Piłka nożna
GieKSa – Miedź [SKRÓT]
Aby stopniować złe emocje przekazywane przez stronę przez wczorajszy mecz skrót pojawia się dopiero teraz. Niestety, ponownie musimy ostrzec, że materiał oglądacie na własną odpowiedzialność.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

GreGi
31 sierpnia 2015 at 21:32
Wolę ciepłe tyskie pić..
Irishman
1 września 2015 at 04:06
Ufff…nareszcie koniec! Udało się dotrwać.
Zawsze tak było, że się od początku tygodnia myślało o nadchodzącym meczu.I stopniowo, z dnia na dzień te emocje i zniecierpliwienie rosły.
Ale ostatnimi czasy, coraz częściej to się czeka na mecz… jak na egzekucję. Choć teraz to jest jeszcze gorzej… bo się jest już totalnie zniechęconym, po kolejnych zawiedzionych nadziejach. I tu nie chodzi o szanse na awans, bo to jest początek sezonu, w którym do tego wszyscy tracą punkty więc one ciągle są. Zresztą to jest sport, tu się wygrywa albo przegrywa ale chodzi o to, aby walczyć, aby stawać się coraz lepszym!
Tu chodzi o to, że jakiś czas temu stanęliśmy w miejscu, a nawet zaczynamy się cofać. Wbrew, podobno coraz lepszej sytuacji ekonomicznej…a może właśnie dlatego? Co gorsza nie widać w klubie kogoś, kto potrafiłby tym wszystkim wstrząsnąć,bo nie ma już między nami śp. Mariana, który mógłby walnąć pięścią w stół! Od Jego odejścia staczamy się organizacyjnie (teraz podobno jest lepiej, tylko co z tego?) i sportowo…..a ostatnio to już nawet mentalnie. I jak czytam komentarze, to widzę, że to już nawet zaczyna dotykać nas, kibiców.
Teraz wrócił Iwan, mamy więc nowego, dobrego zawodnika, który powinien wzmocnić drużynę. Tyle tylko, że oni u nas wszyscy jakoś dziwnie gasną, wtapiają się w nijaką resztę.
Zmiana trenera? A co da zmiana trenera? Tylu już ich było, takich czy innych i nic.
MARAZM…PO PROSTU MARAZM……….
kibic
1 września 2015 at 08:22
a nie lepiej wszystko zmienic caly sztab szkoleniowy nie tylko 1 zespolu,kazdy zawodnik co przychodzi do naszego klubu gra duzo gozej niz w poprzednim,zreszta wiekszosc tych grajkow nie powinna do nas trafic,ale teraz juz nie ma sensu czepiac sie Proksy bo to nic nie daje i ma nas gdzies,teraz pisza o wypozyczeniu Bedkowskiego a jeszcze do nie dawna wygladalo ze to on bedzie kierowal gra a tez zaczol cofac sie zamiast rozwijac,wiec to nie pomylka tylko zle jest z naszym sztabem szkoleniowym i to trzeba zmienic,jaki mlody zawodnik trafil do 1 druzyny z rezerw,nikt a jeszcze slysze na dzielnicy ze pozbylismy sie 2 mlodych zapowiadajacych sie juniorow do wisly a sami sciagamy mlodziezowcow zamiast swoich zawodnikow co maja serce do klubu ,z jednym sie moge zgodzic drugiego Dziurowicza nie ma i nie bedzie on nie dosc ze by pogonil tych dziadow do roboty to jeszcze wyslal ich na spotkanie z kibicami i kazal sie tlumaczyc,a co robi Cygan,Proksa chyba znikli bo ani jednej wypowiedzi z ich strony tak nas olewaja,swietnie ze przyszed Iwan do nas zreszta sam sie zglosil bo oni nic nie robia ale lukow w obronie i ataku juz nie ma czym wypelnic czyja to wina do tego jakis strach trenera zagrac na 2 napastnikow jesli sciagnelismy go do klubu dac mu sie wykazac bo nazekamy na brak napastnika ale on ile dostaje minut gry ,trenar wpuszcza go na boisko gdy przegrywamy w 90 minucie i mysli ze odrobimy straty to kpina,i ostatnia zecz Wolkowicz i Jurkowski nadaja sie do rezerw i to na lawke dlaczego ciagle sa w 1 skladzie czy maja jakies plecy i graja po znajomosci,jesli nic nie zrobimy i sie nic nie zmieni to gramy o utrzymanie a i stym bedzie ciezko
Marian Dz.
1 września 2015 at 08:42
Panowie kibic i Irishman ależ ja jestem – tylko jak na to patrze z góry na ten marazm to ręce opadają i sam nie wiele mogę zrobić
mendix
2 września 2015 at 13:37
PIEKARCZYK DOWIDZENIE CO JESZCZE CHCESZ ZDUPIC W TYM KLUBIE DUDA BEBENEK PIELOSZ I KILKA INNYCH WYDUPIAC RAUS …ORZECH JAK JO CIE WIDZA POD TA BUDKOM STOC TAKI BEZRADNY NIE REAGUJACY COS TY NAJEBANY BYL CZY CO RECE ZALOZONE CO TY CHOPIE BIERESZ ZA SPECYFIKI ZE NIEREAGUJESZ..TO JO CI POWIEM TY NIE MOSZ STYLU TYNIE MOSZ POMYSLU TO WYPIRDALAJ I SIE TU NIE POKAZUJ TO NIE MOPS CIOLE JEDEN …LUDZIE NA SWOJA WYPLATA CIEZKO TYRAJA ATY NAWET POZOROW NIE STWARZOSZ ZE COS CHCESZ Z TA DRUZYNA OSIAGNOC PO HUJ BROLES TA FUNKCJA JAK TY NIC NIE POTRAFISZ JAKO TRENER TY NIE MOSZ WARSZTATU ..A MOZE SIE UDO ..NO IZAS SIE UDALO WDUPIC JO CI TO PRZEPOWIEDZIOL BO CIE ZNOM NA WYLOT TY WYJADACZU MALO ZES SIE DOROBIL NA HUJOGRAJSTWIE MYSLA ZE MOSZ TROCHA GODNOSCI I SOM Z TAD POJDZIESZ ,Z GLODU NIE ZDECHNIESZ CHYBA
misiek
2 września 2015 at 15:32
Przecież zespół ma styl i jest klasą sam dla siebie… Najpierw biegali w poprzek… Gdy już brakło im sił Miedź stojąc zaczęła ich wyprzedzać… Nieuznana bramka nie była ostrzeżeniem… Potem jednak stało się… Ale oni się nabiegali i nawalczyli…