć kibicom Legii, gdy na horyzoncie realnie pojawiło się widmo spadku, chociaż jeszcze przed chwilą zespół brał udział w europejskich pucharach. Ewidentnie tym kierowali się marketingowcy klubu ze stolicy, kiedy w ramach reklamy pewnej zupki instant kazali aktorowi z całej siły krzyknąć pośrodku niczego i… zacząć przygotowywać tę właśnie zupkę. Tych, których ta reklama ominęła, zapraszamy do seansu, bo tego nie można przegapić. WIDEO

Bezlitosny Excel sprzedał Kapaudiego – Dwóch wytrwale zarabiających klubowych dyrektorów sportowych zadało sobie pytanie – po co mieć jakiegokolwiek obrońcę? Marek Papszun zdołał jeszcze złapać zawodnika za rękę przy podpisywaniu kontraktu z Cremonese i przywrócić go do drużyny, by usłyszeć że…i tak muszą go sprzedać, bo nie ma pieniędzy. Zawodnik przeszedł do Widzewa, Legia i tak miała czerwony Excel, a obronę zapełniał pomocnik Rafał Augustyniak z mędrcem Arturem Jędrzejczykiem. Rotacje, zmiany, rezerwy? Wychodzi na to, że to chyba jakieś pojęcia motoryzacyjne.

Wyprzedaż w Legii – Jakby tego było mało, na koniec sezonu budżet stołecznego klubu zaczął pękać w szwach. Nie było to jednak z powodu przepełnienia, a z powodu nerwowego szukania ostatnich monet przez kolejnych dyrektorów. Błyszczący na początku sezonu Nsame ponoć bardzo chciał zostać i zejść z pensji, aprobował to nawet sam Marek Papszun – nic z tego nie wyszło, zawodnik odszedł za darmo do Pogoni Szczecin. Z klubu odeszło (stan na 4 lipca) aż 14 zawodników, a sensowne pieniądze otrzymano jedynie za Barcię i Leszczyńskiego. Z Urbańskim nawet (proszę usiąść) rozwiązano umowę, choć jego przyjście było owiane sporym sukcesem. Żeby było zabawniej, po tej fali i wcześniejszych zmianach w szkółce młodzi zawodnicy podobno zaczęli wypytywać o możliwość zmiany klubu. Gratulujemy Legii konsekwencji – od mistrza do klasy średniej, w końcu cel osiągnięty!

Odwołana kartka Rafała Augustyniaka – Wszystko rozeszłoby się po kościach, gdyby sędzia pokazał po taktycznym faulu żółty kartonik i zaznaczył, że następny taki faul poskutkuje wylotem z boiska. Piotr Lasyk zapewne taki miał zresztą zamiar, jednak po konsultacjach z VAR-em zmieniono to na czerwoną kartkę. Marek Papszun wyszedł na konferencję, niejako wymanifestował jej anulowanie i… PZPN anulował kartonik, nie przyznając w zamian nawet prawidłowej żółtej kartki. Skoro tak sztywno trzymamy się przepisów, jest jedna drużyna, która z powodu zaległości finansowych powinna już dawno znajdować się na niższych szczeblach rozgrywkowych – ich też czeka anulowanie sezonu?

Rajović strzela w swoją drugą nogę przed pustą bramką – Tu nawet nie ma o czym pisać, to trzeba zobaczyć. Jak to mawia młodzież: przednia zabawa, że hoho! WIDEO

PZPN przenoszący Superpuchar przed ostatnią kolejką – Polski Związek Piłki Nożnej (lub czegoś w tym rodzaju) bardzo chciał oddać Wrocławiowi to, co udało się koncertowo zepsuć w poprzednim sezonie zakończonym spektakularnym spadkiem. Dodatkowo miała to być chyba też kara za niewpuszczenie kibiców Wisły Kraków. Oprócz reprezentacji miał się tam pojawić… Wróć, w żadnym momencie nie miał się tam pojawić Superpuchar Polski. Niektórym “baronom” taki pomysł przyszedł do głowy, ale społeczności Górnika i Lecha Poznań bardzo szybko dały znać, że nie będą brać udziału w takiej degrengoladzie i albo jadą do Poznania, albo na wakacje. Nie ma to jak bohaterskie tworzenie problemów, by potem po cichu się z nich wycofywać.

Bitwa pod Gołębnikiem – Derby w polskiej piłce rzadko kiedy odbywają się w neutralnej atmosferze, ale wszystko ma swoje granice. Te zostały przekroczone, kiedy po meczu Radomiaka Radom z Koroną Kielce kibic gospodarzy wtargnął na stadion i ruszył na Tamara Svetlina, którego chronić musiał Konrad Cebula. W międzyczasie butelka rzucona przez innego kibica Radomiaka znalazła dyrektora marketingu Korony, który z całą zakrwawioną głową musiał opuścić boisko. Skończyło się na symbolicznej karze i braku konsekwencji, bo już kilka kolejek później radomscy kibice chwalili się na Twitterze wnoszonymi małpkami.

Kiko Ramires i herb Radomiaka – Ja wiem, co wielu z Was sobie pomyśli: przecież jeszcze niedawno Radomiak nie miał swojego herbu! Tamta sprawa została jednak rozwiązana, o czym prawdopodobnie nie usłyszał pewien były trener Radomiaka. Kiko Ramires, bo o nim mowa, wrzucił na swojego Twittera (nowomowa: X) piękną grafikę z pożegnalną wiadomością skierowaną do kibiców z Radomia. Większość osób skupiła się jednak nie na samej treści, której nic zarzucić nie można, a na stworku w lewym górnym rogu oraz w tle posta. Po chwili Kiko zrozumiał swój błąd i wrzucił poprawioną wersję – a przynajmniej tak to sam ochrzcił, bo nie wyglądało to dużo lepiej. Losowe artefakty, wrzucona cyrylica… Sami rzućcie okiem na te dzieła wprost z profili społecznościowych szkoleniowca.

Źródło: Twitter Kiko Ramiresa

Gonçalo Feio, przygód część kolejna – Mecz 24. kolejki Ekstraklasy pomiędzy Radomiakiem Radom a GieKSą nie jest czymś, co postronny kibic będzie wspominał z wypiekami na twarzy. Zresztą, prawdopodobnie już poza sprzymierzeńcami obu ekip nikt już o jego przebiegu nie pamięta. Kolorytu temu dniu nadał za to znany z tego, że nadaje kolorytu wielu dniom, Goncalo Feio. Znany z rzucania biurowymi przedmiotami ówczesny trener Radomiaka tym razem wdał się w polemikę na temat stanu murawy z miejscowym radnym. W pewnym momencie politykowi siadły nerwy i przyłożył Portugalczykowi, na co ten zareagował rzuceniem papierów. Tak zakończyła się kolejna przygoda Feio w Polsce, ponownie rzuceniem – kuwetą w Motorze, ofertą Legii i teraz papierami.

Minimalistyczny Motor Lublin – Przez ostatnie pocovidowe lata w Ekstraklasie tendencja w rozwoju ligi oraz w ilości wydawanych w niej pieniędzy była raczej wzrostowa. Czasem jednak zdarzają się jednostki, które muszą się przeciwstawić wszystkim trendom, tym razem tę rolę przejął Zbigniew Jakubas. Po sezonie przez Lublin przeszło tornado, zabierające ze sobą aż 12 piłkarzy pierwszego składu. Całe szczęście, że Bright Ede nie uległ pokusie milionowej oferty z Chelsea, inaczej Motor musiałby radzić sobie także bez niego. Po drodze z klubu wywiało też Mateusza Stolarskiego, a powstały w ten sposób wakat został od razu zajęty przez Mariusza Misiurę. Były trener Wisły Płock jest bardzo ceniony przez pana Jakubasa, co objawiało się już wcześniej, gdy prezes dyskutował z nim o grze Motoru… kiedy trenerem był jeszcze Stolarski.

Kibole Lecha, kible Widzewa – To nie jest przypadek, że prawie za każdym razem to są toalety. Tym razem obsługa sanitariów przerosła kibiców Lecha Poznań, którzy pozostawili po sobie widok jak na załączonym obrazku. Szkody pozostawione przez fanatyków łódzki klub wycenił na kilkaset tysięcy złotych, a fani z Poznania zadeklarowali się, że uregulują wszystkie koszta. Dobre chociaż to, lecz może warto zainwestować w edukację od podstaw i rozdawanie przed wyjazdami skróconych instrukcji obsługi toalet. Panowie kibole – porcelana da się lubić!

Thomasberg mówiący, że jego piłkarze bali się wygrać z Termalicą – Nie regulujcie odbiorników, to najprawdziwsze słowa trenera Pogoni Szczecin! Po lutowym remisie z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza szkoleniowiec rzucił nowe światło na kwestię formy Pogoni – jego piłkarze po prostu żyli w strachu przed zdobyciem trzech punktów. “Pojawiła się obawa przed zwycięstwem, to nie powinno się wydarzyć” – to brzmi bardziej jak cytat z twórczości Walaszka, niż słowa poważnego trenera na konferencji prasowej po remisie z ostatnią drużyną ligi.

Juwara na wagarach w Berlinie Miasto, w którym na każdej ulicy leży 60 Euro, może wydawać się wszystkim atrakcyjnym miejscem. Czasem jednak przed pojechaniem tam powinno się sprawdzić, czy na następny dzień nie gra się spotkania w Ekstraklasie. O tej części zapomniał Musa Juwara, który służbowym autem oznaczonym jego nazwiskiem (!) przejechał się do stolicy kraju Autobahn. W efekcie skrzydłowy został odsunięty od składu pierwszej drużyny Pogoni. To znaczy, oficjalnie został przesunięty z powodu drobnego urazu, lecz od tego czasu (czyli połowy lutego) reprezentant Gambii ani razu nie wszedł na boiska Ekstraklasy. Plotki głoszą, że klub już w tym okienku spróbuje pozwolić zawodnikowi iść swoją ścieżką.

O takim Alexie H., co chciał wpłacić na zbiórkę   Pomysły Pana Prezesa są zasadniczo po prostu skrajne: tu zwyzywa kogoś od sodomity służącego siłom ciemności, tu osobiście przyjdzie pogratulować kibicom rywali zwycięstwa. Pod koniec kwietnia postanowił, powiedzmy… Dołączyć? W każdym razie coś w tym stylu, do zbiórki Patryka Łatwoganga na Fundację Cancer Fighters. Skąd nasze zawahanie w doborze słowa? Prezes podrzucił do internetu cennik, za każdy kolejny wygrany mecz Pogoni dorzucając coraz więcej do puli. To jest, obiecując dorzucenie, bowiem już w ostatnich minutach pierwszego starcia zakończyła się szalona passa zwycięstw w liczbie 0, powodując lawinę szydery na social mediach.

PROSZĘ ODDAĆ NASZA DZIAŁKA! – Zarząd pod właścicielstwem Roberta Platka, składający się z Murata Colaka i Davida Amdurera sprezentował dość specyficzną konferencję prasową. Mocno podkreślono totalny brak profesjonalizmu byłej prezes Filipiak przy nagłym rozstaniu z Cracovią, bardzo ładnie prosząc (i to w języku polskim!) o zwrot srebra rodowego, jakim jest działka Cracovii. Została ona sprzedana za ułamek ceny firmie Pani Filipiak, a zarządzający podkreślali gotowość nie tylko do walki prawnej, ale też do odkupienia gruntów dla klubu. Z plusów, przynajmniej za działkę nie zapłaciła Ekstraklasa – doceniamy!

6 zespołów mających w 29. kolejce po 37 punktów (ta liga nie jest poważna) – W innych ligach jedni kibice emocjonują się walką o puchary i mistrza, drudzy każdego dnia wstają z przerażeniem spoglądając w tabelę niższej ligi. W Polsce postanowiono opatentować coś zupełnie nowego, nielimitowane emocje dla każdego. Czy Twój klub spadnie, awansuje, a może zbankrutuje? Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie, a sytuację w tabeli śledzili ze śmiechem nawet zagraniczni użytkownicy Twittera. Walka o spadek – legendarne motto wszystkich klubów Ekstraklasy.

Nosił Podolski razy kilka – Słyszysz: boiskowy bandytyzm, myślisz: Podolski. W tej rundzie ponownie nowy właściciel Górnika Zabrze stracił kontakt z bazą – tym razem uderzył z pięści Ameyawa w brzuch. Kiedy z kolei to Braut Brunes bez ceregieli zameldował się na jego kostce, był pierwszym, który uspokajał swoją drużynę i w wywiadzie po meczu rzucił: „Czasami są emocje, tak to jest. Ja to rozumiem. Trzymanie się własnych zasad Lukasa jest godne uznania, lecz chyba nie na tym powinien polegać futbol, by trofea zdobywać kosztem zdrowia innych.

Sebastian Madejski nie zostanie skoczkiem wzwyż – Początek kwietniowego spotkania, niby nic groźnego. Katastrofalnie nieudane dośrodkowanie (a może i nawet strzał?) już ma przekuć się w kontrę, gdy wtem… Kamil Kosowski wykrzykuje: “Dał się zrobić jak junior!”. Piłka z 17. metra na wprost bramkarza powędrowała w jego rękawice, Madejski jednak był nieco zaskoczony i wypiąstkował pionowo do góry. Samo to nie skończyłoby się feralnym golem, gdyby później nie zatoczył się przy ocenie toru lotu piłki i nie wskoczył wprost w plecy napastnika, który bezproblemowo skierował piłkę głową do siatki. WIDEO

Nieuznana bramka po samosfaulowaniu się – Zremisowany mecz 31. kolejki z Piastem przez Koronę Kielce nie pozwolił drużynie oddalić się od miejsc premiowanych spadkiem, choć w końcówce aż huczało od kontrowersji. Arbitrzy odgwizdali faul jednej nogi obrońcy na drugiej, nie czekając na finał akcji i ewentualny udział VAR-u, a szkoleniowiec Korony otrzymał za prostesty czerwony kartonik: WIDEO

Trenerowi Zielińskiemu biją piłkarza, ale klub mówi, że nieSzkoleniowiec Korony stwierdził po tym spotkaniu na konferencji prasowej, że jeden z jego piłkarzy został pobity przez kibiców. Nie zgodził się z tym stwierdzeniem… sam klub, wydając oświadczenie, aby nie wierzyć takim informacjom latającym po mediach. Zapomnieli jednak dopisać, że źródłem tego newsa jest ich własny trener. Koniec końców okazało się, że racja była po stronie klubu – nietykalność cielesna żadnego z piłkarzy nie została naruszona, a interpretacja sytuacji przez Jacka Zielińskiego była efektem kilku niefortunnych zdarzeń. 

#SzacunekDlaArbitra – Proponujemy #litościdlakibiców. Wymyślanie takiej akcji po absurdalnie tragicznym roku sędziowania i tuż przed feralną 21. kolejką… Brzmiało to po prostu jak szukanie tanich wymówek i niedostrzeganie prawdziwego problemu obecnego sędziowania Ekstraklasy. Można by było w końcu wytłumaczyć przepis o zagraniu ręką (chyba że naprawdę losuje go żółw na wozie VAR), upublicznić komunikację sędziowską, poprawić szkolenie nowych sędziów – albo poprosić, żeby fani siedzieli cicho na czterech literach, bo co ich to obchodzi, a może i nawet przeprosili.

Sędziowskie koło fortuny w 21. kolejce Cały świat został opanowany przez nowoczesne technologie usprawniające sędziowanie… Cały? Nie, jest jedna osada dzielnie stawiająca opór! Pan Adam Lyczmański doszukał się po tej kolejce aż 6 znaczących błędów sędziowskich, całkiem niezły wynik. Sędziowie na cały weekend zupełnie zapomnieli, jak i za co dyktuje się rzuty karne, co poskutkowało wypaczeniem wyników kilku spotkań. To wszystko chwilę po akcji opisanej powyżej…

Spalony z rzutu rożnego w 22. kolejce – Przepisy Gry jasno stanowią, jak profesjonalni sędziowie powinni prowadzić profesjonalne mecze profesjonalnej ligi profesjonalnej piłki nożnej. Ciągle okazuje się jednak, że równie dobrze sędziować mógłby legendarny Franciszek Smuda „na czuja”, bowiem przepisy są dość luźno – o ile w ogóle – rozumiane i stosowane. Jeden z takich śmiesznych podpunktów w tej księdze tłumaczy pozycję spalonego i jest tam napisane czarno na białym – nie można podyktować spalonego po zagraniu stojącej piłki spod chorągiewki. Chwila… Nie można? To patrz teraz! W meczu Piasta Gliwice arbitrowi udało się spłatać takiego psikusa, normalnie wszyscy śmiali się i dokazywali.

Honorable mentions

Zagłębie “XD” Sosnowiec – Pewnie wielu z czytelników pamięta czasy, gdy to Zagłębie występowało w Ekstraklasie, a jeszcze nie tak dawno zapowiedziało wielki projekt i budowę klubu na miarę Europy. Po 13. kolejce zespół był o włos od czołówki i wygrał cztery mecze z rzędu. Jak się okazało, były to niemal ostatnie zwycięstwa w tym sezonie, przez następnych 18 odbytych spotkań udało się Sosnowiczanom zwyciężyć aż zawrotny raz i z hukiem się spie… Spiesznie spaść z ligi. Szykawka, Sobczak (z kontraktem na czołówkę 1. Ligi, został odsunięty od składu po czterech miesiącach), Janiszewski, Rakels; nazwiska przecież okazałe jak na szczebel rozgrywkowy, a nie dały rady mocarnemu Sokołowi Kleczew i skompromitowały się 1:7 z Olimpią Grudziądz. Serdecznie gratulujemy wyniku sportowego, a ciekawskich kibiców zapraszamy na derby ze Spartą Katowice!

Trenerzy legendarnego spadkowicza – A propos „iścia” na dno, sportowa próba reakcji na katastrofalną formę nadeszła aż trzykrotnie. Marek Gołębiewski nie zanotował wyśnionych rezultatów, Wojciech Łobodziński (na chwilę) poprawił sytuację punktową, w marcu przyszedł na 2,5 roku (tak naprawdę to ledwie trzy tygodnie, szybko poszło) Grzegorz Bąk, a spadek przypieczętował Tomasz Łuczywek. Tomasz Łuczywek jest już 25. szkoleniowcem (nie licząc duetów) w ostatniej dekadzie, co daje nowego szkoleniowca co 4 miesiące. Czas wprowadzić jakiś limit szkoleniowców w jednym sezonie, inaczej Zagłębiu niedługo zabraknie nowych nazwisk.

TEN spalony Dżesiki Jaszek z Czarnymi Sosnowiec – Gdyby ktoś kiedyś próbował Wam wmówić, że VAR nie jest potrzebny, prosimy o pokazanie mu tej stopklatki. Sędzia oczywiście ma prawo do pomyłki, jednak przy tak świetnej widoczności i ustawieniu odgwizdanie pozycji spalonej jest równoznaczne, co typowanie Cracovii do wygrania ligi po dwóch tygodniach rozgrywek. Czy obie te rzeczy się zdarzyły w tym sezonie? Zgadza się, i za to kochamy naszą polską piłkę!

Źródło: TVP Sport

Dwie twarze Sandecji Nowy Sącz według Rafała Wolsztyńskiego: Rafał Wolsztyński był bezkonkurencyjnie najlepszym strzelcem Sandecji, mimo to klub zdecydował się podobnież wymusić na nim odejście przed końcem umowy i nie wypłacał mu pensji, co upublicznił sam zainteresowany. Finalnie okazało się, że zawodnik otrzymał część pieniędzy i… postępowanie dyscyplinarne do kompletu. Zakończyło się na niesmaku wśród kibiców, przeprosinach Wolsztyńskiego “za możliwe wprowadzenie w błąd” i odejściu zawodnika. A po czyjej stronie ostatecznie leżała wina? Dobre pytanie.

Sprzedaż kobiecego WKS-u, ale tak w sumie to nie – W marcu punkt kulminacyjny osiągnęły pogłoski o przeniesieniu struktur WKS-u do innego zespołu żeńskiego futbolu. Sfrustrowane piłkarki wystosowały oświadczenie już po spotkaniu, na którym i tak zabrakło osób decyzyjnych: “Usłyszałyśmy, że decyzja o sprzedaży została już podjęta. (…) W tym przypadku zostałyśmy potraktowane skrajnie przedmiotowo.” A na czym się zakończyło? Rzecz jasna na oświadczeniu, tym razem Jacka Sutryka: “Nigdy nie było niczyim zamiarem ani intencją instytucjonalne osłabianie lub likwidacja sekcji żeńskiej Śląska (…) Moi współpracownicy nie zrealizowali postawionych przed nimi zadań.” No i fajnie, tylko szkoda, że szczerze poinformować można było dopiero po upublicznieniu całej sprawy – inaczej jeszcze ktoś mógłby posądzać kogoś o uczciwość, czy nawet przyzwoitość.

Liga Legia plus ekstra po meczu Lech – Legia – 4:0, totalna anihilacja i praktycznie już przyklepany tytuł mistrzowski. Kibice z Poznania z niecierpliwością pewnie czekali na analizę i pochwały w studio po spotkaniu, jednak skończyło się na kolejnym odcinku pt. Studio Łazienkowska. Cóż, może kiedyś Legia była na ustach większości Polski, ale pora na pogodzenie się z faktem, że w naszej lidze są też inne zespoły. Serio!

Termalica Bruk-Bet “pogromca Pomorzan” Nieciecza – Parostatkiem w piękny rejs, statkiem na słoniu – w piękny rejs… Drużyny z Trójmiasta bardzo zasmuciły się na wieść o spadku Termalici, nie dopuszczając do gry słoników o nic w ostatnich kolejkach. Dogadały się na wynik 2:3 w dwóch ostatnich potyczkach i jako gest dobrej woli przekazały im po trzy punkty, jednak bezczelna Termalica odwdzięczyła się jedynie ograbieniem ich z szans na utrzymanie, kto to widział! W efekcie cała trójka spadła z ligi, a to właśnie ta Termalica grająca już o przysłowiową pietruszkę schodziła ze sceny z najszerszym uśmiechem.

Nagroda dla wytrwałych 

Jeśli udało Wam się dotrzeć aż tutaj, doceniamy wytrwałość i zapraszamy do kącika ornitologicznego – Pan Alex Haditaghi znalazł nowego dyrektora VAR! TWITTER 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice

VII Turniej „Tasi CUP”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z VII Turnieju „Tasi Cup”. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.  

Kontynuuj czytanie

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga