Dołącz do nas

Felietony

Derby kuriozów, kontrowersji i telewizyjnych wpadek

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ach te mecze z Górnikiem… W ostatnich latach nie mieliśmy ich wcale, w kilku poprzednich było ich jak na lekarstwo. Po spadku z ekstraklasy raz trafiliśmy na zabrzan w Pucharze Polski, były także dwa mecze ligowe, podczas rocznej banicji. Do dalszych meczów pamięcią trzeba sięgać już w ekstraklasie.

Tydzień temu stuknęło mi 20 lat na GiekSie. Jak ten czas leci… W związku z tym nie pamiętam choćby przerwanego i powtórzonego przy światłach pojedynku. Choć pamiętam doskonale, że akurat w dzień powtórzonego spotkania jechaliśmy z klasą z podstawówki do teatru i tramwaje, które przejeżdżały przez Rondo, były tak napakowane kibicami, że ani wcześniej, ani później czegoś takiego nie widziałem. Kibice dosłownie wysypywali się z tegoż środka lokomocji, a my… musieliśmy czekać na jakiś luźniejszy.

Mój pierwszy mecz z Górnikiem, a trzeci w ogóle, to spotkanie z jesieni 1996. Za namową kolegów udałem się na owiany pewną sławą sektor D… Chciałem posmakować, jak wygląda mecz z tej perspektywy, wcześniej bowiem na meczach z Wisłą i Śląskiem zajmowałem miejsce na C. Spotkanie było pełne kontrowersji, pamiętam, jak rozpatrywano je w niedzielnym Studio Gol w katowickiej trójce. Po pierwsze Mieczysław Agafon strzelał bezpośrednio z rzutu rożnego i… no właśnie, piłka wpadła do bramki czy nie? Tego do dziś nie wiadomo, sytuacja podobna do tej GieKSy z Benfiką (choć wtedy akurat piłka ewidentnie minęła linię po strzale Kucza, tym razem to Kucz wybijał futbolówkę). Dość kuriozalne jest to, że mogliśmy stracić gola z kornera w momencie, gdy w tym aspekcie brylował Sławek Wojciechowski, który nawet w tym meczu próbował z rogu trafić do siatki. Swoją drogą patrząc na poniższy skrót naprawdę można zaryzykować stwierdzenie, że to mogła być jedna z najlepszych lewych nóg w Europie i stałe fragmenty mógł mieć na poziomie Juninho Pernambucano czy Sinisy Mihajlovića. Szkoda, że nie wykorzystał swojego potencjału, a nie zmienia tego nawet fakt pobytu w Bayernie Monachium i kilka meczów w barwach Bawarczyków.

Wracając do spotkania, GKS strzelił gola w 72. minucie w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Po dośrodkowaniu Wojciechowskiego z rogu, główkował jeden z naszych zawodników piłka trafiła (?) w słupek, po dobitce Bogdana Pikuty w Tomasza Hajtę i po rękach Dariusza Klytty wpadła do siatki. Zabrzanie mieli sporo pretensji, bo uważali, że futbolówka nie uderzyła wcześniej w słupek, a odbiła się przez siatkę od zawodnika stojącego w bramce, czyli de facto opuściła boisko. Na skrócie poniżej możecie zobaczyć, że chyba faktycznie tak było… GKS dociągnął jednak zwycięstwo do końca, a ja po raz pierwszy miałem okazję cieszyć się z wygranej w derbach.

https://www.youtube.com/watch?v=x4p1q6ujCs0

Kolejnym istotnym meczem jest spotkanie ostatniej kolejki sezonu 2000/01. Górnik aby się utrzymać musiał nie tylko samemu osiągnąć dobry wynik, ale liczyć też na potknięcia rywali. W skrajnym przypadku nawet wygrana nie dawałby zabrzanom utrzymania – gdyby Stomil wygrał swój mecz. Ostatecznie Stomil przegrał, a więc Górnikowi, aby uniknąć baraży, wystarczał remis. Do 89. minuty jednak przegrywali. Pamiętam spekulacje przedmeczowe, że GieKSa ten mecz puści. Dlatego ze zdumieniem przyjmowałem długie prowadzenie naszego zespołu po pięknej bramce z dystansu Tomka Moskały. Coś jednak musiało się na koniec wydarzyć. Dziwny faul i dziwny karny, strzelony przez Piotra Gierczaka. Niestety realizacja Canal Plus była fatalna i kamery nie uchwyciły tego kuriozalnego strzału, ale pamiętam, że było to uderzenie prosto w Piotra Lecha, który zrobił wszystko, aby piłka wpadła do siatki. Gdzieś między rękami, pod brzuchem. Czułem się dość mocno oszukany po tym spotkaniu. Górnik się utrzymał, a ja mówiłem, że jak już ustawiać mecze, to można to zrobić inaczej, wcześniej, mądrzej, w środku spotkania, a nie czekać na dziwnego karnego w ostatniej minucie, o którym będzie mówić cała Polska. Czy mecz był ustawiony, tego oczywiście nie wiem – wtedy miałem przekonanie, że tak. Po spotkaniu kibice GKS wbiegli na boisko po koszulki naszych zawodników, na boisku pojawiła się policja, która na linii środkowej utworzyła zaporę. Gdy sympatyków GieKSy nie było już na całym boisku (chyba tylko na połowie pod zegarem) po kilkunastu minutach piłkarze z Zabrza wybiegli triumfalnie do swoich kibiców, cieszyć się z utrzymania. Przyznam, że zrobiło to na mnie wrażenie i było bardzo efektowne, choć niesmak miałem duży…

Sezon 2002/03 i wyjazdowe spotkanie z Górnikiem. Fantastyczny doping i gol Bojarskiego, który podbiegł do sektora po strzelonej bramce i ukląkł triumfalnie w geście radości. To był bardzo ważny i trudny mecz w drodze naszego zespołu do europejskich pucharów. Na domiar złego czerwoną kartkę dostał Jacek Kowalczyk i długo musieliśmy sobie radzić w dziesiątkę. Kolejne dwie bramki dla GKS również były kuriozalne (jak wszystko w opisywanych przeze mnie derbach). Bojar z rzutu karnego uderzył tak, że piłkę obronił… Piotr Lech, ta poszybowała wysoko w górę, odbiła się od murawy i dzięki rotacji wpadła do bramki. Trzeci gol natomiast to lob Roberta Sierki. Zareagowaliśmy na sektorze radością dopiero po kilku sekundach. Widok mieliśmy bowiem ze stu metrów zza drugiej bramki, i patrząc po zachowaniu innych zawodników, w tym stojącego i w ogóle nie próbującego interweniować Lecha – myśleliśmy, że piłka przeleciała nad poprzeczką. Dopiero radość naszych zawodników uzmysłowiła, że padł gol. Potem w telewizyjnych relacjach było widać, że Lech po tym lobie obrócił się w stronę do bramki i… bił brawo…

Inny mecz w Zabrzu, który pamiętam, to pojedynek z 2004 roku w ulewnym deszczu. Jakaż była radość, gdy Dawid Plizga strzelił efektowną, swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie. I było już tak blisko, blisko remisu, gdy zawodnik o nazwisku Joao Paulo Heidemann (czy jakoś tak), wyrównał. Szkoda, zabrakło tak niewiele…

Ostatni mecz w ekstraklasie to pojedynek widziany zza płotu, z kasy lub drzewa. Doliczony czas gry i rzut karny Krzysztofa Markowskiego. Pamiętam, że po tym spotkaniu w skrócie Canal Plus ta bramka była, ale potem też oglądąłem sobie z odtworzenia Multiligę i wiadomo, że wszystkie spotkania już się dawno zakończyły, a to na Bukowej wciąż trwało. W studiu dyskutowali i podsumowywali, aż nagle okazało się, że w Katowicach karny. I jakoś tak to nieudolnie zaprezentowali, że te 2-3 sekundy, gdy Maro strzelał karnego, po prostu ręka się komuś omsknęła i była zmiana kamery na niewiadomo co. I gola widać nie było…

Meczu Pucharu Polski przegrany 3:4 to też było coś. Fantastyczna atmosfera i olbrzymia dramaturgia na boisku. W barwach gości nasz obecny trener Jerzy Brzęczek. Markowski wyrównał w 86. minucie wprowadzając stadion w euforię. Mieliśmy dogrywkę, w której Górnik strzelił jeszcze jednego gola, a kibice mówili, że może i dobrze, bo robiło się już całkiem konkretnie ciemno, jupiterów nie było i zachodziła obawa, że konkurs jedenastek byłby rozgrywany w egipskich ciemnościach. Choć żartowano też, że wtedy kibice racami oświetliliby cały stadion, tak jak zrobili to kilkanaście minut wcześniej.

No i spotkanie z Zabrza z 2009 roku – 20 tysięcy ludzi na trybunach, mecz przyjaźni, Żółta Armia na sektorze gości. W PRE SCRIPTUM możecie sobie pooglądać kilka filmików z tego meczu. Sektor buforowy po jakimś czasie zniknął i kibice obu klubów połączyli siły. Do dzisiaj pozostaje to mój mecz GKS z najliczniejszą frekwencją. To była po prostu magia.

Było jeszcze kilka innych meczów z Górnikiem, ale wymieniłem te, które najbardziej wbiły mi się w pamięć. Derby kuriozalnych sytuacji, realizacyjnych (telewizja) wpadek i wielkich kontrowersji. Jak będzie teraz? Miejmy nadzieję, że to będzie kolejny mecz, który pozostanie w pamięci na zawsze!

10 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

10 komentarzy

  1. Avatar photo

    jarek

    21 października 2016 at 20:54

    Ja pamiętam jeszcze jedno ciekawe wydarzenie z mczów z Górnikiem.
    Czy mozna być 2 razy na jednym wyjeźedzie? Okazuje się ,ze tak.
    W roku 92 albo 93 Gieksa grała wyjazdowy mecz w Zabrzu . Zebrała się dość pokaźna grupa kibiców pod Skarbkiem (około 2000 ) bo były to czasy ,ze na wyjazd szło się na zbiórke i jechało. Przemarsz na dworzec , do pociągu i jazda.W Zabrzu idziemy na stadion i tak w połowie drogi policja staneła kordonem z przodu i stop, mecz odwołany bo boisko zmrożone i nie nadaje się do gry(to był pirwszy mecz na wiosne chyba marzec). No to My z powrotem na dworzec i do pociągu do Katowic. Najlepsze jest to ,ze w tym samym dniu ruch grał mecz u siebie i po drodze na stacjach (gdzieś Ruda Śl. Świętochłowice stały grupki chorzowskich które chciały jechać na mecz. Jakież było ich zdziwienie jak zobaczyli pełny pociąg Gieksy. Niektórzy w popłochu uciekali , inni stali w osłupieniu a Kibice Gieksy w ironi wołali do nich z otwartych okien pociągu „chodźcie , wsiadajcie” 😉
    Za jakiś miesiąc mecz był powtórzony i byłem 2 raz na tym samym wyjeździe.

  2. Avatar photo

    wnc emigracja

    22 października 2016 at 00:49

    Na ten powtórzony szpil z Górnikiem, Ojciec napisał mi usprawiedliwienie w tajemnicy przed Mamą. Pamiętam jak nauczycielki straszyły, że wiedzą że jest mecz i będą sprawdzać nieobecności (szkoła podstawowa 26). Ok… na Bukowej zaraz koło 19-nastki, milicja stoi i wyłapuje gówniarzy 😉 złapali mnie,kumple starsi, więc przeszli na lajcie… i wypytywanie dlaczego nie w szkole co i jak…ściema na szybko że badania lekarskie, badanie krwii u pielęgniarki itp. Udało się! Ave GieKSa! Pozdro z UK!

  3. Avatar photo

    kosa

    22 października 2016 at 12:39

    @jarek

    Takich sytuacji można pewnie mnożyć. Ostatnią taką był wyjazd na Dolcan, który za pierwszym razem nie doszedł do skutku z powodu katastrofy w Smoleńsku.

  4. Avatar photo

    Tauzen

    22 października 2016 at 15:40

    shellu to ty dopiero 20 lat xd jo już 26 lat na GieKSa jeżdża , może jestem piknik bo ino u siebie łaża, ale łaża i pamiętom najlepsze czasy z Benificą bordox leverkusen arisem , gaśnięcie światła itd. nie musza jeździć na wyjazdy żeby być wiernym kibicem ,ale młodzi mogą mi zazdrościć wspomnień z najlepszych lat GieKSy !!!

  5. Avatar photo

    Mecza

    22 października 2016 at 17:16

    Byłem jak zgasło światło, nie pamiętam co dalej. Na powtórkę urwałem się ze szkoły z dwoma „chorzowskimi” kumplami z Klimzowca (tak się złożyło że uczyłem się na Sportowej w Batorym) Tam m.in. Szala był rocznik starszy, ten sam matematyk Hanisz który go nie cierpiał:) Bez sprawdzania Górnik wtedy wyrównał i było „zgaście słońce”

  6. Avatar photo

    KruchY

    22 października 2016 at 19:38

    ja tam nie pamietam zadnych derbow z gornikiem w extraklasie ale mam nadzieje ze juz za rok bede mogl urwac sie ze szkoly/roboty na DErBY ksgks.

  7. Avatar photo

    jaca

    22 października 2016 at 21:09

    Mecza, jo tyż pamiyntom Hanisza! Niy było leko ???? W moich czasach uczył sie tam tyż Kucz. Grali my wtedy – 1986 – z Górnikiym na Śląskim i bóło 3:3. Ale nojlepszy szpil z niymi kery pamiyntom bół rok późni: 3:2 z Andrzejem Rudym w składzie zanim pitnół do Niymiec.

  8. Avatar photo

    Pyjter

    22 października 2016 at 21:18

    Pamiętam powtórzony mecz,bodajze w środę o 11 godinie ,wagary????i trumnę w barwach Górnika na Blaszoku…

  9. Avatar photo

    carra23

    22 października 2016 at 22:08

    final pucharu polski 1 Maja 86 na Slaskim!!!I Puchar byl nasz!!!furtok koniarek kubisztal kapias AH!!!

  10. Avatar photo

    jarek

    29 października 2016 at 19:19

    @kosa
    No niby tak kosa ale nie rozmawiamy tutAJ o meczach z Dolcanem vel cks czeladź tylko o meczach z Górnikiem.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga