Piłka nożna Prasówka
Echa meczu z Flotą w mediach
W rozegranym 23.11.2013 r., ostatnim meczu w tym roku GKS Katowice zremisował przed własną publicznością z Flotą Świnoujście 1-1 (0-0). Mecz nie był porywającym widowiskiem. Flota nie sprawiała wrażenia drużyny, której zależy na wywiezieniu 3 punktów z Katowic, skupiając się na obronie i przeszkadzając katowiczanom w tworzeniu i wykańczaniu akji.
Jesień kończymy więc na 3 miejscu z tą samą liczbą punktów (32) co drugi GKS Bełchatów oraz ze stratą 3 punktów do lidera Górnika Łęczna. W bardzo dobrych nastrojach kończymy jesień.
gkskatowice.eu: Bitwa z Flotą nierostrzygnięta
GKS starał się prowadzić grę, zbliżał się do bramki Floty z każdą minutą, jednak dwóch najlepszych okazji nie wykorzystał. Najpierw Tomasz Wróbel w polu karnym uderzył po ziemi obok słupka z ostrego kąta, a w ostatniej minucie przestrzelił Krzysztof Wołkowicz z ośmiu metrów. Po zmianie stron katowiczanie jeszcze bardziej przycisnęli. Szarżę na bramkę rozpoczął Przemysław Pitry, który oddał kilka groźnych strzałów, jednak albo były niecelne, albo zostały zablokowane. Swoje szanse mieli również Grzegorz Fonfara i Sławomir Duda, ale wszelkie próby umieszczenia futbolówki w siatce spełzły na niczym.
(…)
Najwięcej wydarzyło się w ostatnim kwadransie gry. Wejście smoka odnotował Grzegorz Goncerz, który po doskonałym, prostopadłym podaniu Pitrego wyszedł sam na sam z bramkarzem i lekkim, ale zabójczym kopnięciem piłki po ziemi dał w 76. minucie prowadzenie ekipie z Bukowej. Niestety, ostatnie słowo należało do Floty. Obrońcy GieKSy nie upilnowali Piotra Kieruzela, który w zamieszaniu podbramkowym, mocną petardą pod poprzeczkę nie dał szans Budziłkowi. Mimo usilnych starań katowiczan w ostatnich minutach, wynik już nie uległ zmianie.
slask.sport.pl: Rozczarowanie na Bukowej. GKS Katowice tylko zremisował z Flotą Świnoujście
Po przerwie gospodarze mocniej podkręcili tempo i zupełnie zdominowali wydarzenia na boisku. Długimi minutami nie opuszczali połowy rywali. Problem w tym, że ich gra wyglądała dobrze tylko do pola karnego Floty.
Wydawało się, że w tym meczu bramki raczej nie padną. W ostatnich minutach kibice obejrzeli jednak aż dwa trafienia. Zaczęło się dobrze dla GieKSy, bo rezerwowy Grzegorz Goncerz bez trudu wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem Floty.
Euforia na Bukowej trwała jednak krótko. Fatalne gapiostwo obrony GKS-u sprawiło, że rywale doprowadzili do wyrównania. Zupełnie niekryty Piotr Kieruzel potężnym strzałem z kilku metrów nie dał szans Łukaszowi Budziłkowi.
1-liga.przegladsportowy.pl: Niewykorzystana szansa katowiczan
Po zmianie stron katowiczanie jeszcze mocniej zaatakowali, lecz nadal byli nieskuteczni. W końcu udało im się jednak umieścić piłkę w siatce, za sprawą rezerwowego Grzegorza Goncerza. Pitry idealnie podał do „Gonzo”, a ten nie miał problemów ze zdobyciem bramki.
Radość licznie zgromadzonych kibiców GKS nie trwała jednak zbyt długo. W zamieszaniu w polu karnym, najprzytomniej zachował się Piotr Kieruzel, który doprowadził do wyrównania. Gospodarze nie byli już w stanie przechylić szali na swoją korzyść.
(…)
Katowiczanie byli podłamani stratą punktów. – Miało być święto, chcieliśmy zagrać najlepszy mecz w tym półroczu, a czujemy ogromny niedosyt. Mieliśmy wiele dogodnych sytuacji, lecz co z tego skoro popełniliśmy błąd, który kosztował nas utratę punktów. Wielka szkoda, że bardzo dobrą rundę nie uwieńczyliśmy zwycięstwem – smucił się Grzegorz Goncerz.
dziennikzachodni.pl: GKS Katowice – Flota Świnoujście 1:1. Tylko remis na Bukowej – liderowanie nie dla GieKSy
Starcie z Flotą było zresztą kolejnym z całego cyklu, w których GKS musiał punkty wyszarpać z twardej walki. Goście, zajmujący miejsce pod kreską spadkową, dość szczelnie zamurowali dostęp do własnej bramki, od czasu do czasu podejmując akcje ofensywne. Szarpanina trwała aż do wspomnianej 77 minuty. Zdobyty przez katowiczan gol nie wystarczył jednak do zgarnięcia pełnej puli.
Katowiczanie zakończyli więc tegoroczne występy kolejnym na Bukowej meczem bez porażki. W sumie w swojej twierdzy odnieśli osiem zwycięstw i dwukrotnie zremisowali. Gdyby katowiczanie podobną skuteczność prezentowali na wyjazdach (1 wygrana, 3 remisy, 4 porażki) z pewnością czekaliby na wiosnę patrząc na konkurentów z samego czuba tabeli.
Piłkarską jesień na trybunach pożegnało więcej widzów niż zwykle przychodzi na Bukową, ale ta frekwencja będzie klub sporo kosztowała. Dziesięć minut przed końcem meczu na Blaszoku zaprezentowano oprawę, której głównym elementem były płonące pod płachtami race.
slask.sport.pl: Zaskakujące słowa lidera GieKSy. To przez niego drużyna straciła zwycięstwo?
Wydawało się, że Pitry zostanie bohaterem spotkania. W końcówce meczu popisał się genialnym podaniem do Grzegorza Goncerza, który strzelił gola. Po chwili Flota jednak wyrównała. Jej akcja rozpoczęła się od… rzutu z autu. – Widzieliśmy, że rywale wyrzucają piłkę z autu daleko. Długo skutecznie się temu przeciwstawialiśmy. Biję się w pierś, bo to ja nie dałem rady wybić piłki w akcji, po której straciliśmy gola. Nie mogę sobie pozwalać na takie błędy indywidualne – stwierdził Pitry.
Mecz z Flotą był ostatnim spotkaniem GKS-u w tym roku. – W ostatnich latach graliśmy o utrzymanie, a teraz możemy walczyć o czołowe lokaty. Jak tu się nie cieszyć? Faktem jednak jest, że kilka meczów sobie zapieprz… – dodawał Pitry.
slask.sport.pl:Bramkarz GKS-u Katowice z szansami na powołanie do reprezentacji Polski?
Budziłek ma za sobą kapitalny rok w GKS-ie Katowice. Golkiper zaczął wzbudzać zainteresowanie klubów ekstraklasy. To szczególnie widoczne w przypadku Legii Warszawa. Niedawno Budziłka obserwował w akcji trener Jan Urban. Sobotni pojedynek GKS-u z Flotą Świnoujście oglądali z kolei inni wysłannicy mistrza Polski – Michał Żewłakow i Grzegorz Szamotulski.
Sam bramkarz podkreślał po meczu, że ma kontrakt z GieKSą ważny do końca sezonu i na razie nawet nie mógłby rozmawiać z innymi klubami. Z kolei klub z Katowic nie pali się do sprzedaży czołowego zawodnika i kusi go nową umową.
To o tyle ważne, że wartość Budziłka może wkrótce znacznie wzrosnąć. Jego grze przyglądał się bowiem w sobotę także trener bramkarzy reprezentacji Polski Jarosław Tkocz. Nie można wykluczyć, że Budziłek doczeka się sensacyjnego powołania do kadry, tak jak było to niedawno w przypadku innego I-ligowego bramkarza – Rafała Leszczyńskiego z Dolcanu Ząbki.
sportowefakty.pl: Zepsute święto przy Bukowej – relacja z meczu GKS Katowice – Flota Świnoujście
Po godzinie gry przed szansą na otwarcie wyniku stanął Przemysław Pitry, który uderzał na bramkę z pola karnego, ale jego strzał zblokowali obrońcy gości. Kwadrans później piłka do bramki już jednak wpadła. Po dograniu Pitrego w sytuacji sam na sam z Konradem Forencem stanął Grzegorz Goncerz, po czym „dziubnął” piłkę obok wychodzącego bramkarza, a ta zatrzymała się dopiero w siatce.
Radość katowiczan trwała jednak krótko. Kilkadziesiąt sekund po trafieniu „Gonza” nieporozumienie w szeregach defensywnych gospodarzy wykorzystał Piotr Kieruzel, silnym strzałem pod poprzeczkę doprowadzając do wyrównania.
Po końcowym gwizdku sędziego w szatni gospodarzy dominował niedosyt, czemu trudno się dziwić. GieKSa nie tylko straciła szanse na zimowanie na fotelu lidera, ale też dała się złapać PGE GKS-owi Bełchatów.
slask.sport.pl: Zmartwiony bohater GieKSy: To miał być nasz najlepszy mecz
Dzięki golowi Goncerza GieKSa objęła w tym spotkaniu prowadzenie. Rywale jednak wyrównali i ostatecznie mecz skończył się remisem.
– Na trybunach było święto i my chcieliśmy w nim uczestniczyć. To miał być nasz najlepszy mecz tej jesieni. Szkoda, że nie mogliśmy pożegnać się z kibicami trzema zdobytymi punktami. Cóż, mamy jeden punkt i to trzeba przyjąć z pokorą. Musimy oddać rywalom, że grali bardzo mądrze i nie pozwalali nam rozwinąć skrzydeł. Teraz czeka nas przerwa, a wiosną… wiele może się wydarzyć. Zdajemy sobie jednak sprawę, że wtedy o punkty będzie jeszcze trudniej – mówił Goncerz.
gs.24.pl: Flota Świnoujście spędzi zimę w strefie spadkowej
W pierwszej połowie groźne sytuacje stworzyły oba zespoły. Bliski zdobycia bramki po strzale głową był Krzysztof Bodziony, GKS odpowiedział groźnym uderzeniem Sławomira Dudy.
Po przerwie przewagę osiągnęli gospodarze. W 77. zdobyli bramkę. Grzegorz Goncerz wykorzystał sytuację sam na sam z Konradem Forencem.
Jednak cztery minuty później wyrównał Piotr Kieruzel, który dobrze odnalazł się w zamieszaniu podbramkowym.
Był to ostatni mecz Wyspiarzy w tym sezonie. Bez względu na rezultaty pozostałych spotkań 17. kolejki na pewno spędzi zimę w strefie spadkowej. Rok temu była liderem I ligi.
slask.sport.pl: GKS Katowice będzie rozmyślał o tym remisie przez kilka miesięcy
Spotkanie na Bukowej zakończyło się remisem. – Żałujemy, że nie udało się wygrać. Na przerwę zimową udalibyśmy się w lepszych humorach. Szkoda, że sprawdziły się moje słowa co do sposobu, w jaki Flota może strzelić nam gola. Boli mnie bardzo, że straciliśmy punkty. To będzie siedziało w nas do następnego meczu, choć będzie on dopiero na wiosnę – zaznaczył Moskal.
– Przede wszystkim gratuluję GKS-owi kibiców. Cieszę się z punktu, bo GKS walczy o mistrzostwo, czego mu zresztą życzę, a my mamy swoje kłopoty. Gospodarze mieli przewagę optyczną, a my nastawiliśmy się na kontrataki. Dziękuję moim zawodnikom za heroiczną walkę – mówił Jerzy Rot, który w sobotnim meczu zastępował dotychczasowego trenera Floty Bogusława Baniaka.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze