Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GieKSa znów gromi przy Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Resovia Rzeszów 3:0 (2:0).

 

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice znów zobaczyli efektowne zwycięstwo swojego zespołu!

[…] GKS Katowice rozegrał kolejny w tym sezonie naprawdę dobry mecz. Zespół Rafała Góraka pewnie pokonał Resovię, co oznaczało trzecie zwycięstwo z rzędu i piąty kolejny występ bez porażki. A to oczywiście przekłada się na miejsce w ścisłej czołówce tabeli Fortuna 1. Ligi.

Gospodarze błyskawicznie zepchnęli rzeszowia do defensywy i dwukrotnie byli bardzo blisko gola po doprowadzeniu do „kotła” w polu karnym i chaosie obejmującym nawet pole bramkowe. W 10 minucie piłka jednak wreszcie wpadła do siatki po indywidualnym rozwiązaniu Arkadiusza Jędrycha, który wkręcił obrońcę w murawę i lewą nogą trafił do celu.

Przewaga Katowic była wyraźna, ale Resovia potrafiła ją przełamać po pół godzinie gry, gdy dwukrotnie wykazał się Dawid Kudła. Ostatnie słowo znów należało jednak do GieKSy. W 45 minucie Grzegorz Rogala zabrał piłkę rywalowi i strzałem niemal z linii pola karnego w „długi” róg podwyższył wynik.

Po przerwie katowiczanie nadal panowali na murawie, ale marnowali dobre okazje przestrzeliwując piłkę nad poprzeczkę i obok słupków. W 59 minucie Adrian Błąd takiej pomyłki nie zrobił, ale VAR wychwycił spalonego, więc wynik nie uległ zmianie. Taki stan rzeczy utrzymywał się do 90 minuty. Wtedy po świetnej akcji Mateusz Marzec uderzeniem z okolicy punktu rzutu karnego pokonał Michała Gliwę. A to nie był koniec emocji! W trzeciej z sześciu doliczonych minut Marcin wasielewski został sfaulowan w „szesnastce”. Do wykonania jedenastki podszedł Jędrych i… nie trafił w bramkę. To już trzeci zmarnowany rzut karny katowiczan w sześciu kolejkach obecnego sezonu!

Piłkarze po ostatnim gwizdku sędziego i tak otrzymali jednak zasłużoną gromką owację od ponad trzech tysięcy swoich kibiców.

 

sportdziennik.com – Obrońcy strzelają

Trzy bramki zobaczyli widzowie meczu GKS Katowice – Resovia. Dwa gole zostały zdobyte przez defensorów. GKS rozpoczął sobotnie spotkanie z mocno ofensywnym nastawieniem. Już w pierwszych pięciu minutach katowiczanie mieli dwie okazje do tego, żeby pokonać Michała Gliwę. Po dośrodkowaniach w jego pole karne tworzyło się zamieszanie, ale gospodarze jeszcze wtedy nie potrafili tego wykorzystać. Natomiast już w 9 minucie Arkadiusz Jędrych wyprowadził GieKSę na prowadzenie. Defensor znalazł sobie miejsce w polu karnym po wykonanym rzucie rożnym, doszedł do piłki i pewnie przymierzył, pokonując golkipera Resovii.

Po tym golu mecz nieco się wyrównał, choć GKS wciąż był groźny. W praktyce w pierwszej połowie rzeszowianie byli w ofensywie przez chwilę, po rozpoczęciu trzeciego kwadransa. Wtedy strzały oddawali Mikulec oraz Osyra, ale żaden z nich nie zamienił się na bramkę.

To co nie udało się gościom, udało się katowiczanom jeszcze przed zejściem do szatni na przerwę. O futbolówkę na połowie przeciwnika powalczył Grzegorz Rogala. Wywalczył ją i ruszył przed siebie, po czym oddał precyzyjny strzał przy słupku. Gliwa pozostał bez szans.

Stadion przy ulicy Bukowej znów cieszył się z kolejnej bramki w 58 minucie. Wtedy do siatki trafił Adrian Błąd. Piłkarze zdążyli ustawić piłkę na środku, a kibice wykrzyczeli nazwisko strzelca i… dopiero wtedy sędzia anulował bramkę. Po analizie VAR okazało się, że gol został strzelony z pozycji spalonej.

Krótką chwilę po tej decyzji arbitra GKS znów znalazł się w doskonałej sytuacji. Mateusz Mak wyszedł na czystą pozycję i wydawało się, że musi uderzyć. Jednak skrzydłowy katowiczan podjął inną decyzję. Podał do Błąda, ale piłka do niego nie dotarła, bo szybciej przeciął ją defensor z Rzeszowa.

Mimo tego GieKSa się nie poddała. Wciąż próbowała strzelić kolejną, trzecią w tym spotkaniu bramkę. Tego udało się dokonać rezerwowemu Mateuszowi Marcowi, który w 90 minucie podwyższył prowadzenie na 3:0. Co więcej, już w doliczonym czasie gry gospodarze wywalczyli rzut karny. Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych. Kapitan zespołu jednak spudłował, choć należy zaznaczyć, że cały mecz zagrał praktycznie bezbłędnie.

 

gol24.pl – Resovia nie poszalała na Śląsku. Tylko GKS Katowice zdobywał bramki

Po dwóch zwycięstwach z rzędu piłkarze Resovii zaznali gorzkiego smaku porażki. W 6. kolejce pierwszej ligi „pasiaki” przegrały na wyjeździe 0:3 z GKS-em Katowice

W marcu Arkadiusz Jędrych w 45. minucie nie strzelił na Bukowej karnego, nie wyrównał na 1:1 i na koniec wyszło tak, że gol Marka Mroza wystarczył Resovii do zwycięstwa. Minęło 5 miesięcy i pan Arkadiusz ponownie nie zrobił „pasiakom” krzywdy uderzeniem z „wapna”. Tym razem nie musiał się tym przesadnie przejmować. Zmarnował jedenastkę w doliczonym czasie, gdy już dawno było jasne, że „Gieksa” ma w kieszeni 3 punkty.

Po dwóch zwycięstwach z kolei resoviacy mieli ochotę trzymać kurs, ale to nie był ich dzień. Szybko znaleźli się na minusie, bo nie upilnowali… Jędrycha. Ten dopadł do piłki po rzucie rożnym i strzałem z parunastu metrów otworzył wynik.

„Pasiaki” próbowały zareagować, uzbierały 6 rzutów rożnych do pauzy, ale Ślązacy byli konkretniejsi, co potwierdził gol do „szatni”, który Resovia straciła, gdy Rogala uderzył z kilkunastu metrów po ziemi.

Po przerwie gospodarze nadal mieli więcej do powiedzenia, w 60. minucie zdobyli kolejnego gola, ale po dłuższej chwili sędzia ocenił, że padł ze spalonego.

Nasz zespół szansę na kontaktowego gola miał w 87. minucie. Maciej Górski miał dogodną sytuację, ale zamiast zdobyć w czwartym kolejnym meczu bramkę, trafił w Kudłę. Na finiszu rzeszowianie szli już va banque i zamiast zdobyć, stracili gola nr 3.

 

podkarpackielive.pl – Koncertowa gra GieKSy pozbawiła Resovię punktów!

GKS Katowice nie miał dziś litości dla Resovii! GieKSa pewnie pokonała Resovię, trzykrotnie umieszczając piłkę w ich bramce.

GKS Katowice ugościł dziś u siebie Resovię, która podbudowana po ostatnim zwycięstwie nad Lechią czuła głód kolejnych trzech oczek. Już od początku dało się jednak zauważyć przewagę GieKSy. Świetne podanie na prawą stronę otrzymał Błąd, który z bliskiej odległości zagrał w pole karne, ale lepszy okazał się obrońca Resovii. Dziewiąta minuta przyniosła otwarcie wyniku. Z piłką wypędził Arkadiusz Jędrych i oddał strzał z połowy długości pola karnego.

W dobrej sytuacji znalazł się Górski, który sam na sam kiwał się z obrońcą GKS-u, ale akcja spaliła na panewce. Resovia nadal nie potrafiła odnaleźć drogi do bramki, ale miała duże szanse ze stałych fragmentów gry, a konkretniej licznych rzutów rożnych. Niestety, gospodarze byli skuteczniejsi i jeszcze przed przerwą podwyższyli na 2-0. Grzegorz Rogala odważył się z odległości około 13 metra uderzyć po ziemi w prawy róg i to okazało się dobrym pomysłem, gdyż piłka bez większego problemu zatańczyła w siatce bramki rzeszowian.

Katowiczanie szli jak burze i po upływie kilkunastu minut drugiej połowy ponownie trafili między słupki. Arbiter po konsultacjach nie zaliczył jednak gola, ze względu na pozycję spaloną. Dobrego podania szukał Ciepiela z Resovii, ale jego zamiary uprzedzili stoperzy GieKSy. Swoją szansę chwile później ponownie miał Ciepiela, który zgrabnie utrzymał się przy piłce na linii pola karnego rywali. Piłka po jego strzale przeleciała jednak kilka metrów nad poprzeczką.

Intensywność gry w drugiej odsłonie pojedynku zdecydowanie spadła, a akcji było o wiele mniej. Resovia miała okazję by nawiązać kontakt, ale Górski skierował piłkę w golkipera gospodarzy, który bez problemu ją wyłapał.  Końcówka potwierdziła jednak, kto w pełni zasłużył na trzy punkty w tym pojedynku. GKS po raz trzeci skierował celnie piłkę do siatki rzeszowian. Strzelcem tego gola był Mateusz Marzec. W ostatnich minutach gospodarze mogli podwyższyć na 4-0, ale rzutu karnego nie wykorzystał Jędrych.

 

infokatowice.pl – GieKSa znów gromi przy Bukowej

GieKSa rozegrała kolejne bardzo dobre spotkanie na własnym stadionie. Tym razem katowiczanie pokonali 3:0 Resovię Rzeszów.

GieKSa wyszła na boisko w tym samym składzie, co w ostatnim zwycięskim spotkaniu ze Zniczem Pruszków. Od początku spotkania gospodarze ruszyli do ataku i już w 4 minucie mogli objąć prowadzenie, ale w olbrzymim zamieszaniu w polu karnym obrońcą gości udało się wybić futbolówkę. Kibice nie musieli jednak długo czekać na pierwszą bramkę, bo w 9 min. świetnie w szestnastce zachował się Jędrych, który najpierw zwodem oszukał obrońcę, a potem precyzyjnym strzałem pokonał Gliwę. W kolejnych minutach przewaga na boisku nadal należała do podopiecznych trenera Rafała Góraka. Na drugą bramkę trzeba było jednak czekać aż do 45 min., kiedy dynamicznie w pole karne wpadł Grzegorz Rogala i zakończył solową akcję pewnym uderzeniem.

W drugiej odsłonie GieKSa nadal grała dobrze i w 58 piłkę w siatce umieścił Adrian Błąd, sędzia jednak po konsultacji z VAR-em dopatrzył się spalonego. Potem tempo spotkania nieco spadło, a w końcówce wprowadzony chwilę wcześniej na murawę Brzozowski dograł w pole karne do Marca, a ten ustawił wynik spotkania. Co prawda w doliczonym czasie gry po faulu na Wasilewskim GieKSa miała jeszcze jedenastkę, ale niestety trzeci raz w tym sezonie nie została ona wykorzystana, tym razem przez kapitana drużyny Arkadiusza Jędrycha, który nie trafił w bramkę.

 

czytajrzeszow.pl – Zimny prysznic dla Resovii Rzeszów. Wysoka porażka z GKS – em Katowice

[…] Resovia do Katowic jechała w dobrych humorach, bo po dwóch zwycięstwach z rzędu z Zagłębiem Sosnowiec (1-0) i Lechią Gdańsk (2-0). Miejscowy GKS szybko popsuł te nastroje, bo na prowadzenie w sobotnim meczu wyszedł już w 9 minucie po bramce Arkadiusza Jędrycha, który dopadł do odbitej piłki po zamieszaniu w polu karnym Resovii i pewnie pokonał Michała Gliwę. Gospodarze świetnie weszli w mecz, przed strzeleniem pierwszej bramki mieli jeszcze dwie świetne sytuacje, po których defensorzy Resovii wybijali piłkę z linii bramkowej.

Resovia zagroziła poważnie bramce GKS-u w 33 minucie po potężnym strzale Rafała Mikulca z dystansu, który z najwyższym trudem wybronił Dawid Kudła. 11 minut później było już 2-0 dla katowiczan. Zza pola karnego uderzył Grzegorz Rogala, piłka otarła się o Marcina Urynowicza i wpadła tuz przy słupku Gliwa nie miał szans. Asystę przy tym trafieniu zanotował znany z występów w Resovii Aleksander Komor.

Na samym początku drugiej połowy piłkarze Resovii ponownie sprawdzili czujność Kudły strzałem z dystansu, jednak bramkarz GKS-u świetnie poradził sobie z próbą Francuza Dylana Lempereura. Niezłą sytuację miał także Maciej Górski, ale jego strzał łatwo wyłapał bramkarz GKS-u. Gospodarze byli w tym meczu zdecydowanie konkretniejsi, w 58 minucie piłka po strzale Sebastiana Bergiela ugrzęzła w siatce Resovii, ale bramka nie została uznana, ponieważ napastnik GieKS-y był na pozycji spalonej.

Katowiczanie dopięli jednak swego i w 90 minucie strzelili trzecią bramkę a jej autorem był rezerwowy Mateusz Marzec. Wymiar porażki dla Resovii mógłby jeszcze wyższy, bo w doliczonym czasie gry jej rywal dostał rzut karny, ale z jedenastki nie trafił w bramkę strzelec pierwszej bramki Arkadiusz Jędrych.

 

eska.pl – GKS Katowice pewnie wygrało z Resovią Rzeszów. Kibice wyszli z meczu bardzo zadowoleni

W szóstej kolejce Fortuny 1 Ligii GKS Katowice pewnie pokonał na swoim stadionie Resovię Rzeszów 3:0. Dzięki zwycięstwu katowiczanie nie stracili kontaktu z czołówką tabeli.

Co roku cele ambitne, ale na końcu i tak awansują wszyscy, tylko nie GKS Katowice. Ten sezon będzie inny? Trudno ocenić, bowiem mamy dopiero początek sezonu. Ale ten początek GKS ma dość obiecujący. W sobotę 26 sierpnia katowiczanie podejmowali na swoim stadionie Resovię Rzeszów. Można powiedzieć, że mecz był praktycznie bez historii, bowiem GieKSa dość łatwo pokonała swojego rywala 3:0.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga