Piłka nożna
GieKSa ambitna, ale wypunktowana
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (0:2). Spotkanie zostało rozegrane w ramach rozgrywek Pucharu Polski.
roosevelta81.pl – Puchar Polski. GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4. Pewne zwycięstwo. Gramy dalej
W I rundzie Pucharu Tysiąca Drużyn Górnik Zabrze pokonał GKS Katowice 4:0. Patrząc z perspektywy całego spotkania zwycięstwo Górnika zasłużone, choć gospodarze mieli swoje momenty. Gole w Śląskim Klasyku zdobywali, Sebastian Musiolik, Kamil Lukoszek i dwukrotnie Lawrence Ennali. Gramy dalej, w piątek losowanie kolejnej rundy.
[…] Katowiczanie zaczęli z dużym animuszem i już w 3 min. mogli objąć prowadzenie. Niezdecydowania Daniego Pacheco we własnym polu karnym omal nie wykorzystał Rogala. Strzał zawodnika gospodarzy z trudem sparował Szromnik. Kilka chwil później, po rzucie rożnym, zamykał całą akcję Mak, ale uderzył wysoko nad poprzeczką. Z czasem Górnik opanował boiskowe wydarzenia i sam mógł zdobyć gola. Po błędzie Figiela, Kapralik przejął piłkę i znalazł się przed Szczuką, Słowak niestety minimalnie spudłował. Dziesięć minut później zabrzanie otworzyli wynik spotkania. Pacheco dośrodkował z rzutu rożnego, najwyżej wyskoczył Sebastian Musiolik i głową umieścił futbolówkę w siatce. Piłkarze GKS-u próbowali odpowiedzieć próbami z dystansu, ale albo czynili to niecelnie, albo skutecznie interweniował Szromnik. Wreszcie w 36 min. Górnik wyprowadził drugi cios. Piłkę w okolicach własnego pola karnego przejął Sekulić, wyprowadził ją na połowę rywali, a futbolówka trafiła do Kamila Lukoszka. Ten zdecydował się na strzał z okolic narożnika szesnastki i za moment futbolówka zatrzepotała w okienku katowickiej bramki. Przewaga dwóch goli utrzymał się do przerwy.
W drugiej połowie Górnik oddał inicjatywę gospodarzom. Katowiczanie jednak mieli problemy ze sforsowaniem zabrzańskiej defensywy z akcji, udało im się to po stałym fragmencie gry. Kozubal dokładnie obsłużył Jędrycha, który z kilku metrów uderzał na bramkę Szromnika. Golkiper gości spisał się w tej sytuacji rewelacyjnie, odbijając ten strzał. Dziesięć minut później przed szansą stanął po raz drugi Musiolik. Napastnik Górnika poradził sobie z Jędrychem, ale zatrzymał go bramkarz GieKSy. W odpowiedzi znów do pracy zmuszony został Szromnik i znów efektownie bronił próbę z dystansu. Po chwili to Górnik prowadził już trzema golami. Lawrence Ennali wybił piłkę spod własnego pola karnego, ta po zagraniu jednego z piłkarzy znów trafiła pod nogi Ennaliego, który pognał z nią w kierunku bramki Szczuki i ze spokojem przelobował golkipera gospodarzy. W ostatniej akcji meczu, defensywa GKS-u popełnił kolejny błąd, z którego skorzystał Ennali. Po przechwyceniu futbolówki posłał ją obok Szczuki i ustalił wynik meczu.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice przegrał z Górnikiem Zabrze 0:4 w Fortuna Pucharze Polski
[…] Śląski pucharowy Klasyk rozpoczął się od energicznych ataków GKS-u. Pierwszoligowiec najwyraźniej postanowił zaskoczyć zabrzan, ale plan się nie powiódł, bo zawiodła skuteczność. Górnik zaczął odpowiadać po dziesięciu minutach, ale Adrian Kapralik nie trafił w bramkę.
Zabrzanie powoli przejmowali kontrolę, a kibice na trybunach świetnie się bawili, prezentując pirotechnikę i kartoniadę. W 21 minucie najlepiej zabawił się jednak Sebastian Musiolik, który po rzucie rożnym pokonał Patryka Szczukę wykorzystując swój wzrost i pasywność obrońców.
GKS nie zamierzał się poddawać i Antoni Kozubal sprawdził formę Michała Szromnika, dla którego mecz na Bukowej był okazją, by podostrzyć rywalizację o miejsce w bramce ekipy Jana Urbana. Zabrzanie najwyraźniej nie mieli ochoty na dogrywkę i szybko zgasili zapał katowiczan za sprawą Kamila Lukoszka. Młodzieżowiec Górnika popisał się kapitalnym strzałem lewą nogą z okolicy narożnika pola karnego i było 0:2.
Po przerwie na murawie pojawił się oczekiwany przez kibiców Lukas Podolski. Katowiczanie postawili z kolei wszystko na jedną kartę i byli coraz bliżej szczęścia. W 56 minucie znów Szromnik uratował gości po strzale Arkadiusza Jędrycha, a piłka niemal musnęła słupek od zewnętrznej strony. Rafał Górak niemal od razu dokonał trzech zmian przestawiając zespół na tryb ultraofensywny. Szybkie ataki nie przyniosły konkretnych efektów, za to w 66 minucie z kontrą ruszył Musiolik, który popisał się sztuczkami technicznymi, jednak w ostatnim akcencie nie dał rady pokonać Szczuki. Mecz ostatecznie zamknął więc Lawrence Ennali. Najpierw przejął piłkę we własnym polu karnym, po czym po krótkim rozegraniu przebiegł z nią kilkadziesiąt metrów i zakończył sprawę idealnie wykonanym lobem nad bramkarzem Katowic. Ten sam piłkarz zdążył jeszcze ustrzelić dublet i sędzia zakończył mecz.
sportdziennik.com – Derby dla Górnika
[…] Mecz GieKSy z Górnikiem miał być górnośląskim świętem piłkarskim. Zadbano o to, żeby rzeczywiście takim było. Kibiców na stadionie przy Bukowej przywitała orkiestra, a na trybuny zostały wypełnione po brzegi, zarówno przez fanów gości, jak i gospodarzy. Na boisku również nie brakowało emocji. Już 10 minut po rozpoczęciu meczu powinno być 1:0 dla gości. Po błędzie Rafała Figla w sytuacji sam na sam pomylił się Adrian Kapralik i nie trafił nawet w bramkę.
To był jednak dopiero przedsmak, bo zabrzanie w pierwszej połowie dwukrotnie trafili do siatki. Najpierw bramkę zdobył Sebastian Musiolik, który wykorzystał podanie z rzutu rożnego i pokonał golkipera strzałem głową. Druga bramka to natomiast zasługa Kamila Lukoszka. Ofensywny zawodnik Górnika zszedł ze skrzydła do środka boiska i uderzył sprzed pola karnego. Strzał był na tyle precyzyjny, że nie pozostawił Patrykowi Szczuce żadnych złudzeń.
GKS również miał swoje okazje, jednak żadna z nich nie była klarowna. Co jakiś czas meldował się polu karnym przeciwników, ale jedyną wartą odnotowania akcją było uderzenie Kacpra Pietrzyka zza „16”, które otarło się o słupek i futbolówka wypadła na aut.
Po zmianie stron sytuacja nieco się uspokoiła, ale katowiczanie nie mieli zamiaru się poddawać. Dwubramkowa strata wcale ich nie przeraziła, a na udowodnienie tego, po raz pierwszy realnie zmusili Michała Szromnika do trudnej interwencji. W 56 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego niepilnowany w polu karnym pozostał Arkadiusz Jędrych. Kapitan GKS-u miał wyśmienitą okazję, stał kilka metrów przed linią bramkową, ale jego strzał został obroniony przez golkipera. To pokazało gościom, że muszą mieć się na baczności do końca spotkania.
Choć GieKSa rzeczywiście potrafiła utrzymać się przy piłce i często znajdowała się w pobliżu pola karnego Szromnika, to nie była w stanie wykorzystać tego w żaden sposób. Kolejny groźny strzał oddał Antoni Kozubal, ale znów na posterunku był bramkarz Górnika. W końcu zabrzanie wyprowadzili jedną kontrę, którą zamienili na bramkę. Rajd od połowy boiska zaliczył rezerwowy Lawrence Ennali i to właśnie on popisał się skutecznym lobem nad Szczuką. Górnik miał trzybramkowe prowadzenie, do ostatniego gwizdka zostało kilkanaście minut, więc w praktyce już niewiele złego mogło się mu stać. Co więcej, jeszcze przed końcem meczu Górnikowi udało się jeszcze podwyższyć prowadzenie, a na listę strzelców po raz drugi wpisał się Ennali. Tym samym pogrzebał szanse katowiczan na awans do kolejnej rundy Pucharu Polski.
weszlo.com – GieKSa ambitna, ale wypunktowana. Pewny awans Górnika Zabrze
GKS Katowice zagrał dziś z Górnikiem Zabrze ambitnie, bez kompleksów, momentami wręcz bardzo odważnie. I to jest co do zasady postawa godna pochwały. Katowiczanie przekonali się jednak boleśnie, że w konfrontacji z ekstraklasowym przeciwnikiem nie można sobie pozwalać – w dodatku regularnie – na nieodpowiedzialne straty we własnej strefie obronnej. Koniec końców podopieczni Rafała Góraka przegrali u siebie z Górnikiem aż 0:4. Zamiast nagrody za odwagę, otrzymali surową karę za głupie błędy.
Trochę nam w sumie GieKSy szkoda. Zasłużyła przynajmniej na honorowe trafienie.
Już w pierwszych minutach gospodarze dowiedli, że mają dzisiaj wielką ochotę na sprawienie niespodzianki. Zaraz po pierwszym gwizdku arbitra ruszyli do frontalnego ataku i udało im się nawet zepchnąć zabrzan do głębokiej, dość rozpaczliwej defensywy. W pewnym momencie przewaga GKS-u stała się tak przytłaczająca, że ekipa z Katowic wymieniała już podania wewnątrz pola karnego Górnika. Tylko że nie przełożyło się to na zbyt wiele klarownych sytuacji strzeleckich, o bramkach nie wspominając. A kiedy już ekipa Jana Urbana przetrwała pierwszą nawałnicę, to zaczęła układać mecz po swojemu. No i coraz częściej robiło się gorąco w okolicach szesnastki katowiczan.
Górnik zresztą dość szybko udokumentował okres lepszej gry poprzez wyjście na prowadzenie. W 20. minucie spotkania do siatki trafił Sebastian Musiolik, wykorzystując znakomite dośrodkowanie z rzutu rożnego i bardzo kiepską organizację GKS-u w obronie. Wprawdzie gospodarze się tym faktem nie podłamali, nadal aktywnie szukali swojego trafienia, ale minął zaledwie kwadrans i ponownie zostali skarceni. Tym razem przez Kamila Lukoszka, który wykorzystał nad wyraz bierną postawę katowickich defensorów i ładnym uderzeniem (choć po rykoszecie) podwyższył prowadzenie drużyny przyjezdnej.
Tym samym GKS został ze swoim ofensywnym usposobieniem jak Himilsbach z angielskim. Goście szarpali, strzelali z dystansu, próbowali akcji oskrzydlających, ale gdy przychodziło do powstrzymywania rywali, to popełniali naprawdę szkolne błędy, czy wręcz obdarowywali oponentów prezentami.
Po przerwie obraz gry nie uległ wielkim zmianom, mimo że po stronie Górnika doszło do kilku roszad, na murawie zameldował się między innymi Lukas Podolski. Zespół Jana Urbana nadal pozwalał GieKSie na wiele, by we właściwym momencie zaskoczyć gospodarzy błyskawicznym kontratakiem. Tego rodzaju taktyka mogła się sprawdzić również z uwagi na znakomitą postawę Michała Szromnika między słupkami bramki zabrzan. Golkiper w paru sytuacjach wykazał się naprawdę znakomitym refleksem i zasygnalizował szkoleniowcowi dobrą formę oraz gotowość do regularnej gry w lidze, jeśli zajdzie taka potrzeba.
A skoro już wspominaliśmy o zmiennikach, to właśnie jeden z nich ostatecznie dobił dziś GKS. Konkretnie – Lawrence Ennali.
21-latek pojawił się na placu gry w 68. minucie i już po paru chwilach cieszył się z trafienia na 3:0, po tym jak przejął futbolówkę w środkowej strefie boiska, odjechał defensorom gospodarzy i sprytną wcinką przelobował bramkarza GKS-u. Tuż przed upływem podstawowego czasu gry Ennali ukąsił zaś po raz drugi, tym razem wykorzystując fatalne błędy obrońców GieKSy w wyprowadzeniu piłki krótkimi podaniami. Co ciekawe, w obu przypadkach autor dubletu mógł decydować się na dogranie do lepiej ustawionego partnera, któremu pozostałoby tylko skierować piłkę do pustaka, ale Ennali wolał jednak zakończyć obie akcje w pojedynkę. Gdyby je spartolił, pewnie czekałaby go w szatni ostra rozmowa z kolegami i trenerem. Ale skoro był skuteczny, to nie ma tematu. Może z czystym sumieniem świętować.
Górnik cieszy się zatem z awansu, a na GKS Katowice spada kolejny w ostatnim czasie kubeł lodowatej wody. Porażka z Zagłębiem Sosnowiec, potem lanie od Lechii Gdańsk, teraz cztery sztuki przyjęte w starciu z zabrzanami. Bolesne doświadczenia. Ale wciąż trzeba pamiętać, że krótko przed tą kiepską passą katowiczanie zanotowali również serię naprawdę obiecujących rezultatów.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze