Kibice Piłka nożna
Głos kibiców po meczu z Tychami
Kibice GieKSy nie mogli zobaczyć meczu z sektora gości w Jaworznie. Pozostała im relacja radiowa „GieKSa.pl”, telewizja bądź relacje live.
Jak oceniają przerwaną passę 9 spotkań bez porażki w pierwszej lidze?
Przeczytajcie.
Marcin
Cholerzyński nie dość że super bramka, to jeszcze uciszanie tych pedałów:) Aż duma rozpiera! BRAWO KUFEL!!!!!!
Homer
Dwie bramy stracone mając zawodnika więcej. Coś niesamowitego.
(…)
Brama w 3 minucie i uwierzyli, że mecz wygrany. Pierwsza połowa jeszcze nie wyglądała źle bo tyskie nic nie zmienili po bramie i dalej stali i bronili na swojej połowę.
W przerwie Żurek pozmieniał co trzeba i nasi w II połowie wyglądali jakby za bardzo nie wiedzieli co się dzieje. Przez 45 minut stworzyliśmy jedną sytuację bramkową; dramat. Błędy w obronie i kicha z przodu to się nie mogło dobrze skończyć.
Słaby Wołkowicz i to nie pierwszy jego słaby mecz, czy Moskal to widzi ? Goncerz dziś jednak też słabiutko. Mało kto zagrał na swoim poziomie, nie wiem co się stało
Gancarczyk to gra jakby miał klapy na oczach – piłka na nodze i jeb przed siebie, nieważne, że czterech obrońców przed nim. Trzeba by mu chyba tak jak tym koniom co mają klapki na oczach też załatwić jakiegoś dżokeja co mu będzie na karku siedział i mówił co zrobić z balą.
Ogólnie śmiech przez łzy bo wstyd jest, popsuta niedziela i zepsuty humor na cały tydzień
grzana
My sie kompromitujemy na boisku a te pizdy na trybunach. Tak można podsumować ten mecz.
Siemion
Wołkowicz za leserstwo i brak zaangażowania ,karnie powinien być przeniesiony do drużyny rezerw.
PRT
Pierwsza połowa niezła, brakowało wykończenia konkretnego.
Za to druga połowa to zjeba konkretna by się przydała piłkarzom, co znowu mam na to machnąć ręką?
Kurwa jak można stracić dwie bramki w dodatku takie… jeszcze z tymi szmaciorami, które 3/4 meczu leczyły kompleksy, mam nadzieję, że to tylko wybryk i do końca rundy będziemy bogatsi o 9 punktów.
binn
Mecze derbowe bywają specyficzne, ale to nie ma nic do rzeczy. To nie jest żadna dwulicowość, bo każdy widział jak ta pseudo gra wyglądała. Podobno jest się tak dobrym jak ostatni mecz, ale u nas problemy nasilają się z meczu na mecz. Różnica jest taka, że ze Stomilem słabiej zagrała jedynie nasza druga linia, a dziś już nie było niczego.
Jak nie idzie, to trzeba szukać dobrych elementów i próbować na nich odbudować grę (tyczy się każdej formacji) własnie tego zabrakło.
Jedyne pozytywy:
-gra Budziłka (w tym wyjścia z bramki)
(przy pierwszej straconej bramce zawodnik Tyskich chyba z najbliższej odległości zmienił tor lotu piłki – złe krycie)
(przy drugiej obrońcy stali przy przeciwniku i zamiast skakać pozwolili mu na przedłużenie do niepilnowanego zawodnika- złe krycie)
(przy trzeciej Budziłek dobrze wyszedł skracając kąt ale pozostali byli źle ustawieni i nie było co łapać)
-stałe fragmenty w wykonaniu Pietrzaka
-dobre zachowanie Kufla przy zdobytej bramce
-trener Moskal próbował odmienić obraz gry zmianami i w jakimś stopniu się to udało, bo oddaliśmy chociaż ten jeden jedyny celny strzał w drugiej połowie, szkoda że nie wpadło.
Minusy, czyli wszystkie inne elementy gry:
-Dziewięciu naszych zawodników w tym meczu nadawało się do zmiany, większość z uwagi na, chyba głównie, brak koncentracji (a to z kolei jest chyba brakiem profesjonalizmu, bo za to im płacą, by grali jak potrafią najlepiej).
-stało się, to co wydawało się niemożliwe, GieKSa nie istniała w meczu ze spadkowiczem (lub prawie).
-PODANIA ! (czemu ma służyć podawanie piłki, w różnych formacjach, między dwóch własnych zawodników – i to nawet przez obrońców nie będących pod presją z uwagi na ok. 25 metrową odległość od najbliższego przeciwnika ?)
Suja
Po tym meczu przynajmniej wiadomo kilka rzeczy:
1) Goncerz zbawieniem naszego ataku nie będzie, bo to nie napastnik, niech lepiej wraca na skrzydło, tam gdzie czuje się najlepiej.
2) Wołkowicz musi sobie odpocząć na ławce, tak jak dziś Duda, bo od kilku meczy gra straszny piach, a i jakiejś chęci do gry u niego też nie widać.
3) Jak marzymy o Ekstraklasie to trzeba w przerwie zimowej poszukać oprócz napastnika (a może i 2) dobrego prawego obrońcy, bo jakości na tej pozycji u nas nie ma. Dla Alana na dzień dzisiejszy to za wysokie progi, jak on w 1 lidze sobie nie radzi. Niech zbiera doświadczenie i umiejętności przy boku kogoś lepszego.
Misiek
Tychy kompletnie nic nie grały. Postawili autobus przed bramką, nawet jak przegrywali 0:1 dalej cała jedenastka była na swojej połowie, zero pressingu. Nam atak pozycyjny w ogóle nie wychodził, popełnialiśmy najprostsze błędy z np. przyjęciem piłki. Straciliśmy bramki po głupich błędach, zdarza się, dobrze, że dwie straciliśmy w przeciągu jednego meczu 🙂
Byłem bardzo ciekawy jak zagra Gonzo, lubię go, choć tydzień temu ze Stomilem, nie byłem nim zachwycony. Po jego przepychaniu się w polu karnym, sposobie biegania w polu karnym i niezbyt mocnym strzałem z dość dobrych pozycji. Dziś zagrał piach. Jeszcze dużo przed nim pracy.
Dziś przegraliśmy. Za tydzień wygramy, nie ma co pierdolić i biadolić. Nie da się zawsze wygrywać.
Johny
Chuj z punktami, chuj ze straconym miejscem w tabeli, chuj z tym ze przegralismy 1:3 z druzyna grajaca w 10, chuj ze nie pokazalismy nic dzisiaj na boisku. Kazdemu zdarzaja sie wpadki, chyba nikt nie myslal, ze wygramy wszystkie mecz do konca sezonu. Ale kurwa z tyskimi?
żywiec
Jakie derby ???
Sr…y tu jak byśmy spadli z ligi po wtopie z Ruchem !!!
Troch szkoda 3 punktów i tyle !!! to tylko Tychy to oni maja nas za największego wroga, a dla nas to nawet nie druga liga !!!
Szanujmy sie, wiadomo że wstyd przegrać z taka bandą ci..a, ale to tylko Tychy
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

bascik
11 listopada 2013 at 11:50
Trenerze Moskal walić to że przegraliśmy bo przecież wszystkiego wygrywać się nie da jak już ktoś napisał wyżej ale przegrać w takim stylu to wstyd, nie wiem co się dzieje ale zawodnicy wyglądają na przetrenowanych już w meczu ze stomilem bylo widać ze coś jest nie tak brak świeżości, gipkości, zaangażowania itd. Druga sprawa ciągłe roszady w ustawieniu rozumiem ze nie na wszystkich pozycjach mamy klasowych graczy ale takie ciągłe mieszanie nic tu na pewno dobrego nie wniesie …( Wróbel na skrzydle to chyba pomylka a Wołek od jakiegoś czasu pokazuje że najlepiej radzi sobie na lewej pomocy) Co do ustawienia to jeżeli ciągle będziemy grali tak jak gramy to wychodzi na to że jak przeciwnik zamuruje bramę i nie da sie wyciągnąć poza swoją połowę boiska to my już kompletnie się gubimy i wystarczy jakas kontra i po meczu. Ja rozumiem ze do teraz przynosiło to efekty ale w końcu inni trenerzy nie są ślepi i też to widzą. Jedno jest pewne jeżeli zawodnicy nie będą zostawiali zdrowia na boisku tak jak bylo to widać w meczach z termalicą i olimpią to nic z tego nie będzie … Pozdro!
Hanys
11 listopada 2013 at 13:01
kolego bascik rotacja w składzie jest konieczna ponieważ zawodnicy muszą mieć świadomość ze nikt nie jest świętą krową i musi zapierdalać na treningach po drugie gdzie trener Moskal miał wprowadzić Ćwirka?Bo chyba nie porozumieniem było by ściągniecie z boiska Pitrego który fakt nic wielkiego nie pokazał ale jego obecność na boisku i tak jest dużym wzmocnieniem czy może ściągniecie Fonfary? Który według mojej opini jako jeden z niewielu walczył w tym meczu.Zgodze się co do Wołkowicza powinnien odpocząć od pierwszego składu wyraźny brak formy ale nie wiemy jak się prezentuje na treningach znam wielu graczy którzy na treningach błyszczą a na meczu nie wychodzi może Kaziu liczy że Wołek się wkońcu przełamie i pokaże potencjał który na pewno ma tylko od niego samego zależy jak go wykorzysta.Z Wisłą tylko 3pkt. Pozdrowienia! 😉
123
11 listopada 2013 at 14:56
uwaga na wisła płock -bardzo dobrze grają w piłkę . Z taką grą ja z Tychami nie mamy szans na remis